eau de parfum

***

Jakiś dłuższy czas temu kilka osób prosiło mnie o wpis związany z moimi ulubionymi perfumami, co dopiero teraz robię, za co ogromnie przepraszam. Czynię to jednak z wielką przyjemnością, jako że, jak każda chyba kobieta, nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez ‚ubrania’ się jakimś zapachem. Ups, muszę to sprostować, więc taka malutka dygresja – jakieś dwa miesiące temu, śpiesząc się, co nie jest do mnie podobne, a co ciekawsze – śpieszyłam się wówczas na egzamin z prawka, który był mi już tak obojętny, tak obrzydliwy, że generalnie wisiało mi to czy zdam czy nie zdam, (radzę zdać jak najszybciej, bo każdy jeden egzamin wypłukuje z Was radość z jeżdżenia, którą zostaliście zarażeni na kursie – nie to co teraz *.*) wybiegłam z domu i zapomniałam się popsikać – czymkolwiek! Najlepsze jest to że zmusiłam tatę żeby zawrócił, wpadłam do domu, popsikałam się Pumą – Mild i sru na egzamin. Puma wtedy nie zawiodła, a popsikałam się nią pierwszy raz od dobrych kilku lat, więc może coś w tym jest, że ten zapach przynosi mojej osobie olbrzymie pokłady szczęścia? W każdym bądź razie psikadełka to taka część mnie, która jest poniekąd wyznacznikiem mojego aktualnego nastroju, planów na dany dzień, samopoczucia i generalnie jest czymś naprawdę istotnym. Jak już wiele razy wspominałam, perfumy są dla mnie czymś bardzo ważnym – z reguły przypominają mi o miłych wspomnieniach, wyjazdach, okresach w moim życiu, czy co najważniejsze – o osobach. Często łapię się na tym, że w autobusie, w sklepie, na ulicy, czuję jakiś zapach, kojarzący mi się z konkretną twarzą, i jakby automatycznie szukam jej wśród mnóstwa innych, otaczających mnie ze wszystkich stron osób. Są i takie zapachy, które przywodzą wspomnienia mniej szczęśliwych i godnych zapamiętania, chwil – te z kolei staram się jak najszybciej, na stałe wyrzucić z mojej głowy.

Mam jednak listę zapachów, które są dla mnie bardzo, bardzo istotne i królują na tej liście już bardzo długo (ewentualnie zmieniają swoje pozycje, jeżeli chodzi o numery 😉). Dodam, że nie lubię zapachów ciężkich, albo inaczej – nie lubiłam. Zawsze preferowałam zapachy lekkie, orzeźwiające, często kwiatowo-owocowe – zresztą jak każdy nastolatek. Kiedyś byłam młoda (hah), miałam wieeele energii (energio, where are u now?) i wrzucałam na siebie, może nie litry, a mililitry właśnie takich zapachów. Teraz jestem starsza, a i w tej kwestii nieco się zmieniłam, jednak wciąż zapachy na bazie wanilii, kokosu – męczą mnie niemiłosiernie. Ale w tej chwili muszę zaznaczyć, iż powoli i te upodobania się zmieniają … Kto wie, co za kilka lat będzie ‚na mnie’ królowało? Może a nuż znienawidzona, a kochana przez moją mamę, Euphoria?

Na pierwszym miejscu, od dawien dawna, króluje gama Chloe – perfumy niezwykle eleganckie, subtelne, kobiece – naprawdę cudowne. Pierwszy standardzik Chloe odkryłam już jakiś czas temu. Jako że są to perfumy dość drogie, a ja jednak jestem za oryginałami, postanowiłam na pierwszy zapach sobie pozbierać, i takim oto cudem w moje łapki trafiła calutka, 100ml, buteleczka, która aktualnie jest na wykończeniu, a w planach szykuje się kolejna! Później dostałam od tatusia jeszcze drugi, nowy Chloe – Love, który ‚narzucam’ na siebie wieczorami, zwłaszcza zapach ten pasuje mi do obecnej pory roku – stąd często go obecnie na sobie ‚noszę’. Na tych wakacjach rozważałam zakup limitowanej kolekcji, różowej, ale zrezygnowałam – niby czuć tam tą ich markę, która tworzy całą gamę, ale jednak to nie to.

Na drugim miejscu jest Nina Ricci – L’Elixir. Zwykła, standardowa Nina też jest cudowna, ale jej nowe wcielenie bardziej do mnie przemawia. Nina towarzyszy mi również przez okres jesienny – dla niektórych może wydawać się zbyt ciężka, jednak naprawdę to tylko pozory. Zapach stricte kwiatowy, owocowy. Można wyrzuć borówki z limonką, jabłko i piżmo. (apropos jabłka – kiedyś, w czasach gimnazjum, wlewałam na siebie masę zielonego jabłuszka DKNY – zapach jak najbardziej przywołuje wspomnienia tamtych lat, jednak w tym momencie mam od niego zawroty głowy, jak zresztą od wszystkich jabłek Donny, i robi mi się słabo, więc na pewno do niego nie wrócę – btw, mam od Donny – Love from New York – kkkklik, i do teraz psikam nim szafę i pokój, bo na sobie nie jestem w stanie go mieć *.*). Jeżeli powiększycie Ninkę to ujrzycie mnie w jej zakrętce ; – )

Trzeci zapach życia, mogę tak to ująć, jest na pewno Puma Mild, o której już wspominałam. Zapach został wycofany z produkcji, co dziwi i szokuje, jako że dla mnie, i nie tylko z tego co słyszałam, był to najlepszy i najpopularniejszy zapach Pumy – a ja miałam je wszystkie … Nie mówiąc o tym, że szara, męska Puma też jest cudowna ! Dzięki Bogu jest allegro, ebay i jakieś, nie wiadomo z jakich źródeł, zapachy. Ale w tej kwestii to walę, jakby były w perfumeriach to nie miałabym tak utrudnionego zadania 😉

Czwarty zapach to na pewno zapach pani Sharapovej. Pani Sharapova gości u mnie już po raz któryś – jest to moja bodajże 7, albo 8 buteleczka. Lubię ten zapach, lubię go na sobie mieć i wciąż często po niego sięgam.

