kolorowe ‚ubranka’ na oczy – soczewki once more

***

temat soczewek był już tutaj kieeeeedyś poruszany (aż musiałam się bardzo solidnie zagłębić w archiwum tego bloga) o tutaj ; dzisiaj, na prośbę kilku osób odwiedzających mojego bloga, postanowiłam zająć się nim drugi raz

Jeżeli chodzi o soczewki, moja historia z tymi ‚ulepszczami’ i ułatwiaczami życia dla osób z wadą wzroku, ciągnie się od dobrych kilku lat. Soczewki zaczęłam nosić pod koniec pierwszej klasy gimnazjum, na badania wzroku poszłam sama, bez wiedzy rodziców, w dniu moich którychś tam urodzin (nie wiem ile ma się wtedy lat, tak czy siak nie chce mi się nawet liczyć, 13, 14? whatever). Głównym powodem, dla którego strasznie chciałam pozbyć się okularów, był fakt, iż przeszkadzały mi one niemiłosiernie podczas treningów tenisa. Moja mama rzecz jasna była przeciwna (zawsze taka była i jest – jak sama czegoś nie używa/zobaczy/dotknie/doświadczy – jest stanowczo na NIE, a dopiero z czasem przyznaje mi rację, zwłaszcza jak okazuje się, że coś co zmieniłam/zrobiłam było słuszne, albo przynajmniej nieszkodliwe – chyba taki urok każdej mamy :)), dlatego też robiłam wszystko żeby ją przekonać. Pamiętam że wyciągnęłam nawet od taty jej służbowego maila i atakowałam jej skrzynkę przeróżnymi reklamami z soczewkami – oczywiście wypełnione po brzegi samymi zaletami. Mama, jako kontratak, przynosiła mi wydrukowane artykuły o osobach, które np weszły do jeziora w soczewkach i dziwiły się że a) bolą ich oczy, b) straciły wzrok, i-te-pe … do znudzenia … Dlatego postanowiłam sama zadziałać, poszłam na badania, dostałam wszystkie cenne uwagi, co i tak nie pomogło mi w samodzielnej, domowej nauce – początki były koszmarne … Pamiętam pierwsze ściąganie soczewek. Z jedną męczyłam się 45 minut, z drugą poszło ‚szybciej’, bo trwało to jakieś 30 minut -.- Ryczałam, beczałam, darłam mordę i wsadzałam palce coraz głębiej w oczko (super brzmi, know it). W końcu tak się wkurzyłam (choćby dlatego że, oglądałam wtedy mecz Milanu na LM) że postanowiłam wepchać na potocznego ‚chama’ palce do oka, złapałam tą głupią gałkę i uf – wyciągnęłam drania. Mówi się że practice makes perfect, a nigdy nie byłam skłonna do zniechęceń czy odstępstw, zwłaszcza jak już coś zaczęłam, dlatego też z każdym dniem szło mi coraz lepiej. Teraz zakładanie i ściąganie soczewek robię w przeciągu dwóch sekund, bez lustra, generalnie jest to czynność podobna jak oddychanie, połykanie, siusianie, chodzenie itd.

Ale do czego zmierzam. Od niecałych dwóch lat jestem wierna pewnym soczewkom, które ciągle kupuję, które według mnie pasują do mnie najbardziej, wydobywają z mojej naturalnej tęczówki cały kolor, delikatnie nadają im bardziej intensywny odcień, a przy tym wyglądają totalnie naturalnie. Jeżeli chodzi o zabawy kolorami, w archiwalnej notce, do której link znajdziecie w pierwszym zdaniu tego wpisu, napisałam o tym wszystko. Apropos, notka ta jest stara i jak widać – wtedy byłam zwolenniczką innego koloru, który teraz bardzo mi przeszkadza i chyba mogę powiedzieć że go totalnie nie lubię. Kolor, który obecnie od dłuższego czasu noszę to ten: kkklik .

Kilka dni temu, kiedy zamawiałam jak zwykle moje ulubione, szaro-niebieskie soczewki, okazało się że te, o mojej mocy, zostały wyczerpane. Skłonna byłam zamówić nawet zielone, bo jakoś tak przez kilka minut naszło mnie na ten kolor (może to przez Harrego? *.*), choć nie ukrywam, że nigdy nie lubiłam zielonych tęczówek, ale okazało się że i tych, o mojej mocy, nie ma. Na poniższym zdjęciu kolor (CH-622), któremu jestem wierna od dłuższego czasu, a obok zielony, który ewentualnie chciałam zamówić:

Po wymianie kilku maili z przedstawicielem tej firmy, namówił mnie on do zakupu innego koloru, którego jeszcze nie miałam – jest to jakiś nowy odcień. Ok, zgodziłam się, bo i na zdjęciu i po opisie wydawało mi się że jest on najbliższy i spełni przynajmniej część moich oczekiwań, jeżeli o soczewki chodzi – tzn da naturalny, delikatny kolor (N251) Niestety widziałam, że te soczeki mają, znienawidzoną przeze mnie, czarną, powiększającą, obwódkę, ale cóż … byłam zdesperowana, zapomniałam na czas zamówić, bolały mnie oczy, więc się zgodziłam. W katalogu wyglądają tak:

