17 things about me

***

Zebrałam do kupy kilka faktów, które poniekąd mnie tworzą i charakteryzują moją osobę. Ot, znalazłam na jakieś stronie taki ‚tag‚ i postanowiłam się trochę pobawić. Może a nuż dowiecie się o mnie czegoś innego, może ciekawego? Aż niektóre ciekawostki samą mnie lekko zdziwiły, chciałam wspomnieć o czymś innym, i chyba mi się udało.

1. Urodziłam się przez cesarskie cięcie – moja Mama miała za małą miednicę, mała Asia z kolei miała za dużą główkę, a ważyłam jakieś 3500g, więc statystyczna kluska ze mnie była. Ponoć tak wrzeszczałam, że zrobiłam się czerwona, co przez całe dzieciństwo, przy każdej okazji, było z wielkim uśmiechem wspominane przez mojego tatę. W dodatku tatuś nie opowiadał mi standardowej opowieści, jakoby miał mnie przynieść bocian, ja za to – zostałam znaleziona w sklepie pełnym bobasów *.*

2. Od dobrych 8 lat jestem wegetarianką. Niby to nic nowego, każdy kto chociaż trochę mnie zna, albo wpada tutaj od czasu do czasu, wie że jestem weg. Dokładnie wegetarianką jestem od 6 klasy podstawówki? Jakoś tak. Zaczęło się od niewinnego przeglądania stron, czytania raportów z rzeźni, filmów, zdjęć, wchodzenia i poznawania przemysłu mięsnego, a zakończyło na wyprawie do rzeźni. Jedyne co pamiętam to morze łez i tyle. Postanowiłam zbawiać świat, bawiłam się w petycje, zmienianie rodziny i przyjaciół. Ba – kilka moich znajomych do dzisiaj dzięki mnie jest wege, co mnie cieszy. Teraz jestem już stara, nie chce mi się wmawiać i przytaczać argumentów za takim trybem życia. Każdy je co chce, ja nikomu w talerz nie mam ochoty patrzeć. Jak widać można żyć bez mięsa, czuć się cudownie, być zdrowym, rodzić dzieci i wychowywać je według swoich zasad – kkklik (aczkolwiek ja tego jeszcze nie potwierdzę, ale po obserwacjach mojej wegetariańskiej kuzynki, u której swoją drogą byłam dzisiaj na pysznym, genialnym obiedzie! – wiem że się da :)). Skończyły się moje dziecinne wyprawy na zakupy z rodzicami, tylko po to, żeby wyciągać każdy mięsny produkt z koszyka, który oni uprzednio tam umieścili. Skończyło się opróżnianie lodówki z wszystkiego co mięsne, i wywalania owych znalezisk do kosza. Who cares, mnie już to nie obchodzi. Ja szanuję to co jecie, (tzn wybór, a nie to co jecie) Wy uszanujcie to jak ja żyję. Głupie hasła w mojej obecności, wieczne pytania: jak można żyć bez mięsa?, nie są już nawet bezczelne, są po prostu … nudne, stąd z mojej strony można oczekiwać już tylko totalnej ignorancji.

3. Może ciężko to sobie obecnie wyobrazić, ale jeszcze kilka lat temu byłam paskudnym człowiekiem. Byłam chamska, pyskata, niemiła, wredna, głupia, pojebana etc. Czasy gimnazjum to była największa kulminacja, największe stężenie toksyn w mojej krwi, najgromadzenie najgorszych emocji w mojej głowie. Nie wiem z czego to się brało, przechodziłam coś na wzór buntu młodzieńczego i sama sobie teraz dziękuję, że nie ‚realizowałam’ się wówczas w ‚zabawach’ , które dość często temu okresowi towarzyszą, a wyżywałam się w tenisie, na ludziach (co gorsze, ale nie tak niebezpieczne jak wszelkiego rodzaju używki). Byłam po prostu złym dzieckiem, przysporzyłam moim rodzicom wiele cierpienia, sama nie mogłam patrzeć się na siebie w lustrze. Nie uczyłam się, do szkoły chodziłam czysto rekreacyjnie i dziękuję panu Bogu że postanowiłam czasy gimnazjum spędzić w katoliku, bo inaczej byłabym obecnie dnem, nie miałabym za sobą wielu wspaniałych znajomych i przyjaciół z gimnazjum, a w głowie miałabym pustkę (coś w tym jest, że w tej szkole czasami naprawdę wystarczy siedzieć na lekcji i jakaś wiedza wpada, razem z dużą ilością 1 i 2, co nieuniknione jak się NIC nie robi). Prawdę mówiąc, zaczęłam się zmieniać na przełomie 2 i 3 klasy liceum. Wtedy to narodził się jakieś zalążki tego, kim obecnie jestem, jaki obecnie mam charakter, priorytety, co jest dla mnie ważne, a co mniej lub wcale. Wtedy to, najprościej mówiąc – zaczęłam doceniać to że żyję, to co mam, ludzi którzy mnie otaczają.

