/. everything is backwards now, like out there is the true world, and in here – is the dream

***

Jake Sully: I became a Marine for the hardship. Told myself that I can pass any test a man can pass. All I ever wanted was a single thing worth fighting for.

Kocham, kocham, kocham. Kocham ten świat, kocham tą fikcję. Kocham fantazję Jamesa Camerona. Dość często sama siebie wrzucam w środek Pandory, wyobrażam sobie jak będzie wyglądał nasz świat, w tym 2154 roku – czy chociaż po części tak, jak w wyobraźni pana Camerona? To jest coś niesamowitego. Ponad dwie godziny magii, za każdym razem gdy rzeczywistość dostarcza mi jej w zbyt małych ilościach do funkcjonowania. Ponad dwie godziny magii, otulone cudowną ścieżką dźwiękową, genialną scenografią i tak prostą fabułą, że co niektórzy wstydzą się przyznać, jak duże wrażenie ten film na nich niegdyś zrobił. Dużo nieba. I wszystkich odcieni koloru niebieskiego …

***

Co poza tym wszystkim? Dzieje się zbyt dużo, a ja mam zbyt mało czasu żeby to wszystko streścić. Dlatego postanowiłam, że będę częściej wrzucała krótkie informacje na facebook’owy kanał – KLIK – bo tak jest przede wszystkim łatwiej. Także zapraszam do polubienia, jak ktoś jeszcze nie lubi – tam naprawdę będę się pojawiać regularnie. Na blogu oczywiście też, problemem może być zbliżający się, naprawdę ciężki miesiąc – do odwołania co prawda, bo do środka czerwca i sesji.

Jestem właśnie po czwartym dyżurze na oddziale intensywnej terapii noworodka. Tak jak pisałam jakieś dwie godziny temu, właśnie na facebookowym koncie – opiekowałam się dzisiaj głównie trzema wcześniakami, a wśród nich dziewczynką o cudownym imieniu – Zoja ! Na początku myślałam że śnię, jak na karteczce zobaczyłam imię: ZOLA (jak córeczka Mer&Der z Grey’sów!). Dopiero później wyostrzyłam wzrok i skorygowałam swój błąd. Dlatego od teraz jest to Zoja-Soja *.* Robiłam dzisiaj kolejne zastrzyki, pobierałam krew, badałam poziom cukru, nawet obserwowałam badanie stawu biodrowego, wykonanego przez pewnego, znanego pana dr fizjoterapeutę – także owocny dzień. Ah, no i do szpitala przyjechały trojaczki, a ja dzielnie czekałam na ich mamę, aby poinformować ją, że podczas ciąży jej macica powiększyła się 1000 razy („U kobiety spodziewającej się trojaczków macica musi rozciągnąć się ponad 1000 razy, by je pomieścić.”). Mam jeszcze przed sobą dwa dyżury na tym oddziale, a później przenosimy się na salę porodową do innej, warszawskiej placówki. Moje wrażenia? Jest niesamowicie, chociaż te radosne momenty mieszają się brutalnie z tymi mniej kolorowymi. Zapłakani rodzice, niemoc człowieka, który to ponoć wymyślił i potrafi już wszystko … bezbronne maleństwa, które muszą ‚rozwijać się’ na naszych oczach, zamiast dorastać i kształtować do tego 37-42 tygodnia, w łonie mamusi, gdzie jest ciepło i przyjemnie, a nie ciepło i chemicznie, jak w inkubatorach. Dzieci, które ‚toną’ w najmniejszych rozmiarach pieluszek … najmniejszych rozmiarach, które są chyba mniejsze od mojej dłoni … Jest ciekawie, dużo można się nauczyć, ale nie tylko pod kątem ewentualnego, przyszłego zawodu, ale bardziej chodzi mi o to, że można zacząć doceniać życie i to, że jest się tu i pomaga innym – super uczucie.

