Jak się spełniać w macierzyństwie?

Czekamy. Całe dziewięć miesięcy oczekiwania. Wiemy że wszystko się zmieni, przygotowujemy się psychicznie i fizycznie, rozmawiamy, planujemy, dostosowujemy dom pod tą małą, bezbronną istotę. Delikatnie, opuszkami palców muskamy brzuch, wierzymy w to niesamowite połączenie, w więź, o której tyle czytałyśmy. Słyszymy gratulacje, dziękujemy, uśmiechając się promiennie. Bywa, że okres ciąży jest ciężki, ale wierzymy, że poród i widok naszego dziecka wymaże wszystko co złe z pamięci. Przychodzi ten piękny dzień. Znowu bywa, że jest pod górkę. Jesteśmy dorosłe, wiemy że będzie bolało, ale wiemy też, że ból porodowy to jedyny ból, który prowadzi do czegoś pięknego. Walczymy. Dostajemy nagrodę. Pierwszy dotyk, pierwszy krzyk, pierwszy pocałunek. To jest ten moment, kiedy wszystko się zmienia. W jednej chwili.

Pierwsze miesiące, zwłaszcza w przypadku pierwszego dziecka, to jedno wielkie błądzenie we mgle. Ciągle nam się wydaje, mamy przeczucie, intuicja podpowiada jedno, a mama czy teściowa za plecami, drugie. Błąkamy. Próbujemy wczuć się w tego małego człowieka. Wyczuć jego potrzeby. Czasami znowu jest ciężko, nie rozumiemy, staramy się, dajemy z siebie wszystko. Na końcu znowu słyszymy płacz, znowu wstajemy kilkanaście razy w nocy, a w przerwach już nawet nie zasypiamy – czuwamy, czekamy na bezbronny płacz wołający o przytulenie, dotyk, ciepło, poczucie bezpieczeństwa. Dalej błądzimy. Zapominamy o sobie, o swoich potrzebach. Zapominamy żeby jeść i pić regularnie, minutowy prysznic to rarytas ale nie obywa się bez stresu – nawet woda nie potrafi zrelaksować, słyszymy płacz dziecka, które przecież spokojnie śpi. Dzień-noc-dzień-noc. Tracimy rachubę czasu. Dni lecą.

Powiem Wam że ja też przez to wszystko przechodziłam. Wpisy z listopada i grudnia są dowodem, że nie było nam lekko, że też błądziliśmy, uczyliśmy się wszystkiego. Było rozdrażnienie, złość, wyczerpanie. Były litry łez, które pamięta już tylko poduszka. Był ból, odwieczne pytania ‚po co to wszystko?‚, niedowierzanie – bo przecież miało być tak pięknie, my piękni i wypoczęci i ten mały, pachnący bobasek, jak z reklamy. Mocne zderzenie z rzeczywistością. Ściana.

Teraz, po prawie dziewięciu miesiącach, nie powiem Wam że jestem ekspertem, nie będę radzić co zrobić, żeby było lepiej. Każde dziecko jest inne, każda rodzina jest inna, każdy radzi sobie najlepiej jak potrafi. Są uniwersalne metody, rady, ale na końcu to my zostajemy z danym problemem i kierujemy się swoim rozumem i intuicją. Jesteśmy rodzicami – podejmujemy decyzje. Cierpliwość i zrozumienie to najlepsze lekarstwo. Kiedy nic nie pomagało, kiedy byłam na skraju wyczerpania, powtarzałam sobie uparcie: ‚muszę ją zrozumieć, ona mnie potrzebuje, ja jestem dorosła i nie mogę się teraz załamać. To ona nie wie co się dzieje’. Mogę Wam jednak powiedzieć, że wszystko mija, a każdy etap, nawet ten najcięższy, bywa piękny. Każdy etap jest wart zapamiętania. Nie wymazujmy ciężkich chwil z głowy, bo to one, z tymi pięknymi i radosnymi, ostatecznie nas tworzą.

Odkąd zostałam mamą wiedziałam, że nie dam się pochłonąć macierzyństwu w 100%. Już w ciąży obiecałam sobie, że po porodzie postaram się dbać o siebie, o swoje pasje łącząc wszystko z macierzyństwem. Ba – gdybym zapomniała o owym postanowieniu, prosiłam męża żeby dał mi kopa w tyłek, jak ‚nie będzie mi się chciało’. Owszem – wszystkie nasze potrzeby początkowo spadają na drugi plan, małe, bezbronne maleństwo staje się naszym priorytetem i oczkiem w głowie, zatracamy się. Ale jeżeli ze mną tu jesteście to wiecie, że zawsze staram się trzymać pion i wyznaczać sobie granice. Wyznaję zasadę, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i cała rodzina. Dbam o siebie, dbam o swoje pasje, o swój związek.  Zbliża się koniec mojego urlopu dziekańskiego. Minęło szybko. Błyskawicznie. Nie wierzyłam, że czas może tak szybko uciekać przez palce. Teraz czas na podjęcie ważnych decyzji. Czuję, że narzuciłam na siebie sporo, ale z tyłu głowy wiem, że im więcej mamy do zrobienia, tym więcej zrobimy. Nie powiem że ‚urlop macierzyński‚ to odpoczynek – to robota jak każda inna. Ale to dobry czas na przemyślenia, refleksje. Ja wiem, że dam radę, bo mam za sobą wspaniałą rodzinę, córeczkę, która raczkuje na mój widok z bananem na twarzy, męża, który zawsze stoi za mną murem i wspiera na każdym kroku, no i siebie. Macierzyństwo wiele zmieniło, ale to, za co jestem najbardziej wdzięczna po córce, to wiara, że mogę wszystko, a to czy coś osiągnę zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Kiedyś zastanawiałam się, wahałam, nie wierzyłam w siebie. Teraz zaciskam zęby i robię to, w co mocno wierzę. Bo się uda. Przecież zostałam mamą – teraz wszystko się uda.