4. Tak, mam wadę wzroku i noszę soczewki od … 6 lat. Wciąż w głowie siedzi mi operacja laserowa, ale efekty uboczne, które fakt faktem – zdarzają się 1 na 10000000, póki co ten pomysł skutecznie oddalają. Moja wada to (-3,25) na oba oczka. I jakby ktoś się zastanawiał – widzę bez soczewek, aczkolwiek jak staniesz jakieś 200 m ode mnie, to Twej uroczej buźki raczej nie rozpoznam ; – D

5. Najbardziej boję się niemocy. Niemoc to jest coś paskudnie strasznego. Nie lubię być od kogoś uzależniona, nie lubię sytuacji kiedy nie mogę czegoś zrobić sama, kiedy coś jest nieosiągalne i muszę w 100% na kimś polegać. Jestem osobą, która, może obecnie nie jest totalnie samodzielna i niezależna, ale wciąż do tego dąży. Albo inaczej – nie widzę nic złego, w poleganiu na innych, ale nigdy nie chciałabym doprowadzić do sytuacji, kiedy ktoś będzie mną manipulował.

6. Jednym z moich największych marzeń jest spróbowanie base jumping’u. Pisałam o tym ekstremalnym sporcie niegdyś tu – kkkklik. Nie wiem co mogę dodać – jest to coś nieziemskiego, a równocześnie zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z tym sportem. Jednak podsumowując … czuję że jestem gotowa na taką dawkę adrenaliny. Tzn tak – jeżeli ktoś wprowadziłby mnie w temat, poznałabym ten sport od deski do deski, sądzę że (a znam siebie, jak nikt inny) skusiłabym się … Innym, wielkim marzeniem z dzieciństwa, jest na pewno posiadanie psa, którego nigdy, ze względu na warunki, nie było mi dane mieć. Może niedługo marzenie się spełni?

7. Kocham dzieci. I marzę o swoich maluchach. A przynajmniej o jednym.

8. Wielbię zdrowe jedzenie. Nie wyobrażam sobie życia bez olbrzymiej ilości warzyw, owoców, orzechów, jogurtów (sytuacja z dzisiaj: przyrządzam sobie jak codziennie wieeeelki, OLBRZYMI talerz warzyw na patelni -żaden obiad, czy coś, normalny posiłek ;)-i do kuchni wchodzi Ela, moja współlokatorka i mówi:

– kurczę, Ty tak dzień w dzień jesz tyle warzyw, nie nudzi Ci się to? 😉

– w zasadzie to ja już jestem po obiedzie, a jem je codziennie, bo czuję że mój organizm bez nich nie funkcjonuję, muszę mieć zapewnioną przynajmniej taką ilość warzyw na dzień, a poza tym – to jest cudowne amu)

Nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez śniadania. Wolę wstać 30 minut wcześniej, nawet jak ma być to 4:00 i zjeść moje pyszne, wielkie, królewskie śniadanie, pełne owoców, bakalii, cynamonu, jogurtów, płatków i innych dobrodziejstw. Jem warzywa w ilościach hurtowych, a najlepszym deserem pod słońcem jest talerz owoców i miska orzechów. Oj tak, I’m really addicted.

