„Nie będziesz miała czasu żeby zjeść, a co dopiero obejrzeć film!” mówili … + apel do świeżo upieczonych mam!

***

Każda kobieta w ciąży pewnie miała do czynienia z mamą-teściową-babcią-ciocią-koleżanką DOBRA-RADA, prawda? Że tego nie możesz jeść, a to musisz, nie wolno Ci jeździć na rowerze, zbyt szybko chodzić, wyśpij się, bo nie będzie Ci to dane, że to i tamto A tak w ogóle to najlepiej z domu nie wychodź, bo lepiej siedzieć w miejscu i jeść, żeby dziecko się małe przypadkiem nie urodziło. Jeżeli byłyście bądź jesteście otoczone takimi, do granic możliwości uprzejmymi osobami, to współczuję. Mnie to ominęło, chyba z szacunku do skończonych studiów i tego, że wiedzę jako taką posiadałam. Ale przyznam – i ja zastanawiałam się głęboko jak to będzie po porodzie, czy do tego kina czy na randkę pójdziemy z mężem, czy dopiero jak dzieć będzie miał 10 lat jak nie więcej? I właśnie o tym czasie dla siebie, o wyjściach i o oglądaniu filmów, kilka słów dzisiaj 🙂

Z perspektywy kilku miesięcy powiem tak: kwestia organizacji czasu i wszystko da się zrobić. Wyznaczenia sobie czarno na białym co kto robi, jakie obowiązki należą do jednej czy drugiej strony. Pomocna osoba obok, której ufacie na tyle, aby powierzyć jej swoje dziecko. Oderwanie głowy od domu, wyłączenie telefonu, godzina tylko i wyłącznie dla samej siebie.

Z ręką na sercu – nasz pierwszy miesiąc lekki nie był, a Wy doskonale o tym wiecie. Moje potrzeby spadły wtedy na drugi plan. Zapomniałam co to make-up, soczewki zastąpiły okulary. Zapomniałam co to obcisła kiecka, długi prysznic, maseczka na włosach, perfumy czy pomalowane paznokcie. I wiecie co, to nie kwestia zaniedbania, to po prostu kwestia priorytetów w tamtym momencie. Poświęciłam się w całości naszemu maleństwu, bo czułam że tego potrzebuje i wcale nie czułam się z tym źle – wręcz przeciwnie. A mimo to udało nam się obejrzeć serial, film, porozmawiać, wyjść na obiad na miasto. Z każdym kolejnym tygodniem było i jest tylko i wyłącznie lepiej. Wróciłam do żywych, czasami gdzieś wyjdę bez Malutkiej (już nawet nie kontroluję sytuacji co 30minut), pomaluję się, zrobię paznokcie, ładnie ubiorę. Czuję się dobrze z samą sobą, choć i dzień dresa się wciąż zdarzy. Jem jak człowiek. A córcia jest dobrym partnerem w tej naszej wspólnej egzystencji – szanuje potrzeby mamy i prowadzi zażarte dyskusje z lampą albo liskiem na macie edukacyjnej, kiedy ja biorę prysznic czy gotuję obiad.

