break, break / co jest w mojej podróżnej kosmetyczce?

***

ratusz w Zamościu

Hej. W bardzo szybki, zadziwiająco szybki jak na mnie sposób, daję znać, że od 14 sierpnia do odwołania (okolice końca sierpnia) jestem TOTALNIE out of reach, czyli odcinam się od wirtualnego świata, aby docenić ten rzeczywisty. Dobra, a nie przesadzając z tym powrotem do natury, czy średniowiecza (bo poniekąd to tak brzmi) dodam że jadę do babci do Zamościa, a moja babcia potrafi żyć bez internetu ^.^, stąd też i ja się bardzo chętnie dostosuję. Jak ta przerwa na mnie wpłynie? – na pewno pozytywnie, bo to pierwsza aż tak długa przerwa bez sprawdzenia choćby onetu czy poczty, przy codziennym śniadaniu, no i nie ma co ukrywać – każdemu od czasu do czasu przydałby się taki internetowy detoks, zwłaszcza uzależnionym (choć ja się od tej grupy skutecznie odcinam – mi wystarczy poczta, onet, no i youtube, coby muzyki zaczerpnąć :))

Tak tylko informuję żebyście się o mnie nie martwili – żyję i mam się dobrze, a jak nie wrócę, to znaczy że umarłam od nadmiaru malin i zdrowego przejedzenia babcinymi smakołykami. Ah, i szukać mnie proszę tylko pod komórką. Pozdrawiam gorąco i wracam wkrótce (aby po kilku dniach znowu wyjechać!)

Przy okazji, nie chcąc zostawiać Was tutaj na tak długo i żegnać się przy tym tak krótkim wpisem (choć pierwotnie taki przecież miał być!) postanowiłam wykorzystać sytuację, czyli obecny pobyt w domu, i pokrótce pokazać Wam i zobrazować fotografiami, co znajduje się w środku kosmetyczki, którą zabieram ze sobą do domu – czyli moje niezbędne, domowe & kosmetyczne must have. Powiem tak – moje pierwsze, po przeprowadźce do Warszawy, przyjazdy do domu nauczyły mnie wieeelu, wielu podstawowych rzeczy. Na początku ładowałam do walizki WSZYSTKO co tylko mogłam w niej upchać – w końcu wyjazd na dwa, trzy dni zobowiązuje ! ^.^ Pominę kwestię ubrań, dodatków i innych tego typu pierdół, a skupię się tylko na kosmetykach – no więc średnio, na tamten czas, doświadczona Asia ciągnęła ze sobą dwie, czasem trzy kosmetyczki. Z wyjazdu na wyjazd nauczyłam się powoli redukować masę mojej walizki, zwłaszcza jak doszło do sytuacji, kiedy nie wracałam do Rzeszowa w sposób ‚luksusowy’, czyli z tatą czy bratem, a musiałam fatygować się na dworzec zachodni, czy obecnie na pętlę przy metrze wilanowska, skąd odjeżdżają PolskieBusy – wtedy to zdałam sobie sprawę z tego jak kluczowa staje się waga naszej walizki – zwłaszcza, jak musimy ją przenieść przez przejście w metrze ! Może ciężko w to uwierzyć, ale raz nie pomyślałam, że mam za sobą walizkę i zablokowałam się razem z nią w przejściu – dzięki Bogu nie były to godziny szczytu, bo inaczej miałabym dookoła siebie multum czerwonych i wściekłych Warszawiaków, dla których każda sekunda ich skąpej, 24cztero godzinnej doby, liczy się na miarę złota … Suma sumarum – dzisiaj, rok później, bogata w wiedzę i doświadczenie, pakuję tylko i wyłącznie najpotrzebniejsze rzeczy – w końcu im więcej miejsca w walizce, tym więcej jedzenia, które wywiozę z domu *________* (myślenie studenta na głodzie – dobra, ja tam nie głoduję, ale darmowe paczki bakalii zawsze się przydzadzą).

