moja obecna, poranna pielęgnacja buźki

***

Wiem wiem, dawno nie było niczego z mojego blogowego programu: kosmetyczne nowości, ale jakoś nie mogę się za to zabrać. Ale niebawem, jak tylko znajdę chwilę żeby pomyśleć i przypomnieć sobie co ostatnio wpadło do moich kosmetycznych zbiorów, coś tu się pojawi.

Póki co, przychodzę do Was z aktualizacją, jeżeli o moją buzię chodzi. Na początku września dostałam koszmarnego uczulenia, prawdopodobnie przyczyniło się do tego słoneczko i jeszcze jedna rzecz (pomijam problemy hormonalne, bo to istny koszmar jest i trwa już dobre dwa lata). Nie wiem czy pamiętacie – wspominałam wówczas że jakimś cudem udało mi się umówić na wizytę u, podobno najlepszej pani dermatolog w Rzeszowie (kolejną wizytę mam już 2 listopada – dom, dom, dom !). Wtedy też, kompletnie, KOMPLETNIE zmieniłam moje podejście do codziennej pięlęgnacji, zarówno porannej jak i tej wieczornej. Ale nie tylko – makijaż też ograniczyłam do minimum, tj do mineralnych korektorów i ewentualnie podkładu z Vichy. I co? I nie wierzę. Moja buzia jest gładka, dosłownie, jak pupka bobaska. W dodatku nie ma nigdzie suchych miejsc, hormonalny trądzik poszedł w zapomnienie. Naprawdę hormony to jeden wielki syf, wciąż się ich boję, tym bardziej że wciąż nie mam w moim organiźmie ŻADNEJ stabilizacji, jeżeli o to chodzi – ale to średnio przyjemny temat, więc omijam. Powiem tylko że prowadzę ostrą wojnę z moim ginekologiem, bo zbyt dużo było skutków ubocznych podczas zażywania hormonów, więc odstawiłam je na bok i nigdy nie chcę do nich wracać. Fakt, nie jest to jeszcze buzia idealna, ale jak przypominam sobie co działo się na mojej twarzy jeszcze miesiąc czy dwa temu – uśmiecham się sama do siebie patrząc na to co widzę obecnie. Wtedy nie było tak kolorowo, płakałam, bolała mnie całą twarz, naprawdę byłam zdesperowana, bo to co robiła mi moja skóra – swojej kochanej właścicielce, to przechodziło wszystko. Naprawdę – miałam tak ‚uszkodzony’ naskórek, że każda mała bakteria, promienie słoneczne, nawet delikatne kosmetyki, potrafiły zrobić mi na twarzy jakiś armagedon, czy jakieś pole po bitwie.

Powiem Wam jak obecnie dbam o buzię. Kilka rad – jeżeli macie jakiekolwiek problemy, pierwszą i najważniejszą rzeczą to usunięcie na bok WSZYSTKICH kosmetyków, a już zwłaszcza tych na bazie alkoholu. A jeszcze wcześniej polecałabym wybrać siędo dobrego dermatologa, bo naprawdę może nam pomóc – choć oczywiście jest to temat dość śliski, bo ilu dermatologów, tyle opinii. Następny krok – powolne wprowadzanie produktów, ale nie wszystkich na raz, tylko jeden na zasadzie: używanie – obserwowanie reakcji – zmiana bądź pozostawienie, jeżeli przynosi rezultaty (zaznaczam że w większości przypadków trzeba na takowe dość sporo czekać). Ponadto na początku polecam tylko i wyłącznie kosmetyki do skóry wrażliwej. Moja skóra należy do mieszanej, z tendencją do przetłuszczania się w tak zwanej strefie T – kiedy zaczęłam we wrześniu rewolucje, wprowadziłam tylko kosmetyki dla wrażliwców. Teraz kiedy moja buzia jest jak dla mnie niemal idealna, zaczęłam wprowadzać mocniejsze kosmetyki, co poniżej zobaczycie. Ponadto – peeling, peeling i jeszcze raz peeling ! Obecnie peeling robię codziennie wieczorem, moim głównym założeniem jest to, że skóra nigdy nie będzie zdrowa, mając na sobie jakieś warstwy brudnego czy starego naskórka, którego według mnie żaden żel nie usunie. Ale ok, zaczynam od pielęgnacji porannej, która sprowadza się praktycznie do minimum – w kolejnej notce pokażę Wam co robię wieczorem.