Na piątym miejscu planuje się Celine Dion i jej Sensational. W zasadzie odkryłam go przez przypadek, kilka lat temu szperałam w Douglasie, bo naszła mnie ochota na coś nowego. Zapach bardzo delikatny, subtelny, kobiecy. Obecnie zaopatrzyłam się w buteleczkę o pojemności aż 100ml.

Szóste miejsce to zapach Kenzo – Magnolia, który znalazłam tylko w Sephorze, i który towarzyszy mi już od dobrych dwóch lat i jest idealny na lato – jest on tak rzadki i piękny, że naprawdę używam go dość oszczędnie, i do teraz zużyłam tylko dwa flakoniki. (zdjęcie stare jak świat, wzięłam je z jednej z pierwszych notek na tym blogu)

Siódme miejsce zajęła Paris Hilton i jej Heiress. Zapach to niemal historia – odkryłam go w wieku 16 lat, buszując z Nat w Sephorze. To cudowne stworzenie (Natalian w sensie *.*) zapamiętało, że zapach mi się bardzo spodobał, i kilka dni później dostałam taką buteleczkę od niej w prezencie na 16 urodziny. Co ciekawe – jeszcze odrobinkę zapachu wciąż mam, co szokuje – a ile dokładnie to widać na poniższym zdjęciu. Jeżeli o sam zapach chodzi – jest BARDZO, bardzo słodki, ale tak hm … specyficznie słodki … Ciężko mi go opisać, powiem tylko że używam go bardzo, bardzo oszczędnie, co jest logiczne, skoro wciąż go mam, a minęły już dobre 3 lata. Obecnie rozważam zakup kolejnej buteleczki, szkoda że Sephora wycofała kolejny, lubiany przeze mnie produkt … Używam go na specjalne okazje, bo tak po prostu, po ludzku szkoda mi go i tyle ; – (

Jeżeli chodzi o moje ulubione perfumy to myślę że to wszystko. Wiadomo – przewijało się sporo innych, ale jak widać mniej lubianych przeze mnie, skoro nie chciałam do nich wracać. Te zapachy to dla mnie taka klasyka, czasami mam wrażenie, że mając na sobie zwykły biały basic, brązowe spodnie, ładną biżuterię i np zapach Chloe, jestem najbardziej elegancką wersją siebie, ever. Nie, a poważnie – głupi zapach, a tak zmienia nastawienie, prawda? Coś w tym jest, skoro bez skropienia nadgarstków, włosów, szyi – nie jestem w stanie wyjść poza progi swojego pokoju.

A jakie są Wasze ulubione zapachy? Macie takie, do których zawsze, ZAWSZE wracacie? ;>

PS: W najbliższym czasie pokażę Wam co przywędrowało ostatnio do naszej kuchni … Moje zdziwienia na twarzy, kiedy wieczorem powędrowałam tam, w celu zrobienia sobie herbaty, musiało być co najmniej komiczne. Póki co mam przed sobą kolejne cztery, ciężkie, studenckie dni, a później trzydniowy oddech and over and over. Jednak miłe, przyjemne wręcz odskocznie mobilizują żeby dawać z siebie wszystko. Było miło, bardzo. Ah – zupa krem siedzi sobie w lodówce i czeka na jutrzejszą porę obiadową. Zaczynam jeść jak człowiek, a nie jak student, postanowione. I to na blogu … a blog zobowiązuje ^.^

Advertisements

5 thoughts on “eau de parfum

  1. vixen pisze:

    Ja jestem fanką euphorii 😛 więc mam flakonik. Łączy Nas Nina Ricci 🙂 Ostatnio bardzo mi się spodobał zapach Very Wang preppy princess, więc nim pachnę 😉 Uwielbiam też Armani diamonds edp, ale nie mam go w swojej kolekcji. Poza tym mam jeszcze hugo boss femme i cerruti 1881 oraz cool wave davidoff, ale jest okropnie nietrwały…

  2. witchka pisze:

    Ja natomiast kocham całym sercem Givenchy Angel ou demon – są takie jak ja:) Poza tym ubóstwiam Armani Diamond (ten niebieski) oraz – na wielkie wyjścia Armani Code.

  3. vuze pisze:

    Te perfumy Chloe mnie zaciekawiły, będę musiała iść i je obczaić 🙂 osobiście używam Dolce Gabbana Light Blue ❤

    Powodzenia w ciężkim tygodniu przed długim weekendem ! 🙂

    • withi pisze:

      Chloe to już niemal klasyka … i tu wielka szkoda, bo zbyt często czuję ten zapach na innych ; – ( A ja nie lubię tak, eh.
      Bardzo bardzo elegancka i kobieca – mówię o klasycznym Chloe i tym Love (teraz wyszła nowa, bardziej intensywna wersja w czekoladowym opakowaniu), obczaj obczaj 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s