„Krocze nie śni mi się po nocach”

***

Z braku czasu wrzucę ciekawy artykuł o wdzięcznym tytule jak powyżej *.* Powiem Wam tylko że zaliczenie z biochemii to jakiś pogrom na kierunku położniczym. Momentami wydawało mi się że test jest w języku arabskim, bądz jeszcze bardziej egzotycznym … Strzelaninka była solidna, a czy się ostatecznie wstrzeliłam, to zobaczymy jutro. Jak przetrwam socjologię i ćwiczenia z anatomii to czeka mnie uroczy wieczór i masaż, o czym marzy każda komórka mojego ciała mm. Ok, wracam na ziemię, bo jeszcze 24h. Z całej tej biologiczno-chemicznej rozpaczy moje nogi zaprowadziły resztę mnie do New Look’a i zaopatrzyłam się w cudowną, jesienną parkę ! <333 Teraz marzę o okresie, kiedy śnieg pójdzie już w zapomnienie, a ja będę w niej z uśmiechem śmigać. No genialna jest, może kiedyś coś się z nią tu pokaże 😉

***

Zwykle mówią do mnie „panie doktorze”. Prostuję, że jestem położnym. Pytają wtedy, jak to się stało?

Rodząca kobieta generalnie wie, na czym będzie polegała nasza współpraca, więc to, że jestem mężczyzną, nie stanowi raczej dla niej problemu. To panowie są podejrzliwi. Groźni. Nie uśmiechają się. Bacznie obserwują i patrzą mi na ręce. Zwłaszcza na początku, bo w końcu, przeważnie, i oni się otwierają.

Jasne, że czasem się zdarza, że ona do niego mówi: wyjdź i zostaw mnie samą. No i on wychodzi, a ja zostaję. Rozumiem, że może mnie za to nie lubić.

No dobra, zdarzyło się i tak, że kobieta poprosiła o zmianę. Powiedziała, że nie będzie ze mną rodzić i już.

Przykro mi się zrobiło i trochę się przestraszyłem. Że jeśli to się zacznie powtarzać, to mi nie pozwolą wykonywać zawodu. Albo przeniosą na noworodki. Na szczęście chwilę potem odmówiła mojej koleżance.

Ale może już czas, żebym się przedstawił. 

W ogóle ten czas przed główną akcją porodową to jest właśnie ten moment, w którym pracuję nad zaufaniem i nad kontaktem. Bo kobieta musi mieć zaufanie do osoby prowadzącej. Musi się czuć zaopiekowana i bezpieczna. Dlatego robię, co do mnie należy, ale też pytam, troszczę się o samopoczucie mojej podopiecznej. Dla tej kobiety jej poród to przecież wyjątkowa rzecz. I tak ją traktuję. A przy okazji staram się wyczuć, jaką ma wizję. Bo jedna lubi na wesoło, druga na smutno, trzecia z facetem, czwarta sama, a piąta w ogromnym towarzystwie. To trzeba wyczuć i za tym iść.

No więc już się przedstawię. Mam na imię Marek. Mam 28 lat i jestem położnym w Szpitalu Wojewódzkim w Zielonej Górze. Nie piję. Jestem absolutnym wrogiem palenia. Wady? Jasne, że mam. Na przykład brak cierpliwości. To nie najlepiej jak na położnego, prawda? Mam też bzika na punkcie punktualności. Normalnie nie mogę, jak ktoś się spóźnia.

Moja mama była urzędniczką na poczcie, tata kierowcą. Wciąż mieszkam z rodzicami. Trochę mnie denerwują, ale generalnie dobrze mi się z nimi żyje. Mam ugotowane, uprane, mogę poleniuchować. Lubię leniuchować. Coraz częściej jednak myślę, że warto już by było się usamodzielnić. Jestem kawalerem, ale mam dziewczynę. Może za rok się wyprowadzę. Mam też brata i siostrę. Siostra jest księgową. Ma męża i dzieci.

Nie, nie odbierałem porodu siostry. 