Soczewki kilka dni temu do mnie dotarły, jednak wyglądały tak nienaturalnie i sztucznie, że  przeciągu kilku minut wylądowały w koszu. Postanowiłam wrócić do moich CH-622, lecz zamówiłam sobie dwie pary w niższej o -0,25 mocy i takie teraz noszę. Do tej pory miałam(-3,5) a zmniejszyłam sobie i co ciekawe – moje oczka szybko się przyzwyczaiły. Na początku trochę mrużyłam, musiałam się bardziej pofatygować, aby coś dokładnie przeczytać, ale teraz jest już ok i NIGDY nie zmienię moich ukochanych soczewek … Dlatego za jakiś czas zrobię sobie zapas tych CH-622 o tej mojej nowej, niższej mocy, tak, aby nie dopuścić do sytuacji że i ta moc się w sklepie skończy, a ja wyląduję w dość niekorzystnej dla mnie sytuacji – tzn przyjdzie mi nosić inne, pewnie naturalne (chociaż nic do mojej tęczówki nie mam).

W dużym przybliżeniu CH-622 prezentują się tak (jak zauważycie mają czasami nieco inną barwę, w zależności od oświetlenia):

A tu naturalnie, bez soczewkowego ubranka:

Dodam jeszcze, że soczewki które noszę, są teoretycznie roczne, albo kwartalne, ale w życiu nie wyobrażam sobie użytkować je dłużej niż dwa miesiące. Niestety – dość szybko się zużywają, po dwóch miesiącach na oku stają się nieco suche, oczka są podrażnione, a że ja mam je bardzo wrażliwe – w sumie mogę sama sobie podziękować – to wymieniam je dość regularnie.

Pisałam Wam kiedyś, że zastanawiam się nad laserową operacją … Trochę wstrzymuję się póki co, bo odstraszają mnie efekty uboczne, ale, kolejnym powodem jest to, że musiałabym  wówczas zrezygnować z moich ulubionych, kolorowych soczewek. Z drugiej strony mogłabym ewentualnie kupować te o mocy 0,0 i czasami zakładać sobie na oczy, ale to już nie to samo … za pewne często wstawałabym i zapominałabym o nich, widząc świat o niebo wyraźniej niż obecnie. Od operacji nie odstrasza mnie tylko to, co może się dziać z moim wzrokiem po, ale też cena. Na jedno oko mogłabym sobie obecnie pozwolić, ale kto zasponsoruje drugie ? xDD

Taka ciekawostka na koniec – nawet nie zdajecie sobie sprawy jak olbrzymi % naszej populacji ma wadę wzroku, i to już nie jakąś na granicy 0,0 – 0,5, ale większą, i nawet o tym nie wie. W momencie kiedy na badaniach wychodzi że jednak ów człowiek ma jakieś odstępstwo od wady prawidłowej, i zakłada okulary/soczewki, przeważnie jest w szoku jak świat jest WYRAŹNY. A najlepsze są reakcje takich ludzi, którzy od dłuższego czasu żyli w przekonaniu że to co ich otacza jest rozmazane ; – )

A Wy nosicie soczewki?

Jak tak to może macie jakieś konkretne przygody z nimi związane ? 😉

***

Reklamy

12 thoughts on “kolorowe ‚ubranka’ na oczy – soczewki once more

  1. mowmikatarzyna pisze:

    8 w 1 sprawiła (po tygodniu!), że moje paznokcie nareszcie wyglądają na „żywe”:) A co do soczewek – noszę o 3 lat. Przy wadzie -2.5, mimo, iż posiadam okulary (czemu wszystkie muszą być tak drogie?) wybieram soczewki:)

  2. vuze pisze:

    Nie mam odwagi, by spróbować z soczewkami, po prostu odrażające jest dla mnie to, że miałabym dotknąć oka.. dlatego zaprzyjaźniłam się z okularami, w sumie nie miałam większego wyjścia, wada -2 i -1,5.. niach.
    Co do operacji, już kiedyś pisałam Tobie na ten temat. Poważnie zastanawiam się nad nią, tym bardziej, że nie boli, a czuć tylko niemiłe uczucie, a efekty są widoczne. 2 tygodnie temu robiła moja Bratowa, a rok temu mój Brat, oboje są mega zadowoleni 🙂 Także to kusi.

