makaron z czarnymi oliwkami i tuńczykiem

***

Korzystając z chwili wolnego czasu postanowiłam przypomnieć sobie moje, zabite przez brak czasu i studia, umiejętności kulinarne, które kiedyś tam starannie i regularnie pielęgnowałam, choćby przez tworzenie dań dla siebie i najbliższych. Dzisiaj padło na mamę, w dodatku zmęczoną po pracy mamę i danie, które znalazłam tutaj, czyli MAKARON z czarnymi oliwkami i tuńczykiem.

Co potrzebujemy?

  • makaron (chciałam ciemny, ale wykorzystałam go do wczorajszego dania, o którym może też napiszę) – obojętnie jaki, według przepisu na powyższej stronie mają być muszelki, ja miałam inny to wykorzystałam inny
  • 10 czarnych oliwek bez pestek
  • oliwę z oliwek
  • sok z cytryny
  • suszone pomidory
  • sól, pieprz
  • 3 ząbki czosnku
  • tuńczyk w oleju/sosie własnym
  • posiekana natka pietruszki/koperek

Jeżeli chodzi o wykonanie tego prostego i dość szybkiego dania (jest to też fajna propozycja dla studentów, grunt aby posiadać powyższe składniki, chociaż według mnie można użyć tego, co akurat mamy – wszelkie warzywa, oliwki, kukurydzę i inne cuda – według uznania). Makaron gotujemy w lekko posolonej wodzie, w tym czasie na patelnię, na oliwę z oliwek, wrzucamy pokrojony czosnek i czekamy aż się zarumieni. Wtedy dodajemy tuńczyka, pokrojone oliwki BEZ PESTEK, kapary, pomidory suszone (ja kupuję pomidory suszone w LIDLu, są najcudowniejsze i zawierają właśnie kapary – naprawdę polecam te pomidorki, ubóstwiam je !) oraz wszystko ‚dekorujemy’ pieprzem. Po kilku minutach, jak poczujemy delikatnie unoszący się aromat naszego tuńczykowego sosu, na patelnię wrzucamy makaron oraz natkę pietruszki, i wszystko ze sobą łączymy – mieszająć. Czekamy jeszcze chwilę, aby zaraz móc delektować się tymi pysznościami.

(tak wiem, widelec po złej stronie, facepalm -.- na drugim zdjęciu bystra Asia w porę się zorientowała)

Mami była w siódmym niebie – so do I 🙂

Reklamy

15 thoughts on “makaron z czarnymi oliwkami i tuńczykiem

  1. K124 pisze:

    Miśka to na fotkach to nie natka pietruchy, a koperek 😀 Wszystko fajne, tylko jak dla mnie koper zabija smak wszystkiego i wolałabym z tą natką 😉

    • withi pisze:

      Pf, pierwotnie w przepisie jest natka i kroiłam ten koperek święcie przekonana że to natka *______*
      Ja tam koperek lubię, ale rozumiem że komuś nie pasuje. Dlatego ten przepis jest dość ‚ruchomy’ – wrzucasz wszystko pod siebie 🙂

  2. poiu pisze:

    yyyyy myślałem że jestes wegetarianka 😐 ryby, pomimo tego że są umieszczone w innej kategorii niż mięso, również czują. Gdzie twoja wrażliwość na zwierzęce cierpienie? Chyba ktoś tu kłamał.

    • withi pisze:

      Owszem jem, o czym wspominałam w poście o moim wegetarianiźmie kilka razy. Dokładnie wyjaśniłam tam dlaczego jest tak a nie inaczej – niestety dwa lata temu miałam problemy zdrowotne, koszmarną anemię, zero siły do życia, zemdlałam raz w łazience, raz na ulicy, i mój lekarz prowadzący powiedział jasno: albo zaczynam wprowadzać ryby do jadłospisu, albo za kilka lat nie będzie mnie na świecie. Początki uwierz były paskudne, kilka razy wymiotowałam, wmuszałam w siebie ‚zakopując’ ryby w surówki żeby tylko nie czuć smaku. Jest to raczej wbrew moim poglądom, ale jednak stawiam swoje zdrowie ponad wszystko.

      Nie muszę się z niczego tłumaczyć, ale proszę bardzo, bo nie zaśniesz 🙂

        • withi pisze:

          Kotku, wróć na moment do moich wpisów o tym jak jem i co jem, bo widać że przed napisaniem poniższych komentarzy nie pofatygowałeś się nawet aby to zrobić. A później dyskutuj. Wpadasz tutaj, średnio zapraszany, i zaczynasz wytykać mi jakieś, domniemane kłamstwa. Dobrze, żebyś odniósł indywidualne zwycięstwo w swojej głowie powiem, że nie jestem wegetarianką. Ale to tylko słowo. Chętnie spotkam się na kawę czy obiad w Greenway’u i wytłumaczę Ci, bo w tym momencie dzieli nas multum kabelków, a i ja czasu nie mam żeby pisać o czymś, co Ci jest bardzo odległe, jak widać.

          Stawiam swoje zdrowie ponad wszystko. Już kilka lat temu przestałam zbawiać świat, głosić swoje poglądy apropos jedzenia mięsa, bo stwierdziłam że to bez sensu – każdy ma swoje sumienie, każdy myśli jak myśli i je co je – ja już do kilku lat nie zaglądam ludziom w talerz, i byłabym wdzięczna za podobne zachowanie w przypadku mojej osoby. Zaczęłam być wegetarianką ze względu na fakt, jak wygląda cały przemysł mięsny, jak zwierzęta są zabijane. W momencie, kiedy ktoś ma swoją hodowlę, zabija zwierzęta humanitarnie, tak, aby pozwolić im odejść jak najbardziej godnie – jestem jak najbardziej za. W momencie, kiedy zabija się zwierzęta tak, aby koszta były jak najmniejsze, czyli zwierzaki te najpierw są hodowane w PASKUDNYCH warunkach, metalowych klatkach, jadą na takich dawkach hormonów jakich Pudzian nie widział w swoim życiu, a potem ‚umierają’ przez kilkanaście godzin – brzydzę się takim systemem, poważnie. 8 lat temu byłam mała i ciekawa, i za dużo widziałam, za dużo przeczytałam, ba – nawet pod rzeźnię się wybrałam. To jest krótki opis moich początków z wegetarianizmem. Nie jem mięsa ponieważ brzydzi mnie sam widok, zapach, pomijając fakt jak bardzo mój układ trawienny uodpornił się na te produkty spożywcze. Jest to mój wybór, a to że wpadnie tu od czasu do czasu jakiś internetowy bohater i wyleje z siebie swoje mądrości, nie mając ku temu żadnych podstaw, albo nie fatygując się uprzednio do archiwum i poczytaniu co nie co zanim zacznie owe mądrości głosić – nie wpływa na mnie znacząco. Także relax.

  3. close enough pisze:

    Pyszności! Jutro wypróbuję, tylko dodam jeszcze pieczarki i więcej przypraw, powinny pasować. Albo może świeże pomidory?

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s