drugie urodziny bloga & rollerblading i inne

***

Jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubię w życiu robić – a potem zacznij to robić.

Leeeci ten czas niemiłosiernie – przed oczami mam ten dzień, dokładnie 1 maja 2010, w którym postanowiłam przenieść się z photobloga, na portal bardziej ambitny, przynajmniej w moim mniemaniu. I padło na wordpress’a. Na którym ugrzęzłam już na dobre dwa lata, a Wy w jakieś części, ugrzęźliście ze mną, za co Wam jak zwykle, przy okazji takiej okazji, dziękuję 🙂 To miłe, bo i blog się cieszy i świętuje, i ja. Patrzę w statystyki, ot, takie moje zboczenie przy takich rocznicach, i mogę powiedzieć tylko tyle, że wybiliśmy się mocno w górę, w porównaniu z 1 maja 2011. Wtedy to, zaglądnęło Was na moją stronę, niemal troszkę ponad 53 tysiące. W rok. Następny rok był tylko o 178 tysięcy osób chętniej odwiedzany. Gwoli przypomnienia:

1 maja 2010 – kkkkklik (o mamusiu, wtedy miałam jeszcze studiować psychologię we Wrocławiu … uf ^.^)

1 maja 2011 – kkkkkkklik

Jest mi tu dobrze. Piszę sobie, narzekam, robię głupie miny do lustra, czasem wspomnę o kosmetykach, o ostatnio obejrzanym filmie, wrzucę makaron z tuńczykiem /. Opisuję ważniejsze dni w moim życiu, tak, aby kiedyś móc do nich choć na moment wrócić, jak pamięć przestanie dotrzymywać tempa wiekowi i przestanie wzrastać z nim wprost proporcjonalnie – czego wszyscy po części się boimy :(. Czasami wpadnie tu internetowy hero, wyleje z siebie zalegające toksyny i da mi powód do uśmiechu/śmiechu, sprawi, że na moment przystanę i zdam sobie znowu sprawę z tego, że perfekcyjna nie jestem, bo któż z nas jest? Za to wszystko, o czym tu piszę, dostaję od Was czasami podziękowania, czasami dobre rady, garstkę uśmiechu i olbrzymie pokłady energii. Jest po co prowadzić taką, zdawać by się mogło, głupotę, jaką jest blog. Jest sens w poświęceniu tych trzydziestu minut od czasu do czasu, na zbudowanie czegoś mniej lub bardziej konstruktywnego, jakim są wpisy umieszczane tu przeze mnie. Razem z bloziem po stokroć dziękujemy !

I zmykam świętować – rolkując 🙂

(moje rolkersy zaraz po samodzielnej zmianie kółek, yea ! trochę to trwało, bo kieeedyś tam zgubiłam jedną śrubkę, więc musiałam jeszcze latać do serwisu. ostatecznie mam ją nieco źle dobraną, tzn jest za krótka, ale whatever, śmigam sobie i jest w porządku. wyglądają pięknie, a swoje 5 lat już mają. także – inwestujemy w dobre, solidne rolki, w których będziemy się dobrze czuć, a i nasze stópki będą zadowolone 🙂 wygoda ponad wszystko)

Kilka new’sów prosto z życia Jeanne:

1. Zupa krem, czyli – wrzucamy wszystko co mamy. Ja wrzuciłam: 3 marchewki, 2 pietruszki, cebulę, 3 duże pomidory, całe opakowanie przecieru z pomidorów, wszystkie możliwe przyprawy (najwięcej bazylii!), czosnek, i hm … chyba tyle. Pomidory dodałam na końcu – jak dodamy na początku to marchewka nie zmiękknie (będzie bardzo twardym przeciwnikiem ;D) – to taka uwaga, jak ktoś nie będzie używał blendera. Na końcu wszystko zmiksowałam blenderem, dopiero wtedy dodałam przecier – lubię takie pomidorowe kawałki w zupie-krem. I voila – na sam koniec jajko + kostki białego sera + baaaaazylia ! Zamiast takiej opcji można dodać kaszę gryczaną (bardzo rozgrzewająca wersja – żywię się czymś takim głownie zimą) / makaron / ciemny ryż / kaszę jęczmienną – do wyboru do koloru. Ja każdego dnia jadłam właśnie w innym zestawieniu. Z tych proporcji wyszedł mi solidny obiad na trzy dni. I szczerze – byłabym skłonna poczęstować owym dziełem samą Magdę Gessler, także no, niech to świadczy o pyszności tego kremu ❤

