wakacyjne motywacje – holiday things to do !

***

Polecam kubek czegoś do picia, bo zapowiada się długi wpis, a jak długi to sama jeszcze nie wiem – zależy ile stworzę. Wiem natomiast, że poniższy kubek jest bardzo zaświniony i że to bardzo nieelegancko, ale nie o to mi chodziło – popatrzcie na te urocze sówki <2

Bywają dni, kiedy wmawiam sobie ten mój wieczny optymizm, który jest mi czasami, mylnie jak widać, przypisywany przez innych. Wmawianie sobie czegoś też ma swoje plusy, bo im bardziej staramy się w to uwierzyć, tym istnieje większe prawdopodobieństwo, że w końcu uzyskamy efekt, na jakim nam zależy. W dzisiejszych realiach WYPADA chociaż odrobinę być optymistą, a w połączeniu z domieszką realizmu, wychodzi całkiem spójna całość, gwarantująca po części przetrwanie i względnie harmonijne egzystowanie w naszych polskich realiach. Coby nie przedłużać, przejdę do meritum wpisu.

Wspominałam kilka razy, że końcówka maja, a w zasadzie to cały rok począwszy od października i zmiany miejsca zamieszkania, przecięcia tej domowej pępowiny (szczerze powiem że przecinanie tej bardziej fizjologicznej pępowiny jest o niebo łatwiejsze -.-), nie był zbyt pomyślny i wyrozumiały dla mnie. Było ciężko. I momentami bardzo łzawo. Były chwile totalnej rozsypki, zero sensu czegokolwiek, zero wiary w cokolwiek, a już na pewno  we własne siły i możliwości jakie stawiało mi wówczas życie, a czego ja nie potrafiłam dostrzec, wiecznie za kurtyną własnych słabości i wewnętrznych rozterek. Mam paskudną cechę, że jak już się za coś zabiorę, bo mi na tym naprawdę zależy, to jestem tą koszmarną, nieustępującą perfekcjonistką. Gorzej jak coś nie idzie po mojej myśli … wtedy się załamuję, rozsypuję i gubię kawałki siebie – na chodniku, w autobusie, w centrum handlowym podczas zakupów. Czasami znajdzie się ktoś, kto delikatnie pomoże mi w ich poszukiwaniach. I tu objawia się moja kolejna paskudna wada – wolę być niezależną solistką, a pomoc czasami odbieram, jako potwierdzenie mojej słabości. Chore. Wiem.

Przychodzę do Was dzisiaj, tutaj, z pewnym przesłaniem. Z pomocą, w wyznaczeniu sobie motywacji do codzienności, do życia, do tego powszechnego i polecanego przeze mnie wstania codziennie rano, zerknięcia przez okno na budzący się świat, uśmiechu i wiary w to, że ten dzień przyniesie nam coś, co da nam odrobinę szczęścia. To co zrobimy, zależy tylko od nas. Pewnie czasami, przepełniona tym moim optymizmem i szczęściem-na-siłę, ocieram się o naiwność, być może czasami zapędzam się na frustrujące bezdroża, kiedy to okazuje się, że życie wcale nie jest tak kolorowe. I uwierzcie mi, że i ja mam dni, kiedy wolę nie robić n-i-c. Wolę mieć dzień dla siebie – w spokoju obejrzeć film, upichcić coś dobrego, wysmarować się od góry do dołu balsamami i skoncentrować się tylko na sobie, aby nabrać potrzebnej do życia energii. Popatrzcie teraz, ile w wyżej wymienionych czynnościach kryje się szczęścia. Czy dobry film, połączony ze smacznym jedzeniem i delikatnie unoszącym się zapachem nie może być czymś, co potraktujemy jako pozytyw danego dnia?

Są wakacje. Pod koniec czerwca planowałam, szykowałam się, przygotowywałam psychicznie aż w końcu wyznaczyłam dzień, jeden dzień, w którym to poskładam wszystkie moje wakacyjne plany i cele do kupy, spiszę na kartkę, tak, aby pod koniec września rozliczyć się z tych wszystkich, nierzadko daleko siegających planów. Usiadłam, wzięłam kartkę i zaczęłam pisać. Wszystko co mi siedziało na sercu, co zaniedbałam przez ten rok, co chcę zrobić, aby nie zmarnować tego czasu i po +/- 90 dniach móc pogratulować samej sobie i powiedzieć cicho pod nosem, bądź głęboko w sercu: well done, Jeanne, well done. Pierwsze sześć miesięcy roku Anno Domini 2012 były dla mnie ciężkie, momentami dołujące – zaniedbałam siebie i wszystkich na całej linii – głównie siebie. Czekałam na te wakacje. I gdzieś czułam że będą przełomowe, a w jakim % – to już zależy ode mnie.

