happiness is only real, when shared / a może weganizm?

***

Ostatnio uświadomiłam sobie, że już przeszło 11 lat, odkąd nie jem mięsa. Nie wiem kiedy ten czas przeleciał. Wszystko pamiętam – moje początki, kiedy byłam chyba jedyną wegetarianką w promieniu kilkunastu kilometrów, a zdziwienie w oczach znajomych, kiedy nagle odmówiłam wizyty w McDonaldzie po szkole – było czymś bezcennym. Kiedy z największego mięsożercy w rodzinie zmieniłam się w sojożerną Asię. Nikt tego nie rozumiał. Tatuś był zawiedziony, babcia wróżyła szybki koniec mojej ‚mody’ i fanaberii i mówiła, za każdym razem jak do niej jeździliśmy: zobaczysz Asiu, na następny raz poprosisz żebym zrobiła Ci Twoje ulubione kanapki z szyneczką. Nic z tych rzeczy. 

Były gorsze etapy. Jakieś cztery/pięć lata temu miałam fatalne wyniki, trochę podupadłam na zdrowiu, zawsze miałam niski poziom żelaza we krwi, ale wtedy byłam anemiczką, mdlałam i generalnie było kiepsko. Do tego doszły wahania hormonów, rozregulowany cykl. Byłam już osobą dorosłą, nigdy nie byłam fanatyczką w niczym co robię, zawsze swoje zdrowie stawiałam na samej górze, do tej pory jest to dla mnie priorytet. Lekarz powiedział, że zmienimy trochę jadłospis i że mam mu zaufać – spoko, zaufałam. I tak między innymi zaczęłam dwa razy w tygodniu jeść ryby. Wiele oburzeń było na tym blogu, że jak to, że JAK TY ŚMIESZ NAZYWAĆ SIĘ WEGETARIANKĄ !? Pisałam o tym wielokrotnie, jeżeli dla kogoś sama nazwa jest tak istotna to ok, mogę się nazywać Asia-nie-wegetarianka. Serio, dla mnie to mało ważne. Prowadząc tego bloga, zauważyłam jak temat żywienia i poglądów jest dla wielu osób drażliwy. Grunt, że przy pomocy specjalisty, odzyskałam i dobre wyniki i harmonię w hormonach, co dla mnie jest kluczem do dobrego samopoczucia. Od tamtego czasu starałam się jeść ryby tłuste, zazwyczaj był to łosoś wędzony, albo tuńczyk – minimum raz w tygodniu.

Przeszłam na wegetarianizm w wieku 12 lat głównie ze względów etycznych, co zawsze powtarzam i zaznaczam, ponieważ zawsze zbyt mocno kochałam zwierzaki, naczytałam się, naoglądałam, pojechałam pod rzeźnię bez wiedzy rodziców i jak palcem odjął – od tamtego czasu nie miałam w ustach niczego co pochodzi z ssaków, ptaków czy innych zwierząt, poza rybami.

Po co to piszę? Zakiełkowała mi ostatnio w głowie taka nieśmiała myśl, żeby spróbować weganizmu. Wiem, że dla wielu osób, którzy wegetarianizm jeszcze jako-tako rozumieją, to weganie to świry, których nie potrafią zrozumieć, ale chętnie do tych świrów dołączę😀. Jak będzie fatalnie – cóż, wrócę do moich serków i jogurcików. Nie ma co się doszukiwać tutaj żadnej ideologii, jak w przypadku początków wegetarianizmu. Chcę spróbować czegoś nowego. Dziwnie to zabrzmi, ale znudziło mi się samo niejedzenie mięsa, pragnę jakiejś jedzeniowej innowacji :D Badania zrobione – jestem zdrowa jak nigdy, żadnych niedoborów, żadnych przeciwwskazań – dostałam zielone światło. Postanowiłam że stopniowo będę wyrzucać z jadłospisu nabiał, jajka, ryby. Mleko już dawno zastąpiłam migdałowym/ryżowym/sojowym, bo źle toleruję laktozę i mleko samo w sobie. Myślę że ciężko będzie wyrzucić jogurt naturalny, ser FETA i biały ser. Sera żółtego nie jem, no, może na pizzy, ale ale, jest trochę wegańskich pizzeri w Warszawie, do których już dawno chciałam się wybrać, teraz będzie okazja. Ale dam sobie radę. Czerwiec będzie moim miesiącem wprowadzającym i eksperymentalnym – jak nie umrę i nie wypadną mi wszystkie włosy, będzie to znak, że może warto kontynuować?

