na orbicie serc

***

Bruce Wayne: You’re vigilantes.

Henri Ducard: No, no, no. A vigilante is just a man lost in the scramble for his own gratification. He can be destroyed, or locked up. But if you make yourself more than just a man, if you devote yourself to an ideal, and if they can’t stop you, then you become something else entirely.

Bruce Wayne: Which is?

Henri Ducard: A legend, Mr. Wayne.

***

Niezależnie od sytuacji, codziennie około szóstej rano, mój organizm wyrywa mnie z obojętnie jak wciągającego i nasyconego czy przesyconego akcją, snu. Nie jestem na niego o to zła – w końcu stanowimy jedność, zgrany duet, żyjemy ze sobą w symbiozie niczym rak pustelnik z ukwiałem – i jeżeli on chce wstać – to i ja muszę. Codziennie rano, jem śniadanie, piję moją ulubioną herbatę, którą popijam tabletki, i przeglądam wiadomości – od poczty zaczynając, przez TVN24, tvnwarszawa, aż po facebook’a. Lubię poranki. Lubię fakt, iż tylko w niektórych oknach świeci się wówczas światło, które podobnie jak to bijące z mojego – przerywa zaspany, czarny jeszcze, poranny mrok. Zastanawiam się co przyniesie mi dany dzień, co zrobię przez te kilkanaście godzin przede mną. Czy coś się zmieni? Czy kogoś poznam? Albo może w mojej głowie narodzą się nowe pomysły na przyszłość? Lubię te poranki, mam wtedy chwilę dla siebie, mój mózg pracuje wówczas na najwyższych obrotach i tak – zdecydowanie jestem porannym skowronkiem, który właśnie o szóstej rano chłonie najwięcej, choć kiedyś, kiedy byłam jeszcze małym brzdącem, sobota i niedziela rozpoczynała się brutalnym odsłonięciem ciepłej kołdry, pod którą jak wiemy – nocują senne potwory, przez moją mamę i zakończenie spania o 13 po południu. Teraz jestem te siedem, osiem godzin na nogach wcześniej. I mam te siedem, osiem godzin dłużej.

Coś tam żyję. Wymyślam sobie z mamą plany awaryjne, mam poczucie że sytuacja nie jest tak do dupy, jak ja to sobie wyobrażam czy tłumaczę. Pierwszy rok zawsze jest ciężki. Podobno KAŻDY, obojętnie jak na zewnątrz twardy, przeżywa styczniowego doła na pierwszym roku. I podobno każdy beczy jak dziecko mamie w telefon. Składa się na to pogoda, zimny i śnieżny styczeń, szara i bura Warszawa, sesja i zbyt dużo nauki, uczelnia, która na każdym kroku pokazuje i uświadamia jak bardzo chcę się Ciebie z siebie pozbyć, no i odległość … a przez to straszna tęsknota, bo to już czwarty miesiąc poza domem, to już czwarty miesiąc udawania dorosłego. Pierwsze takie cztery miesiące w Twoim życiu. I tak, beczę mamie w słuchawkę, jakby to miało coś zmienić.

Postanowiłam olać podstawy pielęgniarstwa. I postanowiłam olać biochemię. Uczyłam się z obu przedmiotów, dałam z siebie wszystko, powtarzałam, układałam książkę na książce, aby stworzyć pozory … a jak to się skończy pełnym etatem na pół roku w Zarze – nie będzie mi smutno, w końcu zawsze marzyłam i och eleganckich marynarkach. Smutno to mi będzie, jak się okaże że moja prostudencka uczelnia usuwa ludzi, którzy chcą w niej pozostać, ze względu na pasję do danego kierunku, a są z niej skutecznie wydalani, bo zapomnieli jednego, bardzo ‚kluczowego’ słówka w definicji ‚biegunka’. Przynajmniej na ten moment mam tę przewagę, że znam do perfekcji opis zgagi, zapaści ortostatycznej, wczesne i późne objawy odleżyn, definicję epitalizacji, idealne wartości nadciśnienia tętniczego u noworodka i osoby dorosłej, i inne, pielęgniarskie głupoty – jak masz problem to się zgłoś, chętnie wykorzystam moją nową, nabytą i trzykrotnie utrwaloną wiedzę. A pomimo że to wiem, i tak dostanę w tyłek. Ot tak – dla zabawy.

Ale ok. Olewam te dwie głupoty, czekam do poniedziałku na wyniki. A dzisiaj zabieram się za naukę czegoś, co jest przyjemne i co zaliczać mogę, pomimo świadomości, jak ciężkie to zaliczenie będzie, czyli – techniki położnicze i prowadzenie porodu. Pamiętacie jak przed maturą jęczałam, że jest mi tak ciężko, pomimo że wiem i każdy starszy znajomy mi to powtarza – każda sesja to taka matura x 3. To co obecnie przeżywam to matura x 5000 – a to co przeżywałam w maju to niemal raj, o którym obecnie marzę. Chciałabym napisać sobie maturę z biologii, tak na odstresowanie … cykl paprotników – <3.

