so let me live ; relacje m.in z sali porodowej

***

Why don’t you take another little piece of my heart,

why don’t you take it and break it and tear it all apart

Hej/ Nazbierało się trochę tego i tamtego, żyję szybko, wyobrażam sobie że czas nie istnieje i tak trwam w takiej mojej warszawskiej otchłani … Czasami odzywam się do Was przez facebooka, ale wiem że nie o to w tym wszystkich chodzi – bo to na bloga zagląda większość z Was, a i przecież on jest tutaj priorytetem, więc mając teoretycznie dzień wolny (dzień wolny od dyżurów wcale nie = dzień wolny -.- ; okazuje się, że w takie dni musisz odrobiać angielski, wf, zaliczenia, zrobić zakupy i poczuć, że jeszcze w ogóle cokolwiek czujesz …) postanowiłam coś z siebie wyrzucić w internetową strefę. A więc, a więc …

– We wtorek zaczęłam dyżury na sali porodowej, o czym wspominałam już kilka razy. Zmiana pacjentów z kilogramowych kruszyn, na takich odroooobinkę większych, zmiana wszystkiego (rozmiar strzykawek, sal, itd …)- wyszła chyba pozytywnie, aczkolwiek po drugim dyżurze mam już nieco spaczone zdanie, ale o tym zaraz. Wtorek, 15 maja … już na samym początku wylądowałam na sali operacyjnej, gdzie pozwolono mi obserwować cesarskie cięcie. Powiem tak – w życiu, w życiu nie chcę i będę robić wszystko, żeby wywalić ten głupi pomysł każdej kobiecie, która decyduje się na cięcie BEZ WSKAZAŃ. Owszem, jest to operacja, która wielokrotnie ratuje życie dzieciaczkowi (jak np wczoraj, brałam udział w drugim cięciu – przy położeniu miednicowym i problemach mamy z kręgosłupem – liczne operacje kilka lat temu), ale do jasnej anielki – żadna kobieta nie powinna niby (w jej mniemaniu) iść w tym wypadku na łatwiznę, bo nie boli, bo to, bo w internecie przeczytałam … Co to za łatwizna jak po wszystkim słyszysz płacz swojego dziecka i leżysz bezradnie 30 minut na tym stole, jak jakaś ofiara losu, dziecko masz tylko przyłożone do twarzy, aby się z nim przywitać, a później cisza … jest zabierane na noworodki, a Ty leżysz … i pomijam fakt, że potem dochodzisz do siebie kilka dni, cały proces, jakże ważny, pierwszego kontaktu – totalnie nie istnieje. Nie będę mówić o wszystkich minusach, jakie w tej sytuacji, dotyczą NIBY dzieciaczka – bo sama jestem po cesarce i u siebie niczego z tego co nas uczą, nie zaobserwowałam ahahha (chociaż z jednym się zgodzę – byłam baaaardzo nadpobudliwa w czasie dzieciństwa ^.^), ale sporo ich na pewno jest. Dobra, tyle o samym cięciu. Dodam, że jako że był to mój pierwszy poród, stałam tam i ryczałam, mając przed sobą rozcięty kawał mięsa (czytaj brzuch) ale, ale … wzruszyłam się – naprawdę ! Dobrze że miałam maseczkę, to nikt niczego nie widział, oprócz anestezjologa, który stwierdził, że to przecież urocze *.* (Pani Studentko co Pani chowa pod tą maseczką? Łzy? 🙂) W ogóle to jak cięcie wygląda … sam moment ‚rozrywania’ powłok brzusznych jest jednym wielkim nieogarnięciem dla mnie. Drobna pani doktor ciągnąca na potocznego chama brzuch, z taką mocą, że uh, ostro. Podczas tego samego dyżuru, po godzinie 16, moja pacjentka, którą opiekowałam się cały czas, urodziła pięknego i tłustego (4 kg!) Igora. W ogóle powiem jeszcze, że to jest taka przepaść, między tymi maluszkami, do których się przyzwyczaiłam na intensywnych noworodkach, a takimi, prawdziwymi, urodzonymi w terminie. Pierwsza myśl? Którędy on wyszedł!? Podobne myśli miał tatuś obecny na sali ahahaha. W ogóle co za ziom, po wszystkim latał z kamerą, obserwował szycie krocza własnej żony – był świetny. A studentka położnictwa stała i …. ryczała, easy *.* Poród wspominam fantastycznie, głównie dlatego że przyjmowała go GENIALNA położna, lekarz przyszedł tylko na szycie krocza, w dodatku asystowałam i wszystko mi tłumaczył – powiedział że na nastepny raz pozwoli mi zrobić ostatni szew (Pani studentko, nie wiem czy zdaje sobie pani z tego sprawę, ale na następny raz zostanie Pani wrzucona na najgłębszą z możliwych wód *__*). Wdzięczność pacjentki dla położnej, cytując: „Gdyby Pani tu nie było, to bym nie urodziła”), niekończące się podziękowania … takie sytuacje sprawiają, że mam ochotę kontynuować te studia, choć praca na sali porodowej raczej nie jest moim marzeniem (noworodki porządnie przyciągają!). Także pierwszy dyżur zaliczam do naprawdę fantastycznych … po 10 godzinach nie czułam nic, żadnej części ciała i momentami miałam wrażenie że mózg przestaje pracować. A, no i przyjęłam łożysko ! W ogóle to ile tam było krwi … wszystkiego. No nieprawdopodobne. Dobra. Wracam do drugiego dyżuru, który nie był aż tak przyjemny. Niestety. Pomimo tego, że ponownie trafiłam na CUDOWNĄ parę, krzątałam się przy pani K cały dzień, pomagałam, żadne najprostsze rzeczy tego dnia mi nie wychodziły, ale też sporo się nauczyłam, więc ok. Poród zaczął się po godzinie 17, czyli podobnie jak dwa dni wcześniej. I był straszny. Nie dla rodziców – dziewczynka urodziła się zdrowa, pomimo 36 tygodnia ciąży. To co działo się przed, było dla mnie – studentki, która przez ostatnie pół roku uczyła się o tym, jak poród powinien, przynajmniej w NAJMNIEJSZYM stopniu, wyglądać – horrorem. Nie będę wchodzić w temat, bo nie taki był cel tego wpisu. Wyszłam stamtąd po 18, było mi źle, pomimo że znowu miałam okazję nauczyć się czegoś nowego (znowu przyjęłam łożysko, widziałam szycie szyjki macicy, oraz to … te mniej pożądane sprawy). Jutro sobota, więc kolejny dyżur. Po ostatnim mam już trochę mniej ochoty na sale porodowe -.-

