pierwsze 15km ciągłego biegu – początki, kiedy biegam

***

Hej. Stało się. Mam moje wymarzone 15km, na które sobie powoli, każdym jednym wyjściem, pracowałam. Duma rozpiera mnie od wczoraj, już trochę ochłonęłam, więc w skrócie powiem Wam jak powoli, krok za krokiem, doszłam do tego mojego, osobistego mini sukcesu.

Zrzut ekranu 2016-02-05 o 16.19.30


  • wpis o bieganiu jesienią/zimą – obuwie, odzież, akcesoria – KKKLIK

 

Pewnego dnia, siedząc na seminariach z ginekologii, postanowiłam spontanicznie zapisać się na praski półmaraton, który miał odbyć się w sierpniu 2015. Wróciłam do mieszkania i odbyłam swoje pierwsze ponad 3 kilometry. Ile to się słyszy, że ktoś kto zaczyna i wychodzi pierwszy raz biegać, nie może przebiec minuty, ledwo idzie a tętno skacze do sufitu? Myślałam że i u mnie tak będzie, było lepiej, jako że z przysłowiowej kanapy nie wstałam, a chodziłam wcześniej dużo na basen i generalnie mam siebie za osobę dość aktywną i sprawną fizycznie. Niemniej, jak wróciłam, walnęłam się na podłogę, myślałam że wypluję płuca. Kot chodził po mnie, wąchał i sprawdzał czy żyję, a ja klnęłam pod nosem. Trzy dni później znowu wyszłam biegać, potem po dwóch dniach znowu, po dziesięciu dniach od pierwszego wyjścia przebiegłam moje 5km – już totalnie bez zatrzymywania się. I tak wsiąknęłam na dobre.

Muszę dodać – zawsze kochałam tenis ziemny, rower, rolki i basen (jak widać dominacja sportów indywidualnych). Na pewno nieraz wspominałam o moim totalnym niezrozumieniu dla biegania i porannych ludzie-zombie, których codziennie rano, jak w dzikim pędzie leciałam na zajęcia, mijałam na warszawskich ulicach. Myślałam sobie: jezu kochany, życia nie cenią … Uśmiecham się teraz pod nosem, patrzę na mijane przeze mnie osoby z uśmiechem, z tą różnicą że teraz jestem po drugiej stronie, i myślę sobie: tak, jestem człowiekiem-zombie, nie cenię życia i biegam rano, no i extra😀

Obecnie bieganie sprawia mi naprawdę dużo radości i dodaje energii. Początki były najcięższe, pierwsze wyjście było bardzo przełomowe. Każdy kolejny trening motywował i dawał kopa do kolejnych przebieżek.

* Początki: pierwsze 5km osiągnęłam już po kilku treningach. Pamiętam ten bieg, padało, wiało, koszmarnie bolał mnie brzuch. Dobiegłam przemoczona do suchej nitki i chyba wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie to, jak ten sport przełamuje nasze wewnętrzne obawy, jaki zastrzyk wiary w siebie aplikuje niemalże dożylnie. Pierwsze 10km ciągłego biegu osiągnęłam w połowie maja 2015, czyli jakieś niecałe dwa miesiące od pierwszego biegania. Ah, jaka ja wtedy byłam dumna! Pokonałam 10km z czasem 1:02 także … naprawdę, byłam cała w skowronkach jak powoli dobijałam do mojego mieszkania. Wtedy znowu czułam się podobnie – samozadowolenie w kosmos, wiara w siebie, satysfakcja. Tak jak pisałam – każdy jeden trening uświadamiał mi i wciąż uświadamia jak rośnie moja siła i kondycja, jak powoli zwiększam średnie tempo, jak nogi niosą mnie coraz szybciej i dalej. Oczywiście – nie każdy trening przynosił mi czystą przyjemność i rozkosz, bywało i tak, że zwijałam się z bólu brzucha gdzieś na ławce w parku Szczęśliwickim. Niesamowite, jak miłe są inne osoby które biegają i jak od razu do Ciebie lecą z pomocą – z jednym panem który mi w tamtej pamiętnej sytuacji pomógł, przez długi czas w trakcie mieszkania w Warszawie trzymałam kontakt i przybijaliśmy sobie piątką jak mijaliśmy się w parku.