Pokazywałam Wam jakiś czas temu moją wyprzedażową zdobycz z OYSHO – cudowną kosmetyczkę, która od razu wydawała mi się być niezwykle pakowna i obszerna – pomimo nie tak dużych, na pierwszy rzut oka, gabarytów. Jak się okazało miałam 100% racji, więc zakup ten uważam za jeden z, nie tyle ważnych, co pożytecznych i przyszłościowych. Jeżeli chodzi o to, co zaraz Wam pokażę, wielu rzeczy tutaj zabrakło, a na pewno musiałabym je wziąć ze sobą, mając na uwadze wyjazd w inne miejsce niż do domu, babci czy ogólnie – rodziny/przyjaciół. Na każdy inny wyjazd, poza tym, co poniżej, w mojej kosmetyczce znalazłyby się rzeczy, takie jak:

  • pasta do zębów
  • żel pod prysznic
  • balsam do ciała
  • krem do stóp
  • szampon do włosów
  • krem do rąk (chociaż zawsze mam w torebce)

czyli rzeczy niemal niezbędne i podstawowe. Z przyczyn oczywistych, powyższych kosmetyków poniżej nie zobaczycie – bo i po co brać żel pod prysznic do domu ? -.- Ok, niektórzy mają swoje ulubione szampony, żele, balsamy – ja w sumie ostatnio całym sercem pokochałam ten szampon:

ale wciąż uważam że są to produkty zbędne i nadające naszemu bagażowi dodatkowych gramów, jak nie kilogramów – po podsumowaniu.

Zaczynam więc prezentację, przy niektórych produktach dodam króciutką adnotację, z kolei jak będziecie chcieli więcej informacji na temat danego kosmetyku – piszcie w komentarzach. Dodam jeszcze, że na wyjazdach sprowadzam wszystko – od pielęgnacji, po jakiś podstawowy makijaż – do zupełnego minimum. W ogóle wyjazdy traktuję jako odpoczynek od wszystkiego, więc też od zawracania sobie głowy takimi pierdołami. Jak zobaczycie poniżej, moja pielęgnacja twarzy ostatnio diametralnie się zmieniła – metoda ‚im mniej-tym lepiej‚ została wprowadzona w moje życie pełną parą, z cudownymi rezultatami – stan mojej cery z dnia na dzień się polepsza, natomiast są chwile, że i buźka odwdzięcza się pięknym za nadobne, przed, fachowym językiem mówiąc – początkiem mojego cyklu mentruacyjnego (a dodam, że olej kokosowy działa cuda, i mój endo-gine jest cały happy, bo ma póki co jedną pacjentkę z głowy – chociaż … chyba nie tak do końca happy, money, money – no nieważne ^.^), albo jak w mojej krwi zmagazynuje się niebezpieczna ilość, rozłożonej na czynniki pierwsze, czekolady/ Bądź co bądź – jest o niebo lepiej. Let’s get in started/

Muszę przyznać że kosmetyczkę ledwo zapięłam, ale tak czy siak – jest ona nieprawdopodobnie pakowna ! Myślę że jak miałabym zapakować do niej jeszcze jakieś inne kosmetyki, pod wpływem adrenaliny, i je udałoby się w rezultacie spakować.

Kosmetyki z wierzchu:

  • pilnik do stóp Fuss-Wohl – zdecydowanie najlepsze cudo na drodze do pięknych stópek
  • Hippie mieszkanko dla soczewek
  • Tangle Teezer
  • rękawiczki do mycia The Body Shop
  • płyn do higieny intymnej z Ross’a – genialny kosmetyk, naprawdę! Sprawdza się jako żel, podobno jako szampon, a i do mycia twarzy jest polecany, co ja też wykorzystuję – myję nim twarz codziennie rano i jestem naprawdę zadowolona !
  • woda pomarańczowa – używam jej rano i wieczorem po oczyszczeniu twarzy – spisuje się rewelacyjnie, a w kolejce po niej czekają już na mnie: woda migdałowa i różana
  • płyn micelarany Bioderma – małe opakowanie, fajna opcja na wyjazdy
  • żel L’Oreal Pure Zone – dobrze Wam znany, wiernie stosowany przeze mnie od kilku lat – używam codziennie wieczorem
  • dwa kremy które łączę codziennie rano w proporcjach 1:1 – morelowy z Alterry & matujący z UT

Po wyciągnięciu ‚większych’ kosmetyków, całość wygląda już znacznie korzystniej:

W środku kosmetyczki są trzy ‚ukryte’ kieszonki – w jednej z nich schowałam patyczki, waciki i inne przyrządy do higieny 🙂

