Odwieczna rywalizacja – matka A kontra matka B. Dlaczego tak jest? Czy tak musi być?

***

// Cześć! Witam wszystkich nowych obserwatorów mojego bloga. Za sprawą wpisu wyprawkowego pojawiła się tu całkiem spora gromadka Was – jest mi bardzo, bardzo miło! Jestem zalataną mamą, wpisy tworzę pomiędzy karmieniem, a spacerem, a więcej i bardziej udzielam się na Instagramie, zapraszam – KLIK. //

Dzisiaj chciałabym poruszyć dość kontrowersyjny temat, problem, który dostrzegłam już jakiś czas temu, podczytując różne dyskusje toczące się na maminych portalach/forach/grupach. Zauważyłam, że chyba najbardziej toksycznym środowiskiem, z jakim można mieć styczność, są mamy, a dokładniej rzecz ujmując – wirtualne mamy. O ile w świecie realnym nie spotykamy się z aż tak dużą rywalizacją wśród mam (choć kto wie?), tak w sieci aż skrzypi i bucha z każdej niemalże strony. To przykre wiecie, boli jak nie wiem, że kobiety są zdolne obrażać siebie nawzajem. Że tak bliskie, wydawać by się mogło, nam tematy jak np metody wychowania dziecka czy ogólnie – około ciążowe-porodowe-wychowawcze problemy, są iskierką do fali krytyki. Że my same możemy nienawidzić siebie z tak prostych powodów. Zamiast się wspierać, podcinamy sobie nawzajem skrzydła.

Karmisz jeszcze piersią? Nie karmisz, chyba żartujesz?

Dokarmiasz mlekiem modyfikowanym? Oszalałaś!?

Nosisz na rękach? Przyzwyczaisz!

Używasz smoczków? Będzie miała wadę zgryzu, nie wolno, poczytaj sobie!

Zjadłaś czekoladę!? Jak mogłaś, dostanie wysypki i alergii!

Karmisz łyżeczką? Weź się opanuj, dziecko MUSI jeść rękami!

Rozszerzasz już dietę? Weź lepiej poczytaj, chyba nie wiesz co robisz!

Dlaczego nie ubrałaś skarpetek? Będzie zaraz chore!

Szczepisz? Zwariowałaś! Nie szczepisz? Masz ostry burdel w głowie …

fighting-women

I tak dalej …. i tak dalej … Brzmi znajomo? Słuchajcie, nie rozumiem. Czy posiadając jedno dziecko, a nawet dwójkę czy trójkę, mamy tę moc i tyyyyle doświadczenia, żeby radzić innym mamom co muszą robić a czego im nie wolno? Jakim prawem oceniamy kogoś na podstawie sposobu karmienia (chyba najbardziej kontrowersyjny temat w sieci …), podawania posiłków, ogólnie – wychowania? Czy to nie jest nasza indywidualna sprawa? Rozumiem doradzanie, podzielenie się wiedzą, swoimi błędami, bo tak – każda mama je popełnia! i nie ma w tym nic a nic złego. Toż to odwieczna prawda, że człowiek na swoich błędach się uczy. Czy nie lepiej coś zaproponować? A nie z jadem krytykować? Dlaczego te wszystkie kobiety, które zioną takim wirtualnym ogniem, nie są tak odważne i stronią od tej krytyki mając kogoś naprzeciw siebie? Dlaczego w sieci jest tyle nienawiści wśród nas, tych niby delikatniejszych, współczujących, empatycznych? Powinnyśmy żyć ze sobą w zgodzie, a nie jeszcze linczować za to, że ktoś karmi tak, albo tak. Piszę to wszystko dość spontanicznie, bo wiecie … krew mnie zalewa, jak obserwuję te wszystkie, mało kulturalne dyskusje, z boku.

Trochę wiedzy mam, trochę widziałam, mam swoje wyrobione zdanie na temat ciąży, porodu, a później wczesnego wychowania dziecka. I nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się skrytykować innej mamy, bo wolała karmić mlekiem modyfikowanym, chciała mieć cięcie cesarskie na życzenie albo śpi z dzieckiem w łóżku. Jeżeli ktoś mnie zapyta o zdanie, zawsze staram się doradzić, nigdy krytykować czy osądzać. Dziewczyny … nie dokładajmy sobie, bo lekko nie mamy. Po co? Czy naprawdę to takie istotne że ktoś tam z sieci ma problemy laktacyjne? Pomyślcie zanim napiszecie coś złego, bo może ta dziewczyna walczy o tę laktację jak lwica, ale musi dokarmiać, żeby dziecko nie było głodne. Dokładając jej do całości, możecie sprawić, że totalnie straci wiarę w siebie i wszystko szlag trafi. A zamiast krytykować, po prostu poklepcie po ramieniu, dajcie namiar do doradcy laktacyjnego albo dajcie do zrozumienia, że na karmieniu piersią świat się nie kończy i niejedna z nas na modyfikowanym wyrosła. I żyje.

Moim zdaniem żadna z nas nie ma prawa do krytyki innej kobiety, dopóki jej metody nie są krzywdzące dla dziecka. Kropka.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Spotkałyście się z krytyką ze strony innej mamy? Przesadzam, czy może mam rację? Chętnie poczytam co o tym sądzicie.

Ściskam mocno, Asia!

collage_fotorrr


withi

Reklamy

10 thoughts on “Odwieczna rywalizacja – matka A kontra matka B. Dlaczego tak jest? Czy tak musi być?