Aha, polecam Wam poniższy filmik Agi, który jest wypełniony bardzo ważnymi radami i inspiracjami. Większość z nich praktykowałam już wcześniej, z niektórych nie zdawałam sobie sprawy – ale bardzo pomaga w poukładaniu kilku rzeczy. Nie zwracałam np uwagi na to, że na telefonie bezczelnie grasują sobie bakterie, które podczas rozmowy i przykładania słuchawki do policzka, wkradają nam się na buźkę, i wcale nie pytają o zgodę. Co jeszcze nowego odkryłam? Nie pamiętam już, bo film oglądałam jakieś dwa miesiące temu, ale wiem że sporo tam ciekawostek było. Startujemy:

(większość kosmetyków doskonale już znacie, jeżeli jesteście ze mną jakiś czas – są one po prostu przeze mnie sprawdzone. podejrzewam że w wieczornej pielęgnacji pojawi się coś nowego)

1. Po przebudzeniu, myję twarz żelem Vichy/żelem AA

2. Po umyciu, wycieram buźkę ręcznikiem kuchennym – w ogóle nie wycieram twarzy niczym innym – NIGDY (jeżeli komuś nie chce się kupować tych ręczników, chociaż to naprawdę sprawa groszowa, to można zaopatrzyć się w zestaw malutkich ręczniczków, i prać je np co tydzień, ale nie dłużej)

3. Następnie nakładam serum Mary Kay pomieszane z filtrem LRP, bądz, kiedy mam wrażenie że skóra jest nieco przesuszona, zamiast serum, do filtra LRP dodaję krem nawilżający Emolium, zwracając uwagę zwłaszcza na miejsca przy nosku i brwiach. Oba produkty nakładam na wierzch lewej dłoni, mieszam, i jak najcieńszą warstwę nakładam na buźkę. Ostatnio podczas zakupów w Rossmannie, zakupiłam kompletnie przez przypadek jakiś taniutki krem, który nazywa się Rival de Loop – Pure Skin. Używam go już jakiś czas, mieszając np z serum, bądz z filtrem LPR – powiem szczerze że jestem zadowolona. Jeżeli chodzi o jego działanie, bo podejrzewam że wiele z Was w ogóle o nim nie wie – ma nawilżać i dawać matowy efekt wykańczający. Czy tak jest? Ciężko mi to ocenić. Ale dobrze spisuje się z zarówno serum jak i z filtrem, więc plus dla niego 😉

4. Następnym krokiem, który już nie zalicza się do pielęgnacji, jest korektor mineralny Maybelline, który jest moim najcudowniejszym odkryciem chyba tego roku ! ! ! , i w razie konieczności odrobina podkładu bądz fluidu Vichy – w zależności co moja skóra potrzebuje.

5. Dodam jeszcze, że ostatnio przy zakupach w aptece, dostałam bodajże cztery próbki kremu Normaderm. Zamierzam go za jakiś czas wypróbować i zobaczyć co z tego będzie. Ale na razie poczekam aż wyleczę buźkę do końca. Poza tym jestem obecnie podczas kuracji innymi kosmetykami, które pokażę Wam w pielęgnacji wieczornej, i wciąż zamierzam zacząć kurację Avene Triacnealem.

I to wszystko. Generalnie można powiedzieć że nic, ponieważ dochodzę do wniosku, że rano nie ma sensu ładować na buzię zbyt odżywczych kremów, bo to mija się z celem. Co najważniejsze – skóra wygląda źle, jest obciążona i wcale nie czerpie korzyści z tych ciężkich kremów, (zwłaszcza jak walniemy na nią jeszcze podkłady, pudry, róże i inne kosmetyki kolorowe) które swoją rolę spełniają głównie w nocy, kiedy śpimy i mają wówczas okazję nawilżać/odżywiać czy robić inne cuda, do których zostały stworzone.

Obiecany film Agi:

Reklamy

2 thoughts on “moja obecna, poranna pielęgnacja buźki

    • withi pisze:

      Byłam u pani Rusin – przyjmuje w przychodni obok szpitala na Lwowskiej. Tylko uprzedzam że zapisy do niej są już na jakiś marzec 2012, ale można dzwonić i próbować. Najgorzej się umówić na pierwszą wizytę, później już jest ok jak kontynuujesz leczenie, chociaż i tak są to z reguły minimum 2 miesiące do przodu 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s