[ I know it’s not perfect, but it’s life ]

***

Salę porodową uważam za zamkniętą, z kolei przed trzecim oddziałem, tj. oddziałem położniczo-noworodkowym, w podobno najlepszym szpitalu św. Zofii na Żelaznej, nawet nie miałam jak złapać oddechu, bo zaczęliśmy go dzień po dniu, czyli inaczej rzecz ujmując: wykorzystują nas jak mogą, a my ledwo stoimy, tudzież – mało co żyjemy. Ot, taka darmowa siła robocza/

[podsumowanie praktyk na sali porodowej w szpitalu na ul. Inflanckiej (Marcin Prokop tam pracuje! :)) – przyjęłam sześć porodów, brałam udział w cięciach cesarskich (po trzech mi się znudziło i już nie wchodziłam na salę operacyjną – nuuuuuuuuda), złapałam pierwszy kontakt z trochę większym pacjentem, i ten aspekt uważam za najważniejszą rzecz, jaką się nauczyłam – pacjentki są tak zainteresowane tym co się dzieje, każda jest na swój sposób oryginalna, inna, ciekawa … Najbardziej zaprzyjaźniłam się z jedną panią K, do tego stopnia się z nią zżyłam, że to od niej dostałam pierwsze, położnicze słodycze w podziękowaniu i usłyszałam najmilsze słowa, tj: jak przyjdzie mi kiedyś rodzić po raz drugi, chciałabym to zrobić z taką położną jak pani, pani Asiu *_____* Szczęście w nieszczęściu, że jej kruszyna miała żółtaczkę na dość wysokim poziomie i z tej racji pobyt w szpitalu wydłużył się z tych dwóch dni, do kilkunastu, więc miałam chociaż kogo odwiedzać na POPie, w przerwach między porodami. Łamanie tych najbardziej intymnych i prywatnych barier, tłumaczenie, pomaganie, aż w końcu uczestnictwo w kulminacyjnym momencie tej całości, jakim jest poród – bezcenne. Fakt, że widziałam totalnie coś innego niż to, co wbijali nam do głowy przez ostatnie pół roku, ale nie nastawiałam się jakoś specjalnie – w końcu, co szpital to obyczaj, zasady, reguły, przyzwyczajenia, błędy, skansenowe metody ble ble ble. Było to na pewno ciekawe doświadczenie, wiem też, że jak wytrwam na tych studiach, to raczej na sali porodowej nie będę pracować. Ale sporo się nauczyłam, i to jest tu najważniejsze.]

Zmęczenie daje o sobie znać, prawie po każdym dyżurze wracam do domu przed 20, kładę się na łóżku, po czym trzydzieści minut leżę i tępo gapię się w sufit, by po tym czasie zwlec się i podreptać do kuchni, zjeść coś, wykąpać i o 21 iść spać. I tak co drugi dzień, a czasami nawet dzień po dniu. Organizacja i przepływ informacji na mojej uczelni jak zwykle na najwyższym poziomie (dlatego np kilka dni przed kolokwium dowiaduję się, że poprawa z anatomii jest nie 6 czerwca a 30 maja … co sprawia, że na naukę mam tylko hm, jeden wolny dzień?), zbliża się sesja i pięć egzaminów w jednym tygodniu – dzień po dniu, czyli nauka będzie wyglądać tak: wracam z egzaminu, uczę się do egzaminu, który mam na następny dzień. Plus taki że szybko minie, a za miesiąc będę już w domu. Tęsknota pali mnie od środka, nie mam nawet jak wyskoczyć na DWA marne dni, żeby dać prezent mamie … Naprawdę, nie wiem czy takie coś jest dla mnie, w tym momencie nie wiem nic – nie wiem co chcę robić, nie wiem gdzie będę za rok, nie wiem czy chcę to studiować (coraz bardziej nie, aniżeli tak), nie wiem czy chcę mieszkać w mieszkaniu, w którym … mieszkam (masło maślane) … Jedyny co chcę, to garstka podkarpackiego powietrza & kilka dni w domu. Chcę mieć chociaż raz cały weekend, bo obecnie każdy dzień jest dla mnie taki sam – obecnie nie ma w moim życiu czegoś takiego jak ‚dzień wolny’. Wszystkich olewam, dla nikogo nie mam czasu, zaniedbałam najbliższych. Pytanie: w imię czego? Niczego … Teoretycznie jestem silnym człowiekiem z solidną głową. Studia wybitnie prostują i łamią dotychczasowe, utrzymujące się i jak widać – często błędne, stereotypy, albo to, jak siebie do tej pory postrzegaliśmy. Zarekrutowałam się. Once more.