2. Podczas zaliczania coraz to głębszych dołów na tle psychicznym jakiś czas temu, dostałam książkę od mamy, można rzecz – kultową, która mnie w jakimś stopniu uskrzydliła i poniekąd uratowała. Nie na jeden raz, a na wiele – do podczytywania w momentach ciężkich i z naszego punktu widzenie – zdecydowanie bez wyjścia. Jak jednak się z czasem okazuje, wszystkie, nawet najbardziej paskudne sytuacje, mają jednak to swoje sekretne wyjście – sęk w tym, żeby ruszyć tyłek i je znaleźć. The Secret … cudo, w cudownej oprawie, o cudownym wnętrzu. Wracam do niej za każdym razem, gdy robi się nieco ciemniej:

3. Ah, jaka cudowna Ri ! Uwielbiam ją, stworzyła tak cudowną interpretację piosenki, która sporo dla mnie znaczy … Ja wyobrażałam sobie ten teledysk nieco inaczej – ale jest g.e.n.i.a.l.n.i.e. Od 3:17 do końca – big love.

4. The Epic Conclusion … czyli trailer x 3. Więcej o poniższym filmie napisałam tu – kkkklik. Normalnie … nie mogę się doczekać !

5. Postanowiłam najczęściej używane pomadki, balsamy i szminki (choć nie ma ich za wiele) włożyć do czegoś, co będzie trzymało je razem ‚w kupie’. Mam wrażenie że Lip Smackery są wszędzie – w każdym płaszczu, w każdej torebce, w obecnie używanej torebce mam trzy – każdy w innej kieszonce. Te, których używam w domu, stały do tej pory głównie na biurku, jednak każde mniej lub bardziej bolesne dla mnie (i dla biurka niewątpliwie …) uderzenie, kończyło się wiadomo jak – wszystkie były porozrzucane, poprzewracane i generalnie zaczęło mnie to irytować. Wpakowałam je więc w przeźroczyste pudełeczko, tak więc siedzą grzecznie ładnie, a i ja mam mniej powodów do niekorzystnego pobudzania mojego serca, co ostatnio na pewno nie jest zbyt wskazane 😉

6. Nowa Ri na tapecie – taka prosto z The only girl in the world – wiosenna, delikatna, bardzo soft – swoją drogą ta piosenka kojarzy mi się jeszcze lepiej, oh, w ogóle wielbię tą kobietę ponad wszystko. Może tylko nie ponad Beyonce … chociaż ja mam z tymi dwoma damami tak, że są u mnie na jednej płaszczyźnie, no chyba że jedna zaszaleje i wyda jakiś nowy singiel/teledysk/płytę/pięknie wystąpi na jakiejś gali/koncercie – wtedy kocham ją ciut bardziej 😉

7. I wiosna za moim oknem, choć nie ukrywam że zazdroszczę tym, którzy mieszkają 12 pięter wyżej … tam to są dopiero warszawskie widoki, ale cóż, zadowolę się pudrowo-różowymi, kwitnącymi drzewkami. Nie ma co, panów od roślin i ogólnie estetyki, to mamy na osiedlu pierwsza klasa – jeden nawet na mnie ewidentnie leci, cóż … jak nie znajdę innego, to się zastanowię – plus taki, że przynajmniej ogród będę miała zadbany *___*

