grudzień two thousand & twelve?

***

‚We die without warning, not like birth, it can come any time and oh so suddenly. It is so opposite of birth, it is the very epitome of alone. We die with only our thoughts, with only our memories that we’ve made.

All our lives we will reach out for human contact, for connection, we will try to fill the void. We will reach out but in the end it will be only me, floating in this sea of memories.’

***

Ostatnie dni są dla mnie dość ciężkie – tak po prostu, z takich, wydawać by się mogło – podstawowych, ludzkich problemów, szkoda tylko, że totalnie nie dotyczą mnie, a osoby, z którą do tej pory spędzałam dość regularnie czas, i co się okazało – zostałam potwornie oszukana. Nie, nie mówię tu o relacjach damsko-męskich, bo pewnie o tym pomyślała większość z Was, choć jak popatrzę na to z drugiej strony – te relacje takie i są, z tą delikatną różnicą, że Szymek jest ode mnie młodszy o zaledwie siedemnaście lat. Szymek to chłopczyk, którym opiekuję się od dłuuuższego czasu. Szymek to chłopczyk potwornie chory – od wewnątrz, stąd może moje zaślepienie, naiwność, że jak to – tak uśmiechnięty i pogodny chłopczyk ma być niby chory? Co było przede mną ukrywane, do momentu, aż jakiś miesiąc temu, nie zaczął się przy mnie dusić podczas nieobecności mamy. Nie będę pisać o co dokładnie chodzi, bo wiem że nie powinnam (dodam tylko, że karetka w Warszawie przyjeżdża trzy minuty po telefonie, więc brawo 😉). Pewne jest to, że w tym momencie jest w Berlinie, na razie sam, ale za kilkanaście godzin dojedzie do niego mama. W ekspresowym czasie został zapisany na operację do znakomitego specjalisty, co prawdopodobnie uratuje mu życie. Na początku listopada był faszerowany niezła chemią, cały listopad regularnie śmigałam do niego do szpitala i przynosiłam mu nasze ulubione czekoladki z Empiku, razem zamawialiśmy Noodle w pudle (gryczane ! <3). Jego mama zrobiła sobie w szpitalu pracowanie architektoniczną i tam niemal żyła. Co chcę powiedzieć? Chore dziecko to największy smutek, największy stres, największe nieszczęście dla każdego rodzica.

# Szymek to chłopczyk, dla którego w tym momencie zrobiłabym wszystko co bym tylko mogła, a wiem, że nie mogę zrobić nic. W takim razie zabieram się za chomikowanie czekoladek z Empiku, bo co mam innego robić?

Trzymamy kciuki. Operacja za kilka dni, później powrót do zdrowia i do Polski. Come on Szym, wracaj do nas szybko 😉

Z innej beczki – intensywnie próbuję sobie przypomnieć kiedy to ja byłam ostatni raz u spowiedzi? Sama w to nie wierzę, ale uderzam na Dominikanów. Tak, idę z kimś pogadać i przelać na kogoś ten mój wewnętrzny syf. Tylko pogadać, a nie zostać spławiona jak na wizytach u 15nasto minutowych panów-ehm-endokrynologów. Oh, jaka ta moja ginekologiczno-endokrynologiczna historia bogada i zawiła … ile to ja gabinetów zwiedziłam w swoim życiu, ile to mojemu brzuszkowi hormoników dostarczyłam … aż trafiłam na kogoś kompetentnego, kto w miarę ogarnia moją przysadkę i szyszynkę – thanks God. Wracając do spowiedzi? Idę tam czysto bezinteresownie, ot tak, po kilku latach odczułam potrzebę 😉

I pamiętajcie że nerw kulszowy to najdłuższy nerw w Waszym organizmie. Z tą wiedzę Was zostawię – lubicie swój nerw kulszowy? Ja bardzo – na pewno jest bardzo seksowny, tylko jeszcze się ukrywa 😉

W Warszawie mamy już kolorową choinkę, iluminacje i generalnie jest świątecznie, tylko śniegu brakuje. Za trzy tygodnie + dzień Wigilia – aż nie chce się wierzyć, prawda? Wcześniej wypada spiąć tyłek, zrobić wszystko tak jak należy, a jakby coś przypadkiem nie wyszło – cóż, każdy z nas popełnia błędy, głównie po to, aby później wynieść z tego jakąś lekcję, wstać, otrzepać tyłek i iść do przodu. Zaczynam być irytującą optymistką, bo to mi daje poczucie bezpieczeństwa, kontroli i odpycha złe myśli na bok. No bo przecież świat jest piękny, a wszyscy chcą nieść pokój i miłość (a już na pewno wszystkie kandydatki na Miss). Stay true 😉

Chirurdzy wracają na dobre tory – to cieszy i raduje niezmiernie takiego starego i schorowanego widza tego serialu, jak ja. Kochani, śmieszni, poczciwi chirurdzy, jak za dawnych, pierwszych, chirurgicznych sezonów. A podobno Shonda z każdym odcinkiem coraz to bardziej pogrąża ten serial? Seriously? Nie zauważyłam : )

Grudniowy obrazek motywujący Asię:

602412_374946905928889_1906790233_n

Inne:

2012-12-01 19.39.502012-12-01 19.51.012012-12-02 10.14.462012-12-02 10.14.55

Do posłuchania i obejrzenia:

withi

Advertisements

3 thoughts on “grudzień two thousand & twelve?

  1. Renia pisze:

    Zazdroszczę znalezienia w końcu odpowiedniego lekarza;) Ja się włóczę od endokrynologów po ginekologów (tych ostatnich wciąż zmieniam i poszukuję dobrego), odpowiedniego gin.-endo. u mnie brak (Kraków). W każdym bądź razie zestaw endokrynolog+ osobno ginekolog polecam:)

    • withi pisze:

      Ja też siebie wolę w naturalnych chociaż te moje pseudo-loki (w ogóle brawo że zauważyłaś :O) to też fryzura uzyskana w sposób naturalny. Po prostu po umyciu zakręciłam sobie je w takie ślimaki, związałam gumką i chodziłam w takiej ‚ślimaczej’ fryzurze przez jakieś 3 godziny ; – ) Po rozwiązaniu uzyskałam cztery takie śmieszne ruloniki, i to cały sekret 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s