Obawy młodej położnej na kilkanaście dni przed swoim pierwszym porodem /\

***

Hej. Wiem że dla niektórych to co piszę, zdjęcia jakie zamieszczam, wszędzie uśmiech od ucha do ucha – wszystko to wskazuje jasno i wyraźnie, że wprost nie mogę się doczekać swojego porodu, że niczego się nie boję i po tym wszystkim co dane mi było zobaczyć i doświadczyć w trakcie pięciu lat studiów i intensywnych praktyk – jestem spokojna i w spokoju oczekuję tego dnia .. No powiem Wam, że nie, nie no i jeszcze raz nie. Jak każda kobieta, a zwłaszcza taka, która oczekuje swojego pierwszego dziecka, mam w głowie mnóstwo pytań, obaw, a im bliżej terminu porodu, tym wszystko to namnaża się w tempie iście ekspresowym. Zbliżający się poród jest dla mojego ciała tak samo dużą niewiadomą jak dla wszystkich pierworódek, bez różnicy co widziałam, co robiłam, pomimo wiedzy jak wszystko powinno wyglądać.

Postaram się napisać Wam tutaj o moich głównych obawach, związanych ze zbliżającym się porodem jak i pierwszych chwilach macierzyństwa. Wiedzcie, że nie jesteście z tym wszystkim same🙂

img_8975

* Boję się o zdrowie Małej. Niestety, to chyba utrapienie każdej z nas. Pobudki w środku nocy, czekanie na ruchy dziecka, zastanawianie się czy super-extra-hiper sprzęt mojego ginekologa nie popełnił błędu. Czy nie będzie żadnych komplikacji przy porodzie. Czy Mała się dobrze rozwija. I tak dalej … i tak dalej …

* Nie wiem czy będzie mi dane urodzić naturalnie. Tak wiem, tego nie wie i nie może przewidzieć żadna z nas, jednak u mnie sprawę komplikuje szereg, niestety niezależnych ode mnie czynników jak np:

a) szacowana masa Malutkiej, która zapowiada się na naprawdę dużą dziewczynkę

b) genetyka, a dokładnie wymiary miednicy, które nie są powalające – u mojej mamy wystąpiła niewspółmierność porodowa, tzn byłam zbyt duża, a ona posiada zbyt wąską miednicę, żeby urodzić mnie naturalnie

Wierzę w wiele zbiegów okoliczności, wierzę w siebie i swoje ciało. Ale mam z tyłu głowy, że priorytetem w tej sytuacji jest zdrowie naszego dziecka i nie będę brnąć w poród siłami natury, jeżeli nie będzie mi dane urodzić w ten sposób. Nie będę płakać i użalać się nad sobą, jeżeli skończę na sali operacyjnej. Cięcie cesarskie to też poród, jakkolwiek to dziwnie brzmi – kobiety które RODZĄ tą drogą nie są gorszymi matkami, nie mają prawa niczego sobie zarzucać. Medycyna poszła o ten krok do przodu, że dzięki właśnie cesarskiemu cięciu wiele kobiet, które kiedyś nie byłoby w stanie urodzić samodzielnie, prawdopodobnie nie przeżyłoby tego momentu, podobnie jak ich dzieci, dzisiaj, może cieszyć się macierzyństwem i nową rolą w życiu. Dlatego – jakkolwiek będzie, będzie dobrze. Marzę o porodzie siłami natury, jest to dla mnie coś tak pięknego, że wprost drżę na samą myśl, a drugiej strony wiecie, że mam głowę na karku i wiem kto jest tutaj najważniejszy.

* Czy boję się porodu? Sama nie wiem. Na chwilę obecną jestem ostoją spokoju, jeżeli o to chodzi, myślę jednak że regularna czynność skurczowa sprowadzi mnie szybko na ziemię i doda nieco więcej adrenaliny w moim obecnie nudnym życiu😀

Wiem jak wszystko wygląda, a przynajmniej jak powinno wyglądać. Wiem czego mniej więcej mogę się spodziewać, jak sobie poradzić. Jednak wielu rzeczy nie mogę sobie na ten moment wyobrazić, a chodzi mi tu głównie o ból porodowy. Widziałam i przyjęłam wiele porodów, jedne pacjentki cierpiały bardziej, inne mniej. Jest to sprawa tak indywidualna, że nikt nie jest w stanie tego przewidzieć, nawet wieloródka z piątką dzieci na głowie. Wierzę w mój optymizm, w wsparcie mojego Męża, w pozytywne nastawienie, w Małą i w moją macicę, że razem uporamy się z tym fantem raz dwa😀