  • mój zdecydowanie ulubiony anty – UWIELBIAM ! Nie jest do końca wydajny – jeden wystarcza mi na jakieś 2, 3 tygodnie, ale jest rewelacyjny, a to się liczy – do tego cudownie pachnie

  • melatonina – jakby szyszynka zaczęła za bardzo rozrabiać

  • Ketonal – najlepszy i sprawdzony wybawca

  • najpotrzebniejsze pędzelki transportuję w sposób dość sprawdzony i bezpieczny – w folii z bąbelkami – jak widać przyjechały ze mną tyko te najbardziej niezbędne, tj Hakuro H50, którym obecnie nakładam korektor, i ewentualnie podkład, Hakuro H60 – nakładam obecnie cienie (a precyzyjnie mówiąc róż :)), Maestro 150 – niezmiennie do różu i Maestro 180 do pudru prasowanego

  • moja cudowna Nina Ricci – L’Elixir – stwierdziłam, że pomimo całej mojej miłości do niej, jest nieco za ciężka na lato, więc po powrocie do Warsaw śmigam do Douglasa po jej lżejszą siostrę, czyli zwykłą Ninkę. Póki co popatrzcie – zużyłam dopiero połowę, a psikam się nią naprawdę często ! Jest bardzo trwała i utrzymuje się na skórze cały dzień.

Coraz mniej w kosmetyczce, coraz więcej widać 🙂

  • dwa podkłady i korektor, które obecnie używam – jak używam, i to w naprawdę malutkich ilościach. Generalnie obecnie to wszystko wygląda tak: po nałożeniu kombinacji dwóch kremów, który pokazałam Wam powyżej (krem z Alterry jesr kremem koloryzującym) nakładam korektor z Maybelline (moje odkrycie życia, stosowane od ponad roku, o czym dobrze wiecie) a następnie, w miarę potrzeby, robię sobie kilka kropek którymś z podkładów i wszystko razem ‚mieszam’ za pomocą dużego pędzla Hakuro H50 – super, naturalny efekt na cały dzień 🙂

  • zalotka z Mac’a – zdecydowanie naj, naj i tusz z MaxFactor –  False lash effect, z lekko, hm, niepełnym nadrukiem *.*, a dlaczego? A no dlatego, że najlepszym sposobem na ‚ożywienie’ tuszu przed nałożeniem, jest włożenie go do gorącej wody, tudzież, w przypadku Asi – do herbaty ^.^ – zawsze maluję rzęsy i piję herbatę, więc tusz ląduje na kilka sekund w kubku xDDDDD Wiem, pomysłowe ; – D Tak czy siak – mój ulubiony tusz, moja bodajże 5 czy 6 tubka 🙂

  • niezastąpiona odżywka Eveline & czerwony lakier za grosze z SP – sprawdza się dobrze, a używam go tylko na paznokietki u stóp – póki co nie chce mi się bawić w jakieś kolory na paznokciach – może niebawem się to zmieni? Nie wiem, może jak trafię na jakiś oryginalny kolor 🙂

  • ukochana pęseta Tweezerman

  • ‚wieczko’ z soczewek, które akurat wczoraj zaczęłam nosić (zostawiłam, bo często zapominam jaką mam wadę ;<) – obecnie jak widać B&L, ale tutaj obecnie bez reguł – używam zwykłe, miesięczne, albo dwu tygodniowe, mają nawilżać i that’s all

  • nić ORAL-B

  • baza do cieni Art Deco

  • puder True Match – mam go już jakiś czas, i dopiero teraz zaczęłam go co jakiś czas używać

  • puszek z Inglota do powyższego True Match – ale obecnie wolę aplikować go pędzlem Maestro, jak pisałam wyżej

  • krople do oczu Starazolin

  • próbka żelu Effaclar Duo – mam też pełnowymiarowe opakowanie, ale że obecnie go nie używam, to nie widzę potrzeby, aby mieć przy sobie aż tak dużo tego produktu. Tutaj sprawdzają się próbki, które zawsze dostaję w aptekach, przy zakupach produktów La Roche Posay

