Myślicie że nie tęsknię za tamtym życiem?

***

Mam ostatnio ciężkie dni. Jestem na granicy totalnego rozłożenia przez grypę, albo czort wie co to za choróbsko? Moja końska do tej pory odporność nie rozumie co się ze mną dzieje. Permanentny brak snu też robi swoje. A Marysia, wydzierająca się kilka godzin nad uchem wcale nie pomaga w ewentualnym dojściu do siebie. Z wyczerpania i braku pomysłu leżę z nią na klatce piersiowej i delikatnie gładzę po głowie, powtarzając do upadłego, że to nie jej wina. Próbuję jej krzyk przekształcić w delikatny, łagodny śmiech. A najchętniej spakowałabym walizkę, ubrała kurtkę i buty i uciekła do Rzeszowa do rodziców.

Płaczę najczęściej w nocy, bo wtedy Mała w końcu po całym dniu pada wyczerpana. Płaczę z bezsilności. Nie wiem czy robię coś źle, czy tak właśnie wygląda macierzyństwo? Tylko dlaczego wszędzie widzimy buziaczki, cukierki, śliczne ubranka, opaseczki w kropeczki, same ohy i ahy? Wiecie, ja zmyślać nie będę, nie będę udawać że rozpływam się nad każdym uśmiechem mojego dziecka, że dyskusje o konsystencji kupy są fascynujące i totalnie zatracające. Że kiedy w końcu zaśnie, ślęczę nad łóżeczkiem rozpromieniona z wypiekami na twarzy i obserwuję każdy jej jeden delikatny ruch, przecież to lepsze niż zjedzenie normalnego śniadania. Że uwielbiam tę monotonię, że wcale, ale to wcale nie chcę wyjść do kina czy na zakupy …

Są chwile bezradności, że tęsknię za tym co było kiedyś. Tęsknię za okresem studiów, za Warszawą i wszystkimi których tam zostawiłam. Za pierwszymi randkami i adrenaliną z tym związaną, za nocami przepełnionymi winem. Za tym że mogłam sobie robić co chciałam, nikomu się uprzednio nie tłumacząc. Mam czasami błędne poczucie, że coś w pewnym momencie utraciłam. Tęsknię za tym wszystkim zwłaszcza w takie noce, jak te ostatnie – kiedy na granicy choroby, zalana potem, niewyspana, z dreszczami i dziurą w głowie myślę sobie: po co mi to było? Po co weszłam w dorosłość tak szybko? Gdzie moje spontaniczne wyprawy do znajomych, do rodziców? Teraz, kiedy największą ekstrawagancją każdego dnia jest wyprawa do Rossmanna po pieluchy i batonika. Ba, samo zbieranie się zajmuje nam obecnie dobrą godzinę. Czas przelatuje przez palce.

I wiecie, może za krótko jestem mamą, co to ten miesiąc, jak w ogóle mam czelność wypisywać to wszystko? Ale jestem mamą na tyle długo, że wiem, że to wszystko jest po coś. Że moi i Wasi rodzice też ostatkiem sił usypiali nas na rękach, ich życie towarzyskie przestało się w pewnym momencie kręcić, też mieli nas dość i klęli pod nosem. Ale to właśnie dzięki ich samozaparciu i dojrzałości, jesteśmy takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. I może w tym jednym co teraz napiszę, będę nudna i cukierkowa, ale to naprawdę piękne, że na świecie pojawiła się jakaś cząstka mnie i osoby, którą kocham, i że kiedyś, a jestem o tym przekonana, to wszystko co teraz przechodzimy jako młodzi rodzice, zaowocuje.

Ściskam Was! Asia

PS: Nawet moje oczy się zbuntowały i od porodu nie akceptują soczewek, totalnie … Chyba jestem skazana na okulary?


Ostatnie dni:

img_1508img_0993 img_1586 img_1627 img_1669 img_1682 img_1731 img_1740 img_1774-1 img_1788 img_1811


withi

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Myślicie że nie tęsknię za tamtym życiem?

