You’re kinda lost, aren’t ya? / planujemy-odpoczywamy-ładujemy akumulatory-realizujemy

***

Tyler: Whatever you do in life will be insignificant, but it’s very important that you do it. Because nobody else will. Like when someone comes into your life and half of you says you’re nowhere near ready, but the other half says: make her yours forever.

I ja mam w końcu wolne dni … nie muszę się nigdzie śpieszyć, zapieprzać od piątej do wieczora (chociaż wciąż wstaję o piątej na śniadanko *.*, z tą różnicą, że później idę jeszcze spać na jakieś dwie godziny), mam kupę wolnego czasu, a żeby zobrazować ową ‚kupę’ powiem, że momentami nie wiem w co wpakować ręce czy co zrobić … konstruktywnego oczywiście, bo przyzwyczaiłam się ostatnio że: na pierdoły nie ma czasu. A no teraz jest, stąd nadrabiam wszystko. Kino, filmy, jakieś ostatnie uczelniane sprawy, rooolki. Tych mniej lub bardziej zaniedbanych najbliższych – w tym rzecz jasna szary, milusiński, szynszylowaty Roger Majkel I. Dużo zmieniam, dużo chcę zmienić – od 1 lipca wprowadzam się do nowego, jeszcze cudowniejszego mieszkania (o ile może być cudowniejsze?) dosłownie dwa kroki obok. Wspólnie z Klaud stwierdziłyśmy, że w zasadzie to powinnam rozważyć pracę w jakimś Home Brokerze, bo naprawdę szukanie mieszkań idzie mi znakomicie. Ponadto powoli krystalizują się moje wakacyjne plany. Fajnie, w końcu czuję że chociaż odrobinę żyję. Potrzebuję jeszcze kilku jakichś mocniejszych kopniaków szczęścia i odżyję na tak zwane sto-pro.

Z przykrością muszę stwierdzić i uświadomić sobie po raz kolejny, jak to nasze zwyczaje, przyzwyczajenia, chęci czy niechęci do kogoś bądź też czegoś, w zastraszająco szybkim czasie mogą się diametralnie zmienić i obkręcić o to niebezpieczne sto-osiemdziesiąt stopni. Mówię tu o mojej powszechnie znanej niechęci do wszystkiego co czarno-kawowe mniej bądź bardziej – oh, to taki napój, który usypiał mnie jak dziecko i brzydził jak kalafior za młodu. Obecnie … jedna kawka po śniadanku, druga kawka po obiedzie. Żeby ciekawiej było – nie bawię się w jakieś delikatne frappe, srappe i inne – u mnie jak w obroty idzie kawa, to porządne, najlepszej jakości espresso, stworzone dzięki delikatnej pomocy rodzinnego ekspresu. Inna sprawa jak moje powoli tworzące się uzależnienie, zwane i obserwowane na przykładzie moich rodziców – kawoholizmem, jest poddane próbie w wersji hard, czyli studenckiej – wtedy ratuje mnie kawa mielona, która do tej pory była głównym składnikiem mojego peelingu do ciała. A magnez ucieka ze mnie i wracać bynajmniej nie chce, a suplementacja mi nie służy, więc najwyżej umrę szybko, kiedy spać smacznie będę, i dopadną mnie drgawki nie-do-opanowania. Tutaj przydałoby się drugie 36,6 stopni obok, w razie gdyby trzeba było po kogoś zadzwonić. Apropos kawy, którą taktowanie połączę z Dniem Ojca, który za nami. Kiedyś na pewno wspominałam o tym, jak mój tata częściowo przechodził swój kryzys wieku średniego – każdego faceta to dopada, nie ma co się czarować – jedni wskakują w najbardziej tandetne dresy i ruszają na siłownię w celu wyrzeźbienia tego czy tamtego, a przy okazji puszczenia oczka jakiejś -nastce. Inni wbijają do kasyna, twierdząc że Lotek jest dla frajerów i zdesperowanych dziadków, a prawdziwi mężczyźni przelewają kasę i % w ekskluzywnych lokalach. Mój tata wpadł w inną desperacje – zaczął namiętnie kupować prawdziwe, oryginalne filiżanki. A metod odciągnięcia go od złoży internetu było co niemiara – nic nie działało. Wspólnie z mamą stwierdziłyśmy że to minie – toż każdy kryzys, czy to wieku średniego, czy nastoletniego, ma swój początek i koniec. I tak żyłyśmy sobie, obserwując przybywające, delikatne maleństwa do kolekcji. Obecnie znalazłam plus tej całej sytuacji – zasiadam sobie po skonsumowanym śniadaniu niczym królowa Elżbieta II i sączę łyk po łyku tego czarnego napoju Bogów, respektując chwilę. Najlepsza na chwilę obecną – srebrna Rioba. Wykwintnie.

