uczelnia, niania Asia, warszawska egzystencja

***

Hej. Jak widać – szybko tutaj wracam, bo … może tak po prostu nie umiem i nie chcę funkcjonować bez mojego bloga i bez Was? Jeej, to naprawdę uzależniające, ale czuję że jak wylewam tutaj swoje ‚wnętrzności’, pomimo że tym samym wrzucam cząstkę siebie w paszczę internetu, to czuję się lepiej, lżej i wbrew pozorom – bezpieczniej, bo wiem że piszę to wszystko dla osób, które lubią mnie czytać i które są dla mnie tak niewyobrażalnie miłe, że momentami nie mieści się do w mojej pustej głowie. To jest naprawdę cudowne uczucie, kiedy dostaję multum tak cudownych i ciepłych słów, od osób równie cudownych i ciepłych, które pomimo iż często mnie prywatnie nie znają, tylko tak bardziej wirtualnie, wspierają mnie i podnoszą na duchu. Dziękuję każdemu z Was osobno, bo takie wsparcie, które mi tutaj często okazujecie, nierzadko pomaga mi uwierzyć w siebie i spróbować raz jeszcze, pomimo wyczerpania i kompletnej rezygnacji, jeszcze daję radę. A ja zawsze uważałam siebie za osobę silną i niepoddającą się, obojętnie jak kiepska dana sytuacja była.

I tak też się stało teraz. Kilka dni przepłakanych, czego potwierdzeniem były czerwone oczy i zero współpracy soczewek ze swoją właścicielką, inaczej rzecz ujmując, ostatni tydzień to regularne wstawanie o 3 rano (dokładnie-3), śniadanie, sprawdzenie wiadomości, oglądnięcie ‚Na Wspólnej‚, zakładanie soczewek przed lustrem w łazience, a raczej wpychanie je w siebie na siłę, i o jakiejś 5 chwila nauki, powtórzenie i sio na uczelnię. Nie odbierajcie tego w zły sposób – budzenie się o trzeciej rano to dla mnie żadne wyzwanie – mój żołądek sam się budzi i niestety muszę wstać i zjeść śniadanie. Czasami, jak jest to weekend, i nie chce mi się czekać do 13, aż reszta się obudzi ( … chociaż ostatnio Piotrek i Mateusz prowadzą jeszcze ciekawszy tryb życia – śpią w dzień, wstają o północy, siedzą do siódmej rano, idą na uczelnię, albo jak nie mają to idą spać, jedzą obiad o piątej rano … generalnie jak się budzę o trzeciej rano, to przynajmniej w dwóch pokojach się świeci światło, co jest fajne i pocieszające, że nie tylko ja mam tak nawalone w głowie. często też, jak robię sobie śniadanie w środku nocy to nagle wchodzi ktoś do kuchni, i na luzie lecą hasła – o hej, dzień dobry ; a za oknem ciemno jak nie powiem gdzie *.*) – kładę się znowu spać i tak sobie leżę/drzemię do 7/8, aby wtedy zacząć taki normalny dzień. Bądź co bądź …

… postanowiłam powalczyć. Moja mama nigdy chyba nie miała aż tak wielu okazji do bawienia się w ‚telefoniczną pocieszaczajkę’. Ostatnie dni były dla niej bardzo pracochłonne – ja naprawdę byłam w kropce, tylko i wyłącznie myślałam o tym żeby wszystko rzucić, zaliczyć jeszcze genetykę na wszelki wypadek (żeby mieć ewentualnie mniej w przyszłym roku, jakbym chciała wrócić) i zrobić sobie pół roku przerwy, przemyśleć wszystko i od przyszłego roku, jak stwierdzę że TO NA PEWNO TO – spróbować raz jeszcze, od początku z położnictwem. Póki co owe plany spadły na dalsze tory, walczę dzielnie, zaliczam co mogę, mam dwie rzeczy w tył – ale któż ich nie ma?, pouczę się do sesji (mam dwa egzaminy 26 i 27 stycznia), chociaż w ten weekend już planowałam wyskoczyć na dwa dni do domu, jako że mój brat się wybiera … ten plan powstał niestety jeszcze wtedy, kiedy to z mamą wymyśliłam tę półroczną przerwę. I o dziwo – powalczyła o nas jeszcze uczelnia, a raczej nasza cudowna opiekunka roku, i dzięki temu po sesji, jak ją ładnie zaliczymy – co jest warunkiem – mamy kolejne podejście do biochemii, które wszystkie ładnie zdajemy i kropka. Szczerze mówiąc – zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężką i psychicznie i fizycznie pracą,  jest bycie położną. I w Polsce jeszcze niedocenianą … co dzięki Bogu się zmienia. Wiem, że z jednej strony czeka nas wiele cudownych momentów i łez, w końcu jesteśmy pierwszą bądź drugą osobą, którą to małe stworzenie zobaczy i dotknie na świecie. Witamy nowe życie … patrzymy i obserwujemy jego pierwsze dni. Z drugiej strony … mamy zbyt często styczność ze śmiercią, z kompletną bezradnością, na którą nie jesteśmy przygotowane, której nie rozumiemy i dość często – nie mamy na nią wpływu. Oj, wybrałam sobie przyszłość bardzo szlachetną, ale psychicznie wyczerpującą. Ale kilka ostatnich sytuacji, jak choćby te pięć godzin w szpitalu, wieczne rozmowy i inne momenty, uświadomiły mnie w przekonaniu, że to jest chyba właśnie to co chcę robić – to kim chcę być. Nie wyobrażam sobie siebie w innej roli … i chyba nawet nie chcę być kimś innym.

