once upon a time I was falling in love / nasz zwykły-niezwykły ślub część 1

***

Mała prośba na wstępie – jeżeli temat Was kompletnie nie interesuje, jeżeli życzycie nam źle i chcecie się internetowo wyżyć, proszę od razu – zachowajcie swoje cenne uwagi dla siebie. Naprawdę, NIC totalnie NIC nie zmieni moich emocji związanych z tamtym dniem, nikt a zwłaszcza ktoś internetowo odważny, nie sprawi, że będę zła czy smutna. Staram się przyciągać do siebie ludzi, którzy tak jak ja dla nich, życzą mi dużo dobrego, nie są o nic zazdrośni czy w żaden sposób niekulturalni. Chciałabym aby dalej panowała na tym blogu taka miła atmosfera, stąd mój mały apel. Każdy miał albo ma przed sobą okazję do spędzenia tego wyjątkowego dnia tak, jak sobie wymarzył – nie psujmy tego swoimi gorzkimi słowami. Ja nikogo nie oceniam, sama miałam wizję jak chcę, aby nasz ślub wyglądał, pozostało tylko to spełnić. Jeżeli ktoś zaczerpnie od nas odrobinę inspiracji, będzie mi niezmiernie miło. Zapraszam do wpisu poniżej🙂

***

Diabli wiedzą, jak to się skończy. Ważne, że się zaczyna.

– Andrzej Sapkowski

Asia_i_Stas-399

Trzecia nad ranem, budzę się, albo budzi mnie ból w podbrzuszu, sama nie wiem? Nie zasnę, nie dam rady. Najwyższa pora przeczytać co powinnam powiedzieć w Kościele, bo coś się mówi, prawda? Dzień powoli wstaje, za oknem zdążyło się już rozjaśnić. Staram się przymknąć powieki, w końcu wypada być wyspanym. Udaje się, jeszcze na ten jeden moment. Potem wszystko zaczyna się rozpędzać, twarze, nowe twarze, jeszcze więcej nowych twarzy. Uśmiechy zewsząd, pośpiech, pojawia się pierwszy stres. Nie chcę żeby było perfekcyjnie, nie może być, nie powinno tak być. Wszystko musi mieć swoje drobne niedoskonałości, aby zostało docenione. Jest pięknie, słonecznie.

15:00, plac przed Kościołem, Tata prowadzi mnie do ołtarza, słuchamy pięknego kazania skierowanego tylko i wyłącznie do nas, przysięgamy sobie miłość, wierność i uczciwość w promieniach słońca.

17:00, jesteśmy już w szkółce leśnej, zdjęcia, uśmiechy, gratulacje. Czuję zapach Pink Sands, który delikatnie wydobywa się spod białego namiotu, zapraszając wszystkich do środka. Na stołach w pięknych wazonach stoją długie, pudrowe róże. Delikatny, ciepły wiatr otula twarze gości. Jest obok mój Mąż, który trzyma mnie żebym nie upadła, pijana od pozytywnych emocji. Jest moja rodzina, są moi kochani rodzice, dziadkowie, garstka moich przyjaciół. Jest wspaniale, czas tak szybko i niepytany ucieka pomiędzy naszymi palcami. Wszędzie są drzewa, delikatnie kołysane przez czerwcowe, ciepłe powietrze. Dużo pysznego jedzenia i mój permanentnie zaciśnięty żołądek. Goście spacerują, tańczą, rozmawiają. Jest kameralnie, tak jak chcieliśmy. Kochanie, wszystko nam się udało, pomimo że niczego nie planowaliśmy, wyszło tak jak chcieliśmy. Ten dzień będzie mi się kojarzył z nami, tymi wszystkimi uśmiechniętymi twarzami, kompletem najbliższych mi osób, słowami ‚Ja Joanna, biorę Ciebie Stanisławie za męża …‚, przyjemnym, delikatnym zapachem Pink Sands w powietrzu i lampionami pływającymi na wodzie.