– Środa. Po ciężkim, wtorkowym dyżurze, ledwo żywa wstaję po 5 z bólem brzucha. Jako, że moja przysadka znowu się buntuje i wraca do nawyków nieprodukowania hormonów, wiem że to nie to, a … ból związane z biochemiczną bitwą. Były dwa doły, było dwukrotne pakowanie się do domu, morze, a raczej ocean łez, zawalanie wszystkiego co możliwe, plan B, plan C, plan D, plan E. Następnie było odpuszczenie, stwierdzenie, że czekam do praktyk, żeby zobaczyć wszystko od kuchni, zdaję co mogę na totalnej wyluzce (okazało się że na owej wyluzce zdałam wszystko co było) i jak coś to mam taki plan B, że jak nawet przyjdzie mi go wtłoczyć w życie, to będę mojej uczelni bardzo wdzięczna 🙂 I przyszedł dzień, po pięciu miesiącach, który miał zadecydować o moim być, albo nie być, albo inaczej – o tym, czy studiować będę 6 lat, czy też 5. Udało się. Komisyjna biochemia została znokautowana. Bezbłędnie. O jej przeszłościowym charakterze, będzie mnie tylko informować wpis w indeksie. Yea !

– Zbliżają się urodziny. Z tej okazji wleję w siebie litr Carlo Rossiego mrr *.* Zrobiłam sobie też dzisiaj dwa małe prezenty, i w ten oto sposób na mojej szyi, from time to time, wisieć będzie takie cudo ze Stradivariusa:

drobny detal na końcu łańcuszka

I gwóźdź programu, czyli … coś, co pomachało do mnie, kiedy zmierzałam w stronę ulicy Ciołka (dokładnie – Ciołka), aby udać się na fitness (tym też sposobem dotarłam tam dopiero na pilates, i znowu jeden wf mam w plecy -.-) … Naprawdę – machały do mnie ! Musiałam … <33333 (cena: 259zł)

mówiłam że uwielbiam detale – błękitne conversy mają aż pięć jęzorków – każdy w innym kolorze, świetnie to wygląda 🙂

– Dałabym wszystko żeby mieć okazję i czas wyskoczyć na chwilę do Rzeszowa, do domu, do mamci i taty. Nic z tego, zapomnij dziecinko – takie luksusy to tylko pod koniec czerwca.

