I follow, I follow you deep sea baby

***

Wróciłam, chyba żyję i trochę płaczę od środka. Smutno mi jakoś wewnętrznie, że już jestem w Polsce, że za kilka dni zaczynam nowy rok akademicki, taki nowy, w stu-procentachnowy rok. I smutno mi też na samą myśl, że przez najbliższy, dłuższy czas nie zjem tak pysznej i cienkiej, włoskiej pizzy, czy nie napiję się mega smacznego wina za 2 euro. Było nieziemsko dobrze, tylko pogoda nie dopisała – ale tam gdzie są cudowni ludzie, nawet ta kwestia mało się liczy. Wenecja jak była piękna kilka lat temu, tak nadal jest – już teraz z tej bardziej dojrzałej perspektywy.

Obecnie zaczynam się ogarniać i wracam do warszawskiej rzeczywistości – trochę tego wszystkiego na głowie jest, więc czas się skulić i poukładać, coby wystartować, tym razem lepiej. Nie wiem co się dzieje w tym świecie, oduczyłam się pudelkować, kozaczkować i facebookować – tkanks Good. Naprawdę jest lepsze życie 😉

Kiedyś wrócę – jak mnie nap rzykład jakaś wewnętrzna wena chwyci, albo przypomnę sobie jak się szybko pisze na klawiaturze. I jestem ewidentnym kawoholikiem – trochę tego czarnego i pysznego świństwa ze sobą tutaj przytargałam. Oh moja segafredo espresso moka czy Lavazzo (Italy’s favourite coffee) 100% Arabico ❤

Piosenka wyjazdu:

Advertisements

2 thoughts on “I follow, I follow you deep sea baby

  1. Magda pisze:

    To jednak zdecydowałaś się na dietetykę? czy nowy rok akademicki na położnictwie? 🙂
    Lykke Li to jedna z moich ulubionych wokalistek :)!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s