nobody said it was easy

***

20140412_141624a

Ostatnio złapałam się na tym, że fakt, iż podpisuję się tutaj imieniem i nazwiskiem sprawia, że nie piszę o wielu rzeczach, sporo faktów pomijam czy też zręcznie przeskakuję, a po co? No właśnie, po co? Nie wiem. Kiedyś pisałam szczerze, czasami wręcz z nastoletnią przesadnością. Wiecie, wracam czasem do tych wpisów sprzed kilku lat, w końcu niczego nie kasuję, niczego co robiłam kiedyś nie wstydzę się, wrecz przeciwnie – wszystko to składa się przecież na to, kim obecnie jestem. Zauważyłam tylko, że o ile kiedyś nie miałam problemu ze szczerością, tak teraz, nie, nie unikam tego, po prostu nie mam na to ochoty – tak długie prowadzenie tego bloga naczyło mnie, że czasami naprawdę warto o czymś nie wspominać, powstrzymać się, poruszać neutralne tematy, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, kto swoją internetową odwagą uratowałby serio niemal cały świat, na ziemi nie istniałby głód, wszyscy byliby wiecznie uśmiechnięci i padali sobie w ramiona, no właśnie … szkoda że internetowa odwaga ma się nijak, do tej rzeczywistej. Temat rzeka, więc nie wchodzę, aczkolwiek wiecie co mam na myśli. Po prostu internet jest tak samo groźny jak zbawienny czy nieraz pomocny. A ja dzisiaj, wbrew sobie (sobie z ostatnich miesięcy) postanowiłam choć trochę podzielić się z Wami moimi smutkami i lękami, bo takowych mam w głowie odstatnio niebezpieczny nadmiar.

Na ogół kumuluję wszystko w sobie, wolę na zewnątrz nie pokazywać, że coś się dzieje, że wcale nie jest tak źle. Wiem, że nie jest to odpowiednia taktyka, w końcu łatwiej przelać swoje problemy na innych, ma się wówczas wrażenie, że nie walczymy już solo, że będzie nam łatwiej i lżej. Ja taka po prostu nie jestem, nie potrafię, nie nabyłam tej umiejętności, przepraszam. Zbieram w sobie to wszystko, do momentu, aż tak po prostu, nie wytrzymuję.

Nie wiem od czego zacząć, jest tych spraw tak wiele, jedna poruszona uruchomi następną, trochę efekt domina. Studiuję, jest ciężko, jest momentami przyjemnie, wiele rzeczy studia mnie nauczyły, wiele spraw wyprostowały, trochę przez nie popłakałam, nabawiłam się problemów zdrowotnych, zerwałam mnóstwo znajomości, nie poszłam na wiele imprez (oh dear :(), wielkrotnie miałam wrażenie, że nie robię nic innego oprócz nauki, spania, siedzenia na dyżurach. I wciąż tak jest. Wciąż jest ciężko, momentami uwielbiam to wszystko, choć zaraz jakaś sytuacja wyprowadza mnie z równowagi, tym samym sprawiając, że mam ochotę rzucić to, w potoczną, cholerę, a pytania: ‚po co? po co to wszystko?‚ zdają się nie mieć końca. Płaczę, ocieram łzy i robię daną czynność dalej. Jestem wdzięczna że mogłam tak wiele zobaczyć, że mam za sobą tak wiele godzin w szpitalach wszelakich, dyżurów na przeróżnych oddziałach, że mogłam i wciąż mogę tak wiele doświadczać – o czym nie wiedziałabym, gdybym wybrała inny kierunek. Mam wrażenie, że byłabym naprawdę uboższa, jakkolwiek to brzmi. Studia o tematyce medycznej uczą pokory. Samo zobaczenie tego wszystkiego ‚od kuchni’, uświadomienie sobie JAK WIELU ludzi ma problemy, o których nam się nawet nie śni, sprawia, że zaczyna się doceniać to, co się posiada. Zaczyna się szanować mijanych na ulicy ludzi. Każdy jeden dyżur, każde jedno spotkanie z chorym człowiekiem, sprawia, że problemy, które do tej pory były dla nas nie-do-przeskoczenia, momentalnie kurczą się do mikroskopijnych rozmiarów i są tak śmiesznie głupie, że wstydzimy się sami za siebie. Medycyna jest piękna. Dzięki dyżurom w klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej wiem, że w razie czego moja wątroba będzie w dobrych rękach. To pocieszne wiedzieć, że mamy wokół siebie tak mądrych lekarzy, specjalistów, a nic, tylko narzekamy na służbę zdrowotną w naszym kraju. Idzcie do pierwszego lepszego szpitala, zobaczcie jak ci ludzie harują, a potem oceniajcie innych 😉

