kierunek: Warszawa/odpowiedzialność?/dorosłość?

***

Za kilka godzin, bo o trzeciej nad ranem wyjeżdżam do Warszawy. Ponoć na studia, by zaczerpnąć tego ‚innego’, podobno niezapomnianego życia, ale prawda jest taka, że jak teraz wyjadę, to już tu na stałe nie wrócę. Wiem to, czuję to w każdym gramie siebie, od każdej kropli przepływającej przeze mnie krwi, przez każdą myśl wypełniającą przestworza mojego móżdżka, aż do ostatniego włosa na mojej głowie. Będą powroty na święta, na wakacje, na weekendy … I mimo, że jeszcze kilka dni temu, na samą myśl fruwałam pod niebem, wysoko, jak najwyżej, tak z każdą kolejną rzeczą do spakowania ogarnia mnie coraz większy żal, pomimo że 9/10 ‚mnie’ jest już 350km stąd. Zostały te najbardziej potrzebne rzeczy czyli kosmetyki, ubrania, laptop, jakieś inne duperelki no i Roger Majkel, zwarty i gotowy postawić swoje szynszylowe czoło tej 5godzinnej podróży samochodem. Zastanawiam się jeszcze nad inną opcją, chyba bardziej korzystną dla zwierzaka … Generalnie ledwo się zmieszczę w samochodzie, ale to nic, to nic. Jest mi potwornie smutno, i tak trwam samotnie w tej melancholii, utopiona w fotografiach z dzieciństwa. Coraz bardziej nie chcę wyjeżdżać. Mimo, że za jakiś miesiąc, bo w listopadzie, znowu tu wrócę, tak obecnie czuję się fatalnie, zostawiając rodziców, mieszkanie, pokój, który do tej pory był tym miejscem, w którym czułam się najbezpieczniej … A teraz muszę go zdradzić. Z innym.

Zawsze bałam się tego dnia. Ja już nie chcę być duża. Chcę się cofnąć do gimnazjum, do czasów, gdy śledziłam z przyjaciółką chłopaków i powtarzałam sobie: najpierw szkoła, potem miłość (potem i tak szlag wszystko trafił). Do czasów, gdy zakładało się o lody i co tydzień zmieniało się plany na przyszłość. Policjantka, detektyw, weterynarz, psycholog, żona Federera, trener tenisa, dietetyk … położna. Do czasów, do których tak często wracam w swoich snach, bo wiem, że innej drogi już nie ma, aby przywrócić przed oczy obraz dzieciństwa, tych 19nastu cudownych, lat. Ludzie się zmienili, miejsca wyglądają inaczej, trzeba myśleć odpowiedzialnie, przyszłościowo, dorośle. A co kiedy ta dorosłość mnie przeraża? Jest tak po prostu zbyt ciężka do udźwignięcia?

Trzeba udawać, że jest ok, założyć grubą warstwę ochronną i stać się nieczułym na wspomnienia, na utracone lata, na to wszystko, co spieprzyłam i czego nie da się naprawić.

PS: I trzeba też przyzwyczaić się do takich obiadków, ahahaha:

PS2: Mam dzisiaj za sobą moją pierwszą, dziewiczą podróż dużą Toyot’ą taty do Jasła, do dziadzia i babci. Było ok, było ładnie, ale w drugą stronę zaczęło mi się coś pieprzyć ze wzrokiem, soczewki zaczęły wysychać, i generalnie, zmęczyłam się trochę, w związku z czym wjechałam na środek ronda i … stanęłam ahahah. Ale spokojnie, wszystko pod kontrolą *.* zdenerwowałam tylko jakąś babeczkę i ludzi za mną, bo zrobili jakieś bum i zaczęli mnie wyprzedzać ; – ( No i przy parkowaniu, na sam koniec, ładnie wjechałam w krawężnik, co zostało podsumowane: zaraz będzie po kołach -.- Nie wiem, miałam jakąś iskierkę nadziei, że mój tata też ma hamulec pod swoją nogą … ale ponoć zawsze tak jest i grunt żeby się przestawić. No a poza tym Peugeot jest maleństwem w porównaniu do tego samochodu, i jeździ się nieco inaczej … Ale bądź co bądź jestem z siebie dumna, ah ah. Zmykam jeszcze zanieść do samochodu resztę bagaży, choć nie wiem gdzie to upcham, zjeść ciastka i naleśniki na zapas, a później do spania – ostatniego lulania w moim łóżeczku ; – (

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „kierunek: Warszawa/odpowiedzialność?/dorosłość?