Spełniam się. Jako mama, jako kobieta, jako żona. Wszystkie te role są piękne osobno, jednak dla mnie połączone razem tworzą wyśmienitą harmonię. A jak jest u Was? Jakie plany po ‚urlopie macierzyńskim’? Wracacie do pracy, czy może przedłużacie urlop? Kto będzie zajmował się maluszkiem – niania/żłobek/dziadkowie? Jestem ciekawa, piszcie!

Ściskam, Asia!


 

Reklamy

14 thoughts on “Jak się spełniać w macierzyństwie?

  1. hhhh pisze:

    Reklamujesz swój blog jako położna? Przepraszam jaka położna? Pracujesz ? Zrobiłaś praktyki kilka tygodni, nigdy nie pracowałaś nawet jako położna, ale fajnie sobie wpisać na blogu :położna. Pewnie większą kaskę będziesz dostawać z swoje mamo wpisy

    • withi pisze:

      Nie dostaję ani grosza za prowadzenie bloga. Robię to z czystej przyjemności i z myślą, że moje wpisy mogą komuś pomóc. Cieplutko pozdrawiam.

    • withi pisze:

      Odpowiadając natomiast na drugie pytanie, który jest poniżej pasa i obiecałam sobie takie ignorować – położna to nie tylko praca na oddziale, każdy kto kończy studia położnicze i dostaje prawo do wykonywania zawodu jest logicznie – położną. Położna to również edukacja pacjentek, uświadamianie swoim zachowaniem i niesienie zgodnej i słusznej wiedzy medycznej. Zachęcanie do profilaktyki.
      Studia położnicze to nie kilka tygodni praktyk. To wiele tygodni praktyk, które łącznie można zsumować w miesiące. To również przyjęcie ponad 40 porodów, opieka nad setkami pacjentek itd. Polecam zapoznać się z programem nauczania. Albo wybrać na owy kierunek. A potem się mądrzyć, podpisując: hhhh.
      Pozdrawiam

  2. Szczęśliwa mama pisze:

    Urodziłam Julkę 6 miesięcy temu. Byłam z nią w domu ok 1,5 miesiąca. Potem poszłam do pracy, na szczęście na 4 godziny. Mała zostaje z mężem, który pracuje w domu. Początki były bardzo trudne. Najpierw szok jakim był ból porodu, który w końcu skończył się cesarką. Później ból po cesarce, szczególnie dzień po, kiedy przywieziono mi małą, miałam się nią zająć, a sama nie mogłam ruszyć się z łóżka i ze łzami w oczach dzwoniłam o 7 rano do męża żeby jak najszybciej przyjechał żeby mi pomóc. Nie miałam pojęcia, że tak to wszystko wygląda. Do tego bałam się zostawać sama z małą w nocy. Nie miałam styczności z takim małżeństwem i tak strasznie się bałam ze zrobię jej krzywdę. Gdy mąż i mama wychodzili mnie sciskalo w gardle, bo chciało mi się płakać. Po powrocie do domu nie lepiej. Totalne zmęczenie, ból piersi, nawał pokarmu. Mała nie chciała ssać i prawie od początku jadła z butelki. Nikt w szpitalu mi nie powiedział co w takiej sytuacji zrobić z piersiami. Że trzeba je rozmasowac żeby mleko zaczęło lecieć bo kanaliki są zapchane i może dojść do zapalenia. Wszyscy naciskali na karmienie piersią. Mówili że wszystko się ureguluje jak mała będzie ssać. Ale próby przystawiania kończyły się ogromnym płaczem, bo dziecko głodne, a nie mogło sobie poradzić. Córcia była strasznie wymagająca, dużo płakała, ciężko było ją uspokoić. Bardzo mało spała, a wszędzie pisali że noworodek większość czasu przesypia. Nie miałam na nic czasu. Starałam się jak najczęściej ściągać pokarm, ale udawało się nie częściej niż 3 razy na dobę. W domu bałagan. Do tego musiałam pracować z domu, raz więcej raz mniej, niestety taka praca. Mama pomagała mi w miarę możliwości, nie wspominając już o mężu, który pięknie sobie radził i bardzo mnie wspierał. Z czasem wszystko się ułożyło. Po 3 miesiącach Julka zaczęła przesypiać noce z jedną czy dwoma pobudkami na jedzenie. Teraz jest cudowna, pogodna, jakby chciała wynagrodzić mi te trudne początki. Pracuję, ogarniam dom w miarę możliwości,
    opiekuję się corcią i co weekend znajduję czas na pieczenie tortów, co przed porodem było moją pasją i teraz powoli do tego wracam. Nie boję się już myśleć o kolejnym dziecku. Już wiem, że na początku może być koszmarnie, ale to minie i z czasem wszystko wróci do normy. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez mojego maleństwa. Życie jest milion razy bardziej wartościowe gdy ma się dziecko. Najważniejsze jest zdrowie Julci i nasze. Wtedy wszystko jest możliwe 🙂