Wiecie, ja nie wiem co będę robić w przyszłości. Nie wiem kim będę, nie wiem jak się potoczą moje losy, nie wiem gdzie wyląduję, gdzie zamieszkam, gdzie będę pracować. Tak ciężko określić najbliższe godziny, ciężko zaplanować najbliższy tydzień, a ktoś pyta mnie o daleką przyszłość, o kolejne lata, które przecież są tak niepewne … Mogłabym zrzucić całą winę na barki czasu, na którego odwieczny brak narzeka co druga osoba. Mogłabym tłumaczyć się brakiem sił, zasłaniać taką ludzką, naprostszą i łapiącą KAŻDEGO, bezsilnością. Tylko po co? Dla samego faktu, dla delikatnego i krótkotrwałego uczucia usprawiedliwienia? Nie ma nic słabszego od usprawiedliwiania samego siebie. Nie ma nic gorszego od odpuszczania. Dlatego znowu wrzucam ten mundurek do pralki, kładę się posłusznie o dwudziestej-pierwszej do łóżka i wstaję o świcie, szukając odpowiedzi na powyższe pytania.

Wszystkie zawody medyczne są piękne, są cholernie wymagające, odpowiedzialne, przy tym bardzo ciężkie, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Praca w szpitalu wymaga naprawdę niebotycznie dużej dozy empatii – osoby, które tej empatii są pozbawione, męczą się same ze sobą, a co najgorsze – wpływa to destrukcyjnie na całe otoczenie. Zbyt często narzekam na to co robię, łapię się na tym, że ostatnio praktycznie w każdej rozmowie. Wystarczy że ktoś w mojej obecności poruszy temat moich studiów, wówczas zaczyna się asiowe jęczenie i biadolenie. Próbuję zmienić podejście, próbuję się tak tym wszystkim nie zadręczać. I wiecie, czasami odnoszę sukces, a to już krok bliżej do ostatecznej wygranej 😉 W końcu, nobody said it was easy /.

***

Wpadła wczoraj do mnie Klaudyna, z tej też racji zasypię Was garstką słonecznych zdjęć 😉 Miłego weekendu 😉 PS: Zamówiłam czerwone Melisski, a jeansową kurtkę będę chyba katować dzień w dzień – nie potrafię się z nią rozstać ; – D

20140412_135753 20140412_13582320140412_135829 20140412_14042920140412_130834 20140402_12200333 20140412_140431a 20140411_160246 20140412_141116 20140412_141208 20140412_141312

withi

Advertisements

8 thoughts on “nobody said it was easy

  1. wierna czytelniczka pisze:

    Studiuje Pani położnictwo, zgadza się? Pytam, bo nieco zaskoczyły mnie dyżury na położnictwie w klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej. 😀 Niech Pani pamięta, że zawsze trzeba walczyć o swoje marzenie – kokodżambo i do przodu. Zawsze na początku musi być pod górę, żeby potem móc oglądać zapierające dech w piersiach widoki z góry. Trzymam za Panią kciuki! 🙂

  2. M, pisze:

    Kochana, to chyba jest jakieś przesilenie wiosenne… Doskonale wiem co czujesz! ja dzisiaj schrzaniłam coś do czego przygotowywalam się pół roku, aby od razu potem dostac maila od promotora, ze w sumie to jesteśmy w d*** z licencjatem wszyscy. I chyba trace szanse na coś na co zalezy mi najbardziej na świecie.. Chwilami myslę ze bierzemy na siebie za dużo, aby potem dojść do wniosku ,że przecież życie mam jedno i musze czerpać z niego garściami.. i weż tu człowieku znajdz balans i jakąkolwiek równowagę, A za studia medyczne Cię podziwiam i wiesz o tym doskonale ;))

  3. Aliss pisze:

    Asia, wyczuwam związek z naszą ostatnią rozmową? Zdania nie zmienię, będziesz cudowną położną, jak nie w Polsce, to w innym kraju, jak nie od razu, to za jakiś czas. Jest ciężko, ale jesteś silną osobą, dobrze o tym wiesz. Uwielbiamy Cię z Panem Brodatym – pan Broda pozdrawia, niekulturalnie siorbiąc kawę. Widzimy się niedługo :***

  4. Niemoralna pisze:

    Pięknie wyglądasz!
    Czytam Twojego bloga od wielu lat… Nie zmieniaj się! Jesteś cudowną dziewczyną! Nie każdy ma ochotę wylewać codzienne zwyklaki w internet. Ale TY wszystko zawsze pięknie ubierasz w słowa, nie da się Ciebie nie lubić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s