I obiecałam sobie, że przynajmniej postaram się nie narzekać, co też robię. Choć nie ukrywam, że powoli wymiękam. Chyba nie potrafię być dorosła. Za dużo problemów dla tak małej osoby jak ja.

PS: Szukam kogoś, kto studiuje na SGGW. Bardzo, bardzo pilne 🙂

PS1: Wiecie że na studiach medycznych NIE WOLNO nam zachorować? Proszę Pani, to Pani nie wiedziała, że na tych studiach się nie choruje? Nawet nie wiecie jak tęsknię za zwolnieniami od mamusi … zwolnienia, a co to takiego 😦

PS2: COME ON ROGER. Nawet Ciebie olewam, nie pamiętam kiedy obejrzałam ostatnio coś bardziej tenisowego niż korty, które mijam jadąc na uczelnię, jest mi z tego powodu okropnie źle … ale kciuki trzymam zawsze. Gdzie znikła stara, dobra Asia, która nie wyobrażała sobie życia bez tenisa, a teraz nawet nie wie jak wygląda pierwsza dziesiątka rankingu. Boże … co się ze mną stało przez ten rok . ?

stojak na biżu od brata – szkoda, że tylko na sześć par kolczyków, ale to zawsze coś, zwłaszcza że ostatnio brakowało miejsca na korkowej tablicy

patrzcie co odkryłam – cztery kisiele w fantastycznych smakach FRUGO ! 

***

Advertisements

24 thoughts on “[ I know it’s not perfect, but it’s life ]

  1. Dina pisze:

    Tak, studia zmieniają człowieka nie do poznania. Czasami zastanawiam się, tak jak Ty, gdzie podziałam się ja z czasów licka. Gdzie ten głupi dzieciak, który spisywał zadanie domowe na kolanie przed lekcją i który bawił się życiem. Z tego wszystkiego, co było kiedyś tylko głupota mi została. Pocieszam się faktem, że po sesji (którą mam nadzieję, uda mi się zaliczyć) w końcu odpocznę i choć na chwilę znów poczuję się sobą, czego i Tobie życzę, kochana!

  2. Magda pisze:

    nie martw sie, ja tez jestem na studiach medycznych, tyle ze na leku i tez nie mam zycie prywatnego i marze o tym, zeby to wszystko sie skonczylo i w koncu nadeszly wakacje by moc wrocic do domu

  3. ann pisze:

    Trafiłam na twojego bloga całkiem przez przypadek, szukając innego. Ale nie mogłam się powstrzymać… dziewczyno, po co się męczyć na takich studiach? Wiem co piszę, bo sama studiowałam farmację i wiem że to był błąd! ZERO wolnego czasu, cały czas nauka, nauka, nauka. Dziewczyno masz jedno życie, studiuje się raz. To jest TEN czas, za 4 lata, nawet jak zaczniesz jakiś inny kierunek już po tych studiach – to nie będzie to samo. Zanim się obejrzysz pojawi się mąż, dziecko…to też piękny okres czasu, ale …INNY. Ja właśnie nie chciałam żeby zabrakło mi tego innego czasu… Na starość chcesz wspominać okres studiów jako czas kiedy straciłaś przyjaciół, zaniedbałaś rodzinę? Jest tyle fajnych kierunków, zaocznych, dziennych, może warto zadbać o swoje zdrowie psychiczne?

    • withi pisze:

      Twój komentarz dał mi sporo do myślenia – dzięki. Właśnie zastanawiam się czy chcę ‚tracić’ w ten sposób te trzy lata … które powinny wyglądać nieco inaczej. No ok, sporo rozmyślania przede mną 🙂

      Pozdrawiam

      • Dinka pisze:

        No tak, niby tracić te lata, ale z drugiej strony, kiedy masz te dobre momenty na studiach to odnoszę wrażenie, że to kochasz. Kiedy piszesz o tych malutkich dzieciaczkach, albo kiedy cieszysz się, kiedy jakaś młoda mama powie Ci, że przy następnej ciąży chciałaby mieć taką położną jak Ty. Czytałam Twojego bloga wtedy, kiedy przygotowywałyśmy się do matury. Tak bardzo starałaś się, żeby dostać się na to położnictwo, że miała wrażenie, że zostałaś stworzona do tego kierunku. Każde studia wymagają poświęcenia czasu, energii. To jest okres przejściowy. A jeżeli do czegoś się tak bardzo dążyło, tak jak ty do tego położnictwa, to nie można tego wypuścić z rąk tak łatwo, bo chwile wieje że tak powiem gównem po oczach. Chociaż wiesz, to Twój wybór, a to tylko moje osobiste zdanie 😉
        Podrawiam cieplutko.

