ginekologia i położnictwo od pana Bręborowicza

***

Nigdy aż tak wnikliwie nie zastanawiałam się nad datą moich urodzin … jak ostatnio podczas ćwiczeń z technik położniczych i prowadzenia porodu. Patrząc logicznie na cały proces, jakim jest poczęcie, urodziny powinniśmy świętować dobre 8/9 miesięcy wcześniej, niż to robimy obecnie. Obliczyłam sobie, i padło na około 15 sierpnia 1991 … ja chyba jednak wolę mój 23 maja ; – )

Tadam, tadam ! Oto jakie cudo dzisiaj przytargałam z poczty, która dzięki Bogu znajduje się po drugiej stronie ulicy (okej, ostatecznie książkę przytargał listonosz -.-). Moja obecna Biblia, którą od kilku godzin namiętnie studiuję, kartkuję i wącham (taaak, uwielbiam zapach nowych książek – jestem w tym iście doświadczona, stąd po licznych życiowych obserwacjach wiem, że najlepiej pachną książki do angielskiego, te ze ‚śliskimi’ stronami, jak choćby wszystkie od Longamana *.*). Owa, dwutomowa Biblia będzie mi służyć przez najbliższe 5 lat, moje 1202stronicowe maleństwo ❤ I wiecie co? Są dni kiedy mam dość, kiedy jak chyba każdy, zastanawiam się czy nie rzucić tego w cholerę i iść siedzieć na tyłku na jakiejś mediteraneistyce, filozofii, filologii bla-bla-bla, czy czymś innym, bardzo, baaardzo związanym z moimi zainteresowaniami. Czasami jakiś głupi przedmiot-zapychacz sprawia, że nie mam siły na nic. Rozmyślam czy oby na pewno wybrałam to co chcę w przyszłości robić, czy to, czy tamto. Myślę że większość studiujących wie o czym mówię. Do czego zmierzam? Do tego, że głupia książka, potrafi w jednej sekundzie rozwiać wszystkie te wątpliwości. Kiedy zaczęłam ją przeglądać, dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie że minęła już dobra godzina, a ja jestem dopiero w 1/15 pierwszego tomu. Po prostu na każdej stronie znajdowałam coś, co mnie zainteresowało do tego stopnia, że musiałam przeczytać. I czytałam, nie dlatego że ktoś mnie do tego zmusił, czy stał nade mną kat-kolokwium tylko dlatego, że mnie to cholernie zainteresowało. I wiem, że jeszcze nie raz będę miała ochotę uciekać jak najdalej stąd, rzucić te studia czy w mojej głowie namnażać się będą niepokojące myśli i zbyt dużo pytań. Wtedy to warto sobie uświadomić czego nauka sprawia ci największą frajdę. I jakoś znaleźć siłę żeby nie dać się wyprowadzić z równowagi. Ot, taki sekret.

***

I na koniec ostatni artykuł z serii ‚Pan położny‚, w mojej skromnej ocenie najlepszy z wszystkich, które umieściłam. Ten iście warszawski i taki naprawdę ostatni, bo jeszcze sobie pomyślicie, że pałam do nich jakimś szczególnym uczuciem. Nie nie, po prostu tematycznie, i interesująco. Ot, przeglądam sobie tego typu strony i od czasu do czasu trafię na coś ciekawego 😉

On, położny – jedyny taki facet w Warszawie

– Dla pacjentek jestem egzotyczną atrakcją. Dziwią się i wypytują, co tu robię. A ja udowadniam, że mężczyzna też może być położnym – mówi Radosław Niedźwiedź

Na ponad 30 tys. kobiet położnych przypada w Polsce tylko 30 mężczyzn pracujących w tym zawodzie. Równie rzadko zdarza się położny, który zajmuje się noworodkiem po porodzie. A Radosław Niedźwiedź właśnie wykonuje taką pracę na oddziale noworodkowym w szpitalu Medicover. Ma 26 lat, skończył położnictwo na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Podczas studiów praktykował na bloku porodowym.

Alicja Chybińska: Jest pan jedynym położnym w Warszawie?

Radosław Niedźwiedź: O ile mi wiadomo, tak. Razem ze mną zaczęło studia dziesięciu chłopaków, ale do końca dotrwałem tylko ja.