collage_foto111

Uważam że wszystko da się pogodzić. Nie trzeba być mistrzem organizacji i planowania, wystarczy wsłuchać się w potrzeby dziecka, porozmawiać z partnerem, znaleźć kompromisy. W tym wpisie muszę jeszcze wspomnieć o jednej sprawie. Ile to się słyszy w sieci czy mediach, że po porodzie ciężko o siebie zadbać, że mamy są zapuszczone, zaniedbane, z nadmiarem kilogramów po ciąży, chodzą w powyciąganych dresach i tłustych włosach. Nie mają czasu na nic, bo na ramieniu wisi wrzeszczące dziecko. Fryzjer czy kosmetyczka to dopiero jak dziecko pójdzie do przedszkola. Po co ubrać coś ładnego, skoro zaraz wszystko będzie zarzygane albo obślinione? Dla kogo mam się w domu stroić, dla dziecka czy kota? Jak tu wytuszować oczy czy poćwiczyć? Taki obraz macierzyństwa nierzadko kreują media. Powiem tak – zawsze znajdzie się dobra wymówka, a tłumaczenie się małym, absorbującym dzieckiem, uważam za totalne użalanie się nad sobą. Mocne, ale to moje zdanie. Moja córka aniołkiem nie jest, a znajduję czas na praktycznie wszystko. Nie mam nikogo do pomocy, jestem z nią na ogół sama, a to nie przeszkadza mi zadbać o siebie i o porządek wokół nas. Dziewczyny naprawdę, nie wierzę, po prostu nie wierzę że nie jesteście w stanie zorganizować sobie czasu na małe, drobne przyjemności w trakcie dnia! Zadbana i uśmiechnięta Mama to szczęśliwe dziecko! Nie porównujcie siebie do innych mam, swojego dziecka do innych dzieci. A bo tamtej to mały przesypia całą noc, a w dzień leży spokojnie, a mój tylko beczy i nie śpi. Owszem – każde dziecko jest inne i pewnie są bardziej spokojne egzemplarze, ale znowu zadam pytanie – czy to powód, żeby się nad sobą pastwić i użalać? Nie tłumaczcie siebie brakiem czasu czy energii – wiadomo, gorszy dzień może przydarzyć się każdej z nas, a bo maluch gorzej spał czy czujemy się podchorowane – ok, zrozumiałe. Ale nie zmarnujcie w taki sposób tych pierwszych, pięknych, wspólnych miesięcy. Malujcie się nawet na głupi spacer, jeżeli poczujecie się lepiej i piękniej, ubierajcie ładnie, kupcie sobie jakiś prezent. Idźcie na zakupy, pobiegać, do kosmetyczki czy na plotki i kawę! Ściągnijcie pokarm laktatorem, zostawcie dziecko mężowi i idźcie z przyjaciółką do kina czy na siłownię! Takie drobnostki, a pion zachowany.

collage_fotor222

Mamy to naprawdę szczęśliwe i zadbane stworzenia, nie psujmy sobie wizerunku! 🙂 Mogę być Waszą ambasadorką, mąż właśnie przejął Marysię, a ja zabieram się za paznokcie, mrrrr. Trzymajcie się ciepło, dbajcie o siebie i uśmiechajcie, pomimo zarwanej nocki!

A jak jest u Was z tym czasem dla siebie, na przyjemności? Opowiadajcie!

Ściskam jak zwykle, Asia!

img_2151

PS: Wpis nie był sponsorowany przez Ewę Chodakowską – ja na serio chciałam Was zmotywować, ja – nikt inny 🙂

 

withi

 

Advertisements

9 thoughts on “„Nie będziesz miała czasu żeby zjeść, a co dopiero obejrzeć film!” mówili … + apel do świeżo upieczonych mam!

  1. dinka pisze:

    bardzo podoba mi się ten wpis: zgadzam się z tym w stu procentach że to jest kwestią dogadania się i podzielenia się obowiązkami, ale jednak czasem trzeba chyba usłyszeć (przeczytać) coś takiego, żeby jakoś to się odpyknęło w głowie. bardzo dobry, szczery i motywujący wpis. 🙂 wiesz, paczam na to z innej perspektywy, jako jeszcze niestety nie-mama, i szczegolnie jakoś mnie tak pokrzepił. 🙂

  2. Ratri pisze:

    bardzo dobrze napisałaś, Aś. Mnie też wkurwia, że kobiety robią z dziecka wymówkę dla zaniedbania siebie, a potem narzekają i wrzucają w sieć zdjęcia zmasakrowanych i zaniedbanych ciał po porodzie domagając się od świata, żeby przyznał, że to piękne. A kij, nie jest piękne, jak jest zaniedbane. Jedno dziecko to żaden problem, mówię to jako SAMOTNA MATKA, która codziennie bierze prysznic (z dzieckiem w krzesełku obok co prawda i śpiewając pod prysznicem „Jadą jadą misie”), się maluje i ładnie ubiera:P. I jeszcze pracuje z domu. W którym są trzy koty i pies. Da się? Da się.