* Pierwszy kryzys? I mnie dopadł … nie mogłoby być inaczej, w końcu jestem tylko człowiekiem. W dużej mierze przyczyniły się do tego upały, temperatury +35° jakie owładnęły Polskę w lecie 2015 zdecydowanie wykluczyły mnie z tego sportu. Próbowałam, kombinowałam z porami dnia, szukałam najchłodniejszych godzin w trakcie lata. Zataczałam się na chodniku, stawałam, z podkulonym ogonem wracałam do domu, kiedy unoszący się w powietrzu upał dyskwalifikował mnie i nie pozwalał dalej biec. Raz zemdlałam. Aż w końcu powiedziałam sobie: trudno, nie jestem Kenijką, nie potrafię biegać w takich upałach, daję sobie spokój bo inaczej znienawidzę ten sport. I tak dałam sobie dwa miesiące luzu, tak, alby po tym czasie wrócić ze zdwojoną energią do biegania🙂

* Kiedy biegam? Początkowo biegałam rano, dopóki nie odkryłam wieczornego (okolice 19-20) biegania, zwłaszcza w lecie, kiedy upały w trakcie dnia sięgały nawet 35stopni. O dużo wydajniej i więcej biegałam latem pod wieczór, także jak tylko mogłam to korzystałam z tej pory dnia. Pomimo że jestem skowronkiem i wstaję +/- 6:00 – nie wyobrażam sobie iść biegać na czczo. Zawsze robiłam tak, że po prostu jadłam śniadanie, czekałam dwie godziny i szłam na trening. Teraz tak jak mówię – wolę godziny popołudniowe. Każdy musi sam wybrać dogodną dla siebie porę dnia, dopasować trening w swój harmonogram dnia. Trzeba pobiegać o różnych porach dnia i znaleźć tą odpowiednią dla siebie. W trakcie zimniejszych jesiennych dni preferuję godzinę +/- 15, kiedy jest już po zachodzie słońca, a nie jest jeszcze totalnie ciemno. Obecnie zimą biegam kiedy mam czas, ale z tego co zauważyłam najlepiej, najdłuższej, najszybciej biega mi się w okolicach +/- 18-20.

* Jakieś kontuzje? Początkowo bolała mnie zewnętrzna strona lewego kolana. Naczytałam się, jak to ja, sama sobie postawiłam diagnozę i myślałam że to koniec. Na chwilę obecną kolano w ogóle o sobie nie przypomina, wydaje mi się, że po prostu nie rozgrzewałam się prawidłowo.

Inna sprawa – w lecie zrobiły mi się prawdziwe paznokcie biegacza, czyli trzy paznokcie miałam czarne. Wiem, brzmi strasznie, choć lakier do paznokci uratował mnie cały sandałkowy sezon. O co chodzi? Możecie poczytać tutaj: kkklik Na szczęście ten problem jest już za mną – dopiero niedawno odrosły mi nowe paznokcie. Pamiętajcie – dobry dobór obuwia + obcinamy paznokcie regularnie! U mnie zawiniła właśnie ta druga sprawa …


W bieganiu pięknie jest to, że ogranicza Cię tylko i wyłącznie Twoja głowa i wyobraźnia. Pogoda nie ma znaczenia, godzina nie ma znaczenia, nie musisz się do niczego i nikogo dostosowywać. To od Ciebie zależy gdzie pobiegniesz, w którą stronę pokierujesz swoje ciało. To tylko i wyłącznie Twój czas.

IMG_7644

Każdy biega na swój sposób, każdy sam wyznacza sobie cele, motywuje się indywidualnie, robi postępy zgodnie ze swoim organizmem. Każdy podchodzi do sportu inaczej. Motywacje mogą być u każdego inne:

  • stopniowe postępy,
  • start w imprezie,
  • poprawa zdrowia i kondycji,
  • powrót do figury sprzed kilku lat,
  • poprawa samopoczucia
  • nowe, ładne ubrania,
  • rozładowanie stresu,
  • godzina przebywania z samym sobą,
  • przeanalizowania całego dnia, kłótni z kimś bliskim

