Jak nie zwariować na macierzyńskim?


Cześć! Może część z Was zauważyła drobne korekty na moim blogu. Nie wiem czy uwierzycie, ale po siedmiu (dokładnie, SIEDMIU!) latach istnienia bloga, w końcu odważyłam się zmienić temat i szablon przewodni. Myślę że teraz będzie i przejrzyście i schludniej. Co sądzicie o nowym wizerunku?

Dzisiaj wpis spontaniczny, a wiem że takie lubicie najbardziej. Nigdy nie chciałam robić czegoś na siłę i zawsze staram się pisać to co czuję, to, co wpadnie mi do głowy i jest mi bliskie. Każda mama potwierdzi to co teraz napiszę: na macierzyńskim naprawdę łatwo zwariować. I jakkolwiek przyciągające i słodkie są wszystkie reklamy, wszystkie zdjęcia krążące w sieci czy na Instagramie, gdzie szczupła, w perfekcyjnym makijażu i blond falach, mama, trzyma na biodrze kilkumiesięcznego niemowlaka, uśmiecha się do fotografa, promienieje i niemalże krzyczy do nas: urlop macierzyński jest taki wspaniały, w końcu w pełni rozkwitłam! to powiem Wam tak – rzeczywistość jest delikatnie inna. Nie będę teraz kląć na prawo i lewo, że jest mi ciężko, że na nic nie mam czasu i dalej jest bleble, a tak w ogóle to Marysia będzie jedynaczką. Nie napiszę też, że jestem zła, zionę ogniem i najchętniej cofnęłabym się rok wstecz i dokładniej zaplanowała swoje życie. Bez uwzględniania w nim przekazu materiału genetycznego i podtrzymania naszego gatunku, rzecz jasna.

Napiszę prosto z mostu, bo za to mnie lubicie, a może i cenicie?

Słuchajcie, okres ten, jak każdy inny w naszym życiu, ma swoje niewątpliwe plusy jak i minusy. Aby redukować owe minusy, (które dotykają każdą mamę, obojętnie czy wygląda jak pani z owej reklamy, czy jest typową, stereotypową kobietą po porodzie, nieważne – każda z nas doświadcza trudów macierzyństwa, a świeżynka w temacie jak ja – tym bardziej) należy znaleźć w danej sytuacji jak najwięcej plusów i na nich skupić swoją uwagę. Naiwnie wierzę że przy kolejnych dzieciach wszystko idzie z górki, bo w końcu posiadamy wiedzę i doświadczenie. Z tyłu głowy wiem jednak, że i tak życie zweryfikuje.

No to moje Kochane, jak nie ześwirować na urlopie macierzyńskim, na którym ponoć odpoczywamy, pachniemy no i mój ulubiony cytat: jak Ty w ogóle możesz być zmęczona! Przecież tylko siedzisz w domu ! ! ! ! ! ! Wrrrr, no właśnie?