I nie, wcale nie jestem romantyczką, nie jestem dziewczyną, która od wielu lat marzyła o tym dniu, zapisywała sukienki na komputerze, planowała, szukała swojego księcia na białym rumaku. Nie wierzę w bajki, chociaż czasami mam wrażenie że jestem w środku jednej z nich. Wiedziałam jednak, że jak już przyjdzie co do czego, jak zdecydujemy się na ślub kościelny, zrobimy to totalnie inaczej niż wszyscy, niż jest to odgórnie ustalone. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na nasze-małe-polskie-przyjęcie, czyli podsumuję ten dzień najobiektywniej jak tylko potrafię. Może a nuż jesteście jeszcze przed i szukacie jakichś inspiracji. Jeżeli tak, najważniejsza moja rada – starajcie się zapamiętać każdą jedną minutę z tego dnia, one tak szybko uciekają. Doceńcie, że każda jedna osoba przyszła tam dla Was, żeby wspólnie cieszyć się z Waszego szczęścia. To jest chyba najbardziej istotne w tym wszystkim. Warto o tym pamiętać.

Jesteśmy ze Stasiem osobami, które w kwestii ślubu zgrały się niemalże idealnie. Jeżeli chodzi o nasze przedślubne założenia, była ich tylko garstka:

  • nigdy nie chcieliśmy mieć wesela, po prostu nie czujemy tych klimatów (powiem Wam cicho, że przez głowę przewijał nam się pomysł wzięcia ślubu tylko w obecności Księdza i świadków, a tylko dzięki mnie nie doszło to do skutku – chyba nie chciałabym spędzić tego dnia bez moich rodziców)
  • kolejne co wiedzieliśmy to to, że chcemy zrobić małe przyjęcie dla najbliższej rodziny – początkowo miało być +/- 40 osób, suma summarum było nieco więcej, niecałe 60 (wspomnę o tym w drugiej części)
  • ostatnia sprawa – nie chcieliśmy robić przyjęcia na żadnej sali, never ever. Ustaliliśmy dawno temu: albo robimy przyjęcie na świeżym powietrzu w plenerze, albo nigdzie🙂

Jeżeli chodzi o moje przedślubne założenia:

  • od zawsze wiedziałam że chcę mieć krótką suknię
  • kwiaty we włosach
  • Tato, który prowadzi mnie do ołtarza
  • zapach Yankee Candle – Pink Sands na stołach
  • długie, pudrowe róże na stołach

Postaram się w dwóch wpisach podsumować ten cały dzień najlepiej jak tylko potrafię. Podzielę się z Wami namiarami na osoby, które pomogły nam domknąć to wszystko na ostatni guzik. Dzisiaj napiszę trochę o przygotowaniach, moim wyglądzie, wiązance ślubnej. W drugim wpisie przybliżę Wam pozostałe ozdoby, miejsce ślubu, przyjęcia, napiszę o jedzeniu, muzyce, torcie, liczbie goście itd. W razie pytań piszcie🙂

  • zaproszenia & winietki – tuż po tym, jak wybraliśmy termin ślubu, zabrałam się za zamawianie zaproszeń & winietek na stoły. Nie pamiętam jak, ale trafiłam kiedyś na stronę www.paperstory.pl która ma w swojej ofercie przepiękne, unikatowe zaproszenia. Jako że nasze przyjęcie było w lesie, a dodatkowo bardzo lubimy rustykalne klimaty, postawiliśmy na zaproszenia właśnie o nazwie rustykalne. Zaproszenia były piękne, niepozorne, ale piękne. Bardzo proste, zero kokardek, wstążeczek, cukru. Winietki, zważywszy na grubość papieru, nie mogły być klasyczne składane. Wymyśliłam że zamówię w wersji na szpilce i każdą włożę do Tiki-Taka albo Kasztanka. Pomysł się sprawdził, wyglądało to super! Obsługa w sklepie fachowa i cierpliwa, wszystko przebiegało bardzo szybko i po naszej myśli. Sklep jak najbardziej polecam🙂

Zaproszenia:

IMG_0913 IMG_0917 IMG_0918 IMG_0924 IMG_0927

Winietki:

Asia_i_Stas-196

  • obrączki – jakimś cudem udało mi się wyciągnąć Stasia na wybór obrączek, chociaż było ciężko😀 Od początku namawiał mnie na zrobienie sobie tatuażu, twierdząc że nie przyzwyczai się do noszenia pierścionka😀 Ja z kolei nie wyobrażałam sobie żeby było inaczej. Poszliśmy do złotnika, który ma swój lokal na Rynku w Białymstoku, tuż obok pubu Sherlock Holmes i który wykonywał obrączki na ślub rodziców Stasia. Wybraliśmy takie, które podobały się nam najbardziej, czyli połączenie białego i żółtego złota. Moja dodatkowo ma mały diamencik na środku. Postawiliśmy też na grawer wewnątrz obrączek.

