moja obecna, wieczorna pielęgnacja buzi

***

Hej. Tak jak obiecałam wracam tu do Was, tym razem z obecną pielęgnacją buzi, ale tą, którą wykonuję praktycznie każdego wieczora. Jeżeli nie widzieliście jeszcze, to tutaj – kklik – podaję odnośnik do pielęgnacji porannej.

Ciągle mam wrażenie że zapomniałam wspomnieć o czymś ważnym. Jadę sobie autobusem, do głowy wpada mi myśl, odnośnie tego tematu, obiecuję sobie że będę ją pamiętać i o niej tu wspomnę, po czym co? Dokładnie – zapominam. A co najgorsze – takich myśli przez moją głowę codziennie przelatuje kilkaa, jak nie kilkanaście, i obecnie jestem trochę w rozsypce, bo jak zwykle wszystko uciekło.

Myślę jednak, że najważniejsza rzecz, jeżeli o pielęgnacje chodzi, ale nie tylko twarzy, to to, że powinnyśmy naszą skórę i siebie szanować. To ona będzie nam służyć przez całe życie, będzie z nami – czy tego chcemy czy nie. Każdy z nas jest unikatowy, inny, oryginalny. Powinniśmy to zaakceptować, swoje wady, jak i poznać swoje zalety, aby żyć ze sobą w totalnej symbiozie. Obrażanie się na siebie, na naturę, na genotypy rodziców, na dłuższą metę nie prowadzi do niczego dobrego. Wtedy to tylko na zewnątrz wychodzi cała toksyna ze środka, i zamiast miłych i pełnych energii i humoru ludzi, stajemy się zdechłymi, wkurwiającymi i obrażonymi burakami. Keep smiling !

Kurde, o twarzy miało być, a nie o burakach. W tej oto właśnie sposób, chciałam zmienić temat, bo myślałam że pisząc o czymś innym, przypomnę sobie całą resztę, która się ze mnie ulatnia, a która akurat dotyczyła dzisiejszego tematu pielęgnacji. Tak czy siak, kolejna moja zasada: im mniej tym więcej. Nasza buzia naprawdę nie lubi warstw przeróżnych produktów, które tylko ją zapychają i sprawiają że traci cały swój urok. Ta uwaga to bardziej do porannej pielęgnacji, albo nawet do makijażu 😉

Czas na pielęgnację wieczorną, bo z takim wstępem to nigdy nie zacznę.

1. Na początek, usuwam makijaż nasączonymi płynem micelarnym wacikami. Z reguły są to trzy waciki – dwa na oczka, trzecim przecieram całą buzię. Nie robię tego zbyt precyzyjnie, po prostu czasami naprawdę mi się nie chce. Płyn micelarny to fajna sprawa, ponieważ jego cząsteczki, zwane micelami, niemal przyciągają jak magnes wszelkie zanieczyszczenia. Stąd, logicznie na to patrząc, jest to pierwszy krok w prawidłowym oczyszczaniu. Kiedyś nie bawiłam się w coś takiego – wychodziłam z założenia że żele czy peelingi dostatecznie moją buźkę oczyszczają. Niby tak, ale płyny micelarne to super alternatywa dla osób posiadających suchą lub wrażliwą buzię – w ogóle nie podrażniają i po ich użyciu nie trzeba używać już wody, która nie jest korzystna dla wszystkich. Poza tym, kiedy ściągniemy najbardziej zewnętrzną, zanieczyszczoną i tłustą powłokę z twarzy, żel czy peelin będzie miał większe pole do popisu. Jeżeli chodzi o płyny których używałam – długo, długo gościła u mnie Bioderma – zwykle kupowałam opakowania 500ml. Następnie przerzuciłam się na micele z LRP, Ziaji – Sopot SPA, aż w końcu trafiłam na jedną z tańszych propozycji, i co się okazało? Na mnie Bourjois działa najlepiej 😉 Nie podrażnia, moje zmęczone i wrażliwe od soczewek oczy w ogóle nie narzekają – przykładowo LRP koszmarnie je podrażniało. Oczyszcza skórę i przygotowuje do następnego, bardziej konkretnego zabiegu.

