wszyscy będziemy się śmiać z pozłacanych motyli

***

Hej kochani. Dni uciekają jak szalone, z początkiem nowego roku niby nic się nie zmieniło – doba wciąż ma zaledwie dwadzieścia-cztery godziny, a świat jest nadal równie brutalny jak w roku 2012. Zmieniła się tylko końcówka – ta znienawidzona 13 będzie nas męczyć jeszcze przez 349 dni. Ale nie ma co się na nią złościć, zwłaszcza jak nie jest tak bardzo groźna, za jaką ma ją większość (dodam po cichu że to druga z moich ulubionych liczb :)).

Piszę do Was czasami na facebookowym profilu bloga – wrzucam to, co ostatnio dane mi było obejrzeć – zwłaszcza jak jest to film godny uwagi. Ostatnio, z polecanych: Informator ; Zielona mila ; Niewygodna prawda ; Siedem lat w Tybecie ; Utalentowany pan Ripley ; KLUB DYSKUSYJNY ! ; Motyl i skafander ; Jeździec bez głowy ; Modlitwy za Bobby’ego ; Iluzjonista ; Rzeka tajemnic ! (powoli odkrywam ulubionego reżysera mojego brata ;))

Co ponadto u mnie słychać?

– w okresie świątecznym i bliżej Sylwestra rozchorowałam się na dobre – dzień przed 31 grudnia spędziłam cały w swoim pokoju, płacząc z bólu głowy, z towarzyszącymi mi drgawkami, z temperaturą bliską 40 stopni (dwa do śmierci ! :D), a co ciekawsze – w swojej sypialni podobnie dzień spędził mój tata, który jak Boga kocham – NIGDY nie choruje, więc był to widok co najmniej dziwny i godny upamiętnienia w postaci zdjęcia (o co zadbała moja mama). Żeby tak dobrze nie było – następnego dnia wirus zaatakował ją, następnie mojego brata i jego dziewczynę. Tylko szynszyli się udało *.*

– Sylwestra spędziłam w Warszawie – w 80% chora, ale chyba szczęśliwa

– zadania na rok 2013 wypisane w specjalnym zeszycie i już powoli realizowane – zastanawiam się czy nie nakręcę Wam czegoś w końcu, zwłaszcza że gadanie jest o niebo prostsze niż pisanie. Poza tym zdaję sobie sprawę, że nie dodałam postu z podsumowaniem postanowień wakacyjnych … mam go wciąż w szkicach, ale miałam wtedy nieco gorszy okres, który skutecznie sprawił, że ochota na jakiekolwiek pisanie była równa zeru. Dodanie teraz tego wpisu byłoby co najmniej głupie, dlatego tego nie robię. Niemniej żałuję, bo wiele z owej listy udało mi się zrobić, a wiem że takie coś motywuje. Mimo wszystko tą obecną postaram się wypełnić przynajmniej na 90%, i myślę że spokojnie mi się to uda. Co najważniejsze – w nowym roku OBIECUJĘ więcej pisać, chociaż momentami mam wrażenie, że na bloga wchodzę już tylko ja, i to i tak from time to time … mam to na własne życzenie – muszę się przyznać, że trochę mało mnie tu ostatnio, ale nie wynika to z lenistwa, broń Boże, ale po prostu z braku czasu i problemów. W miarę możliwości będę tu wracać jak najczęściej, coby blozio nie dostał jakiejś miażdżycy czy innego zdrowotnego cholerstwa, jakie mogą nękać blogi (o ile mogą?).

– generalnie od przyjazdu na Sylwestra do Warszawy, czyli po powrocie do stolicy po trzech tygodniach w domu, KOMPLETNIE nie mogę się przestawić – tęsknię za domem jak cholera, ryczę mamie w telefon, ryczę sama do siebie, do ściany … Z jednej strony chcę tu być, a z drugiej strony w ogóle … O ile w zeszłym roku byłam tym wszystkim na maxa podjarana, wiecie – samodzielność, nowe miasto, studia, nowi znajomi, nowe życie poniekąd, tak teraz mam to wszystko tak głęboko gdzieś – nic mi się nie chce, zaczynając od zrobienia zakupów spożywczych, przez ugotowanie, czy wstawanie z łóżka w ogóle. Wiem że to minie – tak po prostu chyba zbyt długo byłam w domu, bo szczerze, to odkąd się z domu ‚wyprowadziłam’ we wrześniu 2011 to był najdłuższy mój pobyt tam, bo aż trzy-tygodniowy. Nie wiem co o tym myśleć, wiem że to poniekąd powód tego, że nawet komputera mi się włączyć nie chce … Ok, koniec marudzenia, wezmę sobie Vigora, może mi energii doda. Jestem totalnym wrakiem ostatnio.