  1. Gosia91 pisze:

    Moim skromnym zdaniem (na razie jako przyszłej mamy), ludziom o wiele łatwiej jest krytykować w Internecie, ponieważ w pewnym sensie są anonimowi i to pozwala być bardziej odważnym. Trudniej by było wprost w oczy obrazić kogokolwiek. Szkoda, że matki są mało życzliwe dla siebie i rywalizują pomimo, że w obecnych czasach jest troszkę łatwiej. Kiedyś matki nie miały pralek automatycznych, nie było aż tylu produktów oferowanych na rynku, co obecnie, a jakoś kobiety potrafiły być bardziej wyrozumiałe i życzliwsze. Na szczęście są jeszcze mamusie, co chcą doradzić, nie narzucając agresywnie swojego prywatnego zdania i mam nadzieję, że ta grupka życzliwych matek będzie coraz większa 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. G pisze:

    Oczywiście, co do zasady nie można się nie zgodzić. Ale nie uważam, że kwestia szczepień też powinna być pozostawiona uznaniu matki. Ta coraz powszechniejsza ignorancja stwarza jawne zagrożenie dla dziecka!!

    • withi pisze:

      Oczywiście masz rację, ale naskakując na matkę, która szczepić nie chce, że jest głupia i nie ma mózgu, na pewno jej do tych szczepień nie zachęcimy, a tylko podbudujemy, że to co robi jest słuszne. Chodzi o mądrą dyskusję, mądre argumenty, wytłumaczenie, wszystko na spokojnie. Dopóki mamy prawo jakie mamy i to rodzice decydują czy chcą szczepić czy nie, nie ma co gdybać, tylko zachęcać. Ale mądrze. A nie z góry krytykować i wyzywać 🙂

  3. maryliese pisze:

    Możliwe, że to bierze się stąd, iż od matki wymaga się, żeby była ekspertem od zdrowia i bezpieczeństwa swojego dziecka i jednocześnie sugeruje się jej, że w jednej z tych dziedzin nie jest kompetentna. A przy tym nie każdy sobie radzi ze swoimi własnymi emocjami.

    • withi pisze:

      A kto kobietom narzuca takie wymagania jak nie my same? Można zaobserwować jakiś chory wyścig szczurów, przekrzykiwanie siebie nawzajem, bez wysłuchania drugiej strony do końca. Trochę mnie to drażni, dlatego nie udzielam się w takich grupach, bo szkoda mi nerwów. Raczej jakieś tam wirtualne komentarze nie wpłynął na moje metody wychowawcze, jak już czegoś w sieci szukam, to tylko fachowych i kompetentnych wypowiedzi. Wiem jednak że są słabsze jednostki, a najsłabsze psychicznie są kobiety tuż po porodzie, dla których jeden komentarz może znaczyć zbyt wiele i być zbyt dosłowny.
      Pozdrawiam! 🙂

  4. dinka pisze:

    wiesz Asiu jak to jest: ludzie mają smutną tendencję do uważania że są najmądrzejsi na świecie i nie wiedzieć czemu uważają że mają obowiązek nawrócić cały świat i w ogóle wszystkich dookoła pouczać a NIEDAJBOŻE ktoś im się postawi – no jakże można mi się stawiać, ja wiem wszystko najlepiej.
    niestety brakuje nam jakiejś takiej pokory i opanowania i przyjęcia do świadomości, że może nasze zdanie to nie jest jedyne prawdziwe zdanie i generalnie że warto się zastanowić. wiesz, tak myślę o tym: nie doświadczyłam jeszcze przekopywania się przez fora w poszukiwaniu wiedzy jakiejś czy doświadczenia, ale gdybym byla swieżą mamą i miała na śniadanie zjadać kilo hejtu to chyba bym zrezygnowała z takich porad.
    i generalnie wydaje mi się, że jakaś dziwna frustracja wychodzi z ludzi, ostatnio z moją mamą rozmawiałam na temat hejtu i hejterów: że jakaś plaga, ze co ludziom z tego hejtu.
    myślę, że chodzi o to że MOGĄ. szkoda tylko ze te możliwości wykorzystują w taki … niezbyt sympatyczny sposób.
    a co do tego dlaczego warczą na siebie na forach a na żywo nie? znasz takie powiedzonko „cwaniak w necie, p*zda w świecie” (sorki za wyrażenie :P) wydaje mi się że jest ono w tym przypadku bardzo adekwatne 😉

    • withi pisze:

      Znaczy wiesz, w całym tym wpisie chodziło mi właśnie o to, że Ty nie musisz rozumieć pewnych decyzji, ważne żeby ich nie krytykować. Sama nigdy nie zrozumiem decyzji o cc bez wskazania, teraz jak sama jestem po cięciu – tym bardziej. Podobnie jak nie zrozumiem podawania dziecku mm, kiedy brak problemów laktacyjnych, a piersi są wypełnione mlekiem. Mogę kogoś naprowadzić, podpowiedzieć, ale to jego osobista decyzja i nic mi do tego 🙂
      Buziaki :*

    • Dorota pisze:

      Wpis jak najbardziej na czasie 😉
      Ja jako młoda położna też nigdy nie rozumiałam cięć na życzenie, ale gdy po kilku ciężkich latach starań zaszłam w ciążę jedno wiedziałam na 100 % moje dziecko przyjdzie na świat przez cc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s