Odsiew na egzaminach?

– Raczej trudny kierunek. Często sami rezygnowali, bo chyba tego nie czuli. Położnictwo to specyficzne zajęcie, nie dla każdego. Płeć nie odgrywa większej roli: chodzi o powołanie. Chociaż ja powołania chyba nie miałem. Wciągnąłem się z czasem.

Wykładowcy nie dyskryminowali mężczyzn na takich studiach?

– Jeśli w jakiś sposób piętnowali, to raczej za złe podejście niż płeć. Chociaż nie przeczę, musiałem zapracować na dobrą opinię i przekonać wykładowców, że nadaję się do tego zawodu.

Pamięta pan pierwszy poród?

– To było w ramach praktyk po pierwszym roku studiów w szpitalu na Solcu. Spędziłem wtedy całe wakacje na bloku porodowym, ponad tysiąc godzin. Pierwszy poród był traumatycznym doświadczeniem: kobieta cierpi, a ja nie mogę pomóc. Emocje były tak silne, że dziś nie pamiętam nawet, czy urodził się chłopiec, czy dziewczynka.

Dlaczego nie pracuje pan teraz na bloku porodowym, tylko na oddziale noworodków?

– Bo środowisko położnych jest zamknięte i trudno dostać się tam nowej osobie. Jest dużo chętnych do tej pracy. Z racji płci środowisko mnie raczej nie dyskryminuje.

A kobiety rodzące?

– Tylko raz kobieta odmówiła, bym uczestniczył w jej porodzie. Ale z reguły żadna nie protestowała, wręcz przeciwnie: były zadowolone z mojej opieki.

Ich partnerzy też nie mieli nic przeciwko?

– Nie. Byli zbyt zaaferowani porodem, by zwracać uwagę, kto ten poród przyjmuje i że nie jest to kobieta.

Czy ktoś komentował pański wybór zawodu?

– Niektórzy byli zdziwieni, ale to zrozumiałe. Kiedyś też mi się wydawało, że to nienormalne, żeby mężczyzna był ginekologiem. Zmieniłem zdanie w trakcie studiów. Przecież celem tej pracy nie jest podziwianie nagich kobiet przez kilkanaście godzin dziennie, jak się niektórym wydaje.

Jak reagują kobiety, gdy widzą, że ich nowo narodzone dziecko przewija i karmi położny?

– Jestem dla nich egzotyczną atrakcją. Dziwią się i wypytują, co w ogóle tu robię. Staram się wykonywać moją pracę rzetelnie i sumiennie, bo bardzo ją lubię. I to się przekłada na moje dobre relacje z pacjentkami. Myślę, że doceniają, że się angażuję, a wtedy płeć schodzi na dalszy plan.

Chyba większe zaufanie miałabym jednak do kobiety.

– Kobieta też nie rodzi się z umiejętnością zmiany pieluszki, wszystkiego można się nauczyć, jeśli się chce. Pacjentki mnie chwalą, więc najwyraźniej się sprawdzam.

Koleżanki położne też chwalą?

– Jedna powiedziała mi kiedyś, że nigdy nie będę dobrym położnym, bo nie mam macicy. Ale pod koniec studiów zmieniła zdanie i przeprosiła.

źródło: kkklik

Ah, ah jeszcze trochę muzyki i nie tylko, czyli dawka samego dobra prosto z Youtube. Słyszałam od kilku osób, że lubią oglądać to co polecam, więc proszę bardzo. Często jak trafię na coś ciekawego, to od razu dodaję do ulubionych na moim kanale youtubowym, który jest tu – kkkklik, więc tam jest generalnie większość 😉

Reklamy

3 thoughts on “ginekologia i położnictwo od pana Bręborowicza

    • withi pisze:

      Czy ja wiem … Po czym to stwierdziłaś? Cały refren jest zaśpiewany kompletnie inaczej. Piosenkę znam niemal na pamięć i różni się i to diametralnie od singla płytkowego 😉 np w 1:45 kompletnie inaczej. Chociaż są momenty, jak np biegnie około 1:35 i brzmi to jak playback, fakt 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s