  • L’Biotica – regenerujący krem do rzęs

  • dwie ulubione kredki – brązowa z Inglota i morska z BeYu

  • róż H&M do którego wróciłam tego lata

  • jakaś mega stara paletka z Avon’u, jednak u mnie przewija się codziennie, a dokładnie chodzi mi o cień w odcieniu ciemnego brązu, który używam do podkreślenia brwi

Na koniec jakieś resztki, czyli pomadki, spinki, bobby pins, gumki, kolczyki, rakieta-zawieszka na szczęście, którą zawsze mam przy sobie, lusterko:

I to wszystko. Wierzę, że być może komuś z Was pomogłam poukładać w głowie najpotrzebniejsze rzeczy – niby takie głupoty, jak np krople do oczu czy tabletki przeciwbólowe, ale naprawdę warto zawsze mieć przy sobie takie rzeczy. W sumie mogłabym jeszcze zrobić podobny post, tylko z zawartością torebki, ale raz – przeraża mnie wizja tego pomysłu, a dwa – tam jest tego wszystkiego zbyt dużo … to chyba ponad moje siły. / na zdjęciach zabrakło też szczoteczki do zębów i płynu do soczewek / I pamiętacjcie – mam Was na oku ! Trzymajcie się i spełniajcie każdego jednego dnia ! Wracam za jakiś czas 🙂

13 thoughts on “break, break / co jest w mojej podróżnej kosmetyczce?

  1. Natt pisze:

    jeśli znudzi ci się mieszanie kremów: polecam BB cream – teraz wiele pojawiło się na półkach w sklepach, z czego jestem okropnie szczęśliwa, bo przedtem zmuszałam moją rodzinę do przywożenia mi ich z zagranicy. generalnie są to nawilżające kremy z odrobiną podkładu, które świetnie stapiają się ze skórą i nie wyobrażam sobie dnia bez nałożenia go na buzię.

    z tuszy polecam te z Bourjois – jest nawet specjalny tusz dla osób z soczewkami! biały z czarną zakrętką (: jestem z niego baaardzo zadowolona, bo nakłada idealną ilość tuszu i się nie rozsypuje, czego nie można powiedzieć np. o najnowszym wypuszczonym przez Sephorę, na którym okropnie się zawiodłam.

    sama do brwi stosuję specjalną kredkę z takim pędzelkiem (?) do niej dołączonym, bo strasznie nie lubię zabawy z cieniami i mycia po nich pałeczek.

    do włoch koniecznie zabierz pomadkę z filtrem. sama boleśnie przekonałam się o tym, że jadąc w takie miejsca trzeba koniecznie mieć filtr na ustach – skóra jest delikatna, a spalone usta okropnie pieką, gdy schodzi z nich skóra ):

    miłych wakacji!

    PS. co stosujesz/polecasz do demakijażu oczu?

    • withi pisze:

      Mam BB krem, ale różowy SKIN79 – używam go zimą. Teraz mieszam sobie ten tonujący z Alterry ze zwykłym nawilżaczem i jest ok. Nie jestem przekonana do tych pseudo-BB, ale niebawem na pewno jakiś zakupię, prawdopodobnie z Maybelline.

      Tusz mam jeden wypróbowany, który używam już po raz kolejny i raczej nie zmienię. Zanim trafiłam na ten z MaxFactor’a testowałam naprawdę sporo i żaden mnie nie zadowolił. A do demakijażu polecam płyn micealrny z La Roche Posay – mój demakijaż wygląda tak:

      1. micelka z LPR
      2. oczyszczanie peelingiem czy żelem
      3. woda pomarańczowa/migdałowa/różana

  2. Prince pisze:

    Ja bym jeszcze dodała nożyki do golenia (niezbędne, obojętnie gdzie jedziemy), krem do opalania z faktorem (na ten okres), może krem z faktorem (już nie używasz tego z LPR +30 SPF?) i osobiście ot jeszcze jakieś błyszczyki, bo bez nich się nie ruszam. A tak to fajny pomysł, przynajmniej wszystko w kupie i jednym miejscu

    Pozdrawiam i miłego wypoczynku. Kocham Włochy

    • withi pisze:

      Nożyki są mi zbędne, bo jestem po depi, a kremu z filtrem póki co nie aplikuję na buźkę – wiem, moja wina, ale nie czuję potrzeby.
      Ciężko nie kochać – taki cudny kraj 🙂

  3. vuze pisze:

    Masz plusa za używanie nici dentystycznej Oral-B 🙂
    Ja przez te wszystkie lata mojej edukacji, nauczyłam się, że najprostszym rozwiązaniem jest zakup dodatkowego domowego zestawu. A gdy wracam do domu, to zabieram ze sobą tylko szczoteczkę do zębów, podkład, tusz i finito. Mniej bagażu, a ile pyszności można ze sobą zabrać.