  3. Kasia pisze:

    Tak czytam i czytam wszystkie wpisy i aż ciężko mi uwierzyć jak bardzo mamy podobne podejście..Też jestem świeżo upieczoną mamą, moja mała jest z grudnia i w sumie wszystko u nas przebiega podobnie..Pierwszy miesiąc był bardzo ciężki, głównie przez kolki:/ teraz w gratisie mamy nasilony refluks, ale i tak jest lepiej niż na początku, bo ja czuję się mniej bezradna. Powoli wszystko sobie poukładaliśmy. Ważne jest żeby znaleźć chwilę dla siebie, wyjść, odetchnąć. Ja od dwóch tygodni staram się pamiętać o swoich potrzebach i traktować je równie wysoko. Nie ma co się oszukiwać to się przekłada na nastrój, po zrobieniu głupich paznokci można poczuć się o niebo lepiej;)

    • withi pisze:

      Pewnie że tak! Głupie, błahe drobnostki, a po porodzie i to jeszcze w jesienne/zimowe szaro-bure dni, mogą zdziałać cuda.
      Ściskam Was mocno, trzymajcie się! 🙂

  4. silnaemocja pisze:

    Wszystko jest fajnie, kiedy jest normalna rodzina, możesz liczyć męża i nie chorujesz. Oczywiście nie tłumaczę zaniedbanych mam, bo nic mi do tego. Mogę mówić tylko za siebie. A jestem mamą od kilku lat i jestem także po batalii z mężem i po rozwodzie. I mogłabym dłuuugo opowiadać. Ale napewno nie tu, publicznie. Wtedy, w ten najpiękniejszy niemowlęcy czas mojego dziecka, pomalowane paznokcie to była ostatnia rzecz, o jakiej bym pomyślała.

    • withi pisze:

      Oczywiście, masz rację. Pisząc ten post zastanawiałam się czy przypadkiem ktoś nie poczuje się urażony, a uwierz mi że to ostatnie czego bym chciała. Są różne sytuacje w życiu, kiedy takie pierdoły jak paznokcie czy inne drobne przyjemności, spadają na dalszy plan i ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Nie tylko uśmiecham się do zdjęć i piszę o samych pozytywach, ale z tyłu mam też swoje życie i swoje problemy, o których nie pisze się publicznie i zostawiam je dla siebie.
      Tym wpisem chciałam po prostu zmotywować dziewczyny, bo mam dość tego co się dzieje – albo widzimy obraz zadbanej, pięknej mamy, szczupłej, pięknie ubranej z bobaskiem na ramieniu, albo obraz zapuszczonej, niezadbanej kobiety … Nie ma czegoś takiego jak środek? Oczywiście że jest! Wśród problemów i niewyspanych nocy, których doświadcza każda z nas, powinnyśmy znaleźć chwilkę na coś co sprawi nam przyjemność. Dla jednych to będą paznokcie, dla innych spacer bez dziecka a dla jeszcze innych chwila z książką. Taki miał być przekaz 🙂 Przepraszam jak odebrałaś ten wpis inaczej.

      Pozdrawiam, Asia!

      • silnaemocja pisze:

        Nie odebrałam tego wpisu źle i nie czuję się w żaden sposób urażona 🙂 Zrozumiałam przekaz. Odpowiedziałam tylko na pytanie, które zadałaś na końcu 🙂 Oczywiście większość mam jest szczęśliwych, i bardzo się ciesze, że świetnie sobie radzą i organizują się, dzielą obowiązkami w domu, ale są też mamy w podobnych sytuacjach do mojej. Tak mi się nasunęło kiedy zaczęłam sobie wspominać 😉
        Dobrego dnia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s