  1. mOnia pisze:

    Dziękuję Ci za ten wpis, jest piękny. Czuję dokładnie to samo. Jest mi tym bardziej ciężko że jestem towarzyską duszą, kocham spontany i nienawidzę ograniczeń. Zanim urodziłam dziecko robiłam miliony rzeczy, choć i tak staram sie być nadal aktywną mamą. Aż wstyd się przyznać co myślę w chwilach zwątpienia, kiedy myślę, po co mi to było… Moja córka ma już półtora roku i jest o niebo lepiej odkąd wŕóciłam do pracy (dla mnie) ale ciąglę się gryzę z wyrzutami sumienia że tak mało czasu jej poświęcam (też pracuję e służbie zdrowia;)). Też tęsknię za starymi czasami, żyjąc ciągłą nadzieją, że jak córka podrośnie, to chociaż ich namiastka wróci… i tak masz racje, że to kiedyś zaowocuje.

  2. mOnia pisze:

    Dziękuję Ci za ten wpis, jest piękny. Czuję dokładnie to samo. Jest mi tym bardziej ciężko że jestem towarzyską duszą, kocham spontany i nienawidzę ograniczeń. Aż wstyd się przyznać co myślę w chwilach zwątpienia, kiedy myślę, po co mi to było… Moja córka ma już półtora roku i jest o niebo lepiej odkąd wŕóciłam do pracy (dla mnie) ale ciąglę się gryzę z wyrzutami sumienia że tak mało czasu jej poświęcam. Też tęsknię za starymi czasami, żyjąc ciągłą nadzieją, że jak córka podrośnie, to chociaż ich namiastka wróci… i tak masz racje, że to kiedyś zaowocuje.

    • withi pisze:

      Wydaje mi się że nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia. Bardzo dobrze, że wróciłaś do pracy, ciągłe siedzenie w dom nie jest zdrowe dla nikogo. Sama po roku planuję skończyć studia i iść pracować w zawodzie i już wprost nie mogę się tego doczekać. Myślę że i dla dziecka to duży plus – już teraz mam wrażenie że świruję nie mając odskoczni.
      Dziękuję za komentarz. Ściskam mocno !🙂

  3. Pola pisze:

    Hej, muszę Ci powiedzieć, że zaczęłam czytać Twojego bloga, kiedy zaszłam w ciążę po raz drugi. Mam 31 lat i w lipcu mam nadzieję powitać na świecie maluszka. Ale… mam też prawie 11 letniego syna. Tak, tak. Miałam 20 lat kiedy urodziłam pierwsze dziecko. I nie, to nie był plan na szybki start w dorosłość. Momentami wszystko mnie przerastało. Było niewiarygodnie trudno ale daliśmy radę, ja dałam radę i z pomocą innych, którzy pojawili się na początku lub już później przeszliśmy z maluchem wszystkie te burze i zawirowania, których było niemało… Nigdy nie chciałam mieć dzieci, zakładać rodziny, brać odpowiedzialności za kogokolwiek. A już na pewno nie wtedy. Jedno tylko powiem na koniec – nie cofnęłabym czasu. Nie oddałabym syna za nic, nikomu. To małe Słonko chodzi po świecie i u wszystkich wywołuje uśmiech na twarzy, a swoją przenikliwością i wrażliwością przebija niejednego dorosłego.
    Za jakiś czas będziesz wszystko to co teraz wspominać z pewnym nawet i sentymentem. Uwierz, ten trud się opłaci. Trzymajcie się cieplutko :*

    • withi pisze:

      Popłakałam się czytając Twój komentarz. Tak ciepło mi się robi jak widzę taki odzew u siebie na blogu. Że nie tylko ja przez to przechodzę, że każdy młody rodzic zmaga się z podobnymi problemami, ale zawsze na koniec mówi: nigdy nie cofnęłabym/cofnąłbym czasu.
      Trzymam za Was kciuki, dbajcie o siebie!
      Pozdrawiam! :*

  4. Emilia pisze:

    Moja droga, właśnie sprzedałaś mi buty. ;D Dziękuję! Takich szukałam i uwielbiam Wojasa. Właśnie zamówiłam przez internet, jeszcze ze zniżką -20%.