Po pierwsze dlatego, że gdy ona rodziła dzieci, to nawet nie myślałem, że mógłbym być położnym. Jest o dziesięć lat starsza. Po drugie zasada jest taka, że osobom bliskim, jeśli nie ma takiej potrzeby, nie wolno porodu przyjmować. Raz asystowałem przy porodzie bliskiej koleżanki. Emocje były tak wielkie, że mi odebrało zdolność logicznego myślenia.

Porodu swoich dzieci też bym odbierać nie chciał. I mam nadzieję, że nie będę musiał. Chciałbym to przeżywać jako ojciec, a nie położny. Oczywiście, że chcę mieć dzieci. I to na pewno nie jedno.

Ale może wrócę do tego, dlaczego wybrałem taki zawód. Po prostu byłem ciekaw, jak to się wszystko dzieje. Jakim cudem. Nawet teraz, gdy już pracuję na sali porodowej, to mnie fascynuje. Jak ono się przeciska? Jak z takiego małego ziarenka rodzi się takie coś?

Zawsze miałem dużo zwierząt w domu. 

Jakieś ślimaki, chomiki, świnki morskie, rybki, psy. Jak tylko były w ciąży, to je obserwowałem. A suce, jak się szczeniła, to asystowałem. Nie dała do siebie podejść, stałem i patrzyłem. A potem się cieszyłem. Bo urodziło się nowe życie. Bo ona dała radę.

Poza tym byłem najzwyklejszym chłopcem na świecie. Miałem kumpli, grałem w piłkę, łaziłem po drzewach.

Po podstawówce poszedłem do zawodówki. Uczyłem się na stolarza. Chciałem mieć jakiś zawód. Fajnie mieć jakiś zawód. Ale nie podobała mi się ta monotonia. Znalazłem pracę w firmie budowlanej i dalej się uczyłem. W zaocznym liceum. A potem zdałem maturę. Mam kuzynkę, rówieśnicę, zastanawialiśmy się razem, co robić dalej. I pewnego dnia ona mówi, że pójdzie do zawodowego studium medycznego. No to ja też. Że będzie pielęgniarką. No to ja też. To znaczy ratownikiem medycznym. Fajnie jest ratować ludzi, myślałem. Byłem przecież harcerzem. Poszliśmy do tego studium i okazało się, że to już nie studium tylko studia. Filia Akademii Medycznej. To było coś. A potem zobaczyliśmy, że mają też położnictwo. Gdyby to nadal było studium, to sprawa byłaby zamknięta, bo w regulaminie było napisane, że tylko kobiety mogą być położnymi. A studia, to co innego. Studiować może każdy.

Nie zdawałem sobie sprawy, że pielęgniarka zajmuje się człowiekiem, a położna kobietą.

Tylko i wyłącznie. No i to położna przyjmuje porody. To mnie przekonało. Poza tym na ratownictwo medyczne miało być wiele egzaminów, a na położnictwo tylko test z biologii. Jak powiedziałem, gdzie zamierzam zdawać, wszyscy się zdziwili. Ale byli przekonani, że się nie dostanę. W końcu to AM. Jak się dostałem, to ojej, taki byłem dumny. Rodzice zresztą też. Koledzy się uśmiechali. Położny? Co to za zawód dla mężczyzny? Mieszkam w Krośnie Odrzańskim, a to jest miasteczko wojskowe, więc oni w większości wojskowi. Niektórzy zazdrościli, no, bo wiadomo, intymna sfera kobiet. Inni z obrzydzeniem, że oni by nie mogli. Z tego samego powodu.

Kurcze, ludziom się wydaje, że ja ciągle patrzę w krocze, a ja najczęściej patrzę w oczy. A przy tym rozmawiam. To jest moja praca. Krocze to ostatni etap.

No dobra, na początku to może rzeczywiście był to dla mnie kłopot, ale teraz krocze to dla mnie po prostu jest miejsce, w którym się wizualizuje dziecko.

I nie śni mi się po nocach, a porody tak.