Nie będę ściemniać – mnie zmotywowała chęć pokazania sobie, że jak coś chcę osiągnąć, to zrobię wszystko, żeby udowodnić sobie że potrafię. Podchodzę do tego sportu z głową, bo sport wymaga szacunku. Jeżeli będziemy robić coś źle, nie po kolei – możemy skończyć przygodę z kontuzją na kontuzji. Samo pierwsze wyjście wygląda u wszystkich pewnie podobnie – ubieramy jakieś sportowe buty czy trampki (u mnie to były buty tenisowe …), ubieramy jakiś znoszony dres, idziemy biegać, wracamy i umieramy, kładziemy się gdzieś na podłodze i próbujemy złapać oddech. Bez rozgrzewki, bez rozciągania. Dajmy sobie czas, nie narzucajmy sobie zbyt wiele informacji na początek. Z każdym jednym wyjściem na trening uczmy się czegoś nowego. Nie chodzi o to, żeby wyjść na pierwsze bieganie w profesjonalnym stroju, w butach za 1000zł, z nadmiarem wiedzy w głowie. Nie wolno siebie i swojego ciała obciążać i do niczego zmuszać. Dajmy szansę bieganiu, dajmy sobie szansę, a z czasem ten sport może stać się dużą częścią naszego życia. Jeżeli nie, trudno. Nie obwiniajmy siebie, nie krytykujmy – szukajmy dalej. Jest tyle dyscyplin sportowych, że jestem PEWNA że każdy w tym szerokim wachlarzu różnorodności znajdzie coś dla siebie. Grunt to nie osiadać na laurach a szukać … bo kto ma to za nas zrobić, jak nie my sami?


I teraz ostatnia, mniej ważna, lecz dla niektórych istotna kwestia – po powrocie do biegania w listopadzie 2015 biegając pozbyłam się 6 kg, pomimo że diety nie zmieniłam, a wręcz przeciwnie – jem więcej, no i nie ukrywam – nie był to u mnie żaden cel priorytetowy, jako że zawsze siebie lubiłam i lubię moją figurę. Ale cóż, uciekło kilka kilogramów i jak ma to kogoś dodatkowo zmotywować, to proszę bardzo. Powiem tylko że zmiana odżywiania jest niemalże rzeczą automatyczną, jeżeli zaczynamy wprowadzać do naszego grafiku regularne treningi. Jak ktoś się fatalnie odżywia to nie ma szans – nie będzie biegał, bieganie będzie go męczyć. W trakcie tego sportu bardzo pobudzamy organizm, każdy jeden ruch sprawia, że wszystko nam w środku podskakuje, w tym oczywiście żołądek, który trawi jakiś ciężki posiłek. Robi nam się niedobrze, stajemy, nie możemy biec dalej. Kolka, odruch wymiotny – wszystko to mam za sobą. Pomimo, że od zawsze zdrowo się odżywiam, moja dieta jest lekkostrawna, nie obfituje w żadne tłuste i mączne pokarmy – też musiałam nauczyć się co jeść przed treningiem, jakie robić przerwy pomiędzy posiłkiem a bieganiem. Musiałam nabyć umiejętności wsłuchiwania się w swój organizm. Kilka razy zbyt szybko po śniadaniu poszłam biegać i wiem, że nie czułam się wtedy dobrze, a trening uważałam za nieudany. Teraz biegam 2/3 godziny po posiłku. Jeżeli będziecie chcieli wpis o tym, co jeść przed, w trakcie i po treningach to dajcie znać, coś stworzę.

Także … od siebie powiem tyle: wyjdźcie na zewnątrz, przebiegnijcie się, nie rezygnujcie zbyt szybko, zwłaszcza jak po pierwszych kilometrach stwierdzicie że nie dajecie rady, że jest ciężko, że umieracie. Spróbujcie na początku marszobiegi, jak nie dajecie rady przebiec 3-4 km bez zatrzymywania się. Dajcie szansę sobie i bieganiu, może a nuż zakochacie się i przepadniecie w tym sporcie tak jak ja😉

Na dzień dzisiejszy 5.02.2015 moje osobiste statystyki wyglądają tak:

  • ilość treningów: 74
  • czas trwania: 2d:04g:59m
  • dystans: 517 km
  • spalone kalorie: 28 921 kcal

Rekordy życiowe:

Zrzut ekranu 2016-02-05 o 16.17.49

Jak tylko macie jakieś pytania to BARDZO chętnie na wszystkie odpowiem.

Powodzenia! Widzimy się na mecie?