Wyrzucenie z mojego jadłospisu mięsa, prawie dwanaście lat temu, było i przełomowe, i z perspektywy czasu uważam – była to jedna z lepszych, życiowych zmian. Początki były średnie, nie wiem w ilu % byłam wówczas wegetarianką, moje menu poza brakiem mięsa, cechowało się również brakiem warzyw, owoców i wszystkiego z czym wegetarianizm istotnie się kojarzy. Stopniowo, przy początkowej niechęci rodziców, a potem z lekkim poparciem Mamy, zaczęłam dochodzić do tego, co praktykuję obecnie. Po tylu latach wiem, że mięso jest nam zbędne do prawidłowego funkcjonowania. To jest moja skromna filozofia. Teraz jestem już dorosła, akceptuję i toleruję to co inni mają na talerzach, nie analizuję składu niczyjej lodówki, nie obrażam i jestem wdzięczna za podobne podejście do mnie. W myśl: ja nie krytykuję tego co Ty masz na talerzu, Ty nie krytykuj tego co mam ja. Sprawdza się, serio. Życie bez mięsa jest dla mnie sprawą tak naturalną, że naprawdę w ogóle o tym nie myślę. To są nasze wybory, nasze decyzje, które wpływają na to, jak nam się żyje. Nie żyjemy po to, żeby podobać się innym. Żyjemy według takich zasad, żeby pod koniec tej egzystencji powiedzieć sobie: zrobiłam wszystko, żeby przeżyć moje życie jak najlepiej. 

To by było na tyle. Zobaczymy jak mi pójdzie, myślę że zmiany nie są aż tak ciężkie do wprowadzenia. Nie wywalę wszystkiego na raz, tak jak pisałam – stopniowo zaprzestanę kupowania poszczególnych produktów. Na zdrowie😉

PS: Dalej zapraszam do polubienia mojego bloga na Facebooku – KKKLIK. Będzie mi bardzo, bardzo, baaaardzo miło. A w najbliższym czasie zrobię tam dla Was konkurs, także stay patient ; )

PS2: Czy jest tu może jakaś studentka, obecnie I roku położnictwa?

To tyle. Miłego tygodnia!😉


Na początek trochę kulinarnie. Będąc w domu trzeba odwiedzić najlepszą pizzerię na podkarpaciu, czyli pana Pippo❤

2015-05-26 15.18.14

Moja mama robi najpyszniejszy chleb na świecie, serio. Myślę że powinna otworzyć swoją piekarnię. To-jest-obłędne.

2015-05-26 18.34.36

Sezon truskawkowy oficjalnie rozpoczęty. Soki robię w sposób banalny, do mojego blendera Russella Hobbsa wrzucam truskawki, daję kilka mrożonych, żeby sok był zimny + woda i oto cała filozofia ;)) Upijam się teraz takimi sokami namiętnie

2015-05-28 16.16.22

Obecnie czytam:

IMG_20150525_170828

Kolejna biegowa wycieczka na Okęcie😉

IMG_20150528_092707

Nawet nie wiedziałam że mój gabinet ma kwiatka. Albo inaczej – wcześniej chyba nie zwracałam na to uwagi :)))

IMG_20150528_1047542015-05-29 11.08.18

Leonek postanowił zabić laptopa i zrzucił go z biurka ;((((

IMG_20150530_145053


 

withi

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „happiness is only real, when shared / a może weganizm?