Mój osobisty plan B ulega powolnej realizacji. Cieszę się jak cholera, bo to dobry znak – te wszystkie telefony, te piętrzące się oferty (oh, ah), ta pogoda i błoga nieświadomość. Nieświadomość jutra, lecz świadomość kolejnych miesięcy – urocza perspektywa. Czy wiecie że niebawem będę zeznawać w sądzie? Też się doczekać nie mogę ^.^

Wiecie gdzie podobno najlepiej być kobietą (tudzież gdzie im się najlepiej żyje)? I tak myślałam niegdyś o Kanadzie, a dokładnie o pracy w oceanarium na zachodnim wybrzeżu Ameryki, so …

Jestem w domu. Na krótko, tak czy siak, bo do środy – ale jestem. Wakacje spędzam w Warszawie, pomijając dwa czy trzy tygodnie, które będą moimi prawdziwymi wakacjami, tzn w tym roku zwiedzę Adriatyk nie tylko od mojej, pokochanej za czasów, kiedy wiek liczyłam jeszcze w cyfrach pojedynczych i mniej druzgoczących dla podświadomości, czyli od strony chorwackiej. W tym roku poznam Adriatyk od strony włoskiej – więcej szczegółó niebawem. Szczerze mówiąc nie lubię tracić czasu. Owszem – czasami perspektywa spędzenia dnia w domu, nie robienia niczego zobowiązującego, jest wręcz wymarzona, ale mi taki jeden dzień totalnie wystarcza do szczęścia i względnego odżycia. Dlatego też nie lubię nie-robić-nic na wakacjach. Znacie to? Oh, to takie życiowe:

Mam kilka dobrych filmów do polecenia, bo ostatnio dużo oglądam:

1. Remember me

2. Up in the air

3. Candy

4. The vow

PS: Jarosław Kaczyński i jego żart of the day: Komu ja kibicuję? Hiszpanii. A dlaczego? Bo tam są najniżsi zawodnicy. xDDDDDDDDDDD

PS1: Mocno, mocno trzymamy kciuki za moich niebieskich Azzurro 😉

PS2: A poniżej jest pięknie, czyż nie? *________________*

Reklamy

8 thoughts on “You’re kinda lost, aren’t ya? / planujemy-odpoczywamy-ładujemy akumulatory-realizujemy

  1. Car pisze:

    Asiu, picie z takich filiżanek to „like a ser/lady” (w twoim przypadku ;))
    W ogóle muszę powiedzieć że czytam twojego bloga już od stycznia i będę czytać, dopóki sama nie zakończysz jego pisania, pozdrawiam!

  2. katarzyna pisze:

    Skoro tak dobrze ci idzie szukanie cudownych mieszkań, to byłabyś tak miła i zdradziła jak sie za to zabierasz? Od października zaczynam studia poza domem i też czeka mnie szukanie mieszkania w obcym mieście, dlatego każda rada jak to zrobić będzie pomocna! Z góry dziekuje i pozdrawiam! 😉

    • withi pisze:

      Z przyjemnością. Pierwszy krok – gumtree. Drugi krok – jeden dzień wolny i totalne poświęcenie na szukanie. Musisz w miarę wiedzieć gdzie chcesz mieszkać, tzn jak mi podasz miasto to Ci lepiej pomogę. Sprawdź czy Twoje miasto jest na jakdojade.pl. Jak jest, to wrzuć adres swojej uczelni, a w drugie okienko wrzucaj ulice ofert, które Ciebie interesują. Na dojazd max poświęć 30 minut. Co więcej hm … oglądaj tylko oferty ze zdjęciami – niby nie ma reguły że te bez zdjęć są złe … ale skoro ludzie nie chcą się ‚pochwalić’ swoim (albo i nie swoim) mieszkaniem, to coś tu śmierdzi – sama miałam okazję się przekonać. Na początek to są chyba najważniejsze uwagi. Jak znajdziesz kilka fajnych ofert to zadzwoń i się umów – zrób sobie taki tour po mieszkaniach, najlepiej z kimś ogarniętym jeżeli o miasto chodzi. Ah, no i polecam odświeżać co 10 minut gumtree – to naprawdę ‚śliski’ rynek – tam ciągle pojawiają się perełki 🙂

  3. wloczykijka6 pisze:

    Śliczne filiżanki, w takich kawa smakuje o wiele lepiej 🙂 Zresztą sama piję kawę/herbatę tylko w kubku – takie przyzwyczajenie.A jeśli chodzi o filmy to pisałam już na facebooku,ale ,,W chmurach” mi się bardzo podobało. ,,The vow” to całkiem ciekawa historia,ale nie potrafię uwierzyć aktorowi grającego tego męża.Po prostu jakoś jego gra mnie nie przekonuje, w przeciwieństwie do Rachel McAdams(chociaż o wiele lepiej do twarzy jej w ciemnejszym brązie i kieckach jak,Sherlocku”) . Tego ,,Candy” nie znam- może napiszesz o nim parę słów?. Co do problemu,,gdzie najlepiej mieszkać, będąc kobietą” to z chęcią bym wybrała Australię.A Clooneya uwielbiam(jak nie oglądałaś to ciekawym filmem jest z nim,,Amerykanin”).Skubany się starzeje,ale coraz lepiej wygląda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s