* Nie wiem gdzie ostatecznie będziemy rodzić. Moje początkowe plany uległy ostatnimi dniami sporym zmianom. Na początku wszystko wydawało mi się takie proste, teraz zdrowy rozsądek, czysta wygoda i sporo innych czynników wzięło górę. W dniu, kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży jasne było dla mnie, gdzie chcę urodzić. Niestety nie jest to miasto w którym obecnie mieszkamy, także sporo planowałam, ustawiałam, kombinowałam jak to wszystko zgrać logistycznie. Typu: kiedy jechać? a co jak będzie zbyt duża i będę miała skierowanie na cięcie cesarskie? lepiej dwa tygodnie przed terminem czy później? Itd .. itd … Im bliżej terminu porodu tym bardziej zmieniam te plany. Jestem wykończona całą ciążą, chciałabym zostać w naszym mieszkaniu, boję się czekania w innym mieście. Oczywiście nie byłabym sama, ale wiadomo – dom to jednak dom.

Niby wierzę, że wszystko pójdzie po naszej myśli, wiem też, że może być zupełnie inaczej. Porodu nie da się przewidzieć, nie da się go zaplanować. Jak ja i Malutka będziemy gotowe i zgramy się w tym danym momencie, wtedy to nastąpi. Jak akcja porodowa zacznie się przed naszym wyjazdem, podobnie jak wyżej – nie będę płakać i użalać się, że coś nie poszło po mojej myśli – zepnę się w sobie i urodzimy obojętnie gdzie🙂

* Nasza Córeczka to jesienne dziecko. Lubię jesień, zwłaszcza tą złotą, ciepłą. Boję się pierwszego miesiąca macierzyństwa – brzydkiej, dołującej pogody, krótkich i zimnych dni, deszczu, szarugi. Normalnie ludzie wpadają w jakieś doły mniejsze czy większe, a co będzie po porodzie, kiedy ciało będzie dochodzić do siebie, trzeba będzie nauczyć się siebie nawzajem? Rytm dnia będzie totalnie odwrócony i zachwiany? Póki co mało o tym myślę, ale nie ukrywam – jesień to nie jest najlepszy okres do rodzenia. Nawet na spacery będzie ciężko wychodzić …

* Czy sobie poradzimy? Niby mam jakieś tam doświadczenie, opiekowałam się przez całe studia dziećmi w różnym wieku, w tym również niemowlakami. Niby mam jakąś tam wprawę po setkach godzin praktyk na oddziałach. Ale to nowa sytuacja. To nasze pierwsze dziecko, to nasza odpowiedzialność, to ktoś zależny tylko i wyłącznie od nas. I to własnie ta odpowiedzialność sprawia, że chce się dać z siebie wszystko co najlepsze. Jak najwięcej. I jeszcze więcej. Nie wiem gdzie jest granica i nie wiem, czy uda mi się ją odnaleźć i zachować?

* A co na to Leon? Podejrzewam że mój leniwy Brytyjczyk przez pierwszy miesiąc nawet nie zorientuje się że ktoś nowy pojawił się w domu – prześpi tę istotę tak jak przesypia całe swoje życie😀 A tak szczerze, jest to tak poczciwe i nieinwazyjne zwierzę, o czym dobrze wiecie, że o relację kot-Malutka w ogóle się nie boję. Myślę że będzie trzymał dystans, powącha, zobaczy że coś się rusza, przez chwilę nowa sytuacja może nawet wzbudzi u niego jakiekolwiek minimalne zainteresowanie, a potem …? A potem pójdzie spać. Jeżeli macie zwierzaki w domu, taka rada od koleżanki-położnej: zapakujcie do reklamówki pieluszkę tetrową z porodu, którą wycierane i przykryte było maleństwo i dajcie swojemu partnerowi, tak, aby po porodzie mógł dać zwierzakowi do powąchania i zapoznania się z nowym zapachem. To dobry patent zwłaszcza dla posiadaczy bardziej ekspresywnych zwierząt niż mój kot😀

IMG_2965 img_6926


I to tyle. A jak było u Was? Również miałyście, a może obecnie macie jakieś obawy przed Waszymi porodami? Czekam na komentarze🙂

Ściskam, Asia!

withi

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Obawy młodej położnej na kilkanaście dni przed swoim pierwszym porodem /\

  1. Kasia pisze:

    W sierpniu byłam w takiej samej sytuacji ja Ty. Pierwsza ciąża, pierwsze dziecko, pierwszy poród i ja młoda położna🙂 Miałam dużo wyobrażeń na temat porodu – bardzo zależało mi na naturalnym spontanicznym porodzie. Wyszedł poród indukowany (z powodu stanu przedrzucawkowego) drogami natury. Sam poród był dla mnie mega ciężkim przeżyciem i juz zrozumiałam czemu czasem kobiety panikuja w czasie porodu. Również zrozumiałam, że nie tak łatwo słucha się położnej gdy boli. Tosia urodziła się też nie mała (3510)🙂 Potem polog i noworodek w domu. Niby wszystko wiedziałam ale upewnialam się u starszej koleżanki położnej. Dziecko okazało się cycoholikiem i dość mocno mnie to ograniczylo. Dzisiaj Tosia ma dwa miesiące i powoli wszystko się normuje. Powtarzam sobie, że każde dziecko jest inne i ja słucham co moje chce. A że chce wisieć na cycku to trudno😉