unadjustednonraw_thumb_6696

  • Dbajmy o siebie. Oczywistym wydaje mi się, że nie powinnyśmy traktować tego okresu jako zła koniecznego. Dziewczyny – nie jesteśmy zwolnione z dbania o siebie i swoją kobiecość, pomimo że śpimy 2h ciągiem od kilku miesięcy, mamy piasek pod powiekami i gigantyczny mięsień na ręce częściej używanej do dźwigania naszego potomka. Pamiętajcie, dalej jesteśmy tymi samymi kobietami!, które rozkochały w sobie wiele serc, a nasi mężowie to wielcy szczęściarze, że to na nich suma summarum padło. Maseczki, kosmetyczka, makijaż, ładne, dopasowane ubrania! Nie rezygnujmy z tego! Wiem że niedawno poświęciłam temu zagadnieniu cały wpis (kkklik) i że może jestem nieco nudna, ale to naprawdę bardzo istotna dla mnie kwestia. Będę walczyć do końca ze stereotypem niezadbanej matki.
  • Wychodźmy do ludzi. Nie ma nic bardziej podtrzymującego na duchu, jak rozmowy i spotkania ze znajomymi. Zapraszajmy ich do siebie, tych niedzieciatych również! (przecież i tak prędzej czy później będą rodzicami, niech zobaczą jakie to lekkie wyzwanie). Dołączajcie do lokalnych grup mamowych, umawiajcie się z innymi mamami na spacery czy kawę. Nie wstydźcie się i uwierzcie, że one też tego potrzebują, kwestia która będzie bardziej odważna i pierwsza zaproponuje takie wyjście.
  • Podtrzymujmy swoje pasje i hobby. Nie traktujcie urlopu macierzyńskiego jako urlopu w rozwijaniu siebie i swoich pasji. To że posiadacie dziecko wcale nie = brak czasu na hobby. Szukajcie czasu na drobne przyjemności, podtrzymujcie swoje zainteresowania. Pomimo że obecnie jestem na urlopie dziekańskim nie czuję się zwolniona z podczytywania nowinek położniczo-ginekologicznych czy prenumeraty gazety dla biegaczy. Dalej ulepszam mój wirtualny kącik blogowy. Rozwijam się i doświadczam uroków z bycia mamą, ale nie zapominam o tym, czym pasjonowałam się wcześniej.
  • Ruszajmy się! Lekarza dał nam zielone światło dla powrotu do aktywności fizycznej? No to już – wychodzimy z domu. Mąż/babcia/przyjaciółka przejmuje naszą latorośl, a my idziemy na godzinkę na basen/do parku na marszobiegi/bieg/rolki/rower. Trochę ruchu na świeżym powietrzu naprawdę poprawi samopoczucie każdej z nas. Wrócimy jak nowonarodzone z dodatkową energią dla naszego brzdąca.
  • Pamiętajmy o naszym partnerze. Biedni mogą czuć się zepchnięci na margines, zastanawiać się gdzie ta nasza piękna, zwinna żona sprzed ciąży, ukryta pod stertą tetry, w obślinionym swetrze i gugugugugugug, powiedz MA-MA ! ! ! Zostawmy dziecię mamie/teściowej/siostrze, podziałajmy laktatorem i wyjdźmy na kolację czy do kina. Wiem że skończyło się spontaniczne życie, wyjazdy, wypady na spacery, zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Wszystko planujemy co do minuty, nawet to nieszczęsne ściąganie pokarmu musi być zaplanowane. Ale wszystko da się pogodzić ze sobą. I niestety w kwestii tego planowania, nierzadko zostaniecie na placu boju same. I tak – może i to Wy zaprosicie Waszych mężów na randkę? 😀
  • Odżywianie i nawadnianie. Co mogę zjeść mhhhmmm … nie mam czasu ugotować, dziecko nieodkładalne, no to pizza! Wiem że łatwo wpaść w błędne koło, w końcu nie mamy czasu aby skorzystać z toalety, a co dopiero zadbać o zdrowy jadłospis. O zakupach zapominając. A więc istnieją sklepu doworzące zakupy do domu (np Piotr i Paweł, Tesco, Auchan)  – jedna wymówka mniej. Naprawdę, odżywiajmy się zdrowo. Idzie wiosna, idą kolory, świeże owoce i warzywa. Postarajmy się znaleźć chwilę na upichcenie czegoś zdrowego. Nie zapominajmy o śniadaniach i nie – nie akceptuję jedzenia ich o godzinie 12! Dziecko marudzi? Jest najedzone, przewinięte i w bezpiecznym miejscu? No to idź do kuchni, zrób sobie herbatę, śniadanie, usiądź i zjedz jak człowiek – dziecku nic nie będzie. Wkurza mnie ciągle przewijające się: znowu piję zimną kawę... Serio? A jak nie, to jedzenie w trakcie karmienia piersią już nieraz przetestowałam. Mama je i dziecko je – dobry team. Nie omijajmy posiłków, bo nie będziemy mieć najzwyczajniej w świecie energii na zajmowanie się dzieckiem. I podobnie – duża szklanka wody co 2h. Nawadniajmy się ile wlezie, a przy karmieniu piersią to w ogóle obowiązek każdej z nas.
  • Zmieniajmy otoczenie. Jeżeli tylko możecie, a Wasze zdrowie i maluszka na to pozwala – zmieniajcie otoczenie, nawet kosztem ‚rutyny, którą niby należy dziecku zapewnić’. Dużo łatwiej zwariować, będąc ciągle w tych samych czterech ścianach. Jeżeli Wasi rodzice mieszkają blisko, odwiedzajcie ich w weekendy. Jeżeli macie znajomych z dziećmi w podobnym wieku – wybierzcie się na wspólny weekend. Może rodzeństwo z innego miasta przygarnie Was na kilka dni? Nie ma nic lepszego niż zmiana otoczenia. My, odkąd Marysia skończyła 3tygodnie, praktycznie co weekend odwiedzaliśmy teściów – początkowo była to niesamowita pomoc dla mnie, ale i oderwanie się od codzienności. Teraz, jak już ma kilka miesięcy, planujemy jakieś dalsze wypady. A rutyna? U nas nie ma rutyny. Jeżeli mam zostać choć trochę ‚starą mną’ to i Mary będzie miała spontaniczne dni – raz wykąpiemy ją o 8 rano, raz o 20. Raz położymy o 19, a innym razem o 23. U nas rutyna zdecydowanie robiła więcej szkody niż pożytku.