      • ann pisze:

        swoją drogą myślę, że nie powinnaś sugerować się zdaniem innych :). Zrób tak jak Ty uważasz a nie to co mówią ci inni, ktokolwiek to będzie -rodzice, znajomi, facet, przyjaciele, dziadkowie. To ma być twoj wybór, którego będziesz w 100%świadoma.

    • ann pisze:

      Dinka, ja wiem, jak cholernie ciężko podjąć decyzję, która może wpłynąć-albo nawet wpłynie- na całe twoje życie. Wiem, bo taką właśnie musiałam podjąć żegnając się z uczelnią, ludźmi którzy byli moimi przyjaciółmi (chociaż nadal mamy ze sobą super kontakt 😉 ). Powiem szczerze, że niektóre rzeczy nawet mnie pasjonowały – zwłaszcza chemia, którą uwielbiam. Ale musiałam coś wybrać. Czytałaś Ludzi Bezdomnych? Ja miałam podobny dylemat, poświęcić się nauce czy rodzinie, znajomym i miłości. Wybrałam inaczej niż Judym 😉 Nie żałuję.

  4. fluorescent pisze:

    Czytam Twojego bloga od dawna, praktycznie od początku; trafiłam na niego całkiem przypadkiem, a muszę przyznać, że regularnie czytam Twoje notki. 🙂 Lubię Twój sposób pisania i patrzenia na rzeczywistość. Mam do Ciebie pytanie odnośnie prawa jazdy. Zapisałam się do szkoły do której Ty również uczęszczałaś, ale teraz zaczynam żałować, boję się, że sobie nie poradzę i że się do tego po prostu nie nadaję…Ogarnia mnie lęk na samą myśl o jeżdzie, nie wyobrażam sobie siebie za kierownicą. Nawet pójście na wykłady mnie przeraża. Zastanawiam się też, jakiego instruktora wybrać. Też się tak bałaś, jak się zapisywałaś?I czy zapisywałaś się sama czy z kimś na wykłady sobie chodziłaś, bo ja się zdecydowałam sama. Jesteś zadowolona z tej szkoły? Możesz odpisać na mejla, będę baardzo wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

    • withi pisze:

      Dziękuję za miłe słowa. Nie rozumiem – dlaczego pójście na wykłady, na których besides się śpi, Cię przeraża? Jeżeli chcesz jeździć, a sądzę że chcesz, bo jest to obecnie niezbędna umiejętność, to powinnaś skupić się na tym, a nie koncentrować na innych pierdołach. Zapisałam się, bo w końcu miałam czas i zrobiłam to sama, bo większość znajomych była już po kursie. Ze szkoł jestem bardzo zadowolona – polecam pana Tomka (można wybrać instruktorów).

      Mam nadzieję że pomogłam 🙂

  5. zuza pisze:

    Witaj Asiu,
    Uwielbiam „Cię czytać”,codziennie tu zaglądam z nadzieją, że ujrzę nowy, dłuuuugi wpis;)
    Co do Twoich wątpliwości sądzę, że to naturalne. Jednak wierzę, że masz w sobie tyle siły by przetrwać ten czas. Potem tylko odetchniesz z ulgą!
    Ściskam ciepło!

