What does that mean? ; Rise.

***

Zanurkowałam w życie i poczułam się odrobinę lepiej. Podwodna przestrzeń, to morskie, wyimaginowane królestwo zieleni przeplecionej błękitem morza, kusiło jak nigdy wcześniej. Oddzieliło mnie szczelnym, stabilnym kokonem od zewnętrznego świata, od wszystkich problemów pozostawionych tam – bo od teraz, liczyło się tylko to wszystko, co było tutaj. Ogarnął mnie spokój.

Był moment, w którym pierwszy raz poczułam się odcięta od tego wszystkiego, co do tej pory stanowiło o tym, kim jestem. A przynajmniej wydawało mi się że jestem. Oni byli tam – razem, a ja tutaj. Sama. Pierwszy raz poczułam się niemal wykluczona z tej grupy osób, tak mi bliskich i stanowiących całe moje życie. Na własne życzenie.

W mojej głowie pojawił się cichy, zdradliwy głos, niemal jedwabisty szept, skutecznie namawiający do zaprzestania walki. Kiedy pełna optymizmu zrywałam się i chciałam biec przed siebie, drżące nogi protestowały i z powrotem opadałam wyczerpana na ziemię. Czułam się słaba jak nowo narodzone dziecko.

I wtedy, na granicy rezygnacji z życia, sama sobie rzuciłam rękawicę, wyzwanie – i ruszyłam zdobywać świat. Moje sto-sześćdziesiąt-trzy centymetry i cały ten ogrom przede mną, domagający się bezwględnego poznania i rozgryzienia na części pierwsze.

Jestem w rzeszowskim domu. Robię sobie dłuuuuugą przerwę od Warszawy, która ostatnio solidnie mi podpadła. Tydzień w domu, później z kolei na tydzień zakopuję się w pachnącym dzieciństwem domu mojej babci w Zamościu – obiecuję że nie pozostawię ani jednej żywej malinki, która stanie na mojej drodze, a dodam, że moja Babi ma tak olbrzymią działkę, pełną samych, witaminkowych pyszności, że aż drżę z rozkoszy. Obecnie bawię się we włoskiego kucharza – przyrządzam też leczo z tak olbrzymich cukiń od Babi, jakich moje oczy jeszcze nie widziały. Ostatnio solidnie lubuję się w leczo właśnie z cukinii, pomidorów, bazylii, czosnku, czoooosnku i ciemnego makaronu. Przy gorącej, czarnej kawie, kończę w końcu czytać książkę, o której wspominałam poniżej, tj ‚Włoskie sekrety‚ i muszę przyznać, że jest to książka, która wchłonęła każdy kawałek mojego ciała. Cudowna. Włoska. Piękna. Powiem Wam w sekrecie, że zawsze marzył mi się wyjazd, na bardziej ‚stałe’, do tego kraju, obojętnie jak bardzo kocham Polskę i chciałabym tu zostać i nigdzie się nie ruszać – toż to tutaj mam rodzinę, narodowowe bezpieczeństwo (coś wrodzonego, co posiada chyba większy % z nas) … Ale to Włochy mnie solidnie przyciągają – besides, niedługo, bo za niecały miesiąc, ruszamy z Anną na podbój tego cudownego kraju. Więc … jeżeli podejście do położnych w Polsce się nie zmieni, to bye bye Poland.

Olimpiada? Oglądam i cieszę się z tego co jest, a nie warczę, bo podobno miało być inaczej. Ładnie to wszystko podsumował Bohdan Tomaszewski, cytując: ‚- Mam szacunek dla słowa publicznego, nie chciałbym mówić nieprzemyślanych rzeczy. I dlatego też nie rozumiem, dlaczego w telewizji, radiu, prasie mówiło się, że siatkarze jadą po złoty medal, że Radwańska jedzie po złoty medal (…). Myśmy chyba oszaleli. Krzywdzi się w ten sposób zawodników (…). To jakiś chory patriotyzm.‚ Cieszę się tylko z ‚osiągnięć’ naszej ‚cudownej’ Agnieszki Radwańskiej -.- Może w końcu co niektórzy się opamiętają i przestaną bredzić o niezwykłej formie Radwańskiej (czy porównywać BH Radwy do BH Federera -.-) nie oglądając uprzednio ani jednego meczu, a sugerując się jakimiś powalonymi artykułami w internecie. Najpierw włączcie sobie Eurosport, pooglądajcie trochę kobiecego tenisa (ciekawe ile wytrzymacie – od kilku lat jest to tylko i wyłącznie strata czasu) i zobaczcie na jak beznadziejnie niskim poziomie on obecnie jest. Dobra. Mam nadzieję że nie będziecie się nad nią rozklejać, po tym co odpieprzyła na IO. Nigdy jej nie lubiłam, może to mało ‚patriotyczne’, ale każdy kto mnie dłużej zna, wie że w moim przypadku nie ma czegoś takiego jak patriotyzm + kobiecy tenis (bo męski to co innego – serduszkiem zawsze jestem blisko Kubota & Frytki+Matki). Jestem bezwzględna. / Wczoraj oglądałam finał w rzucie młotem i z tej okazji należą się olbrzymie gratulacje naszej reprezentantce. Padł też rekord w sztafecie 4×100 u Pań 🙂 Ja jednak czekam na coś, co zawsze przyprawia mnie o gęsią skórkę i jest to niewątpliwie moja ulubiona, lekkoatletyczna dyscyplina, czyli skok wzwyż i moja najcudowniejsza, napiękniejsza Blanka Vlasic, za którą stoję całą sobą. Uwielbiam ją nie tylko za to, że pochodzi z kraju, z którym jestem powiązana za sprawą cudownych wspomnień, czyli z Chorwacji – uwielbiam ją za wszystko (zresztą zawsze przy okazji IO, albo MŚ o niej tutaj wspominam i dopinguję). Finał już w niedzielę !

