talking to the moon

***

all around the world six billion me’s

so many me’s but only just one we

we are one

***

Generalnie generalizując, życie potrafi być nieprzewidywalnie brutalne, z domieszką spontanicznej radości i przytłaczającej rzeczywistości. Prościej rzecz ujmując – ciężko się żyje, żyjąc samemu w tak odległym, od rodzinnego gniazda, miejscu. 312 km na południe poranne wstawanie z łóżka było iście przyjemne, kiedy kilka minut później widziałam uśmiechniętą mamę, szykującą się do pracy. Przyrządzała sobie jak zwykle śniadanie, pytając o moje plany na nadchodzący dzień. Tata jadł swoje ekspresowe kanapki, ekspresowo popijając kawę, jednym uchem słuchając ekspresowych wieści ze świata, którymi o szóstej rano karmił nas poranek w TVN 24. Było tak fajnie, bo było bezpiecznie, zwyczajnie, tak rodzinnie. Teraz nawet nie mam jak oglądać ulubionego TVN 24. Nie rozumiem dlaczego czas tak bezczelnie ucieka mi między palcami. Bezradnie próbuję zamykać palce w pięść, uniemożliwiając mu ucieczkę, lecz wtedy niemoc dopada moje ciało ze zdwojoną mocą. Dochodzą więc kolejne pytania retoryczne, jak choćby to, dlaczego znowu wróciły wstrętne i pesymistyczne myśli, które nękały moją głowę ponad rok temu, na wakacjach, do tego stopnia, że sama sobie z nimi nie poradziłam? Dlaczego jadąc autobusem, słuchając o śmiertelnym pobiciu człowieka, który TYLKO stanął w obronie kobiety, którą inny ‚człowiek’ próbował zgwałcić, przez moją głowę przelatuje dziwnie, niepasująca do normalnie funkcjonującego człowieka myśl, że gdybym ja była w takiej sytuacji, to to pobicie na śmierć byłoby niemal zbawienne. O co chodzi? Czy tak ciężko się tutaj żyje, czy to tylko kolejny, chwilowy przerywnik, ściągający na samo, brzydkie i brudne, dno? Bo ja już jestem taką osobą, która musi mieć kogoś obok. Nienawidzę być sama, nienawidzę zostawać sama w domu, a jednocześnie bywają momenty, w których mam wrażenie, że szczęście przyniesie mi tylko odrobina prywatności. Tylko ja i nikt więcej. To są te takie moje chore sytuacje, pierwotnie mające przynieść radość i błogą przyjemności, pod koniec jednak, okazje się, że to było tylko złudzenie. Że tak naprawdę znowu rozbijają mnie na małe kawałki. Na małe, cholernie smutne kawałki. Nawet kolorowe płatki w mleku, jedzone, standardowo już, w ekspresowym tempie, nie poprawiają humoru. Idę więc chodnikiem, jadę autobusem, i uśmiecham się do ludzi. Jakby to miało pomóc. Jakby to miało coś zmienić. Staram się być tylko dobra. Żebyście mnie taką zapamiętali. Żeby taką zapamiętał mnie świat.

I wiecie co? To jest mój 7087 dzień na tym świecie. Niech 7088 będzie lepszy.

# Mój położniczy mundurek właśnie się szyje – będę miała śnieżnobiałą górę z kołnierzykiem, i granatowe spodnie, chociaż podobno będę się nimi za bardzo wyróżniać -.- – stąd muszę jeszcze skoczyć i kupić sobie białą spódnicę. Dzisiaj na technikach uczyliśmy się o przeróżnych ułożeniach płodu w macicy – jeeeej, ile tego jest ! A ja myślałam że góra jakieś dwa, kiedyś nazywane przeze mnie – główką albo pupką w dół ahaha. Cóż za wybitny profesjonalizm, Jeanne. Jak już przy tym temacie jestem, to zrobię reklamę może mojemu szpitalowi, w którym pracuje mój ginekolog i w którym jest tak cudownie, że mogłabym tam rodzić rok w rok, poważnie. Jeżeli tylko jesteście z Rzeszowa, to naprawdę polecam – jeżeli ktoś chce dokładnie wiedzieć o jakim panu gine mówię, to niech napisze do mnie maila, to dam znać. A tu link do szpitala – kkkklik – polecam oglądnąć sobie wirtualny spacer ; – )

# Żeby sobie humor poprawić i pośmiać z samej siebie, przytoczę historię z sobotniej imprezy, która wypadła mi z głowy. To dowód, że byłam kiedyś blondynką. Zostały mi przedstawione dwie siostry bliźniaczki, wyglądające IDENTYCZNIE, różniące się tylko kolorem włosów. Rozmawiamy, rozmawiamy i jedna z nich nagle:

A: Asia, zgaduj która z nas jest starsza!

Ja: Ale o ile gdzieś? Rok, dwa? (z pełną powagą …. wiem – facepalm i to podwójny)

A: Właściwie to o trzy minuty xDDDDDDDDDDDD

# W głośnikach:

Reklamy

2 thoughts on “talking to the moon

  1. goodlenka pisze:

    Jesteś taka młodziutka, taka ładna i ciekawa świata, jeszcze tyyyle przed Tobą. Tyle ”wrażeń” na studiach okazji do prawdziwych miłości, dokonywania wyborów, marzeń i ich spełniania, masz jeszcze tyyyyyyyyyyyyyyyyle czasu, żeby być szczęśliwa :-)))
    a takie pojedyncze gorsze dni dobrze wplywaja na szlifowanie charakteru 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s