    Życzę Ci samym najpiękniejszych chwil. Bo będą🙂 ale jednocześnie będzie mega ciężko, ale warto. Warto bo z każdym dniem jest lepiej. Dzisiaj Tosia spala 8h w nocy😉 powodzenia! :*

    • withi pisze:

      Hej! Dziękuję za Twój komentarz. Jest mi bardzo miło jak wiele młodych położnych znalazło ten wpis i mojego bloga.
      Tak jak piszesz – każdy maluch jest inny, nie ma uniwersalnych metod i recept na to, jak się zachować w danej sytuacji. Z dużą pokorą podchodzę do wszystkiego, wiem że to wszystko co wiem i potrafię może okazać się niewystarczające albo totalnie zbędne w moim porodzie, połogu, wychowaniu dziecka. Jednak póki co staram się patrzeć na całość optymistycznie, zobaczymy do kiedy …

      Pozdrawiam Ciebie i Córeczkę!
      Asia

  2. Ania Szeląg pisze:

    Witam, jestem w identycznej sytuacji! Również jestem położną świeżo po studiach i również spodziewam się pierwszego dziecka, córeczki. Tak jak Pani mam wiele obaw, które się powielają…. Może razem będzie nam raźniej?😀
    Pozdrawiam!

  3. margot pisze:

    Ja trzy tygodnie temu urodziłam drugie dziecko, pierwsze urodziło się wiosną. A syn na jesień. I rozumiem Twoje obawy związane z krótkimi dniami, dolami itp. Rzeczywiście łatwiej jest urodzić dziecko, gdy dni są coraz dłuższe, cieplejsze, a nie na odwrót. Ale! Moja strategia na najbliższe miesiace- nie myśleć, ile jeszcze zostało do wiosny, nie patrzeć tak daleko, tylko żyć tygodniem albo dniem jeśli będzie bardzo źle. Z pozytywów: zima wybija zarazki, rozszerzanie diety za pół roku, więc akurat dzieci zdążą skorzystać ze wszystkich sezonowych owoców i warzyw w przyszłym roku. No, Asia! Damy radę! Jesień i zimą przecież też są piękne🙂

    • withi pisze:

      To prawda, chyba najlepsza pora to wiosna, ale jak wiadomo – nie to jest tu najważniejsze. Myślę że jak Mała już się pojawi to zapomnę o tej całej jesieni, będę skupiała się zupełnie na czymś innym. A przynajmniej taką mam nadzieję🙂
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam!🙂

  4. dina. pisze:

    ja na razie jeszcze w ciąży nie jestem, ale coraz częściej chodzi mi to po głowie… coraz bardziej chcę. i powiem Ci, że Twoje wpisy jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzają. bo piszesz o tym w taki sposób, tak szczerze i otwarcie, że… po prostu odpowiadasz na moje pytania i wątpliwości zanim one w ogóle pojawią się w mojej głowie.
    życzę Ci wszystkiego najlepszego Asiu, rozwiązania po Twojej myśli i w ogóle radości i uśmiechu w tym macierzyństwie w te jesienne dni! żeby miłość do bobasa rozjaśniała każdy Twój dzień🙂 buziak!

    • withi pisze:

      Strasznie mi miło, że pisząc coś mogę tak wpłynąć na innych decyzje. W razie czego pytaj, zawsze pomogę i odpowiem najlepiej jak tylko będę potrafiła🙂

      Buziaki, dziękuję : *

  5. Magdelena pisze:

    Asiu, wszystko będzie dobrze :* Trzymam za Ciebie i za Malutką bardzo mocno kciuki ;’)

  6. avenlin pisze:

    Będąc w ciąży studiowałam i miałam wszystko super rozplanowane: termin na marzec, ja w lutym zamykam sesję, biorę dziekankę, odpoczywam sobie miesiąc i wtedy wszystko ogarniam. Ciąża przebiegała prawidłowo, brak przeciwwskazań do porodu naturalnego, szpital wymarzony wybrany, super! Damy radę!
    A wyszło jak wyszło, cesarskie cięcie w 36 tygodniu z powodu ablacji łożyska, 70 km od planowanego miejsca porodu, nie miałam ze sobą nic do szpitala… Nie zdążyłam się martwić, czekać, nakupować głupot, zamknąć sesji egzaminacyjnej bo wszystko rozwiązało się nagle, w ciągu godziny. Wtedy byłam przerażona, dzisiaj wspominam z uśmiechem bo daliśmy radę. Tylko nie zdążyłam się wyspać na zapas😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s