królewna z drewna

***

Hej. Wracam do Was po kilkunastodniowej przerwie oraz zablokowaniu bloga – już się tłumaczę, już już … Po prostu potrzebowałam takiego odcięcia, jak mnie znacie, to wiecie że czasami uciekam, ale zawsze wracam – tutaj podejścia nie zmieniam 😉 Co się dzieje? Obecnie jestem w trakcie praktyk na sali porodwej w szpitalu św. Zofii na Żelaznej w Warszawie. Mam już za sobą kilka porodów i ten najbardziej magiczny jaki dane mi było brać udział w przeciągu tych trzech lat, czyli poród w Domu Narodzin o trzeciej nad ranem … Coś przepięknego, coś cudownego. Wiem, że jeżeli nie będzie żadnych przeciwwskazań to chciałabym również rodzić w tym miejscu. Praktyki zmianowe, czyli dyżur dzienny, dyżur nocny i dwa dni przerwy, są dla mnie dość ciężkie – nie mam jak sobie niczego zaplanować, wracam z nocnego, śpię jakieś cztery godziny, maskymalnie do trzynastej, jem śniadanie i cały dzień funkcjonuję jak trup. Mam jeszcze pięć dyżurów, także źle nie jest, ale naprawdę fizycznie momentami nie daję rady. Do szpitala jak tylko mogę to jeżdzę na rowerze – uwielbiam moje podróże o szóstej rano, kiedy Warszawa mozolnie budzi się do życia.

Poza tym odkrywamy ze Stasiem nowe warszawskie miejsca – zaliczyłam już Las Kabacki, jeziorko kamionkowskie, pizzerie na Spokojnej 15 (trochę Italii w centrum Warszawy ! cudowna pizza, seriously – na następny raz zrobię zdjęcie ;)), hm … I gdzieś tam jeszcze byliśmy, ale pamięć już nie ta, to wyleciało 😉

Jeżeli uda mi się przeżyć maj i czerwiec, to przyznam sobie jakiś auto-order dzielnego pacjenta, serio. Do 17 maja mam praktyki, potem turbo-sesja i sześć egzaminów jeden po drugim niemalże. Do 30 czerwca muszę znaleźć nowe mieszkanie, ale zajmę się tym dopiero po sesji. W miedzyczasie jakieś świętowanie urodzin …. Aaaaa przypomniałam sobie! Zatrułam się winem i nerkowcami …. całą noc spędziłam w łazience i tym samym na chwilę obecną zapach wina/widok nerkowców powoduje u mnie odruch wymiotny, super nie? Wiem że nie powinnam pisać o tak dobitnej fizjologii na publicznym blogu, ale serio, nie często mi się to zdarza i nie sądziłam że kiedyś do tego doprowadzę, a poza tym fizjologia jest fajna i bynajmniej ja z nią problemów nie mam ;-D

Rogerowi mojemu Federerowi urodziły się bliźniaki ostatnio – ja wtedy dyżurowałam na nocnym, a Mirka urodziła Leo&Lenniego. 

Zapraszam na porcję zdjęć, trochę tego, jak się luźno ubieram – dres na rower, wygodnie na spacery. Nie mam ani ochoty ani okazji żeby się jakoś stroić, bo i po co – do szpitala? 😀 Wrzucę też trochę ciekawszych kosmetyków, jak macie pytania odnośnie jakiegoś konkretnego to piszcie w komentarzach. Większosć już używam, więc chętnię się wypowiem 😉 oraz niektóre potrawy, część z nich zrobiona jeszcze w domu, dla rodziców, inne już tutaj.