  3. Dina pisze:

    soczewki noszę od roku, bezbarwne, „oddychające”. wada wzroku i fakt, że okulary (jakiekolwiek oprawki by nie były) tak mnie szpecą, że wpadam w szał. a żeby jakkolwiek funkcjonować, zdecydowałam się na soczewki. pierwsze dni były masakryczne. zakładanie, zdejmowanie – po 15 minut spokojnie. pewnego dnia tak się zbulwersowałam, że na przemian zakładałam i zdejmowałam, co skończyło się zapaleniem spojówek. kilka razy tak szczypnęłam się w oko, że wolałam chodzić ślepa niż założyć soczewki. ja nigdy nawet nie myślałam o kolorowych soczewkach, bo lubię moje naturalne tęczówki – kocio zielone z żółto-brązowymi refleksami. pod soczewką kolor robi się jeszcze bardziej intensywny.

  4. Natt pisze:

    soczewki! dzięki nim życie jest łatwiejsze, szczególnie przy mojej wadzie (ok -5/6 dioptrii), ale niestety mam tego pecha, że moje oczka są okropnie wrażliwe i po 3 dniach użytkowania soczewek kolorowych dostałam zapalenia spojówek i się zraziłam. obecnie używam dwutygodniowych acuve’ów, bezbarwnych, ale oddychających. chociaż czasami, gdy rano mam zmęczone oczy, męczę się z okularami -.-
    wiesz co jest najgorsze? parowanie okularów. nie ma nic gorszego.

    zabawne jest to, że nosząc okulary od 5 lat, wyrobiłam sobie odruch ich poprawiania, więc mając na oczach soczewki zawsze miziam twarz w okolicy nosa, by poprawić oksy, a tu: niespodzianka! tylko raz zniszczyłam okulary, usiadłam na nich, co bolało, bo zawsze te oprawki które mi pasują są najdroższe. -.-

    ja zrobię operację, nawet jeśli musiałabym brać ogromny kredyt. mam zbyt dużą wadę wzroku, a bez okularów/soczewek nie widzę NIC. niestety, muszę poczekać bo trzeba być w określonym wieku. :”<

    pozdrawiam! 🙂

    • withi pisze:

      Każdy okularnik chyba ma zaprogramowany w sobie ten odruch poprawiania – ale on zanika, po dłuższym czasie użytkowania soczewek. Podobnie jest np ze stałym aparatem – po ściągnięciu ciągle dotykasz językiem podniebienia, albo zastanawiasz się jak to możliwe, że ząbki sa nagle takie gładkie 🙂

      Wiem co to znaczy parowanie okularów – w końcu sama wielokrotnie tego doświadczyłam 🙂

      Chyba trzeba być pełnoletnim do operacji 🙂

  5. Majk:) pisze:

    Asia, czytając o wszystkich Twoich soczewkowych przygodach przypomniały mi się moje początki, niestety niezbyt udane. Pierwsze podejście miałam w… 5/6 klasie podstawówki, o dziwo moi rodzice nie byli jakoś za bardzo przecwini, ale to pewnie dlatego, że moja pani okulistka przedstawiła wszystkie za i przeciw, a wiadomo, że tych plusów jednak było więcej 🙂 dostałam soczewki, ale nikt nie nauczył mnie ich zakładać i ściągać, same się przy tym męczyłyśmy z mamą w domu, aż w końcu rozwaliłyśmy soczewki i na tym się skończyło. Drugie podejście miałam na wakacjach poprzedzających pierwszą klasę liceum, poszłam do zupełnie innego okulisty, który przy swoim gabinecie miał od razu optyka, gdzie przemiła pani nauczyła mnie zakładać i ściągać soczewki, siedziała przy mnie chyba dobrą godzinę, ale dzięki temu jestem wierna soczewkom aż do dziś 🙂 Choć muszę przyznać, że ostatnio zaczęły mi się podobać prostokątne okulary w nieco grubszych oprawkach, zaobserwowałam je u przypadkowo mijanych dziewczyn na ulicy i wyglądały świetnie! 🙂 Muszę pogadać o tych okularach z mamą, bo moje obecne, z racji tego, że noszę je tylko po domu, są w stanie opłakanym ;( A jeszcze wracając do tematu soczewek… widziałam Cię chyba w każdych kolorkach, które zamawiałaś i ‚ten Twój’ odcień jest zdecydowanie najlepszy! 🙂 choć pamiętam jak kiedyś przyszłaś w zwykłych soczewkach i każdy był w szoku, bo swoje oczka masz naprawdę śliczne! 🙂

    • withi pisze:

      Tobie przynajmniej mama pomagała, moja się zafoszyła i musiałam sobie sama w oku dłubać ; D A co do okularów – pamiętasz moją wakacyjną fazę na grube oprawki? Moja zakończyła się w momencie, kiedy przymierzyłam jedne, wymarzone RayBan’y w salonie – wybierz się i zobacz jak będziesz wyglądać. Z doświadczenia Maj powiem Ci, że one niestety nie pasują do niskich osób ;< zbyt przytłaczają, takie mam wrażenie … 😦

      Mój odcień, mój mój! Pamiętam jak po tym feralnym zapaleniu przyszłam do szkoły w bezbarwnych i nasza Kejt Kurdziel się mną w takiej odsłonie zachwycała i zabroniła mi powrotu do kolorków ; D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s