Lista, którą osobiście nazwałam średnio skomplikowanie, bo: wakacje 2012 (lipiec, sierpień, wrzesień) [fakt, mogłam się bardziej postarać, ale to mało istotne], wydłużała się z minuty na minutę. Niektóre punkty są bardzo łatwe do wykonania, można wręcz powiedzieć że tak banalne że niegodne zapisania – ale to się nie liczy – liczą się małe kroki, nie tylko dalekosiężne plany, wymagające potu i ogromnych pokładów energii. Na mojej liście znalazły się takie drobiazgi jak wyprawa do warszawskiego ZOO, odwiedzenie Niewidzialnej Wystawy, zrobienie Krew-Kart, niespodziewane odwiedzenie babci z Zamościa, kuracja paskami Whitestrips (raz już zrobiłam ową kurację i byłam zadowolona :)), w końcu wizyta u dentysty (czysto kontrolna, bo zęby mam jak marzenie, skromnie mówiąc) i inne pierdołki jak widać (nie chciałabym wymieniać wszystkiego, bo niektóre są bardziej prywatne). Na liście pojawiły się też plany, które określiłabym tymi, hm – liczbowymi? Otóż jak zobaczycie na zdjęciach poniżej, obiecałam sobie obejrzeć 15 filmów (nie będzie to trudne), przeczytać 15 książek, zabrać się za hula-hop i regularną jazdę na rolkach (co ostatnio skutecznie uniemożliwia mi pogoda). Każde wykonane zadanie postanowiłam odznaczać w krateczce obok, a jeżeli o filmy i książki chodzi – na drugiej stronie postanowiłam dodatkowo wypisywać tytuły. Na liście pojawiły się także punkty, odnoszące się do większych zakupów, na które ostatnio się przymierzam, tj np. zegarek Michael’a Kors’a. Przeprowadzka, wyjazd do Włoch, odświeżanie angielskiego oraz inne …

Lista taka pozwala nam zebrać do ładu i składu wszystko to, co od dłuższego czasu leży nam na sercu. Jest w pewnym sensie naszym indywidualnym motywatorem – podsumowanie takiej listy (u mnie to będzie koniec września) może być bardzo budujące, kiedy zobaczymy ile rzeczy tak naprawdę UDAŁO NAM SIĘ ZROBIĆ, w teoretycznie tak krótkim okresie czasu/ Jak wiecie, jestem człowiekiem planu – lubię planować, mam notesik w którym zapisuję wszystko, i nie chodzi tu o to, że mam problemy z pamięcią i boję się że zapomnę o np jakimś spotkaniu. Lubię po prostu wiedzieć, co danego dnia przyjdzie mi robić – oczywiście spontaniczność też sobie cenię, jednak jako dodatek do całej reszty – uwielbiam wiedzieć, że jutro będę miała od góry do dołu zaplanowany dzień, że nie wstanę rano i nie stwierdzę – ‚boże, szykuje się obrzydliwie nudny dzień … – najlepiej zostanę w łóżku i pójdę spać’. Pomyślcie tylko ile dni tracicie w ten sposób? Ja mam inny problem – MARZĘ o tym, żeby chociaż raz spać więcej niż 5/6 godzin ! Ale tu już jest skrajność w drugą stronę, doba mająca 18 godzin ‚aktywnego’ funkcjonowania może być ciekawa, naprawdę urozmaicona i wypełniona, jednak i ja chciałabym być czasem takim łóżkowym potworkiem i spać do … 8, oh, marzenie.

Jakbym miała to wszystko podsumować w jednym zdaniu, chciałabym tylko powiedzieć, że czasami należy uświadomić sobie, że nasze życie to nie tylko dar, ale to też konkretne zadanie … i ta myśl powinna nas zawsze stawiać na nogi i pionizować w momentach, kiedy wydaje nam się że nie mamy już siły. Głęboko wierzę że komuś pomogłam w podjęciu chociaż tych pierwszych, małych kroczków w zrobieniu takiej listy. Dajcie mi koniecznie znać – dla mnie sukcesem będzie świadomość, że ktoś z moich czytelników postanowił poświęcić chwilę aby zrobić krok, który pomoże mu wyjść z tego wakacyjnego marazmu i zrobić coś, co planował już dawno („jak będę miał wolną chwilę, to się tym zajmę” ; na wakacjach to zrobię ; „nieeee mam czasu, po sesji …„). Napiszcie proszę, co umieścilibyście na swoich listach jako priorytety na trwający właśnie wolny czas? Cieszcie się wakacjami i spędźcie je tak, aby naładować się pozytywną energią na zbliżający się nowy rok szkolny/akademicki. Wakacje wakacjami, ale szczerze – ile można nic-nie-robić? Nie wiem jak Wy, ale ja wprost nienawidzę takiego stanu. Dwa dni totalnego luzu i już świruję. I obiecuję pojawić się tu z moim wakacyjnym podsumowaniem zaraz na początku października. Pozdrawiam gorąco !