– moje dwa ulubione i niezastąpione:

DSC00880 DSC00883

– pudrowe Crocs’y, głównie z myślą o praktykach w szpitalu, ale ale … są to najcudowniejsze buty na świecie i wiem, że dla wszystkich facetów są równie szkaradne jak Emu czy kalosze – walić to – wygoda ponad wszystko 😉 Planuję zakup drugich, które będą mi służyć jako ‚kapcie’, bo teraz ciągle w tych chodzę, a przecież mają być do szpitala, a nie do w domu. Do domu kupię sobie jakieś w innym kolorze (w ogóle ich w sklepie jest tyle, że można dostać oczopląsu – wszystkie, najbardziej wymyślne kombinacje kolorystyczne, klapki, japonki, Crocsy z futrzanymi wstawkami, no kurde, ah:

2013-01-08 11.02.22DSC00885 DSC00886 DSC00887 2013-01-08 11.02.51

– pierwszy raz SAMA, DOBROWOLNIE kupiłam i zaczęłam nosić czapkę – jak powiedziałam o tym mamie to myślałam że padnie na zawał. Pamiętam czasy jak mi mami naciągała czapę na głowę, zwłaszcza jak byłam mała i po basenie … Nienawidziłam czapek, bo usilnie przekonywałam sama siebie, że bardziej podkreślają moją okrągła buzię. A teraz? Teraz mam to w dupie, jak wszystko ^.^, więc i czapkę postanowiłam przymierzyć, jak buszowałam w New Look’u. Tak mi wpadła do serca, że obecnie W OGÓLE się z nią nie rozstaję ! Jest urocza, kocham ją i kojarzy mi się z żulami na centralnym, ahahahahaha. Dobre ziomy, zwłaszcza o trzeciej w nocy xDDDD

2013-01-11 11.39.24

– moja chyba ulubiona zdobycz ostatnich kilku dni – idę sobie idę, i mam chrapkę na jakąś ciepłą kurtkę, bo mi w tyłek zimno i w ogóle ostatnio mój ‚zmarzlizm‚ sięgnął zenitu i chodzę ubrana jak śnieżna kula, byle mi tylko zimno nie było. tak więc dreptam sobie, wbijam do Orsay’a, do którego wbijam raz na ruski rok, patrzę, a tam wiszą … one, …. piękne ! Zgarniam, przymierzam i wiem że this is it, także jeden łup jest, ale za to jaki 😉 Mnie urzekło to stado reniferków, które tam niżej Wam paluchem pokazuję:

2013-01-11 11.37.54 2013-01-11 11.40.37 2013-01-11 11.41.59

– inne zdjęcia:

223DSC00889 DSC00890

***

Trochę muzyki i reszta:

withi

Reklamy

8 thoughts on “wszyscy będziemy się śmiać z pozłacanych motyli

  1. asiaczi pisze:

    ja również regularnie do Ciebie zaglądać.. pisałam nie raz, ale dodam jeszcze- że uwielbiam tego bloga, te zdjęcia..

    jak tam na studiach? bo o tym nic nie piszesz ostatnio.. jesteś na 2 roku?

  2. Giusy pisze:

    ja też! wchodzę na twojego bloga regularne, gdyż go szczerze uwielbiam. Kojarzę cię jeszcze z Twoich licealnych czasów, sama zdaję maturę w tym roku w IILO. Pisz, nie poddawaj się, uszczęsliwisz wiele osób 😉

  3. vuze pisze:

    ej, ja wchodzę na Twojego bloga!
    i też mam crocs’y, są mega wygodniusie! a Panowie się śmieją, a sami w nich śmigają po moim uniwersytecie 😛
    Buziaki z Poznania!

  4. melenka pisze:

    Ja również bardzo się ucieszyłam, gdy moja lista obserwowanych blogów dzisiaj pokazała mi Twój wpis jako ‚nowy’ 🙂 a jeszcze bardziej cieszę się z Twojego postanowienia o częstszym blogowaniu w tym roku! 🙂 Trzymaj się i nie daj się złym dniom! Pozdrowienia

  5. shirley85 pisze:

    Ja regularnie do Ciebie zaglądam nawet jeśli może nie komentuję, to uwielbiam Twojego bloga, poprawia mi nastrój i jest taki … (może to głupio zabrzmi) swojski i ciepły, jak miły sweter i kubek gorącej herbaty z cytryną :). Nie przestawaj pisać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s