W ogóle jeśli chodzi o moje podopieczne, to jestem im bliższy niż one mnie. Jak idę po ulicy, to one mnie pozdrawiają, machają dziećmi, a ja czasem nawet ich nie poznaję. Bo to jest jednak tylko i wyłącznie praca.

Ale wróćmy na studia. Na roku byłem ja i 27 koleżanek. Super. Była też jedna doświadczona położna, która ciągle mi powtarzała, że nie powinienem się tutaj zgłaszać. Bo poród to intymna sfera kobiet. Ona mi życzyła, żebym te studia skończył, ale potem nie znalazł pracy. Nie było to miłe, ale ja jestem baran, zodiakalny, więc się zaciąłem i już. Koleżanki też mi najpierw coś o tej intymnej sferze zaczęły opowiadać, ale potem, jak mnie poznały, jak zobaczyły w działaniu, to przestały. Widocznie poczuły, że jej nie naruszam. Tylko że to było potem, bo najpierw to bardzo się bałem, jak przetrwam pierwszy poród. Wyobrażałem sobie, że będą krzyki, płacze, wyzwiska, krew na ścianach. Jednym słowem miazga. Jak na tych filmach, które oglądaliśmy.

Bałem się, że zemdleję. 

Że nie będzie mi się podobało. Okazało się, że rzeczywistość wygląda znacznie lepiej. I nie zemdlałem, a koleżanka tak.

A potem skończyłem studia i złożyłem podanie do tego szpitala, w którym miałem praktyki. Niestety, okazało się, że na porodówce komplet. No, ale mogą mnie zatrudnić na bloku operacyjnym albo na intensywnej terapii noworodków. Wybrałem to drugie, bo miałem bliżej do porodówki. Jak była potrzebna pomoc, to czasem nas wzywali. Dziewięć miesięcy tam pracowałem, i to była taka moja zawodowa ciąża. Aż koleżanka zaszła w ciążę i zwolniła miejsce.

Pamiętam mój pierwszy poród. Ten, w którym to już ja byłem prowadzącym. Bardzo się stresowałem i bardzo chciałem się opanować. Na szczęście ta pani nie rodziła pierwszy raz. Ona sobie prze, ja fartuch, rozkładam zestaw do porodu, myję kroczę na jałowo i zaraz już widzę, że główka się wychyla. Wszystko, czego mnie uczono, zaczęło się układać. Moje dłonie gdzie trzeba, jak trzeba. Teraz przyj, teraz nie, jeszcze, mocniej, ostatni wysiłek, dasz radę, już!

Wyjąłem dziecko, to była dziewczynka, położyłem kobiecie na brzuchu. Byłem szczęśliwy. Wszyscy byli szczęśliwi. Adrenalina. Ogromny strzał. Uwielbiam to. Że wszystko dobrze. Że płacze. Zawsze jest tak samo.

Nie ma fajniejszej pracy niż położnictwo.

No, może to ratownictwo.

MAŁO MĘŻCZYZN

W Polsce zarejestrowanych jest 45 panów położnych. Najwięcej w Poznaniu i Warszawie – po sześciu. Potem jest Krosno – pięciu.

Ani jednego nie ma w Gdańsku i Katowicach.

W ogóle w 26 spośród 45 okręgów nie ma ani jednego pana położnego.

źródło: kkklik

Reklamy

9 thoughts on “„Krocze nie śni mi się po nocach”

  1. Ala pisze:

    Do koleżanki „Olki” : wiesz, moim zdaniem większym powodem do wstydu jest to, że kobieta używa takich słów jak Ty. A na marginesie, kto dał Ci prawo oceniać tego człowieka? Znasz go? Miałaś z nim do czynienia? Wiesz, jaką ma sytuację rodzinną? Najbardziej na świecie nie cierpię ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do oceny osób, których kompletnie nie znają, na dodatek jeszcze mają czelność używać wobec nich takich słów. Zastanów się dziewczynko, dorośnij. I nie życzę Ci, żeby ktoś kiedyś Ciebie podobnie ocenił, naprawdę.