  1. Donia pisze:

    Ja chyba za bardzo lubię mięso i nabiał żeby móc z nich zrezygnować, ale podoba mi się mnóstwo przepisów wegetariańskich i wegańskich, to jak są kolorowe, urozmaicone i wcale nie takie nudne jak mogłoby się wydawać🙂
    Powodzenia w #govegan🙂

  2. magda pisze:

    W ogóle a propo wegetarianizmu i weganizmu! Odkąd czytam Twojego bloga nie umiem się doczekać większej ilości przepisów na dania ze zdjęć, ktore wstawiasz i w ogóle opisu twojego dziennego menu :)!! Może to zainspiruje inne osoby do przejścia na wegetarianizm🙂

    • withi pisze:

      Hej, przepis Ci podam, jak tylko dostanę od Mamy😉 A co do przepisów … wiem że to ułatwiłoby sprawę, tylko że ja się do tego nie nadają. Czasami wrzucałam jakieś pojedyńcze przepisy, ale mam wrażenie że zbyt prosto i zbyt mało skomplikowanie gotuję, w dodatku moje posiłki nie są zbyt wyszukane, wolę szybko i zdrowo coś zrobić, obiad robię z reguły w 15 minut. Myślę, że jest wiele kompetentnych blogów z przepisami i bardzo apetycznymi zdjęciami. Jedyne co mi sprawia przyjemność to wrzucanie zdjęć z jakichś fajnych miejsc, typu VegeMiasto, Krowarzywa itd.

      Może za jakiś czas przekonam się do wrzucania takiego jadłospisu. Tylko będę musiała przyłożyć się do zdjęć i estetyki potraw, może się uda😉

  3. magda pisze:

    Można prosić przepis na chleb? Z chęcią się wymienię przepisami, bo sama piekę żytni razowy na za kwasie, ale mam ochotę na jakiś nowy sprawdzony chlebek🙂

    • withi pisze:

      Przepis na chlebek

      Składniki:

      1 kg mąki pszennej
      0,5 kg mąki żytniej
      1 szklanka otrąb (pszenne + żytnie)
      3/4 szklanki słonecznika łuskanego + pestek dyni
      3/4 szklanki siemienia lnianego
      1 szklanka płatków (owsiane + żytnie + pszenne)
      3 łyżeczki soli
      1,5 l przegotowanej ciepłej wody (trochę więcej ile ciasto przyjmie aby nie było za gęste)
      zakwas

      Przygotowanie:

      Na 1 1/2 godz. przed rozpoczęciem przygotowań wyjąć zakwas z lodówki i otworzyć słoik.
      Suche składniki wymieszać łyżką drewnianą, dodać sól, wodę i zakwas.
      Wszystko wymieszać na jednolitą masę.
      Dwie formy keksowe średniej wielkości natłuścić (lub wyłożyć papierem do pieczenia).
      Ze zrobionego ciasta odłożyć do słoika 5 łyżek na zakwasu.
      Napełnić formy do 2/3 wysokości, powierzchnię wyrównać łyżką namoczoną w wodzie.
      Pozostawić do wyrośnięcia na ok 8 godz.
      Piec w nagrzanym piekarniku (180-200 C) przez 1 1/2 godz.
      Co 1/2 godz. pomalować pędzelkiem ciasto oliwą (lub wodą).
      Z foremek wyjąć gorący chlebek ! (aby nie zawilgotniał).
      Zakwas przechowywać w lodówce.
      Piec chleb co 5-6 dni.

      Po wymieszaniu i odłożeniu zakwasu do ciasta można dodać rodzynki, śliwkę suszoną (pokrojoną), orzechy, jabłka lub na ostro paprykę, cebulę.

      Smacznego !

  4. Joaśka pisze:

    A studentka II roku może być ?🙂

  5. Alicja pisze:

    Asiu, skąd ta rewelacyjna sukienka?

  6. Marta pisze:

    Jest, jest🙂 studentka I roku położnictwa😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s