2. Tak jak pisałam w poprzednim wpisie – nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez peelingów. Zawsze je stosowałam, ale raz że nie regularnie, dwa – jakie wpadły mi do ręki. Poza tym kiedyś kompletnie nie wiedziałam jaki mam typ cery, nie wiedziałam nawet że są kosmetyki do poszczególnych typów … Ale grunt że zmądrzałam i teraz oczyszczam moją buźkę dwoma peelingami praktycznie na zmianę – jest to peeling z zieloną herbatą The Body Shop oraz ten z Sorai – niegdyś z St Ives – morelowy (w sekrecie powiem, że leci do mnie miętowy peeling z Queen Helen kkklik – ponoć jeszcze lepszy niż morelka z Sorai). Po nich czuję się jak nowo narodzona. Ah, i wciąż sięgam po mój uluniony żelo-peeling z L’Oreal !

3. Trzecim krokiem jest nawilżanie buźki (jak zauważyliście w toniki już kompletnie się nie bawię – miałam wrażenie, że pomimo iż używałam te stricte nawilżające, moja skóra była po ich użyciu jeszcze bardziej przesuszona ;)). Ostatnio testuję krem wygładzający No-Skar, który jak dla mnie jest rewelacyjny. Używam go zbyt krótko, żeby zobaczyć jakieś efekty rozjaśniające, jednak wyczytałam że takowe pojawiają się dopiero po około miesiącu, ale takiego naprawdę solidnego i rzetelnego stosowania. Ja używam codziennie wieczorem, robiąc przy tym masaż przez około 30 sekund, jak jest zalecone. Buzia jest po nim gładka i niezwykle przyjemna 😉 Jest to krem, który ma szerokie zastosowanie, polecam przejrzeć wątek o nim na jakimś forum, np na Wizażu, bądz przeczytać recenzję i komentarze pod nią w KWC – kkklik:

4. Kończąc, powiem Wam co było sekretem tego że wyleczyłam buzię. Podczas mojej wizyty u pani dermy, dostałam dwie recepty na żel Duac. Żel ten, co logiczne, jest na receptę, stąd na własną rękę nie polecam używać bo … moje pierwsze zetknięcie z nim skończyło się potokiem łez, poparzoną do granic możliwości, twarzą, bólem, schodzeniem skóry z policzków, z którymi żel nie miał nawet kontaktu … Zastosowałam się do wszystkiego, dosłownie. Żel ten jest dość specyficzny, i na każdej skórze ‚ujawnia’ swoje moce inaczej. I tutaj dam Wam odnośnik do tematu – kkklik, pełnego relacji innych osób, który ‚przekartkowałam’ od początku do końca, siedząc w rozsypce i totalnie zdesperowana, po tym jak na mnie ‚zadziałał’. Jednak nie poddałam się. Stosowałam regularnie, na początku w malusiej dawce, co dwa, trzy dni, następnie codziennie. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że antybiotyk ten, totalnie wyleczył moją twarz. Na pewno przyczyniło się do tego również wiele innych czynników, jednak to on był tym najbardziej bezpośrednim i z jednej strony brutalnym, a z drugiej – zbawiennym. Można go używać przez 8 tygodni bodajże, po czym należy odstawić na jakiś czas, i ewentualnie można do niego znowu wrócić. Przed otworzeniem trzyma się go w lodówce – zresztą kupując w aptece, dostajecie go w specjalnych reklamówkach, czy pojemniczkach. Ja mam jeszcze pół jednego opakowania, co dziwne, a z drugiej strony, używałam go tylko na małe partie na twarzy. Natomiast w lodówce w rodzinnym domu, czekają na mnie dwa opakowania, kupione ‚na zapas’, z wrześniowej recepty. Zaznaczam – najpierw do dermatologa, a później bawimy się w takie rzeczy. Derma jest po to, żeby nas zobaczyć i dopasować do nas odpowiednie kosmetyki. Sama od razu zaznaczyłam, że nie chcę bawić się w ŻADNE doustne antybiotyki, co zostało skwitowane: i słusznie.

Jak widać jest tego malutko, bo to zaledwie cztery szybkie kroki. Maseczek nie używam, bo najzwyczajniej w świecie nie mam czasu i mi się nie chce, a aby zobaczyć jakieś spektakularne efekty, trzeba je stosować dość regularnie.

Na szybko zdjęcia torby w lepszym świetle, oraz wczorajszy sms od Dziadzia, o którym ostatnio wspominałam. Dowód na to, że dzielnie uczy się pisać wiadomości w swojej nowej komórce dla seniorów *.*

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s