Postanowiłam zapachać sobie każdy dzień do granic możliwości – istnieje powszechne mniemanie, jakoby wówczas organizm ludzki pracuje skuteczniej i bardziej efektywnie.  I tak też jest ze mną, wiem jaka jestem i wiem, że zbyt dużo wolnego czasu tylko i wyłącznie mi przeszkadza i sprawia że robię się niezwykle toksyczna dla innych. Dlatego od 16 stycznia, czyli dokładnie od jutra – zaczynam często i gęsto, bo co drugi dzień, bywać o tutaj – kkkkklik. Wprost się doczekać nie mogę, tym bardziej że mam już wykupiony karnet na … 4 miesiące!, a co lepsze, z klubu do mojego mieszkania mam pięć minut na nóżkach. No żyć nie umierać! Odrobina ruchu przyda się i mojemu mózgowi i samopoczuciu, so let’s do it right, right now!

Postanowiłam też pojawić się na gumtree, reklamując moją miłość do wszystkiego co małe i kochane, ale zbyt niedojrzałe aby się samym sobą zająć i z tej też racji zostałam ‚dorywczą opiekunką’ Maxia! Chłopczyk ma cztery latka z kawałkiem, jest super przystojnym dżentelmenem i czas spędzony z nim to istna przyjemność. Po wczorajszym, sobotnim zaliczeniu z biochemii, jechałam w jego stronę nieźle struta, a wychodząc od niego trzy godzinki później, zastanawiałam się jak to jest, że dzieci są aż tak przesycone taką niewinnością i otwartością i jak one to robią, że wszystko jest dla nich takie bezproblemowe, a największą życiową przeszkodą na dany moment, wydaje się być nie ten smak kamyczków orzechowych czy przegrana w drewnianych wyścigówkach. Oj tak, taka słodka odskocznia mi się ewidentnie przyda, a co lepsze – to moje pierwsze, CIĘŻKO zarobione pieniądze, so I’m really proud of myself. I ten uśmiech … aż masz ochotę schrupać takiego bobasa!

Niebawem wybieram się do IKEI – mam kilka potrzeb z tej hurtowni pokojowych łakoci – czekam tylko na sygnał od mojej kuzynki, kiedy będą się tam z mężem i synkiem wybierać, i ruszam na podbój, bo potrzebuję między innymi cudowne, romantyczne lustro, którego sama nie byłabym w stanie przywieść. Lustro jest naprawdę imponujące, ale pokażę Wam jak już będzie na swoim miejscu – i może w końcu porobię jakieś zdjęcia ubranek, bo wieki tu tego nie było … Jakie mam jeszcze plany? W tym tygodniu są to na pewno dwa zaliczenia, z genetyki i technik właśnie. Mam jeszcze sporo obiecanych spotkań, ale nie wiem jak to wszystko pogodzę – na okres stycznia wszystkie bardziej społeczne zadania kieruję na dalsze tory – czyż to nie jest przykre?

A poza tym – jest ok, póki co powrót do domu i olanie tego co tutaj, poszedł na chwilę w zapomnienie. Zobaczymy co przyniosą przyszłe dni. Mam nadzieję że przynajmniej u Was jest nieco promienniej i koniecznie dajcie mi znać jak tam u Was wygląda sytuacja na studiach – w Warszawie spadł śnieg, który się nie stopił, więc dzień 14 stycznia mogę śmiało ogłosić pierwszym dniem białej i atmosferycznej, a nie kalendarzowej, zimy. Pozdrawiam ciepło wszystkich wytrwałych i zapraszam na kilka zdjęć, całusy ;* :

***

Najcudowniejsze wykonanie ‚Na orbicie serc‚ przez artystów prosto z ROMY. Apropos, niebawem szykują mi się dwa wyjścia do tego teatru, czego wprost nie mogę się doczekać, a od marca ruszają już castingi do ‚Deszczowej piosenki’, ahh! „Miałaś kiedyś mieć wielką miłość po grób, zamiast tego idziesz na dno …”

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „na orbicie serc

  1. mała pisze:

    Cyt. „Smutno to mi będzie, jak się okaże że moja prostudencka uczelnia usuwa ludzi, którzy chcą w niej pozostać, ze względu na pasję do danego kierunku, a są z niej skutecznie wydalani, bo zapomnieli jednego, bardzo ‘kluczowego’ słówka w definicji ‘biegunka’.”
    Powiem tak. Życie. Ta uczelnia nie jest prostudencka i im szbciej się o tym przekonasz tym lepiej dla Ciebie. Niektore zaliczenia sa bezlitosne i czasami to nie wiedza i wkład pracy decyduja kto studiuje ale kto się ‚wstrzeli’ w odpowiedzi.
    Za szybko sie poddajesz 🙂 a przynjamniej za szybko tracisz wiare w siebie! Ja rowniez studiuje na tej uczelni i prawa jest taka że jesli chodzi o biochemie to na roznych kierunkach jest ona na różnym poziomie. Ale JEST do nauczenia i jest do zdania. Wiem co mowie. bo sama bylam przerazona jak odbyło się pierwsze seminarium z biochemii. Nawet nie moglam przeczytac tych wszystkich nazw enzymow! A do tego jak zobaczylam szanownego Stryer-a i jaki on gruby popadlam w rozpacz. Ale tak jak mowie wszystko jest dla ludzi! Swoją drogą to świetnie ze masz taki zapał do pracy i bedzie na pewno położną z powołania ale są rzeczy przez ktore trzeba przejsc. To są w końcu studia.
    Pozdrawiam
    Mam nadzieje że nie uraziłam Cie moją wypowiedzią
    Bo trzymam za Ciebie kciuki!