1 IMG_2359

  • fryzura – w internecie znalazłam namiary na Adriana Własiuka, który tak jak ja, jest zwolennikiem luźnych, delikatnych upięć. Udało mi się do niego jakimś cudem zapisać miesiąc przed terminem ślubu. Tydzień przed ślubem poszłam na fryzurę próbną, zrobiliśmy delikatne fale (od początku założyłam że do mojej sukienki najlepiej będą pasować włosy rozpuszczone). Druga fryzura jaką mi zaproponował to kłos, baaardzo gruby i bardzo efektowny. Adrian powiedział że nigdy w życiu nie uzyskał jeszcze takiej grubości kłosa bez użycia sztucznych włosów😀 Suma summarum zdecydowałam się na wersję pierwszą, czyli rozpuszczone, delikatne fale, oraz dwa kłosy idące od twarzy, w które wpleciona była gipsówka. Fryzura dała radę, fale nie poddały się grawitacji (co w moim przypadku graniczy z cudem). Adriana bardzo polecam, niestety można się do niego umawiać już tylko w Warszawie. Namiary: kkkklik.

Próbna:

IMG_1389 IMG_1415

Ślubna:

fryzuragipsówka nie przeżyła uścisków😀

Asia_i_Stas-35

  • makijaż – i znowu udało mi się jakimś cudem znaleźć termin u Martyny – kkklik – na … 2 tygodnie przed ślubem, jakoś tak. Początkowo myślałam że pomaluję się sama, jako że wiem w jakim makijażu siebie lubię, chciałam wyglądać tak, jak każdego jednego dnia. Nic mocnego, nic co zrobiłoby ze mnie kogoś zupełnie innego. Bałam się jednak, że będę się stresować i nawet rzęs nie uda mi się pomalować. Tak trafiłam do Martyny na próbny makijaż, a to co mi zaproponowała bardzo mi się spodobało. Makijaż był delikatny, miałam doklejone kępki, żeby spojrzenie było pełniejsze. Na ustach miałam delikatny kolor, oczy były nieco bardziej podkreślone, podobnie policzki. Makijaż trzymał się cały dzień i noc. 
  • manicure – dzień przed ślubem wybrałam się do Imago – kkkklik na manicure hybrydowy. Jako że jestem w ciąży, moje paznokcie do tej pory niepokonane i twarde jak kamień, łamią się jak zapałki w połowie. Asia uratowała sytuację. Zdecydowałam się ostatecznie na delikatny, pudrowy róż na paznokciach. Początkowo chciałam jakieś różowe ombre, ale stwierdziłam że pójdę w klasykę.

IMG_2113

  • suknia ślubna – na początku kwietnia, kiedy zdecydowaliśmy się na ślub, poszłam z moją świadkową-przyjaciółką Klaudyną do salonu, w którym był największy wybór krótkich sukienek. Powiem Wam, że Białystok to zagłębie, jeżeli chodzi o suknie, także jak macie niedaleko to polecam na tournee właśnie tu. Salon który wybrałam to Catherine na ulicy Lipowej 17. Trafiłam tam na CUDOWNĄ panią Anię i Kasię, obie były po prostu wspaniałe. Suknię wybrałam w 30 minut (serio), zmierzyłam pięć (w tym jedną długą, tak żeby zobaczyć czy słusznie szłam w krótkie) i to trzecia była tą, na którą się zdecydowałam. Obsługa w tym salonie była rewelacyjna, przy odbiorze sukni długo dziękowałam pani Ani za wspaniałą obsługę, po ślubie poszłam do nich na pogawędki. Na samą myśl o tym czasie mam mokre oczy. Wiadomo że wybór sukni jest ważny chyba dla każdej kobiety, jednak ja jestem z tych dziewczyn, które nawet w tej kwestii mają głowę na karku. Szybki wybór, atrakcyjna cena, fakt, że miałam szukanie i wybieranie odhaczone, było pierwszym małym krokiem do przodu. Później miałam chyba cztery miary, zważywszy że jestem w ciąży i z tygodnia na tydzień moje wymiary ulegały zmianom. Moja suknia była od polskiej projektantki Julii Gastoł, która ma swoją pracownię pod Warszawą. Była prosta, skromna, cała z delikatnej i eleganckiej koronki, w białym (ale nie takim rażącym) kolorze. Góra była dopasowana, a dół rozkloszowany. Krawcowa zrobiła mi sporo luzu w talii, tak, że przez cały dzień czułam się wygodnie i komfortowo.