9vxmovjmqwapt5vdgofjaq_thumb_6631

Dziewczyny im więcej na głowie, tym mniej czasu na pierdoły – dość życiowe i sprawdza się na każdej płaszczyźnie. Wypełnijmy 24h każdej doby po brzegi, a zobaczycie jak wiele w tym czasie zrobicie i pogodzicie ze sobą to, co wydawało się wcześniej niemożliwe. Powiem Wam, że odkąd Marysia jest na świecie, robię za kilka osób i naprawdę, jestem bardziej zorganizowana (pomimo że zawsze taka byłam). I nawet jeżeli jest to TYLKO dbanie o dziecko (czyli: karmienie, przewijanie, ubieranie, noszenie, spacery, guganie, paplanie, śpiewanie, tańczenie i tak w koło Macieju), dbanie o dom (pranie, prasowanie, sprzątanie, karmienie kota, gotowanie i wiele innych czynności, które robimy), umawianie na wizyty do lekarzy, podtrzymywanie znajomości, czas na relax, na książkę czy serial, dbanie o siebie … to jest to koszmarnie dużo, nie sądzicie? Dlatego mamy są prawie robotami, a jednak mają serce i ciepło, którego można tylko pozazdrościć.

Trzymajcie się ciepło i piszcie, o czym zapomniałam! Ściskam, Asia!

unadjustednonraw_thumb_6893


withi

Reklamy

15 thoughts on “Jak nie zwariować na macierzyńskim?

    • withi pisze:

      a) pojęcie, pojęciem, nie ma co wszystkiego brać tak na poważnie. W takim razie studentki czy bezrobotne są na …?
      b) nie piszę tylko dla siebie i o sobie, tylko dla ogółu
      c) dziękuję za wyjaśnienie czym jest urlop macierzyński

      • Anna pisze:

        Bezrobotne studentki są na zasiłku rodzicielskim, a często przypisują sobie wielce urlop macierzyński i żyją sobie ponad stan na dofinansowaniu państwa. Jest to nie fair w stosunku kobiet pracujących – tyle w temacie.

        • withi pisze:

          Spokojnie, nikt sobie niczego nie przypisuje. Ani bezrobotne studentki, ani kobiety pracujące nie są na żadnym urlopie macierzyńskim, bo harują przy dziecku tak samo. 1000zł miesięcznie to jest według Ciebie życie ponad stan? Chyba nie wyobrażasz sobie ile kosztuje utrzymanie siebie i dziecka, a skoro państwo oferuje zasiłek dla dziewczyn, które wciąż studiują, a posiadają dziecko, to nie widzę w tym nic złego, żeby z tego skorzystać. Różnie się ludziom życie układa, a psioczenie i zaglądanie do portfela innym, albo wytykanie komuś zasiłku jest trochę zachowaniem poniżej pasa. Rozumiem że jesteś zła na system, ale takie zażalenia to nie tutaj. Owszem, zdarzają się różne patologie, rodziny, które utrzymują siebie tylko z posiadania dzieci, twierdzące że im się należy, a nie robiące nic dla państwa, ale proszę nie wrzucać wszystkich do jednego worka.
          Pozdrawiam

          • Pietka pisze:

            wtrace sie bo poniekad sie zgadzam z opinia Anny. Dziewczyny do pracy nie pojda, wola sobie siedziec w domu, pobierac pieniadze z mopsu i kupowac maty, bujaki za kilkaset zlotych, plaszcze, drogie ubranka, jedzenie na miescie
            no ale jest taki chory system, ze nic nie trzeba robic tylko zajsc w ciaze i sobie siedziec to co sie dziwic ze z tego korzystaja

            • withi pisze:

              A ile to te dziewczyny pobierają tych pieniędzy z Mopsu, bo widzę że jesteś dobrze zorientowana? Płaszcze za kilkaset złotych? A gdzie opłaty, rachunki, życie? Maty i bujaki? To ten Mops nieźle płaci, dlaczego kobiety w ogóle pracują? :O

              Naprawdę, zanim zaczniecie pisać takie rzeczy, zorientujcie się w temacie (polecam posiadanie potomstwa, to wszystko weryfikuje. w końcu nie ma się czego obawiać, skoro Mops za wszystko zapłaci …). System jest chory, bo choćby takie 500+ zamiast do tych co najbardziej potrzebują, trafia do patologii i najbogatszych. Ale zarzucanie, że kobiety rodzą dzieci, pobierają grube mln z Mopsu i kupują co tydzień płaszczyki i bujaczki jest trochę przesadą. Chyba że to ja jestem średnio zorientowana, ale cóż mogę się kłócić … miałam tylko marne prawo medyczne na studiach. Naprawdę, kobiety są ambitne. A na poświęcenie się tylko i wyłącznie macierzyństwu decydują się tylko nieliczne, obojętnie ile miałyby za to ‚siedzenie w domu’ płacone.

