siedzę-w-szafie

***

Hej. Przychodzę tu z szybką relacją ostatnich dni, choć nie do końca wszystko pamiętam – a to za sprawą zaczęcia nowego semestru, przepełnionego i wypełnionego po brzegi zajęciami w trzech, a nawet czterech miejscach Warszawy, kursowania z punktu a do punktu b, podpierania głowy, otwierania palcami zamykających się powiek, funkcjonowania na zasadzie ‚ee, że co się dzieje? co się w ogóle tu dzieje?‚ i no … nie mam siły, piję herbatkę i czekam na nowy odcinek ‚Na Wspólnej’. Aha, i jestem już po ćwiczeniach z neonatologii i powiem Wam że jest to iście cudowny przedmiot – nauka o noworodkach, w sali ćwiczeniowej bardziej zaawansowane wersje naszych dziecięcych lalek, którymi się kiedyś tam bawiliśmy – duże, bobaso-podobne maleństwa leżące w cieplarkach i inkubatorach. Super ćwiczenia.

W tym tygodniu muszę ogarnąć jeszcze co i jak z poprawą z biochemii, jutro idę ostatni raz do Gabrysia (normalnie chodziłabym jeszcze ten tydzień, ale ze względu na plan – nie ma szans), muszę skoczyć do endo-ginekologa i znaleźć czas na kino z T – moja cudowna Rachel McAdams w w w – ‚I że Cię nie opuszczę‚ ❤ Mieliśmy iść dzisiaj, bo ponoć jest okazja, o czym przypomniało mi wielkie serce na Pałacu Kultury, ale że tyle co wróciłam do domu, ledwo żyję, nie czuję niczego w sobie – wolałam to przełożyć.

Pewnie wiecie o mojej powszechnie znanej miłości do wszystkiego co piórkowe, pierzaste, indiańskie i w ogóle – jeżeli są to kolczyki, to wystarczy mi tylko takowe dać, a ja siedzę cicho, jak zaczarowana, do końca dnia. Oto moje nowe cuda z TOPSHOPu – dodam, że mam na oku kolejne kolczyki, mniej piórkowe, za to bardziej indiańskie, po które planuję skoczyć, jak tylko znajdzie się kolejna okazja.

I kolejna propozycja prosto z GREENWAY’a – kotleciki z kapustki z sosem (chyba grzybowym, ale nie pamiętam – wydaje mi się że ten sam co przy krokiecikach), do tego trzy surówki (u mnie dzisiaj czerwona kapusta, seler z rodzynkami i jakaś mieszanka, z groszkiem i innymi cudami), a do tego kasza jęczmienna/gryczana/ciemny ryż do wyboru):

Oh, oh – popatrzcie tylko co OPI wprowadza do swojej, obszernej już, kolekcji. Jak tylko pojawią się w Douglasie to lecę pędzę po ‚You Callin’ Me A Lyre? – mleczny róż’ . To jest mój kolor, mój mój mój ! Nawet jak rzadko przyjdzie mi go na siebie ‚ubierać’ to i tak wypada go mieć. W ogóle cała kolekcja, inspirowana baletem … Mruczę na ich widok ❤

– My Pointe Exactly – półprzezroczysta, jasna szarość 
– Care To Danse? – liliowy fiolet o mlecznym wykończeniu 
– You Callin’ Me A Lyre? – mleczny róż 
– Barre My Soul – półprzezroczysty beż 
– Don’t Touch My Tutu! – półprzezroczysta biel 
– Pirouette My Whistle – mocno iskrzące srebro 

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „siedzę-w-szafie

  1. Mój chłopak zabrał mnie wczoraj na „I że Cię nie opuszczę”. Polecam, popłakałam się na widok bezradnego w miłości Channing’a ❤

  2. Frankly_speaking pisze:

    😀 Właśnie widzę, że panowie coraz częściej wybierają ten zawód 😀 I bardzo dobrze 🙂

  3. Frankly_speaking pisze:

    Moja tradycja komentowania na raty 😉 A tak się zastanawiam, macie tam jakiegoś faceta na roku? 😀

  4. Frankly_speaking pisze:

    Może niedługo w okolice SGH będziesz dojeżdżać do pracy;) Bo tam szpital św. Rodziny po sąsiedzku (ginekologiczno-położniczy;) A masz racje 13 zeta to niedużo, ja w Wawie jadłam tylko raz;) Pozdrawiam wszystkich i 3maj się 🙂 Ja Cię czytam zawsze jak coś nowego się pojawia, długo szukałam tak optymistycznego i ciekawego bloga:)