Przymiarki:

IMG_1058 IMG_1065

Dzień ślubu:

Asia_i_Stas-286 Asia_i_Stas-296 Asia_i_Stas-209

  • buty – jednego dnia, czekając na Stasia, poszłam do Ryłko, wybrałam, zmierzyłam i kupiłam. Szukałam butów w kolorze pudrowego różu, na niewielkim obcasie, takich, jakie będę mogła w przyszłości wykorzystywać. I znalazłam. W dodatku mój model miał ciekawe wycięcie z przodu, które dodatkowo wydłuża nogi. Jak macie szukanie butów przed sobą to polecam właśnie Ryłko – mają tam naprawdę olbrzymią kolekcję ślubną🙂

IMG_0902 IMG_0903 IMG_0906

  • perfumy – wszystko intuicyjnie zapamiętuję nosem. Jak mnie znacie, wiecie doskonale jak perfumy, zapachy są dla mnie ważne. Wiedziałam że chcę, aby ten dzień kojarzył mi się wyjątkowo. Dlatego wiedziałam, że będę w dniu ślubu pachniała zapachem Givenchy Ange ou Demon – Le secret. Piękny, delikatny zapach. Znałam go już od wielu lat, zawsze jednak to cena skutecznie mnie odstraszała.

IMG_1698

  • biżuteria – dzień przed ślubem wybrałam się z mamą na szybciocha do Apartu i tam znalazłam kolczyki, takie jak chciałam. Powiem Wam że noszę je od 4 czerwca cały czas, w ogóle nie ściągam. Myślałam że nigdy nie przekonam się do wiszących kolczyków, a tu proszę. Do tego miałam pierścionek zaręczynowy i moją bransoletkę z YESa, której również nie ściągam od dnia, kiedy ją dostałam.

kolczyki IMG_2157

  • wiązanka ślubna – osobą odpowiedzialną za przygotowanie wiązanek i wszystkich ozdób zawierających kwiaty, była przemiła pani Agata, znajoma mojej teściowej. Zrozumiałyśmy się od razu. Wiedziałam że ma ona wyglądać tak, jakby była świeżo zerwana z pola. Chciałam, aby była większa (nie podobają mi się takie małe kuleczki), o nieregularnych kształtach. Nie chciałam w niej żadnych świecidełek, perełek, wstążeczek, nic z tych rzeczy. Miała być w pudrowo różowych kolorach. Postawiłyśmy na różowe gerbery, eustomę, róże i dodatki, m.in gipsówkę, którą miałam we włosach. Bardzo chciałam piwonie, uwielbiam te kwiaty, niestety bardzo ciężko było je wtedy dostać, jako że w Polsce nie było jeszcze na nie sezonu. Zastąpiłyśmy je właśnie gerberami. Uchwyt zrobiony był z liścia, czyli udało się nie używać niczego sztucznego. Kwiaty były dłuższe, dzięki czemu wiązanka dodatkowo nieświadomie trochę mnie wyciągnęła. Świadkowa miała identyczną, tylko nieco mniejszą.

Asia_i_Stas-4 Asia_i_Stas-10 Asia_i_Stas-34Asia_i_Stas-45 Asia_i_Stas-83

  • zapach ślubu – jak już wcześniej pisałam, wiedziałam że postawię na mój ulubiony zapach Yankee czyli Pink Sands. Na naszym stole stała duża świeca, na pozostałych stołach były samplery w malutkich koszyczkach. Pomimo że ślub był na zewnątrz, zapach był bardzo wyczuwalny, a tym samym nienachalny. Wszyscy posiadacze dużych świec z Yankee Candle wiedzą, jak mocne są te zapachy. U nas zapach delikatnie unosił się w powietrzu, ale nie było go tym samym zbyt dużo.

IMG_0774


I to tyle na dzisiaj. Zapraszam za jakiś czas na drugą część. Powiem Wam że cudownie jest móc się cofnąć w czasie do tego dnia. Nigdy go nie zapomnę.