Jeszcze apropos uczelni – byliśmy dzisiaj na anatomii w muzeum płodów. Muzeum to, a raczej wszystkie zachowane płody, pochodzą jeszcze z okresu przed wojną, najnowszy jest zachowany z lat 50siątych – obecnie jest to nie tyle niedozwolone, po prostu rodzice chowają swoje dzieci – kiedyś dziecko, które umarło podczas porodu, albo jeszcze w łonie matki, nie miało pogrzebu – było uważane za niegodne ‚ziemii czystej’. Coś strasznego. Coś s-t-r-a-s-z-n-e-g-o. Najlepszym podsumowanie owej wyprawy było to, co powiedziała moja koleżanka na koniec: ‚przyzwyczajajcie się‚.

Kolejna sprawa – życie na drodze stawia mi na razie same cudowne osoby. Sama zastanawiam się dlaczego tak jest – staram się być tylko dobrym człowiekiem. Pisałam Wam ostatnio o dwóch dziewczynkach, z którymi obecnie dorywczo pracuję, choć to nie praca, a czysta przyjemność. Ich mama – Pani M – jest cudownym człowiekiem, a godzinne rozmowy z nią o jej porodach, wspomnieniach, opowieści o zachowaniu jej męża, który brał udział w obu itd – to czas, bardzo dla mnie ważny i budujący. Póki co małą, 5miesięczną Łucją zajmuję się pod jej baczną obserwacją – czemu się kompletnie nie dziwię, sama bałabym się zostawić takiego małego bobasa, z kimś raczej niedoświadczonym jak ja. Chociaż powiem Wam, że wczoraj zostawiła mnie z nią na pół godziny i miałam niezłego stresa, a od następnego razu będzie mnie już zostawiać na jakieś dwie uh. Mała jest bajecznie grzeczna, ma swój mały kosmos, w którym unosi swoje prawie 10kilogramowe body i uśmiecha się do mnie tak uroczo, że odpływam z nią w ten wszechświat. Przed pierwszym, oficjalnym dniem pracy, musiałam sporo poczytać, co robić w przypadku jak niemowlę zachłyśnie się śliną, i inne dość istotne rzeczy, bo ja naprawdę o tym nie miałam pojęcia! Sofia (imię *.* !!!) natomiast wygląda jak mała kopia Beyonce, ma cudowne włosy, choć ostatnio usilnie próbuje wyrwać mi z głowy moje – podobno pokochała je miłością bezgraniczną, ciągle pyta się swojej mamy: ‚Mamusiu, a ciocia Asia wzięła ślub? Musiała wziąć ślub! Ma takie złote włosy!’ Sofia jest też indywidualistką, właśnie weszła w okres ciągłych pytań i pyta, pyta i pyta … Czas spędzony z dziewczynkami to takie cudowne oderwanie od rzeczywistości. Ponadto, załatwiłam sobie za trzy lata kolejną pacjentkę, którą chętnie przygarnę pod moje położnicze skrzydła, jako że Pani M nie postanowiła jeszcze zamykać bram swojej, póki co 4osobowej, rodzinki 🙂 No i mam obok siebie osobę, która kto jak kto, ale wie najwięcej o opiece położniczej. Sama wychwala studentki WUMu, które przy jej drugim porodzie pomagały jej dosłownie we wszystkim – ma bardzo dobre wspomnienia, stąd gdy tylko zobaczyła informacje że i ja studiuję położnictwo, zdecydowała się do mnie zadzwonić – nice ; – )