  1. Pola pisze:

    na lingwistykę stosowaną na UG 😉

  2. polly1105 pisze:

    właśnie, bierzesz ze sobą Rogera! a moje maleństwo (43 – kilogramowy golden retriever, hyhy) zostało w Warszawie 😦

  3. Wetka pisze:

    Ja wyjeżdżam dopiero za tydzień, a też już zaczęłam przeżywać… Chyba się zapłaczę tam na „obczyźnie”… ;/ I ja jeszcze będę mieszkała w akademiku, w 4-osobowym pokoju. Kosmos jakiś hehe, Pozdrawiam i życzę przyjemnej podróży Tobie i Rogerowi. 😉

  4. pani Kijkowa pisze:

    Asia, nie panikuj. Będzie dobrze! Tyle pokoleń studentów przed Tobą przeżyło ‚odcięcie pępowiny’ i żyją (i dobrze się mają ;p). Poza tym masz brata na miejscu. No i Roger jedzie z Tobą… a mój psiur zostaje (mam nadzieję, że jedynie czasowo) w domu ;(
    Warszawa nie jest na końcu świata. Poradzisz sobie – wszystkich tam zawojujesz 😉

  5. polly1105 pisze:

    Ja już ponad tydzień mieszkam 350km od domu. Cieszylam się na ten wyjazd, czekałam na niego latami… teraz czuję pustkę.

  6. Rigby pisze:

    Mogę tylko powtórzyć za całą resztą komentujących – będzie dobrze! Jestem pewna, że nowe życie bardzo Ci się spodoba… i tego życzę z całego serca 🙂

  7. vuze pisze:

    Ooo,zabierasz szynszylka ze sobą, na pewno się cieszy, w końcu wyrusza do Stolicy ^^
    Aśku, dasz radę. Na początku zawsze trudno jest się przestawić, ale nim się obejrzysz, a Stolica, Twój nowy pokój będziesz traktowała jak nowy domek. Oby tylko współlokatorzy dopasowali, a będzie giit 🙂 buziaki i bezpiecznej podróży :*

  8. Linn pisze:

    Assssssssiu :* chyba nam pare rzeczy nie wyszło, ale to nic…
    przygotuj się, że odwiedzę cię kiedyś w tej olbrzymiej Warszawie. trzymam za ciebie mocno kciuki, żebyś tam się ładnie odnalazła ! A ja… cóż ja będę to samo przeżywać już za tydzien 🙂

  9. anonimowa Agata pisze:

    kochana będzie dobrze!! dasz radę! ja Ci zazdroszcze też bym chciała już na studia:) ale pewnie gdy przyjdzie ten czas to będe sie czuła tak jak Ty. Ale to na pewno bedzie super czas:***

  10. anna19 pisze:

    niby tak ale to nie to samo.. 😦
    ja UJ:) matematyke stosowaną:)

  11. anna19 pisze:

    Asia już wyjeżdżasz? tak wcześnie… wiem co czujesz, przeżywam to samo, ale damy przecież radę , ciężko będzie przez pewien czas potem się trzeba już przyzwyczaić, najgorsze to że cisza ze strony rodziców..

    • withi pisze:

      Tak, bo nie mam co robić w domu, to raz, a dwa – 20.09 mam jakieś spotkanie na uczelni, choć nie wiem czy ostatecznie pójdę, no a poza tym chcę się już zaaklimatyzować. Ee, żadna tam cisza ! Po to mamy telefony, skype i inne głupotki. Poza tym mam ten plus, że mój tata będzie mnie dość często odwiedzał, z mamą, mam nadzieję ; – )

      A Ty gdzie będziesz studiować, i co takiego ? ;>

  12. M. pisze:

    Asia będzie dobrze;) ja też nie lubię zmian, chociaż w większości wychodzą mi jednak na dobre…
    I choć teraz czujesz się przestraszona, to jednak zobaczysz, że stolica też będzie Ci miała z pewnością wiele do zaoferowania:) poznasz nowych znajomych, może nowych przyjaciół i na pewno za kilka lat to z nią będziesz miała wiele miłych wspomnień;*
    będzie dobrze;*
    i z niecierpliwością czekam na zdjęcia urządzonego przez Ciebie mieszkanka:**

    • withi pisze:

      Dzięki za słowa wsparcia, sama wierzę że będzie dobrze! 😉 I po notce może faktycznie wydaje się że jestem trochę wystraszona … ale to nie tak, że ja się boję tych zmian -ja najbardziej boję się rozstania z rodzicami ; – ( Jestem za bardzo z nimi zżyta, to samo z domem, choć z drugiej strony cholernie ciągnie mnie do nowych ludzi, których uwielbiam przecież poznawać, do bardziej samodzielnego życia i do tego wszystkiego. Skype to nie to samo, chociaż już mamy ustalone z Mum godziny codziennych, wieczornych plotkowań *.*

      Zdjęcia się pojawią, jak tylko się tam ślicznie urządzę. Jak jutro te wszystkie rzeczy wylądują na środku pokoju, to będę chyba w niezłej kropce. Ale damy radę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s