 


withi

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „pierwsze 15km ciągłego biegu – początki, kiedy biegam

  1. Anula pisze:

    To poproszę tego screena playlisty😉

  2. Od pół roku planuję zacząć biegać, ale jakoś nie mogę się przełamać. Wciąż znajduję jakieś wymówki. To pada deszcz, innego dnia jest za zimno, albo najzwyczajniej w świecie mi się nie chce… Już nie wiem jak się przełamać i zrobić ten pierwszy krok.

  3. Patrycja pisze:

    Asiu, dziś zmotywowana przez Ciebie, zrobiłam swoje pierwsze ponad 10 km! Ostatnio regularnie biegałam w wakacje, niecały miesiąc temu wróciłam do tego i.. stało się. Pierwszy raz tańczyłam ze szczęścia na ulicy i uśmiechałam się do każdego, kogo mijałam – jestem turbozmotywowana! Teraz tylko praca nad czasem, bo z tym trochę gorzej.. :p Dziękuję Ci przeogromnie za porządnego kopa!🙂

    • withi pisze:

      Super, cieszę się że jakoś wpłynęłam i zmotywowałam Cię do powrotu. Wystarczą dwa tygodnie regularnego biegania i potem po prostu przepadamy i wsiąkmy na dobre😉

  4. monishou pisze:

    Bardzo miło mi się czytało Twój wpis, jak każdy, ale ten z wyjątkowym uśmiechem na ustach😀 bo dokładnie wiem co czułaś/czujesz😀 w zeszłe lato mnie coś tknęło, by zacząć biegać i byłam zdziwiona samą sobą, bo również „nigdy nie rozumiałam biegania i biegaczy”, ale stało się i trzy miesiące ponad regularnie co drugi dzionek sobie biegałam, potem szkoła, inne piorytety, i musiałam zrezygnować z tego, ale nie żałuję😀 raz na jakiś czas coś mnie tknie, np. ostatnio po Twoim wpisie o bieganiu przy ujemnych temperaturach! (dziękuję Asiu?) Leżący śnieg, opady deszczośniego podobne, a ja ubrana w czerwone skarpetki narciarskie, czarne leginsy i niebieską kurtkę (wyglądałam prześmiesznie😀 ) ale… po kilku minutach biegu poczułam się taka… silna, zupełnie jak w teledysku kękę- zmysły, polecam obejrzeć… nieziemskie uczucie.
    czekam na kolejne wpisy i życzę powodzenia w treningach! :* i nie tylko treningach!

  5. Magda pisze:

    Mnie ciekawia te posilki przed i potreningowe🙂 opowiedz cos wiecej!

    I twoj ubior do biegania :)!

  6. nattaly93 pisze:

    Mam kilka pytań!
    1. Biegasz z muzyką na uszach? Jakaś playlista konkretna?
    2. Jak często zmieniasz trasy?
    3. Na czym polega twoja rozgrzewka?
    4. Z jakiej firmy polecasz buty?
    5. I jakie śniadania zwykłaś jadać przed bieganiem?

    Z góry dziękuję! Ja ostatnio zauważyłam u siebie znaczny spadek wytrzymałości, więc coraz bardziej myślę o tym czy nie zacząć biegać. Tym bardziej, że koło miejsca w którym mieszkam mam przyjemny las.

    Zazdroszczę formy! Buziaki!

    • withi pisze:

      Hej😉
      Ad1. Tak, tylko i wyłącznie z muzyką. Mam swoją playliste, mogę zrobić screena jak chcesz😉 Ale to jest mix naprawdę różnych kawałków
      Ad2. Różnie, praktycznie za każdym razem biegnę gdzieś indziej. Czasami jak planuję np 10km to wcześniej wyznaczam sobie na endomodno żeby +/- wiedzieć że ta trasa ma ten konkretny dystans. Ale częściej biegnę po prostu tam, gdzie mam ochotę.
      Ad3. Podskoki, pajacyki, szybki bieg w miejscu, wymachy rękami, skłony itd.
      Ad4. Ja mam New Balance i kolejne też kupię z tej firmy. Polecam wybrać się do profesjonalnego sklepu na dobór obuwia, marka nie ma tutaj większego znaczenia.
      Ad5. Od kilku lat 98% moich śniadań to duża micha owsianki🙂

      Buziaki, jak coś to pytaj dalej ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s