    A jeśli chodzi o artykuł, to strasznie fajnie mi się go czytało 🙂 Facet – położny, to nadal coś zupełnie dziwnego, innego. U nas na roku było jeden rodzynek, ale przed praktykami się wykruszył. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Na wykładach wszyscy zwracali się do nas „drogie panie”, kiedyś nawet wykładowca powiedział, że kolega MA się czuć jak dziewczyna. Z jednej strony dziwi mnie takie podejście, bo wystarczy spojrzeć wokół, ile jest lekarzy ginekologów, mówi się nawet, że lepiej chodzić do mężczyzny, bo jest dokładniejszy, delikatniejszy. Jednak, patrząc na to z drugiej strony, jest to bardzo intymna strefa i nie ma się co dziwić, że niektóre pacjentki wolą rodzić z kobietą. BTW. trzeba pamiętać, że jak pracuje się w tym zawodzie, (a nawet jak jest się na praktykach studenckich), to widok TYCH narządów jest zupełnie obojętny, tak jakby urzędnik patrzył w dokumenty – żadna nowość i po prostu „miejsce pracy” 😉

    • withi pisze:

      Oj, nie tak ostro. Mi po prostu chodzi o to, że nie powinno się oceniać innych, bo w konsekwencji kiedyś ktoś może podobnie podsumować Ciebie, patrząc na jakąś durnotę w Twoim życiorysie.

      I wiesz – my też mamy nawet dwóch takich panów, przy czym jeden praktycznie nie chodzi, bo ma większość zaliczone (nie wiem jak to w jego przypadku jest – czy już studiował, czy co … bo nie widziałam kolesia na oczy)/ Oczywiście że kobiety preferuję facetów ginekologów, sama potwierdziłam regułę iż kobiety delikatne nie są, co jest lekko przykre … Rzecz jasna nie wolno sprawy generalizować i wrzucać wszystkich Pań-gine do jednego wora 😉

      Ciumasy Alicja, nawiedź moje mieszkanie kiedyś ; *

  2. Olka pisze:

    Wiem Asiu, wiem, ale jak mężczyzna do tego roku życia nie potrafi sam sobie ułożyć życia i wziąć za nie odpowiedzialności, to jest ciota i tyle; no i niestety przez ten pryzmat patrzę na cały tekst 🙂

    • withi pisze:

      Aha, czyli ciota jest położnym. Jeżeli przez takie rzeczy patrzysz na całość, to podziwiam, bo ja na podstawie jednej głupoty innych nie oceniam 😉 Pomyśl że ktoś na podstawie jakiejś błahostki ocenia całe Twoje życie … No i wybrałam zawód dla cioty, a to też pocieszające jest 😉

      • Olka pisze:

        Asiu, nie, Ty jesteś kobietą, a to całkowicie co innego 🙂 Po prostu mam inne wyobrażenie mężczyzny – nie zamierzam zmieniać zdania na ogólnie wprowadzane (czyli że każdy może być każdym), bo są zawody dla kobiet i są zawody dla mężczyn. Ten jest stricte dla kobiet (w moim przekonaniu). Dlatego facet zajmujący się takim fachem jest zniewieściały, co automatycznie = ciota. For me. Moje zdanie, wsio [;
        Do Ali poniżej: jeśli wierzysz w bajki, że ludzi się nie ocenia i że dąży się do powszechnej tolerancji, to pozdrów Piotrusia Pana i króliczka wielkanocnego. Oceniam, bo jestem nietolerancyjna, nie lubię takich zjawisk w społeczeństwie i będę je tępić – po prostu. Mężczyzna ma być mężczyzną i zajmować się czymś, co bardziej do niego pasuje.
        A co do ocen – myślisz, że nie skonfrontowałam się z oceną mojej osoby? I nie, nie przeszkadza mi to, mam dystans – cenię krytykę, bo tylko krytyka tak naprawdę coś wnosi [;

  3. Olka pisze:

    „Mam 28 lat… Wciąż mieszkam z rodzicami… Bałem się, że zemdleję” – 😀 Przepraszam Asiu, ale jak dla mnie to ciota, a nie mężczyzna [;

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s