  2. xyz pisze:

    chyba lekko przesadzasz, też studiuję ten kierunek na tej uczelni (jestem starsza) i nie jest tak ciężko. Oczywiście są sytuacje że nie zdaje się czegoś w 1 terminach, ale żeby nie zdać za 3 czy 4 terminem to trzeba być wybitnie uzdolnionym. Bez urazy ale to nie są ciężkie studia.

  3. goodlenka pisze:

    Wspaniale komponuje się kokardka z różową bielizną. Nie jestem facetem tylko estetką..żeby nie było. Co do studiów to się nie wypowiadam, bo ja chciałabym być na którymkolwiek roku, mieć jakąkolwiek – nawet „zagrożoną” sesje także nie współczuję Ci a zazdroszczę 🙂

    • withi pisze:

      Ale o co chodzi? Wszystko przed Tobą, tzn jesteś przed studiami, czy jak, bo nie wiem ? 🙂
      To nic przyjemnego … zresztą, ja już nie wiem czy jeszcze studiuję czy już nie ;

  4. Asia pisze:

    Dokładnie Asiu,moje przedmówczynie mądrze prawią! Ja swój pierwszy kryzys przeżyłam już na początku pierwszego semestru studiów(:D), po pierwszych zajęciach z biologicznych mechanizmów zachowań na których wykładowczyni podała nam listę zagadnień..Tak się przeraziłam, że wracałam do domu ze łzami w oczach, ledwo się powstrzymałam od ryku w autobusie! Ale potem było już tylko lepiej, wiadomo, że pierwsza sesja to straszny stres, ale nie można się zniechęcać! Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że uda Ci się przebrnąć przez te ciężkie zaliczenia, ba, będziesz świetną położną! Dla pocieszenia dodam, że u mnie na 3 roku łódzkiej psychologii też niezły młyn, w tym tygodniu mam egzamin, dwa kolokwia, kartkówkę, zaliczenie ustne z angielskiego oraz pracę badawczą do oddania.. A od 21.01 do 1.02 4 egzaminy..:D Poradzimy sobie jakoś! Pozdrowienia z lekko przyśnieżonej Łodzi! 🙂

  5. ciocia zło pisze:

    Dasz radę Aś 😉 Teraz jest ciężko, ale za to ile radości będzie jak już się skończy ten straszny okres 🙂

    A mi się już nawet nie chce zamartwiać tą sesją. Zresztą nawet jakbym się chciała teraz do niej uczyć to bym nie mogła bo bym musiała najpierw uskutecznić naukę na te wszystkie kolokwia w przyszłym tygodniu 😛
    Jakoś to będzie

  6. witchka pisze:

    Asiu, to prawda, co wszyscy powtarzają – pierwszy rok, a zwłaszcza pierwsza sesja jest najgorsza z całej studenckiej edukacji:) Sama tak miałam – płacz praktycznie codziennie i totalny brak wiary w siebie. I także z tęsknotą wspominałam czasy matury. Pierwsza sesja zaliczona, a potem było już lepiej. Z Tobą będzie tak samo, zobaczysz, uwierz w to tylko i NIE PODDAWAJ SIĘ!:)
    Rzeszów i okolice zasypany, nie chce mi się wychodzić z domu widzące te zaspy.
    PS. Ja właśnie szukam teraz pracy w Warszawie i mam nadzieje, że jestem na dobrej drodze. Gdybyś Asiu wiedziała coś o jakimś mieszkanku, bardzo będę wdzięczna za informację:)

    • withi pisze:

      No właśnie wiem – ostatnio nie odrywam się od skype czy telefonu, fakt że w niego beczę, ale też coś tam słucham i wiem że u Was bardzo, bardzo biało. I cięzko się w obecnej sytuacji nie poddawać …

      Co do mieszkań – polecam Gumtree, naprawdę wkręca. Jest multum genialnych i ciekawych ofert, naprawdę ! Musisz tylko poświęcić na to jakiś wieczór, zadzwonić, popytać, umówić się i voila 😉 Jak już będziesz intensywnie szukała to wtedy napisz, coś wymyślimy 😉

      • witchka pisze:

        Dzięki Asiu!:) Skorzystam i jak już tam będę mam nadzieję Cię spotkać i osobiście i na głos powiedzieć, że kto jak kto, ale Ty poddać się nie może!:P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s