    Wypoczywaj Aśś, niech pogoda dopisze! 🙂

  4. wloczykijka6 pisze:

    Korektor z Maybelline to rzeczywiście dobra rzecz-tani,jasny odcień i do tego kryje.Nić Oral-B też lubię.Od siebie polecam z kolorówki:puder prasowany Inglota,zestaw do brwi z Essence,tusz do rzęs Oriflame ,Wonderlash mascara.Z pielęgnacji żel dla dzieci wszechstronnego użytku ,,Babydream”Rossmanna i olejek Alterry granat i awokado-smaruję nim włosy na noc,dłonie i skórki od paznokci 🙂 patrzę na te Twoje kosmetyki i stwierdzam,że parę interesuje mnie bardzo:
    1) Gdzie kupiłaś wodę pomarańczową?
    2) Jak się sprawuje krem koloryzujący z Alterry?(mam tłustą, bladą cerę i takie ,,kremy koloryzujące” zwykle były pomarańczowe i się ważyły)

    • withi pisze:

      Olejek Alterry lubię i używam, ale nie jest to rzecz niezbędna, a poza tym – opakowanie sporo waży. Zestaw do brwi z Essence to klasyka, jednak ja zostaję przy moim brązowym cieniu – i tak jak podkreślam brwi to tylko delikatnie, jednym ‚przejechaniem’ pędzelka, więc nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba – z reguły i tak o brwiach zapominam 🙂 Babydream to faktycznie klasyka – mam go u siebie w Wwa – najbardziej lubią go moje pędzle, bo włosy szamponu nie polubiły. Z kolei ten Inglot prasowany jest ok? True Match też się sprawdza, chociaż pudru też rzadko używam. Z Inglota mam sypany, taki duuuży, ale widzisz, nawet o nim zapomniałam 🙂

      Wodę pomarańczową kupiłam w jakimś warszawskim ekologicznym sklepie – jest w Złotych jak wychodzisz z po schodach na -1 w stronę dworca. Co do kremu – używam go 1:1 z innym, aby go trochę ‚rozcieńczyć’, przynajmniej ten kolor. Sam krem jest spoko, czasami jak nałożę tą moją mieszankę to mam wrażenie że nic więcej do szczęścia nie potrzebuję i jak nie muszę jakoś specjalnie ‚dopieszczać’ twarzy, to śmigam tak, bez niczego więcej 🙂 Nie jest na pewno pomarańczowy, ale też nie wiem jaki odcień ma przy użyciu tylko tego kremu. Ja go lubię za skład. I za zapach 🙂

      • wloczykijka6 pisze:

        Puder prasowany z Inglota jak najbardziej ok – nie zapycha, dobrze się trzyma przez parę godzin i też najjaśniejszy odcień jest nie-pomarańczowy. Dzięki za informację o wodzie pomarańczowej, jak będę w Złotych to będę się rozglądać 🙂 Kremowi z Alterry też się dokładniej przyjrzę, chociaż w lato i tak chodzę bez tapety. Aktualnie mam jeszcze podkład True Match (C1-dobry odcień dla bladolicych), ale denerwuje mnie jego cecha: ,,rozsmaruj mnie w ciągu 30 sekund bo inaczej zastygnę i kicha”. 😛
        I jeszcze jedno pytanie – jak się sprawuje podkład Healthy Mix ?

        • withi pisze:

          Powiem Ci że jak kupiłam ten Healthy Mix to w ogóle go nie używałam (to był jakiś listopad 2011), natomiast teraz, od czasu do czasu po niego sięgam – cudnie pachnie, daje delikatne i bardzo, bardzo naturalne wykończenie – jak dla mnie same plusy. Wiadomo że nie trzyma się Bóg wie ile, ale dla mnie to nie problem. No i naprawdę polecam, zwłaszcza jak zależy nam tylko na delikatnym wyrównaniu koloru buźki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s