    • withi pisze:

      Hej! Dziękuję za Twój komentarz. Cholernie mi przykro, że tak wyglądały początki Twojego macierzyństwa, że nie spotkałaś się z pomocą na oddziale i kompetentnym personelem medycznym – który powinien pomóc w opiece nad dzieckiem w pierwszych dobach. Doradca laktacyjny powinien pomóc Ci z laktacją. Cóż, opieka medyczna w naszym kraju pozostawia wciąż wiele do życzenia.
      Cieszę się, że z dnia na dzień jest już lepiej – to prawda, nawet taka drobnostka jak przepiękna pogoda, może diametralnie zmienić życie młodej mamy. Sama urodziłam córkę pod koniec października, szara, bura jesień. Z każdym miesiącem jest naprawdę lepiej, maleństwo jest bardziej kontaktowe, macierzyństwo jest bardziej wdzięczne. Ale tak jak napisałam – warto pamiętać wszystko, nawet te gorsze momenty, bo to one w dużej mierze nas tworzą. Pokazują, że miałyśmy olbrzymią siłę, poradziłyśmy sobie. Powinnyśmy być z siebie dumne.

      Ściskam gorąco!

  3. Gabs pisze:

    Jejuu Asia, obie jestescie takie piękne! Marysia jest cudowna!
    Mam do Ciebie pytanie zupełnie z innej beczki. Chciałabym sie wybrac na weekend do Rzeszowa, co byś poleciła , żeby na pewno zobaczyc, czego nie pominac? Bardzo bym Ci była wdzieczna za odpowiedz!
    Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :*

    • withi pisze:

      Hej, dziękujemy! Przepraszam że dopiero teraz odpisuję, pewnie jest już za późno – umknął mi Twój komentarz 😦 Jeżeli chodzi o Rzeszów – wstyd się przyznać, ale ciężko mi polecić Ci coś konkretnie. Poleciłabym Łańcut – piękne miasto, kilka km od Rzeszowa, warte zobaczenia. Są fontanny multimedialne w Rzeszowie – ponoć koniecznie trzeba zobaczyć pokaz. Jeżeli chodzi o jakieś fajne miejsca do zjedzenia – podobnie, nie mam pojęcia jakie są nowe, smaczne miejsca w Rzeszowie. W 2011 roku wyjechałam na studia do Warszawy, teraz mieszkam jeszcze dalej, u rodziców bywam raz na jakiś czas, cóż – nie jestem na bieżąco 🙂

  4. Monika pisze:

    Wrócilam do pracy po roku.
    Córka zostaje z tatą (który pracuje w róznych godzinach) albo zawozimy do babci 🙂 Dziękuje bogu za babcie bo z naszym trybem pracy żłobek odpadal, a o nianie byloby ciezko i zazyczylaby sobie fortune 😉

    A jak u Was?

    • withi pisze:

      Zazdroszczę babci! My tutaj na miejscu też mamy teściów, ale obydwoje pracują.
      Do Marysi będzie przychodziła niania, już teraz czasami do nas wpada, córka się przyzwyczaja, jakoś w ogóle nie ma problemu zostać z kimś spoza rodziny, mała Cyganeczka 😉 Czasami jak nasze grafiki będą nam się pokrywały to rozważam żłobek na godziny (u nas w mieście jest taka opcja w niektórych żłobkach), ale na początku wolałabym tego uniknąć. A ja wracam na studia i do pracy 😉

  5. Ania D. :-) pisze:

    Asiu, podziwiam Cię. Twoją wewnętrzną siłę, determinację, ciepło. Nie spotkałyśmy się przed pojawieniem się na świecie Marysi, ale po wpisach widzę, co najważniejszego zrobiło dla Ciebie macierzyństwo- stałaś się Kobietą, nie zatraciłaś siebie, przeciwnie.
    Pozdrawiam ciepło ❤

    PS.
    pierwsze zdjęcie, to ze chrztu- przepiękne! Zakochana jestem w Waszych kreacjach z tego dnia 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s