O tylu rzeczach chciałam wspomnieć … a wszystko to jakoś ucieka mi przez głowę. Mam nadzieję że u Was wszystko w porządku. Pogoda średnio dopisuje, jest jesiennie i średnio majowo, ale do czasu, hope so (chociaż dzisiaj już jest nieco lepiej, więc może wskoczę w jakieś rolkersy na wieczorne, warszawskie śmiganie?).

Reklamy

8 thoughts on “so let me live ; relacje m.in z sali porodowej

  1. Aleksandra pisze:

    A moja Mama sześć razy rodziła naturalnie i nie przypominam sobie, żeby cokolwiek traumatycznie wspominała :). A co do odwołania się do Pisma Świętego, to nie do końca tak jest, że to kara za grzechy. Ale mniejsza. Aś, niedziela jest nasza?;)

  2. thebeautyofwoman pisze:

    Droga Asiu, oczywiscie naturalny porod jest naturalny i to nie ulega watpliwosci. Kolejnym faktem jest to, ze akurat Ty masz wiadomosci na ten temat niejako z pierwszej reki(niejako bo sama nie rodzilas zadnym sposobem wiec nie wiesz jak to jest tak naprawde) ale: ja osobiscie rodzilam na dwa sposoby 1 naturalnie 2 cesarka i : porod naturalny byl najgorszym przezyciem jakie mnie spotkalo w zyciu i moje malenstwo tez mimo, ze absolutnie wszystko szlo gladko(jak stwierdzili lekarz z polozna), a rodzilam w klinice, w ktorej rodzi sie naprawde po ludzku(nie wszedzie tak jest). Mimo, ze jestem odporna na bol ledwo to przezylam fizycznie i psychicznie bo to strasznie upokarzajace wykrwawiac sie przy obcych ludziach z tak intymnego miejsca. Co z tego, ze moje malenstwo lezalo odrazu przy mnie skoro bylam tak oszolomiona, ze tego nie pamietam? Za to przy cesarce poprostu high life:) oczywiscie tyle na ile porod wogole moze byc przyjemny…nie zauwazylam zeby moj kontakt z synkiem byl ograniczony. Owszem pierwsza dobe nie wstawalam ale po drugiej juz wypuscili nas do domu. Wiem, ze po cesarce jest mozliwy porod naturalny ale jesli zdecyduje sie na trzecie dziecko to nawet nie bede go rozwazac. Pomijajac tak prozaiczne kwestie jak lewatywa czy golenie krocza(w niektorych szpitalach obie czynnosci robia nie pytajac nawet pacjentki o zgode, a to przeciez nie zawsze konieczne, a juz na pewno bardzo nieprzyjemne) pozniejsze zycie z mezem, jesli wiesz o czy mowie, tez cierpi przez naturalny porod.Moje zdanie jest takie,ze porod naturalny to niepotrzebne cierpienie i trauma dla wszystkich, a cesarka-tylko cierpienie. Zauwazylam, ze mamy ktore rodzily naturalnie sa wrogo nastawione do tych z „cesarki z wyboru” bo probuja nadac sens temu przez co przeszly. No i jeszcze jeden argument za cesarka ale taki, ktory z pewnoscia przemowi tylko do konkretnej grupy osob: Pismo Swiete wyraznie mowi, ze porod naturalny to kolejna kara za grzech pierworodny, a nie dar do Pana Boga dla nas i naszych maluszkow. Ja osobiscie nie czuje sie winna, za Ewa zerwala to jablko, a juz na pewno nie winie za to moich dzieci wiec nie widze powodu by je karac. Po obu porodach sa blizny i po obu(jesli nie ma innych komplikacji)dochodzi sie do siebie kilka dni i oba sa niezapomnianymi przezyciami tylko cesarke wspominam jako cud, naturalny zas jako traume. Po dzieciach nie widze roznicy.
    ps. Asiu w kwesti rodzenia nie zgadzam sie z Toba ale za to uwielbiam Twoj blog:) Masz lekkie pioro! Pozdrawiam:)

