.\ nasze przedwiośnie

***

Usiadł na łóżku, a ona przysiadła koło niego. Przez chwilę siedzieli w niezręcznym milczeniu, wpatrując się w pusty stół, jedyne krzesło, wybrzuszone ściany i zapadnięty sufit. Potem, poruszając się niespiesznie, jak gdyby uczestniczyli w pradawnym plemiennym rytuale, niczym poganie, cementujący swą więź z nieuchwytnym, przerażającym Bogiem, nie wiedząc, czy ta ceremonia przyniesie im zniszczenie, czy dobry los, wyciągnęli się na wąskim łóżku i złączyli, on z pasją roznieconą przez alkohol, poczucie winy i żalu, a ona z miłością i czułością, i głęboką wiarą, że to spełnienie jest czymś dobrym, że przyniesie im obojgu szczęście. Pogodziła się z bólem doznawanym przez niewygojone jeszcze ciało, z okrucieństwem jego namiętności, jego brakiem wiary w nią, w siebie samego i w cokolwiek. Poznała bowiem ostateczną prawdę, że ze wszystkich znanych mu ludzkich istot potrzebował właśnie jej; jej wiary, ciała, zaufania i miłości, jaką do niego czuła.

Ojcze! – krzyczał w myśli. Ojcze, nie powiedziałeś mi, że każdy człowiek nosi przy sobie własny drut kolczasty, własne piece i narzędzia tortur; nie nauczyłeś mnie nienawidzić, niszczyć, a teraz, gdy mnie upokarzają, naigrywają się ze mnie, nie czuję nawet gniewu, tylko wstyd, jakbym zasłużył na każdy cios, na każdą obelgę. I dokąd mam się teraz udać?

Pomyślał o jej nieświadomej miłości, tryskającej magicznie wprost z serca, co na tym świecie było rzeczą fatalną, słabością, chorobą równie straszną i śmiertelną, jak niekrzepnąca krew.

A w naszych miastach, w licznych sercach tego, co znamy jako cywilizację, pozostały już tylko ruiny. Wzgórza z kamieni, na których nigdy nic nie urośnie, gleba z potłuczonego szkła. Na wieki.

Przyjęliśmy jego [Chrystusa] krew dla własnego zbawienia, ale nie wierzymy. Powiadam wam, ta krew zmyła tyle grzechów, że już się zmęczyła.

Potem Ty się zjawiłeś i odszedłeś, i znów nie miałam nikogo. Na całym świecie nie było istoty, która dawałaby mi radość sprawiania jej radości, która byłaby częścią mojego życia. Nie ma straszniejszej rzeczy.

Mario Puzo – Mroczna arena

***

Trochę jest pięknie, trochę stresująco i trochę mało rozsądnie. Fruwam po tym niebieskim niebie, łapię wiosenne powietrze garściami i czasem mam ochotę się nim zachłysnąć. Ale nie boję się, nic, a nic … Bo jest obok ktoś, kto w razie potrzeby, zrobi mi niebiańską intubację. Jakkolwiek to brzmi. A wieczorem, ukradniemy niebu gwiazdy i zrobimy z nich złoty respirator.

Nie mam czasu na nic. Boli mnie brzuch, bo mam problem iście stresujący. Anatomia leży i paczy się na mnie z zainteresowaniem, wydaje mi się że krzyczy na mnie i mną gardzi: lepiej poczytaj sobie coś o układzie rozrodczym, moczowym, o BPD, FL, CRL, FHR, NB, NT … a nie męczysz przyjaciół. Czasami są sytuacje, kiedy mózg się w dziwny sposób ulatnia. Jestem obecnie w takiej sytuacji. Plany na najbliższe dni? Środa – kolokwium z anatomii, które w jakiś dziwny sposób postaram się zaliczyć. Przyszły poniedziałek – kolokwium z mikrobiologii, ale na to mam jeszcze cały, calutki (ciepły=’cały dzień na pewno nad książkami’) weekend ;< Muszę znaleźć chwilę i skoczyć do sklepu medycznego po kilka rzeczy. Wczoraj taką garstkę minut nawet znalazłam, z tej też okazji w ekspresowym tempie obskoczyłam kilka sklepów i kupiłam kilka wiosennych rzeczy, a nawet udało mi się nagromadzić lodówkowe zapasy na najbliższe kilka dni, więc jeden problem z głowy. I nawet do kasy dumnie dreptałam, z falującą lekko, cudownie wiosenno-latnią sukienką z ZARY i wtedy to, ten wewnętrzny głos, o zacnym imieniu Rozsądek, odezwał się i tym samym dał mi powód, abym uwierzyła że dzięki przeprowadzce i gospodarowaniu swoimi pieniążkami, przestałam być … zakupoholiczką. Fakt faktem, że po sukienkę wrócę, bo jest cudowna, ale wrócę po nią z kimś, kto mi powie, że wygląda równie cudownie na mnie i nie zrobię tego pod wpływem chwili, jak do teraz robiłam. Wkurza mnie tylko dziura na plecach, ale zawsze można ją jakoś skutecznie zakryć, jakimś letnim sweterkiem, choćby. I jakoś u mnie leci, jak widzicie. Nie tylko u mnie, ale i ze mnie 😦

Houston, mamy problem – rowerzyści wyjeżdżają na ścieżki rowerowe ze wszystkich stron, są tu i tam i jeszcze tam – koniec swobodnego ruchu pieszych i korzystania ze 100% chodnika – 😦

Na koniec jeszcze troszkę zdjęć, bo dawno niczego nie było:

chustka i kwiatek H&M

***

Mam nadzieję że u Was wszystko gra,

pozdrawiam Was moi kochani i standardowo zapraszam do klikkkania, kochania i przesłuchania poniższych kawałków:

Advertisements

8 thoughts on “.\ nasze przedwiośnie

    • withi pisze:

      Pola Mokotowskie są cudowne. Nie nie Monia, to nie na moją głowę. Jakby wyszło że to nie kierunek jaki chcę, to na pewno poprawiałabym – w obecnej sytuacji, patrząc na to co siędzieje na tej uczelni i jak jesteśmy zawaleni – nie ma nawet opcji, żeby przeznaczyć na to troszkę czasu 😉

      A Ty jak tam ? 😉

  1. lucia pisze:

    hej. mam prośbę, pisałaś o soczewkach kilka postow temu. moglabys podac strone internetowa z jakiej zamawiasz? Jaki jest koszt soczewek (mies.)? Dzieki za odpowiedz!

    • withi pisze:

      Ja zamawiałam i zamawiam na GeoOptica (chociaż obecnie przerzuciłam się na bezbarwne – jakoś ostatnio polubiłam moje oczka :)) – koszt soczewek to jakieś 70-80zł z przesyłką, ale to też zależy od barwy i rodzaju 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s