  5. dinka pisze:

    Asiu, od siebie życzę Ci duużo cierpliwości i mocy do przetrwania do tych lepszych dni, które Ci wszystko wynagrodzą – i brak snu i zmęczenie i wszystko!🙂 ściskam Cie mocno!

  6. Kasia pisze:

    Podpisuje się pod Twoimi słowami obiema łapkami!🙂 jestem mamą prawie czteromiesiecznej Tosi. Skąd masz dla Marysi tą czapkę z pomponem?🙂

  7. PsychoLogika pisze:

    To raczej stan przejściowy,więc mogę napisać – będzie lepiej. Nie zapominaj tylko o sobie i w miarę możliwości znajdź jakąś odskocznię,która Cię zrelaksuje,od czasu do czasu. Sił życzę,dużej ilości siły! Pozdrawiam😉

  8. Moimoi pisze:

    Pociesze cię, że to mija. Sama to przechodziłam i wydawało mi się czasami, że tak już będzie zawsze. Jednak dzieci tak szybko rosną i uczą się samodzielności ( o ile im na to pozwalamy oczywiście), że ani aurę obejrzysz, a będziesz miała dużo więcej swobody i kontaktowa wygadana małą dziewczynkę w domu. Odkąd mojej corce minął bunt dwulatka, to macierzyństwo jest dla mnie bardzo relaksujące i przyjemne🙂 Głową do góry i postaraj się jak najczęściej wyrywać z domu sama, choćby spacer 15-minutiwy, to dużo daje.

    • withi pisze:

      Dziękuję za Twój komentarz. Teraz jak Mała skończyła miesiąc planuję raz na jakiś czas wyrwać się bez niej do kosmetyczki, kina czy na zakupy. Myślę że to będzie zdrowe dla wszystkich🙂
      Pozdrawiam ciepło!

  9. Asiu, Twój stan, samopoczucie i przemyslenia sa w tym momencie zupelnie normalne i mysle, ze kazda kobieta na tym etapie ma podobnie. Jesteś jeszcze w połogu i Twój organizm jeszcze nie doszedł do siebie zarówno fizycznie jak i psychicznie ale o tym doskonale wiesz. Poprostu trzeba przeczekać…nie ma innej rady. Korzystaj z wszelkich udogodnień ( ja mniej wiecej na tym etapie dokupilam plozy do lozeczka zeby bujac Synka do snu chociaz wczesniej zarzekalam sie, ze nie bede tego robic i okazalo sie to cudownym srodkiem do unormowania godzin drzemek Malucha, zarzucilismy tez karmienie piersia, ktorego Synek od samego poczatku sobie nie zyczyl, mimo porad doradcy laktacyjnego, babc, cioc, poloznych i kolezanek, i z całym przekonaniem mogę powiedzieć, ze była to najlepsza decyzja jaką mogłam wtedy podjąć) i pamiętaj, ze jak dziecko śpi to mama też śpi, a „pranie” poczeka:). Sama zobaczysz, ze dopiero jak naprawdę dojdziesz do siebie to wszystko zacznie się ukadac samo, a Ty zaczniesz prawdziwie czerpać radość z macierzyństwa. Mimo Twojej wiedzy i doświadczenia początek zwyczajnie musi być trudny żebyś później mogła być dumna z siebie patrząc na swoją Dziewczynkę🙂 Wogole to nie myśl o tym za dużo. Pozdrawiam Was serdecznie:)

    • withi pisze:

      Hej! Dziękuję za Twoje słowa. Co do karmienia piersią, póki co idzie nam to bardzo sprawnie i dopóki nie napotkam jakichś problemów na drodze, to nie chcę tego rzucać. Jedyny problem to waga, która leci w dół i nie chce stanąć.
      Co do spania – powoli uczę się spać wtedy kiedy ona, pomimo że nigdy nie potrafiłam zasypiać w dzień. Niemniej teraz … padam ze zmęczenia, obojętnie jaka jest pora dnia.
      Masz rację – każda mama przez to musi przejść. Czekam na ten lepszy okres. Pozdrawiam!

