kosmetyczne nowości 5

***

Stare, kosmetyczne posty: kkklik 1 , kkklik 2 , kkkklik 3, kkklik 4

Hej maluchy! Dzisiaj będzie kolejny post związany z tym co girls like me lubią najbardziej, czyli kosmetyki, inaczej rzecz ujmując – chemia, bez której nie idzie wytrwać. Wpada w moje łapki ostatnio znowu sporo tego i tamtego – w końcu Wola Park zrobiła ten błąd, że otworzyła u siebie SuperPharm. Niby wszystko ładnie, pięknie, szkoda że nienawidzę, a zarazem kocham ten sklep … Nie wiem czy już wspominałam, ale nienawidzę za to, że za każdym razem jak tam wchodzę, wszystko, dosłownie WSZYSTKO co akurat potrzebuję (a lista zawsze jest długa) jest w promocji… I walić to, że jak zbierzemy do kupy te niby promocje, wychodzi z tego taka SOLIDNA PSEUDO PROMOCJA -.-, więc i konto jęczy, a wchodzenie i logowanie się do banku, boli jak cholera. Ale trudno, taka już jestem, uzależniona i głupia.

Zaczynamy, zaczynamy. Aaa no i polecam Wam SuperPharm w Woli – dużo ładniej niż w Złotych Tarasach, bo wszystko jest nowe, poukładane, część apteczna wręcz sterylnie i pedantycznie biała … Tyle promocji, ah ah, normalnie siedzieć tam i nie wychodzić. Lip Smacker tu, Lip Smacker tam. Oj, nie wyjdę na tym związku dobrze … Dobra, wracam do kosmetyków *.*

Na pierwszy ogień idzie serum z witaminą C – The Body Shop. Serum to ostatnio odkryłam dzięki mojej przyjaciółce Kini, która za każdym razem jak byłyśmy w krakowskim Body Shop’ie, gorąco zachęcała mnie do jego zakupu. Ja, jak to ja, zawsze łapałam masła grejfrutowe i truskawkowe, kosmetyki z kolekcji z algami i zieloną herbatkę. W ogóle – Body Shop to coś cudownego. Coś tak cudownego, że ah … No ale w końcu zdecydowałam się na owe serum, i to był strzał w dziesiątkę. Serum nie należy do najtańszych, kosztuje niecałe 70zł, ale jest naprawdę warte swojej ceny. Nakładam je jako baza pod makijaż – rano nie używam już w ogóle kremów. Wychodzę z założenia że kremy wskazane są na noc, wtedy to, nałożone na oczyszczoną twarz, działają najlepiej. Natomiast w dzień, jeżeli ktoś nie ma suchej skóry, są one naprawdę zbędne, czasami nawet mogą działać odwrotnie, w skutek kontaktu z codziennymi zanieczyszczeniami. Serum jest bardzo delikatne, niestety zawiera w składzie silikony, ale no niestety – coś za coś. Moja skóra nie reaguje na nie źle, nie zapychają mnie, stąd używam wszelkie bazy z powodzeniem. Serum świetnie rozjaśnia, nadaje buźce taki blask i świeżość. Polecam z całego serca. Nie wiem jak z wydajnością, powiem Wam kiedy mi się skończy, a używam je już od dwóch tygodni. Jednak na pewno kupię kolejną buteleczkę. Teraz przymierzam się na serum z kolekcji nawilżającej z morskimi algami, z której mam już tonik.

Następną nowością i ulubieńcem na pewno jest kamuflaż/korektor Artdeco. Nie pamiętam już jak na niego wpadłam, o ile mnie pamięć nie myli, przyczyniła się do tego jakaś urocza pani w Douglasie (jak ja je kocham, potrafią mnie zawsze czymś oczarować). Mój kamuflaż mam w odcieniu 2 – jest to odcień zielony, który jak wszyscy wiemy, idealnie służy do wszelkiego rodzaju przebarwień. Kamuflaż również ma silikony, ale to jest niestety coś, bez czego nie posiadałby już swoich właściwości. Powiem Wam, że obecnie mój codzienny makijaż ogranicza się do owego kamuflaża, który nakładam punktowo, po oczyszczeniu buzi i nałożeniu serum z TBS, na moje cudowne, hormonalne pozostałości, następnie nakładam odrobinę korektora Maybelline, który dobrze znacie, róż, rozświetlacz, tusz do rzęs i that’s it. A moja skóra powolutku mi się za to odwdzięcza. Kamuflaż jest podobno baaaaaaardzo, bardzo wydajny. Numer 1 & 2 to są te stricte kamuflujące, pozostałe kolory są już nieco ciemniejsze i przeznaczone do innych problemów skóry, jak podkrążone oczy itd. Najlepiej zasięgnąć porady u jakiejś pani z np Douglasa, gdzie Artdeco ma swoje produkty. Kamuflaż kosztuje jakieś 40 zł.

Nie wypada nie wspomnieć o pillingu miętowym Queen Helen. O firmie usłyszałam już jakiś czas temu, pilling również zbiera same dobre recenzje. Podobno jest całkiem niezłym konkurentem mojego ukochanego, morelowego pillingu z St Ives (obecnie Soray’a). Pilling jest o tyle inny, że posiada dużo mniejsze drobinki pillingujące, stąd mam wrażenie że nie podrażnia aż tak lipidowej warstwy naskórka. No a ponadto ślicznie pachnie i jak na razie sprawuje się super. Kosztuje około 20zł, a jedyny minus to zakrętka – trzeba odkręcać, co mnie momentami irytuje, dużo bardziej preferuję te otwierane produkty 😉

Dalej – zabezpieczyłam się w masła i balsamy, które są codzienną czynnością po kąpieli – nie wyobrażam sobie nie wklepać w siebie wtedy niczego … co ciekawsze – nie wyobraża sobie tego również moja skóra. I obecnie pachnę sobie balsamem różanym z Eveline, masłami z Farmony, a za każdym razem mieszam poszczególny balsam z czym? Oczywiście że z oliwką HiPP.