Jest jeszcze Maxio, o którym pisałam jeszcze wcześniej. Maxio będzie tak przystojny, że choćby dlatego warto się nim opiekować! Ostatnio zwierzał mi się, że opuścił go jego ulubiony przyjaciel Miłosz, który po prostu wyprowadził się z osiedla, na którym mieszka, i nie wie w ogóle co się dzieje ;( Wiecie co? Dzieci kocha się choćby za ich niepodważalną szczerość. Chłopczyk jak mi o tym opowiadał, z sekundy na sekundę zrobił się taki smutny, tak załamany, że przytulenie to była najlepsza wówczas czynność, jaką mogłam zrobić. Musiałam też obiecać mu, że teraz ja będę jego ulubioną koleżanką, którą może się chwalić kolegom z przedszkola. Max od razu się rozchmurzył i powiedział, że jak teraz ktoś mu podskoczy, to będzie go straszył swoją dużo-letnią ciocią Asią *_______* 

No i mój klub ZDROFIT, do którego ostatnio intensywnie chodzę. Tak intensywnie, że po pierwszej wizycie (17 stycznia bodajże) miałam zakwasy, czemu nie mogę się dziwić (sama jestem sobie winna -.-) natomiast teraz, moja kondycja stopniowo wzrasta, co jest wprostoproporcjonalne do wzrostu mojego samopoczucia i humoru! Chodzę sobie trzy razy w tygodniu, w klubie jestem jakieś niecałe dwie godziny, co według mnie jest wystarczające. Jest jeszcze multum zajęć grupowych, ale póki co nie mam czasu akurat wtedy, kiedy są te bardziej interesujące. Zresztą – nie lubię takich zajęć, bo wiadomo że przychodzą na nie dość często osoby, które np nie nadążają za grupą, stąd wszyscy muszą się dostosować. A ponadto – nudzi mnie okropnie choreografia, powtarzanie za kimś kroków itd … Ja tam wolę robić wszystko tak jak mi się podoba, a nie tak jak ktoś mi narzuci, stąd nie wiem czy ostatecznie pojawię się na jakichkolwiek z grafiku ; – )

Jest ok. Przeżyć sesję, codziennie powtarzać sobie dlaczego chcę studiować to co studiuję, nie załamywać się, czerpać przyjemność z tego co kocham, dużo jeść, głęboko oddychać, dławić się zimowym, acz świeżym powietrzem a później … w lutym – IMPREZOWAĆ ! Nawet nie wiecie jak marzę o 27 stycznia … O zaliczeniu tych dwóch głupot … Obiecałam sobie że jak mnie dopuszczą, to tak wykuję, tak bezczelnie i na totalną blachę, bo jak tu uczyć się pedagogiki ze zrozumieniem? Wykuję, wkuję jak jakiś totalny bezmózgowiec. Zastosuję zasadę: wbić sobie materiał na jeden dzień, a nawet nie na jeden dzień tylko na jakieś dwie godziny … i po owym czasie – wyrzucić głupoty z mózgu i ustąpić miejsca czemuś ważniejszemu. Oj, coś czuję że od soboty do wtorku tak mi się mózg przegrzeje, że będę miała na głowie fryzurę Beyonce z tej całej dawki mądrości ; – )

Plany na koniec stycznia i początek lutego? Oj sporo … przede wszystkim nie chcę już moich złotych włosów, pomimo że wszyscy je chwalą, jakoś ten wakacyjny blond, który zaczął się ostatnio intensywnie ukazywać, powoli mi przeszkadza, więc wracam do mojego kochanego brązu. Wypad na dwa spektakle do ROMY, IKEA na mnie czeka, muszę w końcu zrobić quiche i zaprosić brata na obiad, iść na rybkowy pedicure, iść do Magdy Gessler na obiecaną kremówkę, jak tylko pozaliczam i w ogóle … !

Wiecie jakimi sms’ami o 5 rano karmi mnie mama? Np: ‚Głowa do góry, dzisiaj będzie lepszy dzień – pozdrawiamy z futrzastym Rogerem Majkelem’. I chce się żyć i tłuc trzydzieści minut warszawskim tramwajem ! *.* Ponadto popatrzcie co moja mama wyszukuje podczas pracy i wysyła mi na maila: kkkklik. Fajny zegarek, najlepsi są Ci panowie pod godziną, w przypadku elektrycznej wersji – siedzą biedni tacy znudzeni 😦 A najbardziej zapracowane są ‚:’ bo muszą ciągle podskakiwać ; – D

Dziękuję Wam raz jeszcze, jesteście bezcenni ;*

mój nowy nabytek z Zary – cudo, cudo, cudo … jak go tylko zobaczyłam, wpadłam na dobre. w najbliższym wpisie pokażę Wam tą sweterko-bluze w całości, b0 dzisiaj nie pozwala mi na to obecne światło

kolejny obiad w GreenWay’u – tym razem mój ulubiony krokiet z kapustą w sosie grzybowym, a do tego jak zwykle surówki do wyboru do koloru – tutaj akurat moje trzy ulubione, tj czerwona kapustka, seler z rodzynkami i czerwone buraczki

moje maleństwo

nowa, chorwacka tapeta – rodzinka prawie w komplecie, brakuje taty i Rogera Majkela

***

If you wanna make a world a better place, take a look at yourself and then … MAKE A CHANGE.