Ściskam, Asia!


withi

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „once upon a time I was falling in love / nasz zwykły-niezwykły ślub część 1

  1. M. pisze:

    W życiu nic nie jest idealne. Dorosłość polega między innymi na tym, żeby to zrozumieć. Nigdy nie brałam ślubu ale jak patrze na znajomych (wszystko MUSI być dopięte na ostatni guzik, bo inaczej stanie się życiowa tragedia) to ciężko mi to zrozumieć. Wiem, że to jest wyjątkowy dzień w życiu, wiem, że Panna Młoda powinna wyglądać przepięknie, perfekcyjnie etc. Kilka lat temu byłam zaproszona na ślub moich przyjaciół. W trakcie składania przysięgi w Kościele na zewnątrz była niesamowita burza. Po przyjechaniu do sali weselnej okazało się, że przez burzę są duże problemy techniczne więc przez 2 h nie było prądu, światła etc. Wszyscy siedzieliśmy przy świeczkach, nie było muzyki, ciepłe jedzenie dojechało o wiele później. I szczerze? To właśnie było najbardziej wyjątkowe. Coś, co zaskoczyło wszystkich i „popsuło” część imprezy, okazało się najczęściej mile wspominanym akcentem na weselu. A przy okazji sprawiło, że wszyscy goście mieli dużo czasu żeby ze sobą porozmawiać, zapoznać się już na początku imprezy. I serio, czasami nie rozumiem jak 2 ludzi, którzy się kochają i chcą spędzić ze sobą całe życie potrafią kłócić się tygodniami o jakiś szczegół – bo ktoś chce do ślubu „pojechać” najnowszym mercedesem a ktoś woli starszym. Sama kiedyś byłam osobą idealną, perfekcyjną. Wszystko musiało być zrobione w 1 terminie. Dziś od tego odchodzę i żyje mi się o wiele lepiej.

  2. rz pisze:

    fajnie się to czyta, czekam na kolejną część🙂
    jeszcze raz wszystkiego dobrego :***

  3. Kat pisze:

    Wow, mała impreza ale wszystko dopracowane na ostatni guzik, szczegółowo ale też bez przesady. Mi też się podoba taki minimalizm, gdzie na wszystko możesz mieć wpływ i nic nie wymyka się spod kontroli i wszystko pozostaje w dobrym stylu. Zazdroszczę Twojego „poukładania” Asia i tego że udało wam się we wszystkim tak wspaniale porozumieć🙂
    Jestem ciekawa w jakim przedziale mieszczą się koszty takiego wesela… mój chłopak w ogóle nie rozumie wydawania dużych pieniędzy tylko na jedną imprezę (chociaż mu tłumaczę że to jedyny taki dzień w cały życiu przecież !!!), ale może na coś takiego uda mi się go namówić. W ogóle świetny pomysł na wesele w plenerze, mi też źle kojarzą się te sale weselne, pełne jakichś ludzi z którymi tak naprawdę nie mam relacji. Choć pewnie i w Twoim przypadku ciężko było uniknąć stresu związanego z nieprzewidywalnością pogody🙂

    • withi pisze:

      Oj z tym dopracowaniem na ostatni guzik to mogłabym podyskutować😛 Wiele rzeczy było naciąganych w ostatniej chwili, ale tak chyba po prostu musi być.
      Jeżeli chodzi o koszta, to z tego co zauważyliśmy, są pewne ‚stałe’ w każdym przypadku, czy to jest olbrzymie wesele na 300 osób czy skromne przyjęcie na 30 osób. Wszystkie rzeczy tak czy siak musisz zapewnić, zamówić, a tutaj ceny są takie same. To czym się różnią takie imprezy to po prostu większa ilość zamawianego jedzenia, alkoholu, ciast, rezerwacji miejsc w hotelu itd. Ale fotograf, DJ, ozdoby, ubiór, dodatki, kościół, zaproszenia itd są mniej więcej podobne. To w jakiej skali będą te koszta rozrzucone zależy tylko i wyłącznie od Was i od tego, czy chcecie wpakować w to kupę kasy, która razem z końcem dnia przepadnie, czy chcecie zrobić wszystko z głową i skromnie, a skupić się bardziej na wspomnieniach🙂

      Na tydzień przed ślubem wiedziałam, że pogoda powinna na 95% spełnić nasze oczekiwania, więc trochę ze mnie zeszło. W międzyczasie walczyłam z egzaminami i tak naprawdę nie miałam chwili żeby jakoś bardziej o tym wszystkim myśleć czy się stresować. Także wszystko potoczyło się dość płynnie🙂

  4. Magdelena pisze:

    Jeszcze raz ogromne gratulacje prosto z Krakowa! Nawet nie wiesz jak cieszę się Twoim szczęściem i wzruszam się, czytając każde słowo tego wpisu. Buziaki, M. ;*

  5. Ak pisze:

    Powinna sukienka. Ja też wybrałam krótka i do tego również dwukolorowe obrączki.

  6. patrysssqa pisze:

    Super wpis!🙂 Pięknie wyglądałaś! Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s