    • withi pisze:

      Zacznę tak: każda kobieta ma swoją historię, zwłaszcza jeżeli chodzi o poród – każda ma inne doświadczenia z nim związane, czasami są to wspomnienia fantastyczne, czasami nie. A ja się z Tobą zgadzam, że poród naturalny może być największym horrorem dla kobiet, czego byłam ostatnio i świadkiem (choć owa kobieta pewnie nie zdawała sobie sprawy, jak ‚skansenowy’ poród eee … podobno fizjologiczny, ma za sobą) i rozmawiałam z kuzynką, która dwa lata temu urodziła cudownego Iwa w jednym z warszawskich szpitali, i również poród ten wspomina z grymasem na twarzy, i to był główny powód, dla którego postanowiła że Iwo zostanie jedynakiem.

      W szpitalu, w którym obecnie mam praktyki, ZZO czyli znieczulenie jest darmowe, co przyciąga większość kobiet. W pewien sposób na pewno wpływa to na jakość bólu podczas porodu.

      Lewatywa i golenie jest faktycznie w niektórych szpitalach obowiązkowe, co również uważam za absurd, podobnie jak nacinanie krocza. Jedna kw niektórych przypadkach (ostatnio podczas cesarki widziałam) kobiety są tak TOTALNIE nieprzygotowane do tego co je czeka, że nawet nie idzie cewnika założyć. Podobnie z nacinaniem krocza – położna ma obowiązek wtedy delikatnie użyć maszynki, ale tylko w miejscu nacięcia, a nie jechać po całości. Nie wiem jak było u Ciebie – co szpital, to inne zasady.

      Powiem tak – poród naturalny może być czymś fantastycznym, co potwierdzi tysiące kobiet.
      A więcej napiszę jutro, bo właśnie zmykam na dyżur, a później urodzinowo imprezuję. Dzięki za ten komentarz, każde zdanie, zwłaszcza kobiety która już rodziła, jest dla mnie ważne. Pozdrawiam 🙂

  3. vuze pisze:

    Gratuluję zaliczenia biochemii! 🙂 Nie wiem czemu, ale na studiach medycznych chyba każdy na nią narzeka, bo jest mega hardcorem. Najważniejsze,że się udało i możesz odetchnąć z ulgą 🙂
    Jak zobaczy się od podszewki, to co będzie robiło się po studiach, to zupełnie zmienia nastawienie, jeśli się podoba to podbudowuje i zachęca do dalszej walki 🙂 Ja też się dziwię kobietkom, że dużo chce z własnej woli cesarkę. Kuzynka która rodziła naturalnie, a drugi raz cesarką stwierdziła, że nigdy nie zdecydowałaby się drugi raz na cesarkę. Podobno ból po jest nieziemski, a dochodziła do siebie ponad tydzień.

    uwielbiam conversy 😀 ale jakoś wolę te klasyczne z jednym języczkiem 🙂

    A czemu Asiu nie wiążesz swojej przyszłości z porodówką, to w takim razie gabinet z ginekologiem, czy co ?
    buźka Kochana 🙂

    • withi pisze:

      Intensywne noworodki zdecydowanie – od zawsze przyciągały mnie wcześniaki i to na ten oddział najbardziej czekałam. W gabinecie z ginekologiem raczej położne nie pracują … a przynajmniej dość rzadko. Mój mąż ma być niby ginekologiem, ale tylko w domu, w pracy z daleka od nich ; – D

      Co u Ciebie ? 🙂

      • vuze pisze:

        mąż ginekolog, żona położna, dobrany team 🙂 ja w takim razie muszę rozejrzeć się za jakimś panem stomatologiem 😛

        u mnie w porządku, zaczyna się sesja i zaliczenia, egzaminy gonią się na wzajem, ale na szczęście nic się nie nakłada 😉 od 2tygodni robię praktyki w prywatnym gabinecie i bardzooo mi się podoba 🙂 też uwielbiam to co robię, a uśmiech zadowolonego pacjenta jest bezcenny !
        miłej soboty 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s