2014-04-21 22.44.251798669_874195929272685_3889608685802662552_n20140412_191704IMG_11504527026683720140504_15110120140507_19113120140402_122150 20140417_184832 20140417_18491820140402_121956 20140417_18495320140412_191704233

withi

Reklamy

20 thoughts on “królewna z drewna

  1. zaniepokojona pisze:

    Asiu, pamiętam, że pisałaś o tym, jak byłaś po maturze z matmy podst. i byłaś załamana…Otóż ja też jestem już po maturze z matmy podst i raczej nie zdam…Czy Ty zyłaś do konca czerwca w takim stresie, że oblejesz i tylko sierpień zostanie? Bo ja właśnie tak mam a chciałabym pójść także na WUM, najprawdopodobniej też na poloznictwo… wiem, że jesli bede miala sierpien, to nie ma szans na studia w tym roku… Co zrobić, jesli naprawdę nie będę mogła pójść na studia w tym roku? Medyczna szkoła policealna? Wyjazd za granicę?

    • withi pisze:

      Hej. Po pierwsze – spokojnie, świat się nie zawalił, popatrz przez okno – mam rację, prawda? I teraz odpowiadam na pytanie – nie, nie żyłam w stresie, bo liczyłam optymistycznie, że uda mi się zaliczyć – po maturze jak przyszłam to faktycznie byłam w dołku solidnym i wyciągnięcie mnie z niego zajęło mojej mamie dość dużo czasu – nie widziałam sensu pisania angielskiego & biologii, czyli defacto tego, na czym najbardziej mi zależało. Mama powiedziała mi, że niczego nie zmienię, a mogę co najwyżej napisać te dwa przedmioty najlepiej jak potrafię. Obudziłam się następnego dnia i matmy w głowie już nie było. Papiery składałam normalnie, o matmie szybko zapomniałam, jak się później okazało, udało mi się zdać na te ileś tam %.

      Co zrobić? Kochana, to tylko rok. TYLKO. Wiem że brzmi to straaaaaaaaaaaaaaaaasznie, ale co to ten rok w perspektywie całego życia? Możesz robić co tylko chcesz, a po roku złożyć spokojnie papiery na studia (jeżeli faktycznie nie uda Ci się zdać tej matmy). Możesz tak wiele … Możesz iść do pracy, zwiedzać świat, zapisać się na kurs języka, zrobić kursy z czegoś, co Cię interesuje. W żadną medyczną szkołę policealną się nie pakuj, poczekaj spokojnie i studiuj na uniwersytecie medycznym. Wyjazd za granicę to fajny pomysł, o ile masz odwagę i o ile rodzice zaakceptuję Twój pomysł (wiem, jesteś pełnoletnia, ale ważne aby mieć wsparcie w rodzicach).

      Głowa do góry 🙂

  2. Aliss pisze:

    Hej Asia, wyglądasz kwitnąco i dobrze że wróciłaś. Zazdroszczę Ci tych studiów, z drugiej strony wiem, że totalnie nie są dla mnie. Jesteś bogatsza od nas wszystkich o te doświadczenia szpitalne. Jak będę w ciąży to będziesz moją osobistą położną. Gorąco ściskam z Wrocławia :***

  3. Donia pisze:

    Hej Aś, pochwalę się Tobie też, widziałam poród! 😀 Nie wiem po co mi to na dietetyce, ale udało się zobaczyć w trakcie bycia na oddziale i..wcale ci się nie dziwię 🙂 paradoksalnie pojawienie się nowego człowieka jest piękne 🙂
    trzymaj się :*

    • Kasia pisze:

      Heh szybki poród 😀 nie wiem jak to wygląda w Asiowych szpitalach, ale w tych moich szybie porody są niestety szprycowane hormonami z zewnątrz. W książkach do położnictwa porody są rozpisane na wiele godzin, u mnie tego nie ma a to takie fajne niestety nie jest 😦

      • withi pisze:

        Mam praktyki w różnych szpitalach i w każdym podejście do PSN jest zupełnie innym. W jednym na wstępnie w pacjentkę ładują oksytocynę litrami, w innych, jak np na Żelaznej nie ma o tym mowy, chyba że mamy do czynienia z brakiem postępu porodu, to wtedy a i owszem. Na pierwszym roku jak poszłam na salę porodową doznałam szoku, że to, czego uczyłam się przez pierwsze miesiące ma się nijak do tego, co zobaczyłam. Niestety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s