PS: Trzymamy kciuki za Serenę dzisiaj, a jutro za Rogera ! Chcę moją wimbledońską parę Mistrzów znowu na plakacie ;< Roger … jesteś kochany, cudowny, piękny, biały, genialny … ale jak to spaprzesz, jak zwykłeś robić na ostatnich wszystkich, wszyściutkich szlemach, to koniec z nami (tak, tak sobie gadaj …). Nie mniej … come on !

Uzewnętrznię się jeszcze i przynajmniej po części pokażę Wam jak wygląda moja lista – ot, zwykła kartka papieru, kilka kolorowych długopisów i wszystko co siedziało w głowie przelane na owy papier. W momencie kiedy robiłam zdjęcie, trzy ostatnie punkty dopiero były w stanie in progress, stąd ich nie ma (ale już są na swoim miejscu ^.^).

Muzycznie-inspirująco:

Reklamy

13 thoughts on “wakacyjne motywacje – holiday things to do !

  1. Jyotika pisze:

    Dzieki za inspiracje na Forum. Postanowilam skorzystac, ale tak jak napisalam na Wizazu – lekko w innej formie, tygodniowej bo przez prace latwo mi jest dostac lenia i odlozyc cos na pozniej 🙂 Pozdrawiam!

  2. vuze pisze:

    zmotywowałaś Kobieto 🙂 od kilku dni kręcę się bez sensu, brak pomysłów. A tu proszę siedzę, wymyślam i zapisuję. znasz jakieś książki godne polecenia?

    • withi pisze:

      Oj nie – dopiero zaczynam się rozglądać za czymś ciekawym – u mnie z książkami ostatnio było bardzo słabo … nad czym chyba najbardziej ubolewam. Jak coś ciekawego znajdę to się podzielę

  3. Ewa pisze:

    Wow, imponująca lista ;). Zainspirowałaś mnie do stworzenia swojej i… jestem w szoku. Wpisałam 2 punkty (odwiedzenie dentysty i kosmetyczki) i totalnie nie wiem, co dalej?
    P.S. Zazdroszczę trzech miesięcy wakacji, ja jeden muszę poświęcić na naukę :D.

    • withi pisze:

      Z czasem powinno się pojawić więcej pomysłów – mi to wszystko poszło nazbyt łatwo, ale ja taką listę, tylko bardziej ‚ulotną’, miałam w głowie już od dłuższego czasu, więc to może dlatego?

  4. Majk:) pisze:

    Aś, akurat przeglądałam Twojego bloga będąc w pracy (wiem, wiem, obijam się) i muszą przyznać Ci rację – wszystko odkładam na termin ‚po sesji’ … Mam swoją małą listę, którą spisałam już w styczniu, generalne podsumowanie ma nastąpić pod koniec roku, ale już teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że kilka punktów odhaczyłam i zrealizowałam je w 100 % 🙂 takie listy naprawdę mobilizują i sprawiają, że poważniej zastanawiam się nad pewnymi sprawami, często na tej liście znajdują się punkty, których realizacja pochłania masę mojego czasu i wyrzeczeń, ale warto! 🙂 powodzenia w realizacji i czekam na październikowe podsumowanie :*

  5. Gu pisze:

    Oczywiście najbardziej jestem ciekawa tych punktów które wymazałaś 😀 Co też tam się może kryć? ;>
    I zaciekawił mnie punkt dotyczący pracy jako opiekunka – chcesz to robić w wakacje, czy pozniej zamierzasz to połączyć ze studiami?
    Masz wrzesień wolny, czy jakiś egzamin ci został?

    Całkiem fajny pomysł z taką listą, chyba też stworzę swoją… Aczkolwiek w moim pamiętniku dość często wypisuję różne postanowienia i plany. A w te wakacje pierwszym i najważniejszym punktem na mojej liście będzie: napisac pracę mgr 😦 Bo we wrześniu chcę się bronić. Mało miły punkt, ale bardzo ważny.
    Dzięki za motywację 🙂
    :*

    • withi pisze:

      Może uchylą rąbka tajemnicy, jak już te punkty zostaną zrobione na 100%. Na wakacjach (właśnie zaczęłam pracę z jednym brzdącem, a na dniach okaże się co z inną dwójką), oraz będę łączyć, bo będę w takiej sytuacji, że będę mogła sobie na to pozwolić 🙂

      Praca mgr ;<
      Proszę – do usług 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s