***

Oglądam znowu sporo filmów (konto na filmweb’ie – kkklik) – ostatnio wpadł Fight Club – jej, kompletnie nie wiem co mam sądzić o tym filmie. Zaraz po obejrzeniu miałam mieszane uczucia, dlatego oceniałam go na zaledwie 7/10 … ale po czasie, jak zaczęłam intensywniej myśleć o wizji reżysera – o tym, że chciał pokazać jak często jesteśmy dwoma, zupełnie innymi ludźmi, niemal ‚wsadzonymi’ do jednego ciała – jak jedna ‚część z nas’ jest silna i dominuje nad drugą, teoretycznie słabszą. Jak po czasie zatraca się granica, pomiędzy tymi dwoma częsciami … Koniec trochę rozczarowuje – scena prędzej wyciągnięta z jakiejś gry, niemająca nic wspólnego z realizmem, z kolei nie ma się co dziwić – film pochodzi z 1999 roku. Trochę obrzydliwy, nieco paskudny i tak po prostu w pewnych momentach, mało ehm, smaczny, ale koniec końców, chyba … dobry? A nawet … bardzo dobry? To tak przy okazji wspomnę, że nasz Brad Pitt w końcu się żeni – jak ja ich kocham za tą hollywoodzką skromność i zaledwie dwudziestu zaproszonych gości. No ale kurdę – ponoć swoją ‚skromną’ obecnością ma ich zaszczycić George Clooney, także no.

Nie ma to jak dom. Nie ma to jak ekspres do kawuni

***

Trochę muzycznych kawałków, towarzyszących mi ostatnio:

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „What does that mean? ; Rise.

  1. Rigby pisze:

    Tak tak, nic nie zastąpi prawdziwej kawy, parzonej w ekspresie… 🙂

  2. malenstwo pisze:

    śliczny kolor włosow! jaka to farba? jesteś z niej zadowolona? 🙂

    • withi pisze:

      O jej, to jest mieszanka moich naturalnych i jakichś resztek farby, którą potraktowałam włosy już dość dawno – a był to … hm, jakiś L’Oreal, musiałabym poszukać w archiwalnych notkach. Zadowolona jestem, bo z brązami to jest tak, że obojętnie jaki sobie nałożysz i jak bardzo nieumiejętnie – i tak jest ok i efekty są fajne 🙂 Ja mam teraz naprawdę total mix na głowie, bo od słońca zaczął mi się na całej długości włosów pojawiać mój naturalny blond, albo jasny brąz – w zależności gdzie patrzymy. Ale że wygląda to bardzo naturalnie, a i chwilowo mi nie przeszkadza – po wakacjach na pewno nałożę sobie jakiegoś brązowego Castinga 🙂

  3. burzka pisze:

    blanki nie ma w londynie

  4. wloczykijka6 pisze:

    ,,Podziemny krąg” to film,który warto obejrzeć po raz drugi.Czasem uciekają jakieś szczegóły podczas pierwszego oglądania,kiedy chce się zrozumieć fabułę, kim był Tyler(bo chyba tak się nazywał gość grany przez Pitta?) i ,,o co chodziło reżyserowi”. Ja ten film uwielbiam za: pewien zadymiony nastrój(dlatego nie radzę oglądać go często,bo można dostać jakiegoś doła:p),ironię do tego co nas otacza:konsumpcja,pogoń za byciem ,,młodym i pięknym”, pewne normy-które mogą być też ograniczeniami dla nas samych.No i Edward Norton i Helena,która zagrała tutaj świetnie(jak zwykle).
    A co do damskiego tenisa to kompletnie nie znam,ale dzięki Twojemu blogowi z własnej woli sprawdziłam kto to taki Federer 😀
    Od siebie polecam książkę z elementami włoskimi- ,,Utracone morze miłości”- Santa Montefiore.Nie jest to jakiś przewodnik czy relacja ,,jak cudownie żyje się we Włoszech,gdzie słońce świeci itp” ,ale historia rodziny,która musi poradzić sobie z pewnym kryzysem(nie jest jakieś zagłębianie się intelektualne,tylko zwykła fabuła zrozumiała dla każdego:p)

    • withi pisze:

      Tak, tak – Tyler. No właśnie dzięki FC polubiłam Nortona. Z kolei Helene dla mnie zawsze będzie postacią z Harrego. Generalnie specyficzna aktorka, bardzo dobra, wręcz genialna, ale jakoś skutecznie mnie odrzuca … zwłaszcza we wszystkich filmach, w których widziałam ją poza Potterem – tam dało się przełknąć, może też dlatego, że spełniła niemal w 100% moje oczekiwania co do tego, jak powinna wyglądać aktorka grająca tą postać.

      A na książkę już poluję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s