Ponadto mam jakąś dobrą – śmiem twierdzić że zbyt dobrą – passę jak na mnie. Fizjo wczoraj zaliczona … chociaż nie obyło się bez mojego, średnio przyjemnego problemu, jakim jest moje serce. Niby poszłam na totalnej wyluzce, bo naprawdę nie stresują mnie takie głupoty, jak jakieś zaliczenie czy kolokwium (nawet zbliżający się komis z biochemii, od którego defacto zależy to, czy będę studiować 6 czy 5 lat, i który zbliża się już coraz szybciej, bo ponoć ma być w przyszłym tygodniu -.- [ponoć], nie robi na mnie większego wrażenia), ale w momencie, kiedy pani rozdała kartki z zadaniami, tak mi zaczęło walić serce, że znowu myślałam że wyskoczy i będzie uciekać z rękami do góry jak w kreskówkach … w dodatku zrobiło mi sie cholernie gorąco i słabo, coś jak pobieranie krwi i moje standardowe tracenie samokontroli – ale ocknęłam się, zrobiłam test jak w transie, i się ogarnęłam. Nie wiem o co chodzi, bo naprawdę tak jak pisałam – mam to generalnie w dupie. Drugi raz zdarzyło mi się coś takiego – pierwszy raz na drugim kolokwium z anatomii. Chore lekko, naprawdę nie wiem i nic nie rozumiem. Nieważne.

I tak to leci. Jest ciepło, w brzuchu pojawiają się truskawki, choć jeszcze nie w takich ilościach jak będą pojawiać się za kilkanaście dni. Jest ciepło, love is in the air, i w ogóle – gorąco ściskam i zostawiam jakieś tam lustrzane zdjęcia, aby tak pusto nie było. Mam ochotę na tak wiele, bardziej tematycznych notek. Mam w głowie tyle przepisów. Tyle pomysłów na wpisy. A ja tylko wrzucam jakieś marne zdjęcia … obiecuję że jak znajdę wolny czas, to zrobię przepis z wegetariańskiej pizzy, tortilli, placków bananowych itd – promise 😉

Reklamy

5 thoughts on “/. everything is backwards now, like out there is the true world, and in here – is the dream

  1. it's me oder you pisze:

    Wiem, że to może głupie pytanie, ale w końcu piszesz o kosmetykach… Chciałabym się ciebie zapytać jak golisz nogi i czego ewentualnie używasz po goleniu? Bo na zdjęciach widzę,że masz ładne, gładkie nogi bez żadnych przebarwień…

    • withi pisze:

      Nie ma problemu – już piszę. Otóż, odkąd pamiętam moja depilacja nie należała i nie należy do zbyt skomplikowanych, bo używam do niej zwykłych maszynek (kiedyś jakieś różowe z Gilette a ostatnio kupiłam sobie jakieś takie wypasione ze zmiennymi wkładami – nawilżające, z aloesem czy coś, nie mam siły wstać i zobaczyć :D) + żel, pianka, whatever. Mam już za sobą jeden zabieg depilacji laserowej, ale to bikinii głębokiego i teraz czekam na drugi termin. Planuję depi zrobić też nogi i paszki kieeedyś, ale to wszystko w swoim czasie, bo to jednak sporo kasy jest.

      W jakieś woski, plastry srututut nigdy się nie bawiłam. Woskiem robiłam tylko raz u kosmetyczki i ze względu na ból zrezygnowałam. Poza tym, przez moje dość skomplikowane problemy hormonalne, przez dobre dwa, trzy lata w ogóle nie rosły mi włosy (powiem tak – nigdzie, oprócz tych na głowie + rzęsy, brwi :)) więc miałam ten problem mniej. Teraz jak mam, to bardzo malutko i są bardzo jasne.

      Nie wiem czy pomogłam, no ale w tej kwestii nie mam zbyt dużo doświadczenia. A przebarwień nie mam to fakt, i pierwszy raz słyszę że można mieć przebarwienia na nogach po depilacji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s