Reklamy

12 thoughts on “drugie urodziny bloga & rollerblading i inne

      • Frankly_speaking pisze:

        Już zostałam, Co prawda wydałam duuuużo więcej niż planowałam, ale się opłaciło. Są idealne. Co ciekawe, okazało się, że moja przyjaciółka też dziś kupiła rolki ( nie umawiałyśmy się;), więc mam od razu towarzystwo 🙂 No i moje są różowe 😀

        • withi pisze:

          Pokaże jakie zakupiłaś. A to czy są idealne to ocenisz jak trochę pojeździsz 😉

          To dobrze. Jakbyś nie miała z kim jeździć to daj znać, chętnie Cię przygarniemy. Ja śmigam z kumplem albo ze współlokatorami (dwóch jeździ :)). Uwielbiam też jeździć sama, zwłaszcza jak chcę się odstresować – słuchawki na uszy i let’s go. Dzisiaj idę na śmiganie, ale jakoś później 😉

  1. anonimowa agata pisze:

    Gratuluję popularności bloga:) Achh zazdroszcze Ci że mieszkasz w tej Warszawie:) Przesyłam pozdrowienia z gorącego podkarpacia:) Może Twoja zupa będzie debiutem w którejść restauracji M. Gessler:);P Miłego dnia:)

  2. likeemee4 pisze:

    Gratuluję kochana popularności bloga:) achh zazzdroszcze Ci mieszkania w tej Warszawie:** i pozdrawiam z gorącego podkarpacia!! Miłego dnia:) Może Twoja zupa będzie debiutem w którejś restauracji M. Gessler;P

  3. Renia pisze:

    Cześć Asiu:) Mam do Ciebie prośbę, jako do studentki położnictwa:) W tym roku czeka mnie wybór studiów, nie ukrywam, że zastanawiam się nad studiowaniem tego kierunku… Czy mogłabyś w następnej notce opisać położnictwo „od kuchni”? Tzn. chodzi mi o jakieś rady dla maturzystek rozważających wybór tych studiów… Jakie cechy psychologiczne, predyspozycje wg Ciebie są konieczne? Czy coś Cię zaskoczyło podczas studiów? Z góry Ci dziękuję:)

    • withi pisze:

      Hej. Z przyjemnością napiszę taki post, ale jeszcze nie teraz. Coś takiego zamierzam napisać jak już będę po egzaminach, żeby podsumować ten cały rok. Mogę w skrócie napisać Ci, że trzeba być naprawdę, naprawdę silnym psychicznie, a już zwłaszcza przez ten pierwszy rok. Musisz być zdeterminowana i mieć wokół siebie ludzi, którzy będą Cię ciągle naprowadzać i przypominać dlaczego studiujesz to co studiujesz, bo na pewno wiele razy będziesz miała ochotę zrezygnować. Co najważniejsze – musisz wiedzieć że to jest Twój kierunek, że chcesz pomagać kobietom w ciąży i noworodkom, że jesteś gotowa na pracę fizyczną. Jeżeli chodzi o wszystkie estetyczne sprawy – tu nie ma problemu, na początku coś może kogoś brzydzić, chociaż z czasem zaczynasz się przyzwyczajać do fizjologii i do tego, że sama nosisz w sobie dużo glutów – to tak w skrócie, bo niektórzy są oburzeni jak ja mogę podziwiać łożysko. A co zaskoczyło? Że jest tak cholernie ciężko 🙂

      A na coś bardziej rozbudowanego zapraszam za miesiąc 😉
      Poza tym – nikt Ci nie karze podejmować już teraz decyzji. Ja kilka dni przed początkiem roku akademickiego zmieniłam przecież zdanie, że chcę iść na poło 🙂

      • Renia pisze:

        Asiu, dzięki wielkie za opis położnictwa w skrócie:) Z niecierpliwością czekam na dłuższy post. Pozdrawiam i powodzenia na egzaminach:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s