  6. genyn pisze:

    hmm piszesz o położnictwie z pasją, myślę, że każda rodząca kobieta chciałaby trafić na kogoś tak pozytywnego jak Ty :-)) więc głowa do góry :-)))

  7. qwerty pisze:

    wszyscy Ci to mówią i ja też nie będę szczególnie oryginalna: na każdym kierunku pojawia się cięższy okres i każdy ma wtedy wątpliwości co do słuszności wyboru studiów, więc nie rezygnuj w żadnym wypadku, zwłaszcza jeśli podobało Ci się na praktykach 🙂
    a co do mieszkania; masz śliczny pokój na przemiłym osiedlu (wnioskując po zdjęciach), lokatorzy, z tego co piszesz, też są w porządku; czego chcieć więcej? 🙂

    • withi pisze:

      Może nie tyle, że nie chciałabym – po prostu jest to ciężki oddział, niestety w większości szpitali utrzymują się stare przyzwyczajenia, kobiety nie mają nawet możliwości rodzić w pozycjach wertykalnych, czego ja nie potrafię na razie zaakceptować. Ponadto na porodówkach naprawdę rzadko spotkasz młode dziewczyny, tyle co po studiach – z reguły są tam starsze położne, co poniekąd wpływa na pojmowanie porodu. Z drugiej strony – gdzie młode dziewczyny maja zdobywać doświadczenie jak przyjmować poród? Na oddziale noworodkowym?

      Starsze położne często tłumaczą to tak: bo przyjdą takie młode, mają w głowach jakieś głupie pomysły i chcą zmieniać to, co jest dobre. Dobre, yhm.

      No, zobaczymy jak to się potoczy. Mnie tak czy siak przyciągają małe wcześniaki 🙂

  8. vuze pisze:

    Marcin Prokop pracuje w szpitalu? :O czy na Inflanckiej w pobliżu szpitala? 😛 bo aż mnie zagięłaś xD chyba, że jego żona urodziła drugiego dzidziusia i wylądowała na Inflanckiej 😛

    Nie martw się Asiu, okres sesji jest najbardziej miażdżący dla studenckich umysłów. Wtedy pojawia się wiele wątpliwości, czy to na pewno to itd. Ja pamiętam, kiedy byłam na analityce, to miałam te wątpliwości każdego dnia, bez względu na to,czy był lajtowy dzień na uczelni, czy ostry zapierdziel. Dlatego postanowiłam zmienić kierunek studiów. Natomiast jeśli Ty masz te wątpliwości tylko w okresach wstrząsu sesyjnego, to zepnij poślady, a na pewno dasz radę 🙂 Nie Ty jedna, nie ostatnia będziesz skazana na przejście przez ten hardcore! U can do it!

    W wolnej chwili polecam książkę lub film THE SECRET. Możliwe, że Twoje podejście do życia się zmieni. Może brzmi trochę szarlatańsko, ale warto obejrzeć, czy przeczytać 🙂
    Buziaki i głowa do góry :*

  9. gu pisze:

    Na lekarskim na WUM jest dokładnie tak samo 😀 „proszę panstwa, mnie nie obchodzi czy państwo są zdrowi czy chorzy, czy są w szpitalu, na pogrzebie, czy na ślubie. na zajęciach z anatomii macie być i koniec. ma być 100% obecności.”

  10. wloczykijka6 pisze:

    W sumie po raz pierwszy piszę na Twoim blogu, a obserwuję go już od jakiegoś czasu.Czytałam notkę o ,,zmianie sposobu odżywiania,zapoczątkowanej od nie jedzenia chleba przez tydzień” i spodobała mi się szczerość z jaką opisujesz swoje życie. Ale nie o tym miałam pisać. Mianowicie wydaje mi się,że każdy ma podczas studiów chwile ,,chce je rzucić,to nie dla mnie,mam dość”. Pytanie tylko: czy te momenty trwają 1-2 dni czy 1-2 tygodnie…U mnie było to niestety dłużej niż myślałam, ostatecznie dla zdrowia i spokoju psychicznego zrezygnowałam z pewnego kierunku i teraz od października zaczynam ,,od nowa”. I też zaniedbywałam bliskich, nie miałam na nic czasu.Sama daję rady a teoretycznie nic nie wiem o życiu…A zdanie ,,Chyba nie potrafię być dorosła” pewnie wypowiada 90% 20 latków ,więc nie przejmuj się tak bardzo. Będzie dobrze 🙂

    • withi pisze:

      A no tak, był dawno temu taki wpis – już nawet o nim zapomniałam 🙂
      Dzięki za rady. Często tak mamy, że komuś potrafimy pomóc, a sami sobie nie zawsze. Pozdrawiam i dzięki za ujawnienie się ! 🙂

  11. Olka R. pisze:

    Ooooj, a mnie nie zaniedbujesz! Widzimy się częściej w Wawie, niż w liceum 😛 I Aś, jak będziesz miała ochotę wieczorem oderwać się jednak od nauki, to wiesz gdzie pisać 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s