  10. Alicja pisze:

    Droga Asiu, czytam Twojego bloga od wpisu o wyjeździe na studia, jesteśmy z tego samego rocznika i można powiedzieć, że miałyśmy te same dylematy co do studiów i czasami chwile zwątpienia. Nie znamy się ale zawsze z niecierpliwością czekam kiedy dodasz kolejny wpis na bloga, traktuje Cię jak koleżankę, u której zawsze chcę wiedzieć co słychać🙂
    Dobrze, że mówisz o tym, że macierzyństwo to nie tylko cud, miód, orzeszki i zabawy z dzieckiem, które potem samo się nakarmi, przewinie i na dodatek jeszcze uśnie. Chociaż sama jeszcze tego nie doświadczyłam, to wydaje mi się piekielnie ciężkie, piękne ale jednak wymagające ogromnego poświęcenia. Trzeba mieć nadzieję, że z czasem kiedy Marysia już podrośnie, będzie Wam lżej. Może to też wina pory roku i pogody, dzień jest krótki, tak jak piszesz wyjście wiąże się tylko z ubieraniem, czasami dłuższym niż pobyt na zewnątrz.
    Ostatnie zdjęcie Marysi to mistrzostwo, jest prześliczna, będzie kiedyś łamać serca🙂 Ogromnie trzymam za Was kciuki, żeby każdy Wasz dzień był coraz lepszy🙂

    • withi pisze:

      Hej! Takie komentarze jak Twój zawsze sprawiają że się uśmiecham i mam jakieś poczucie, że ten blog ma jakiś mniejszy bądź większy sens. Dziękuję za Twój komentarz! Pora roku na pewno ma duże znaczenie, jak nie dla małej, to na mnie taka szaruga wpływa bardzo destrukcyjnie … No ale, nie ma co się łamać, niedługo przyjdzie wiosna, a razem z nią siedząca/może raczkująca? Marysia🙂
      Buziaki!

  11. Aleksandra Er pisze:

    Prześliczna jest:) (jakie czaderskie spojrzenie:D!) Aś, łączę się w tym cierpieniu z Tobą całym sercem – osobiście uważam, że kobiety powinny zrobić jakiś odgórny bojkot wszystkich spotów reklamowych i stron internetowych, gdzie z macierzyństwa spływa tylko lukier. Ja miałam pierwszy ostry kryzys, jak Młoda skończyła pół roku (czułam i czuję się jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce wbrew woli). Ale cały czas powtarzam sobie, że to jeszcze kilka miesięcy. I chyba tak jest okej – cieszyć się tym, co jest, bo to się więcej nie powtórzy i jest fascynujące, a z drugiej strony cierpliwie czekać, aż potomstwo skończy ten rok czy rok z ogonem (bo wtedy już jest na tyle ogarnięte, że można je komuś na dłużej podrzucić:P). Wytrzymałaś 9 miesięcy ciąży, to roku jeszcze nie wytrzymasz?;) A potem będzie tylko fajniej – zacznie się wspólne odkrywanie świata na nowo, wyprawy, zabawy, wychowanie. Zdrowiej szybko, ściskam mocno Was wszystkich!:*

    • withi pisze:

      Masz rację Ola – każdy etap jest na swój sposób piękny i pomimo że czasami jest ciężko, to trzeba znaleźć w każdym dniu jakiś pozytyw. Ja myślę że podrzucimy Małą dziadkom dużo wcześniej niż jak skończy rok, gdzie tam😀 Będę dręczyć cycki laktatorem, ale na pewno nie dam się uwięzić w domu na tyle czasu🙂

      Ściskam Cię :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s