I want to live a life worth writing down

***

Today is the first day in a very long time, that I’ve had some serious, secluded alone time. It’s a moment to catch my breath.

I really needed today. I’ve been feeling pretty melancholy these days. I miss my parents, my friends, my pet, and I wish I was at home and able to take care of everyone and everything. Today has made me realize that I need to take care of myself … of my heart.

And one thing, I really want right now – I want to live a life worth writing down …

***

Wzięło mnie na angielski, bo chyba owy przedmiot zaliczyłam pomyślnie, ale to się okaże dopiero po świętach. Co prawda nie podołałam niektórym skrótom, i np OR oznaczało dla mnie ewidentnie operating room, i tak też w rzeczywistości jest, natomiast, żeby tematycznie było, OD to dla mnie operating date, chociaż wiem, że nikt się ze mną nie zgodzi, a już na pewno nie pani od ang ; – ( Co do ciekawszych słówek, które mnie totalnie urzekły podczas nauki, należą na pewno: kilaki – gummas, koślawy łokieć – cubitus valgus, wodniak torbielowaty – cystic hygroma, przezierność karkowa – nuchal translucency, zwój mózgowy – ganglia, nerka – kidney, kosmek – villus, rozstępy ciężarnej – striae gravidarum i inne słodkie misiaczki *.* Dodam jeszcze, że zdecydowanie wolę operować językiem bardziej pożytecznym i potocznym … Chociaż z takim słownictwem jak obecnie, to nawet dr Shepherd’a mogę wyrwać ahahaha. Zabłysnę jakimś zwojem mózgowym czy coś … i jest mój ^.^

No, ale przechodząc do meritum sprawy – kupiłam dzisiaj karnet na siłownię, bo Zdrofit (tutaj ich strona – kkkklik) otwiera swój 7 klub w Warszawie i to w dodatku oddalony ode mnie o … 1 przystanek jejejejejejejejejejejeje ! Tzn tak – nic nie robię, siedzę na tyłku i naprawdę nie mam energii do niczego. Wydawać by się mogło, że nie powinnam być zmęczona, jednak każdy, kto choć trochę ćwiczy, wie jak zbawienny owy wysiłek fizyczny, może być nie tylko dla duszy, ale i dla ciała a przede wszystkim dla mózgu! Owszem – dbajmy o swoje móżdżki, bo to one nami sterują. I boli mnie fakt, iż kiedyś byłam tenisistką, prawie Rogerem, jeździłam na rowerze 10 km w jedną stronę na 2godzinny trening, po czym taką samą trasę pokonywałam do domu, i byłam tylko leciutko zmęczona … A teraz jestem jedynie fizycznym inwalidom, i to jest tu straszne. Także, orbitreku – przybywam w styczniu, aby spalić świąteczne ciastka, a póki co relax. Jutro wtorek, a jak to zwykle we wtorki bywa – nie wiem co się dzieje, nic nie ogarniam, chodzę jak zombie i generalnie, jest śmiesznie.

Pozdrawiam więc Was ciepło, zmykam nadrabiać Na Wspólnej 🙂

PS: Relaksujemy się z Kubusiem:

***

Reklamy

8 thoughts on “I want to live a life worth writing down

  1. Ala pisze:

    pozwolę sobie odpowiedzieć – buty są z H&M, też mam takie, tylko, że różowe 😉 kupiłam je sobie na studniówkę i większość moich znajomych była przekonana, że wywalę się podczas tańczenia poloneza -.- co oczywiście nie miało miejsca, bo wbrew pozorom te buty są bardzo, bardzo wygodne, ja w nich zupełnie nie czuję tych kilkunastu cm, są cudowne i chyba nawet najwygodniejsze jakie kiedykolwiek miałam (jeśli chodzi o szpilki) 😉 świetna inwestycja, tym bardziej, że ich cena była śmieszna 🙂

    Asiaaaaaa, mnie angielski czeka we środę, i to słówka ze wszystkich trzech semestrów 😦 ale już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy na Miodową, jak chociaż raz w tygodniu nie odwiedzę tych okolic, to czuję się nieswojo 😀 co prawda teraz, mimo cudownych ozdób, zupełnie nie czuć świątecznej atmosfery – gdzie jest śnieg?! rok temu, w dniu zaliczenia z angielskiego, było tak cudownie! śnieg, lekki mróz i słoneczko – cud, miód 😉 a teraz?!

    • withi pisze:

      Teraz nie ma śniegu i dzięki Bogu – pfff. Co to za prośby? Aczkolwiek przed wyjazdem do Rzeszowa mógłby spaść, bo wybieram się na Krakowskie żeby zobaczyć te słynne ozdoby. Chociaż wczoraj wróciła moje współlokatorka z Rzeszowa właśnie, i mówi że w tym roku jest jeszcze piękniej niż w poprzednim, a skoro tak … to ja nawet nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić ; – D Jak dojeżdżasz na Miodową? Ja nie wiem czy trochę głupoty nie zrobiłam, bo jadę 190 albo E-2 do metra Ratusz-Arsenał i stamtąd sobie robię spacerek. A Ty, a Ty ? ;>

      Buty są mega wygodne. Mnie nogi bolą jak chodzę w płaskich bucikach, więc przetańczenie całej nocy to nie problem, a z drugiej strony – one nie są wysokie ; – )

      • Ala pisze:

        Wysiadasz na Arsenale? To trochę nadrabiasz sobie, bo możesz wysiąść przystanek dalej na „Stare Miasto”, wjeżdżasz schodami na górę i po kilku minutach jesteś na miejscu 😉 Z przystanku to jakieś 5 minut 🙂 masz tam 190 lub nowa linia – 512 🙂

        co do obcasa to mierzyłam go wtedy i o ile mnie pamięć nie myli to mają 11 lub 13 cm (nie pamiętam) ale w każdym razie, moim zdaniem są wysokie 🙂 platforma jednak kompletnie niweluje to uczucie 🙂 no i jakość, jak na H&M, całkiem całkiem 🙂

        • withi pisze:

          No ja tak szłam 10 minut spacerkiem z metra, więc też nie najgorzej ; – D Na następny raz w takim razie wysiądę dalej- sugerowałam się ‚jakdojadę’, żeby przypadkiem się nie spóźnić.

          No jakieś 11 mają, więcej na pewno nie 😉
          W sumie te moje jesienne buty, w których chodzę od 2 miesięcy, mają też około 10, a jak chodzę po mieszkaniu w kapciach, to czuję się głupio i czasami łapię się na tym że chodzę na palcach ;| Może się stopa przyzwyczaić, jak się dużo śmiga na obcasach. Chociaż to też jest różnica – te z HM mają średni obcas na chodzenie takie hm … ‚normalne’, zresztą i tak są to buty tylko na jakieś tam imprezy czy coś. Jeżeli obcas jest solidny i stabilny to nawet w maratonie można w nich biec ; – D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s