              Pozdrawiam, Asia

  1. Monika pisze:

    A ja powiem – cieszcie się tym macierzynskim i czasem spedzonym z dzieckiem bo to nie wróci. Poswieccie sie dziecku i wykorzystajcie ten czas w 200%.

    A prawdziwa orka zaczyna sie przy powrocie do pracy. Kiedy dalej sa nieprzespane noce, partner (lub Ty) pracujaca w roznych zmianach, pobudki jeszcze wczesniejsze zeby zawiezc dziecko do babci/zlobka lub pozne powroty do domu,gdzie jeszcze czeka kapiel,kolacja, usypianie + chcialiby sie chwili dla siebie + ogarnac chate 😉 a gdzie jeszcze zakupy,fittnesy itp
    Kazda chwila z dzieckiem jest bezcenna. Spacery zaraz po sniadaniu,zeby zdazyc przed praca albo powroty ekspresem,zeby miec wiecej czasu dla rodziny.

    Czasami zwyczajnie mi tez zal,kiedy wracam a mała juz wykapana śpi. Choc niby dobrze bo wiecej czasu dla siebie. Ale żal,ze nie widziala mnie przed snem. Glupie serce matki 😉

    Co do jedzenia,gotowania i kawy. Zmienia sie troche punkt widzenia gdy dziecko jest mobilne 😉 Choc ja akurat lubie z moją córka gotowac czy sprzatac. Ale w czasie,kiedy nie raczkowala i nie chodzila bylo to troche uciazliwe. Teraz ja scierke do reki i ona 🙂

  2. Klufka pisze:

    W styczniu urodziłam drugiego synka i powiem Ci, że z drugim dzieckiem faktycznie jest łatwiej, przynajmniej na początku 🙂

  3. P pisze:

    Bardzo podoba mi się nowy wygląd!
    Asiu, mam prośbę i mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle. Jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe, że jesteś teraz mamą, Twój świat się całkowicie zmienił, kręci wokół cudnej córy i to coś, o czym myślisz najwięcej. Jestem Twoją czytelniczką od dłuższego czasu, jeszcze długo przed ciążą i mimo, że tematy dzieciowe są mi dalekie to piszesz tak ciekawie, że przyjemnie mi się je czasem czyta, ale… i tu moja prośba, czy mogłyby się pojawić chociaż od czasu do czasu wpisy skoncentrowane na jakimś innym temacie? Właśnie np. jakieś inspiracje dla nas tak jak ostatnio, coś o kosmetykach, o Leonku/kotach ogólnie 🙂 Pozdrawiam serdecznie

    • withi pisze:

      Hej! Dziękuję za komentarz. Oczywiście, wpisy o nieco innej tematyce niż dzieciowej, będą się dalej pojawiały. Inspiracje to prawdopodobnie kolejny wpis, jednak w styczniowych zaznaczyłam, że nie będę szukać ich na siłę – po prostu jak uzbieram wystarczająco dużo inspiracji, to będę takie wpisy publikować. Wpisy o kosmetykach póki co raczej się nie pojawią, jako że naprawdę nie testuję niczego nowego, moja pielęgnacja i makijaż to od dłuższego czasu te same produkty. Ale pomyślę, na pewno 🙂
      Pozdrawiam!

  4. Paula pisze:

    Bardzo fajny wygląd, piszesz i czyta się bardzo szybko i łatwo, w tematyce się nie wypowiem bo nie mam dzieci,a jak tak czytam Ciebie i mogłabym cofnąć czas to właśnie bym miała je kilka lat temu gdy byłam mloda:)

  5. Ratri pisze:

    Wizualnie – zmiana na mega plus! Jest czytelniej i uwielbiam już tą czcionkę :).
    Podpisuję się pod całym postulatem, od siebie dodam tylko, że okres pierwszego roku z niemowlakiem to świetna okazja i najlepszy czas, żeby o siebie zadbać – schudnąć i złapać dobrą formę (organizm nigdy nie jest tak nastawiony na chudnięcie i współpracujący w tej materii jak po porodzie), wygląd (jak dziecko się nawet chwilę zajmie sobą, można zmienić makijaż w ciągu dnia kilka razy – moją córę śmieszy jak się maluję i robię do niej durne miny, a i tusz do rzęs fajnie się na podłodze kręci) i tak dalej. Co więcej, dziecko zmusiło mnie do samodyscypliny, efektem czego m.in. jestem w trakcie zakładania swojej działalności gospodarczej, nauki języka obcego i rozwijania hobby starych i nowych. Bo aż nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić w czasie, w którym Mała śpi albo się bawi. Generalnie polecam macierzyństwo, mimo tych okazjonalnych chwil, kiedy mam ochotę zapakować się w rakietę i wysłać w kosmos:D A co, odpoczywać będziemy w grobie;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s