9. W wieku 19 lat przerwałam moją abstynencję alkoholową, dokładnie o ile dobrze pamiętam – 10 czerwca 2011, na urodzinach mojego brata. Ahaha, to dziwne, żaden jego kolega mi nie wierzył, bo podobno miałam ten perfekcyjny ‚ruch nadgarstka’, ale to prwda, to prawda. Nigdy mnie do alkoholu nie ciągnęło, piwo to wciąż dla mnie najgorszy ‚odpadek’ jaki można w siebie wlać. Śmierdzi i jest ble. Jedynie toleruję dobre wino, wódkę z sokiem kaktusowym, dobre drinki i jakieś smakowe wódki, np limonkowa. Nothing else. I tak czy siak okazjonalnie, czy to na imprezach, czy na jakichś wyjściach. (jak już w temacie jestem – kilka lat temu pierwszy raz zobaczyłam totalnie pijaną dziewczynę, rzygającą na wszystkie strony, w fatalnym stanie i wtedy to obiecałam sama sobie, że nigdy, N-I-G-D-Y nie doprowadzę się do takiego stanu ;))

10. Mam za sobą cudowne dzieciństwo, którego nigdy, nikomu nie oddałabym za żadne pieniądze, za nic. Chciałabym tylko, aby moje dzieci w przyszłości, miały podobne wspomnienia z tego najsłodszego, beztroskiego, kolorowego i niewinnego okresu w życiu każdego człowieka. Za każdym razem, kiedy widzę osoby, które się do tego przyczyniły, w myślach, głęboko w sercu dziękuję im za wszystko.

11. W tenisa grałam cztery lata. Jest to dość sportowy i lubiany przeze mnie kawałek mojego życia. Obozy, treningi, ludzie, których przez ten sport poznałam, pasja, rozwijanie zainteresowań. Na każdy trening szłam w 100% zmotywowana, słuchając na mp3 – I’ll make a man out of you, obiecywałam sobie że dam z siebie wszystko. Prawdę mówiąc, to dzięki ‚poznaniu’ pana Federera na finale USO 06 – pokochałam ten sport i poprosiłam tatę żeby zapisał mnie do klubu. Okropnie żałuję że przestałam trenować na takim poziomie jak kiedyś, że musiałam jedną z największych moich pasji, odłożyć na dalszy plan. Kiedyś, kiedy  moje życie będzie bardziej ustabilizowane niż obecnie, na pewno wrócę do tego sportu. I nie wyobrażam sobie nie wziąć moich dzieci na kort, jak tylko zaczną chodzić …

12. Mam w sobie coś z kota. Bywa, że samotność to wybawienie, a chodzenie własnymi ścieżkami sprawia mi ogromną przyjemność, daje czas na przemyślenia i na gonitwę myśli w mojej głowie. Jednak w złych momentach nie potrafiłabym być sama. Przykładowo – nie znoszę jak zostaję sama w domu na dłuższy okres niż pięć godzin. Wariuję, świruję, chodzę po ścianach i zgrzytam zębami. Albo co gorsze – gadam do tych ścian.

13. Mam jednego brata Maciusia, który jest ode mnie dwa lata starszy, studiuje i pracuje w Warszawie, i jest spoko spoko bratem (i pewnie czyta -.-).

14. Strasznie dużo piję. Minimum 3 litry dziennie, i uwierzcie że WIEM ile to jest 3 litry -.- Czasami mam wrażenie że mam moczówkę prostą. A tak szczerze – muszę w końcu zrobić badania, bo to jest naprawdę męczące. Zaczynam dzień od 0,5l herbaty i 0,5 wody z cytryną – ZAWSZE. Piję wszędzie, dużo, zawsze mam przy sobie butelkę wody albo soku i w ogóle [*] *.*

15. Nie palę papierosów.

16. Nie lubię spać (śpię max 6 godzin -.- ; chociaż kiedyś nie wyobrażałam sobie w sobotę wstać wcześniej niż 12).

17. Kończąc – mam dwa tatuaże, i to nie koniec …

***

Śmiejcie się albo nie … do dzisiaj pamiętam koncert Britney Spears, z którego pochodzi poniższy kawałek, kawałek, który swoją drogą uwielbiam do dzisiaj, za wszystko, od tekstu zaczynając, po wykonanie … Nagraliśmy owy koncert z bratem na taką wieeelką, grubą kasetę, której obecne, młode pokolenia niestety nie są w stanie kojarzyć, a szkoda. Nagraliśmy, oglądaliśmy i zastanawialiśmy się kto będzie bardziej popularny: Shakira czy Britney Spears? -.- Generalnie to … słuchając Britney na początku, poryczałam się, zwłaszcza kiedy mówiła o tym, żeby NIGDY nie rezygnować ze swoich marzeń, pasji. Kiedy słuchałam jak opowiada o tym, jak wiele rzeczy jest jeszcze przed nią, jak wiele chce zobaczyć i doświadczyć. Z perspektywy czasu wiemy, że nie było jej na pewno łatwo … Ale nie o tym chciałam. Polecam gorąco, bo dla mnie ta piosenka to duża część mojego dzieciństwa:

Reklamy

9 thoughts on “17 things about me

  1. rajssa pisze:

    Ja też od jakiegoś czasu czytam regularnie Twojego bloga i też go pokochałam, więc pisz, pisz, nie przestawaj 🙂
    Co do 17things to z wieloma w 100% się zgadzam, a przede wszystkim z Twoim poglądem na temat wegetarianizmu, byłam wegetarianką dłuższy czas, niestety z braku tak na prawdę wiedzy na temat odpowiedniego odżywiania musiałam zaprzestać bycia wege, kiedy tylko mam czas pogłębiam swoją wiedzę na ten temat i kiedyś w przyszłości na pewno do tego wrócę, no ale do rzeczy… 🙂 Ironiczne pytania „mięsożernych” naprawdę są czasem wkurzające, a najgorsze jest to, że nieraz wcale nie mamy ochoty im tłumaczyć co i jak, wtrącać się do ich jedzenia, jednak oni ciągną dyskusję pt.: „nie jesz mięsa, jesteś nienormalna”. Ja czasem chamsko odpowiadałam „co Cię obchodzi, co mam na talerzu, ja w twój nie zaglądam” no ale niestety nie zawsze można było sobie na to pozwolić…
    Popieram też Twoje zdanie na temat piwa (bleeee) i soku kaktusowego ;D

    ** Twój żabol wyszedł na zdjęciach wyjątkowo korzystnie, oczywiście Ty również 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  2. Natt pisze:

    Czytam na bieżąco twojego bloga i kocham go (w sumie inaczej bym go nie czytała, co oczywiste).

    http://nattaly.soup.io/post/200171042/Image

    Od razu jak zobaczyłam ten obrazek to pomyślałam o Tobie. 🙂

    Cieszę się, że chociaż część studentów robi na studiach to co lubi, bo jaki jest sens w pracy tylko dla pieniędzy? Mam nadzieję, że poszczęści Ci się w życiu i może w przyszłości odbierzesz też mój poród, kiedy to będę panią doktor (chociaż najpierw matura, matura).

    Britney rządzi! Nie wiem czy znam jakąkolwiek dziewczynę w pokoleniu 90-93, która nie miała ‚fazy’ na Brit. Ona jest cudowna! I mam nadzieję, że w końcu jej się uda i przełamie tę swoją złą passę.

    Wesołych świąt! :>

    • withi pisze:

      Piękny ten obrazek, akurat taki, którego jeszcze nie spotkałam, więc wielkie – dziękuję ! 🙂 To strasznie miłe słowa, to co napisałaś – kiedy coś takiego czytam, zdaję sobie sprawę, że faktycznie są osoby, które lubią tu wchodzić, ot – żeby coś przeczytać. To miłe.

      Britney to klasyka i nie rozumiem dziewczyn, które się jej wyrzekają i mówią że ‚nie, nie, nigdy takiego gówna nie słuchałam’. Prawda jest taka, że KAŻDY ją słuchał, a Ooop, I did it again, Stronger, Born to make you happy, Girl in the mirror, Lucky i inne … znak każda z nas ; – )

      Nawzajem !

  3. Anonimowa agata pisze:

    kolczyki piękne, po Twoich wpisach wnioskuje że jesteś fajną dziewczyną z którą można pogadać o wszytskim:) pozdrawiam:**

  4. Majk:) pisze:

    Niektórych rzeczy nie wiedziałam, ale o dużej części wspominałaś albo zdążyłam zaobserwować 😉 i koniecznie na czwartek muszę mieć sok kaktusowy! 😀
    Jak zwykle świetne kolczyki, Aś :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s