Byłam już wtedy na świecie, Majk …

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „uczelnia, niania Asia, warszawska egzystencja

  1. Natt pisze:

    już myślałam, że nigdy nie przeczytam twojej notki, co było dla mnie straszne!

    biedactwo.. sesja to aktualnie temat tabu jeśli chodzi o moje kontakty ze studentami. słyszałam, że pierwszy rok zawsze jest najtrudniejszy, a potem to już z górki. a co do biochemii? uczelnie teraz starają się trzymać studentów i nie wyrzucać ich, bo mają deficyt, więc bądź dobrej myśli! dostałaś się do Wwy, jesteś zdolna i musisz wierzyć w siebie!

    ja aktualnie prowadzę walkę z sobą, bo matura za 3 miesiące, a ja nie mam siły patrzeć na książki. ciekawe czy kraków i jego med będą mnie chcieli :<

    pozdrowienia z białego, mokrego i zimnego Opola. zima demotywuje normalnie -.-

  2. Anonimowa agata pisze:

    fajnie że wróciłaś i dasz radę, i tak Cię podziwiam:****

  3. Alyszys pisze:

    http://wolnemedia.net/seks/najmlodsza-matka-swiata/
    Mała ciekawostka, dla koleżanki po fachu 😉 Może Essi już wam o tym mówiła(jeśli masz angielski)?

  4. klaudia pisze:

    fajna podróba bloga marianny hahahaa

    • yazzzzz pisze:

      Zgadzam się z tobą w pełni, 100% kopiowania ;]. Beznadziejny ten blog, poza tym jeden blog o położnictwie jest już założony, nie musisz spisywać z niego informacji ^^ . Badz bardziej kreatywna dziewczyno.

      • withi pisze:

        Kotku, nie interesuje mnie czy ktoś w bardzo, bardzo malutkim internecie pisze o położnictwie, o kosmetykach, o swoim życiu, czy o innych rzeczach – naprawdę. Z Twojego toku myślenia wychodzi na to, że wszyscy wszystkim kopiujemy – dlaczego piszesz taki komentarz? – spotkałam identyczny wczoraj na innym blogu – w 100% kopiujesz to co ktoś napisał. Takim myśleniem daleko nie dojdziemy, stąd spożytkuj swój jakże cenny czas na swój intelektualny rozwój, a nie komentowanie tak beznadziejnych blogów jak mój. No, chyba że pragniesz się w nieznany mi sposób podbudować wewnętrznie, stąd proszę bardzo. Jednak jak się zbytnio rozkręcisz pamiętaj, że ja jestem wychowanym człowiekiem, i zbyt wulgarnych słów akceptować tu nie będę.

        Besides – zaintrygowałaś mnie tym kopiowaniem. Co takiego skopiowałam z innego położniczego bloga? Wykaz przedmiotów na pierwszym roku położnictwa w Warszawie ahaha? Aha i bądź bardziej kreatywna – podpisz się imieniem i nazwiskiem.

        Cieplutko ściskam

  5. goodlenka pisze:

    Walcz, byś wiedziała, że zrobiłaś wszystko.

  6. dinka pisze:

    Jak dobrze Asiu że wróciłaś do nas 😉 nie miałam czego czytać jak Ciebie nie było normalnie. 😉 ale jak widzę, wracasz do nas i do formy mam nadzieję 😉 trzymam kciuki za Ciebie, trzymaj się ciepło i pokaż na tym uniwesytecie im gdzie raki zimują 😉

  7. Kina pisze:

    Jak dobrze Asiu, że wróciłaś do nas 🙂 A to zamieszanie z sesją, zaliczeniami…wiesz co, wydaje mi się, że prawie każdy student na pierwszym roku jest w jakimś strachu, jest przerażony ilością materiału, który trzeba mieć w jednym paluszku podczas sesji. Tym bardziej, gdy ma się egzaminy ustne. Ja mam egzamin ustny z biochemii na przykład, jak to ogarne to naprawdę będe w głębokim szoku, ale mam nadzieję, ze się uda… 🙂
    Pozdrawiam Cię Asiu i trzymaj się 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s