aha

***

Tak bardzo chciałam strzelić jakiś pozytywny wpis, i taki jeszcze kilka dni temu planowałam. Miałam wówczas nieodparte wrażenie, że słońce biegnie szybciej niż ja, chowa się za horyzont, by po chwili z zaskoczenia znowu pogładzić mnie swoimi promieniami po twarzy. Po kościach obojczykowych. Po nadgarstkach.

Miałam pisać, że nie mogę zbyt dużo napisać, bo idę żyć. I miałam razem z nową Rihanną śpiewać where have you been? 

Na chwilę obecną, śpiewając z równie uroczym i cudownym facetem Brunim: I know I’m not perfect, but at the end of the day who is? potwierdza się moja życiowa reguła (chyba nadszedł czas na zmianę motta?), mianowicie, że problemy Asi, jak już się pojawią, mają to do siebie, że się z zawrotną prędkością nawarstwiają. Coś jak wirusy … siedzą sobie cicho w ukryciu, a jak im się znudzi, albo zgłodnieją, to atakują, a co tam. Nie wyszło – ok. Mam słabą głowę, która najwyraźniej jest na tyle słaba, że po jednym mocniejszym uderzeniu odłącza się od rzeczywistości. W związku z tym wywalają mnie z zaliczeń, bo miałam CZELNOŚĆ odwrócić się do tyłu i upewnić czy oby w dobrym miejscu wpisałam numer ideksu. Nie mam na nic siły, nogi nie chcą ze mną współpracować. Kiedy, w mozolnie wolnym tempie przeżuwam bliżej nieokreślony, ale na pewno bezmięsny, pokarm, mam wrażenie że w buzi mam nerkę, chrząstkę pierścieniowatą i zachyłek żebrowo-przeponowy. Nie muszę dodawać, że w takiej sytuacji vomitus czy jak kto woli emesis byłoby dobrym rozwiązaniem, przykre, że wymiotować nie umiem -.- Do czego chcę dojść? Do tego że za tydzień jakiś kolos z anatomii, w czwartek kolejne podejście do podstaw pielęgniarstwa (postaram się unieruchomić wszystkie kręgi, zwłaszcza szyjne, i przystopować oczy, żeby przypadkiem nie błądziły i nie dawały kolejnego powodu na wypieprzenie mnie z sali) a jutro co? A, poprawa z biochemii, więc idę sobie z nią porandować, ale wcześniej przygarnę Maję z Krakowa, moją kochaną studentkę filmoznawstwa, która postanowiła mnie odwiedzić w tym dość burzowym okresie, choć przyznać muszę, że taka piękna pogoda jak jest za oknem w Warszawie, to raczej raj, a nie listopad.

Jeszcze jedno – przez takie głupie sytuacje, przedmioty-zapychacze i inne, męskie stworzenia, studia chwilowo Asi obrzydły i nawet badanie szyjki macicy, w mokrych od gilceryny palcach, na cudownie nagim fantomie, nie sprawia przyjemności. Tak czy siak – wybadałam ostatecznie ten szew strzałkowy, rozwarcia szyjki i inne cudaczki, więc przynajmniej taki plus. Nie ukrywam że taka wiedza, zwłaszcza praktyczna, jak choćby badania wewnętrzne, bardziej przyda mi się w przyszłości, o ile nie pożegnam się w tym roku z moim położnictwem. Naprawdę, obecnie wisi mi nawet to że mi wisi, a to już stan krytyczny.

Musiałam z siebie wywalić trochę toksynek. Dziękuję Kasi Sówce i Mai mojej, za ratowanie serca – dobrymi byłybyście kardiologami, really ;*

Dzisiaj zapanuję nad sobą, pokonam swój mózg i zmęczone oczy, i PRZYRZEKAM – będę siedzieć w nocy i tłuc tą biochemię aż ją zwrócę. Nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona, nie piję kawy, ani innych energio-cudów-XXIwieku (*), nigdy jeszcze nie uczyłam się w nocy bo po pierwsze – nie potrafię, po drugie i ważniejsze – nic nie wchodzi. Dzisiaj będzie mój pierwszy raz. (jasne)

Z tego stresu schudłam 3 kilogramy. Jedząc dużo czekolady i orzechów ziemnych. Fajnie, szkoda że moje ulubione spodnie lecą mi z dupy.

PS: W moim życiu ostatnio kolorowe są tylko majtki. Moje kochane topshop’y – są najlepsze! I pan Federer, który ma to do siebie, że uruchamia swój talent z reguły pod koniec sezonu i sprawia że moje gruczoły łzowe produkują duża ilość szczęśliwych łez. Bóg Ci zapłać tenisowy Mistrzu za taki mecz jak wczorajszy. Prawdziwy facet, a nie jakiś gniot, o. Jednak chyba zostanę przy mojej platonicznej, federerowej miłości …

Advertisements

3 thoughts on “aha

  1. mia pisze:

    Hej Asia
    Ja powiem tak, Nie poddawaj sie! A przynajmniej daj z siebie wszystko zeby pozniej nie miec do siebie pretensji ze sie nie postaralas i nie probowalas!
    I dla pocieszenie powiem: inni maja gorzej 🙂 Mnie rowniez przerazala biochemia ( a przypuszczam ze u mnie jest bardziej szczegolowa-bo jestem na typowo ścisłym kierunku). To jest do nauczenia:)
    Dasz rade!

  2. Witch pisze:

    Asiu, początki są zawsze trudne! Ja miałam również pod górę, zwłaszcza, że na magisterskich studiach zdecydowałam się zmienić kierunek:) Nie zrażaj się:) A co do miłości – warto czekać na tą prawdziwą! Trzymam kciuki!:)

  3. Kina pisze:

    Wiesz co Asiu, trochę rozumiem to co czujesz. Jestem na pierwszym roku dietetyki, minęło 1,5 miesiąca, a ja mam już czasami dość. Jeszcze nie miałam wolnego weekendu, zawsze muszę siedzieć nad anatomią, fizjologią, albo chemią…Myslalam, ze nauki nie bedzie az tyle. Ale wydaje mi się, ze to minie i znowu bedziesz z przyjemnoscia uczyc sie tych wszystkich rzeczy, zobaczysz 🙂 Wszystko bedzie dobrze, bo jak inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s