  5. rajssa pisze:

    Tak te wszystkie indiańskiej motywy są świetne 🙂 Ja od pierwszego wejrzenia zakochałam się w Twoich leginsach, w których jesteś na pierwszym zdjęciu, są MEGA!
    Co do zawodu położnej, wcale nie uważam, że jest bez przyszłościowy, wręcz przeciwnie 🙂 Myślę, że to praca dla ludzi z wielkim sercem, które nie tylko chcą zarabiać pieniądze ale także robić coś pięknego.
    Mocno ściskam i pozdrawiam ;*

  6. goodlenka pisze:

    Podzielam Twoje zauroczenie tym co indiańskie i tym co z piórkami, ale przeraża (a może po prostu tylko zadziwia) to, że ktoś zrobił te kolczyki za 5zł, a ktoś inny sprzedał je prawie za 50.. Oczywiście nie twierdze, że nie są warte ceny – wyglądają spektakularnie(nawet na tle piżam), tylko szkoda, że takie zdzierstwo, ot refleksja taka 😛
    pozdrawiam i życzę powodzenia w nowym semestrze! 🙂

    • withi pisze:

      Cóż, taka rzeczywistość – możemy równie dobrze zastanawiać się jak ktoś może sprzedawać zwykłą koszulkę w Zarze za 259zł, przy czym jej produkcja kosztowała pewnie kilka groszy. Piżama obowiązkowo ahaha – szukałam po prostu jakiegoś jasnego miejsca, a że w piżamce wówczas śmigałam – szybko się odpowiednie znalazło 🙂

      Dziękuję ! 🙂

  7. Majk:) pisze:

    kocham te majteczki! są takie urocze! <33333333333

    • withi pisze:

      Wiem że je uwielbiasz, czekam tutaj na Ciebie (będziesz miała pretekst, żeby takowe zakupić!), a jak nie, to proszę składać zamówienia ; – D

      ;*

  8. Frankly_speaking pisze:

    Ach ten Greemway, uwielbiam to jedzenie 😉 Pamiętam jak przed w wakacje po maturze (maaaaatko kiedy to było) byłam tydzień w Łodzi i codziennie żywiłam się własnie w Greenway’u w Manufakturze. Co ciekawe, było to wtedy komicznie tanie jedzenie, dosłownie za grosze a jakie pyszne i potężne porcje 🙂 W Warszawie niestety nie da się tego powiedzieć o cenach 😦 A Ty gdzie wpadasz do Greenway’a? Ja kojarzę jeden w Wola Parku.

    Neonaty na prawdę muszę być ciekawe. W ogóle muszę Ci powiedzieć. że wbrew temu co wszyscy maruderzy mówią, ja myślę, że położna to zawód z przyszłością. Zwłaszcza a Wawie jest masa opcji, więc 3mam kciuki za biochemię 🙂 Ona chyba wszystkim w gardle staje, bo to już któryś raz ktoś mówi, że ma z tym problem. A potrzebne to jak….. ekehm…….

    Pozdrawiam 🙂

    • withi pisze:

      Jak mam zajęcia to jadam na Marszałkowskiej (przyst. Trasa Łazienkowska). W WOLI jadam w weekendy, z reguły jak nie chce mi się obiadu robić, bo mam do niej przystanek. No i niestety to wszystkie GW które mamy w Warszawie, co jest lekko przykre … Kiedyś podobno było ich tutaj więcej, nie to co teraz -.- Co do cen – ja w GW zaczęłam jeśc kiedy pojawiło się w Rzeszowie, czyli kilka lat temu. No i wtedy, o ile dobrze pamiętam, ceny były praktycznie takie same. Jednak sądzę że nawet obecnie, wydanie 13zł na taki obiad + 5/6 na koktajl, to jest naprawdę spoko cena, zwłaszcza patrząc na porcje, jakie tam serwują 🙂

      Co do położnej – zawód jak najbardziej z przyszłością, doule i te sprawy, albo położna środowiskowa to czaderska sprawa. Trzeba tylko wiedzieć że to jest to, że się czuje ten kierunek i ma się świadomość, że jest to poświęcenie całej siebie dla dobra innych. Ja o tym wszystkim przekonam się dopiero za kilka lat, ewentualnie …

      Wracając do poprzedniego Twojego komentarza – SGH z kolei jest blizutko mojego brata – mieszka na Mokotowie i zawsze wysiadam pod sgh’em jak do niego jadę ; – )

      Pozdrawiam !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s