Kupiłam sobie też balsam pielęgnacyjny w Rossmannie. O produktach przeznaczonych dla dzieci tej drogerii, słyszałam wiele pozytywnych opinii. Dobrze wiecie, że kocham wszystko co dla maluchów, zaczynając od jedzenia, przez produkty do pielęgnacji, kończąc na ubrankach ahh ❤ Stąd postanowiłam zaryzykować, zwłaszcza że zimą nasza skóra cierpi najbardziej stąd kolejny krem pielęgnujący nie będzie obecnie na pewno zbędny.

Na koniec zapraszam do udziału w zabawie i głosowaniu na najlepiej ozdobione miasto w tym roku. Powiem Wam z sekrecie, że byłoby uroczo, gdybyście głosowali na Rzeszów (szkoda tylko że niektórzy z Was, mogą zobaczyć te wszystkie kolorowe ozdoby tylko w galerii na tej stronie … ja już za kilka dni zobaczę wszystko na żywo!), bo jest to niewątpliwie jedno z piękniejszych miast … jak nie najpiękniejsze. Tutaj strona – kkkklik. Sama pod koniec tygodnia wybieram się z moim tenisowym Tomaszem na spacer po KP, generalnie na pierwszy taki porządny spacer po Warszawie … To śmieszne, brakuje mi nawet czasu, żeby chociaż na moment wyskoczyć i poznać miejsce, w którym ostatnio przyszło mi egzystować. Czas to nadrobić. Tylko niech ten tydzień się już skończy. Chociaż jutro rano w końcu wykłady z anatomii (ahaha, jak to brzmi), za którymi naprawdę się stęskniłam i aż marzę, żeby posłuchać dr. Cz. co tym razem powie nam o układzie moczowym. No ale … nie ukrywam, zmęczona jestem potwornie.

Zmykam coś zjeść. Trzymajcie się ciepło. Dajcie znać czy wpadło w Wasze łapki ostatnio coś kosmetycznego i interesującego !

Advertisements

9 thoughts on “kosmetyczne nowości 5

  1. kasikk pisze:

    Uważam , że powinnaś nagrywać filmiki i wrzucać na You Tube , bo strasznie dużo piszesz, a przyjemniej byłoby posłuchać Ciebie 🙂 Takie jast moje zdanie a co ty o tym sądzisz?

    • withi pisze:

      Myślałam o tym i nawet miałam kilka w planach, jak choćby ten o pielęgnacji włosów, bo nie chciało mi się zabierać za pisanie o tym, po raz kolejny zresztą. Ale póki co brakuje czasu – to nie jest tak że siadasz i gadasz do kamery, ale jednak musisz sobie wszystko przemyśleć, tak aby osoby, które poświęcają dla Ciebie swój wolny czas, nie czuły się zlekceważone i olane, że gadasz nie na temat.

      Ale może kiedyś ? 😉
      Zobaczymy.

    • withi pisze:

      A dlaczego? Tzn nie wiem jak będzie się on sprawował pod oczkami – wiadomo, skóra w tych rejonach jest wyjątkowo delikatna, a kamuflaż ma jednak silikony. No musisz sama ocenić 😉

      • Mallene pisze:

        Przetestowałam wiele korektorów w tej formie, albo w paletce i dochodzę do wniosku, że w takiej formie korektor nie działa jak powinien u mnie pod oczami. Źle się nakłada, wchodzi w zmarszczki, ciemnieje, rozwarstwia się, sprawia, że skóra tak robi się sucha. I tak miałam prawie, że za każdym razem w tego typu korektorach. Tak się zastanawiam, czy być może nie chodzi tu o jakiś wspólny składnik? Np owe silikony.
        Bądź co bądź kamuflaż z ArtDeco nie daje mi spokoju..:D Więc pewnie skończy się na tym, że i tak go kupię i przetestuje.
        Ale się rozpisałam..:D
        Pozdrawiam

  2. Witch pisze:

    Widzę, że ostatnio kupujemy to samo:) Masło czekoladowo-pistacjowe jest tak pachnące, że przy odrobinie zamyślenia można by je zjeść:) Nawet miałam pomysł, żeby przełożyć nim ciasto i podać osobie, która ostatnio szczególnie zaszła mi za skórę…;)

    • withi pisze:

      E tam, ja wolę sobie masełko na brzuch walnąć, a nie truć nim wrogów. Chociaż fakt – pachnie wybitnie czekoladowo ❤
      Ale musisz przyznać że nie utrzymuje się zapach zbyt dobrze … Masłą Tutti Frutti pod tym względem przodują 😉

  3. ciocia zło pisze:

    Ojej ja też już chce te przerwę świąteczną! A tu jeszcze jakieś kolokwia z matematyk i innych mechanik buu 😦

    Te wszystkie balsamy/masła do ciała to bym Ci ukradła najchętniej 😀 Chociaż ostatnio uzależniłam się od malinowego balsamu z AA. Obłędnie pachnie 😀

    • withi pisze:

      Też go uwielbiam – balsamy z AA są lekkie i idealne na lato. Całe tegoroczne używałam tego o zapachu kawy, czy kakao – jakoś tak 😉 No i różane też – pachnie jak babcine różańce *.*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s