kosmetyczne nowości 3

***

Heej. Dzisiaj kolejna odsłona kosmetycznych nowości, rad i innych, powiązanych z tym tematem, rzeczy. Troszkę się leniłam ostatnio, co oczywiście nie znaczy, że do mojej kolekcji nic nowego nie przybyło, bo byłoby to największe kłamstwo, tak myślę. W rzeczywistości przybywa tych rzeczy dużo za dużo, a z kilkoma podzielę się z Wami w dzisiejszym poście. Więc, zapraszam ! 😉

***

Na początek może pokażę Wam moje nowe pędzlaszki. Dużo poczytałam o polskiej firmie Hakuro, zanim zdecydowałam się na zakup ich produktów. Recenzje pędzli są naprawdę bardzo, bardzo dobre, a teraz do tych wszystkich krążących po internecie, dojdzie jeszcze moja. Na razie zakupiłam dwa, jeden – H50 do podkładu, pudru, różu. Ja postanowiłam używać go tylko do podkładów i powiem Wam że jest genialny. Mięciutki, super rozprowadza i w ogóle nie wchłania podkładów, przez co ich zużycie jest minimalne. Jest tak cudowny w dotyku, że mogę się nim miziać po buzi normalnie cały dzień ! Dla porównania ‚języczkowy’ pędzelek z Inglota, potocznie nazywany skunksem, ale nie do końca (tak nazywa się te dwukolorowe, owszem, ale nie języczkowe ;)). Pędzel jest w porządku, ale żeby uniknąć przypadkowych smug, trzeba na aplikację poświęcić troszkę więcej czasu. Mimo wszystko oba polecam.

Hakuro H50 (dopiero jak wgrałam zdjęcia to zauważyłam że jest troszkę brudny – prawdopodobnie był przed kąpielą *.*)

Inglot 21T:

Drugim towarzyszem, który dołączył do innych pędzli, jest ten o numerze H60, przeznaczony do nakładania wszelkich korektorów. Dodam, że firma Hakuro zdała egzamin i jestem nimi oczarowana. Na pewno w przyszłości zakupię inne modele.

Jeżeli już przy pędzlu do korektorów jestem, to trzeba mieć co nim nakładać. Ostatnio zaopatrzyłam się w mineralną wersję Maybelline – Pure Cover Mineral. Nie będę się nad nim zbytnio rozpisywać – korektor jak korektor. Specjalnie wzięłam jasny kolor, jako że idą ‚bledsze’ czasy … choć przyznam się że ja nigdy twarzy nie opalam, o dziwo w ogólu unikam słońca jak ognia, zwłaszcza ostatnio, stąd dla mnie to bez różnicy. Korektor ma aplikator z gąbeczką, jednak ja do nakładania używam powyższego pędzelka. Dodam, że gdy w danym korektorze mamy taki aplikator, służy on tylko i wyłącznie DO PUNKTOWEGO NAKŁADANIA, a nie do rozcierania. Nakładamy aplikatorem – rozcieramy pędzelkiem albo palcem 😉

Jak wiecie, uwielbiam wszystkie kosmetyki i jedzonko, przeznaczone dla małych dzieciaków. Cenne są i właściwości i zawartość danych produktów. Stąd ostatnio zaopatrzyłam się w bardzo intensywnie nawilżający krem, głównie dlatego, że moja skóra na twarzy była strasznie przesuszona przez te wszystkie uczulenia. Krem jest cudowny, a buzia po nim strasznie mięciutka 😉 Emolium znajdziecie w aptece – jest jeszcze drugi krem, barierowy bodajże. Ma on dodatkowo inne zalety, oczywiście jego głównym zadaniem jest jeszcze mocniejsze nawilżanie naskórka, niż jego lżejsza wersja. Doszłam jednak do wniosku, że może on być zbyt nawilżający, czego moja skóra aż w takim stopniu nie potrzebuje 😉

Daalej, hm. Ah właśnie – znalazłam kosmetyk wszech czasów, który za pewne kojarzycie pod nazwą – peeling morelowy St Ives. Pamiętam że dawno temu byłam jego zwolenniczką i orendowniczką, jednak firma St Ives w pewnym momencie go wycofała. Jak się okazało, Soray’a postanowiła zacząć jego produkcję pod swoim szyldem, co mnie cieszy (w sumie to chyba trwa to już dość długo, przyznam się, że po prostu o nim zapomniałam, na rzecz tego z The Body Shop z zieloną herbatą :)). O ile dobrze pamiętam, Soray’a tak czy siak ‚opiekuje’ się St Ives, więc na jedno wychodzi. Peeling niezmiennie ten sam, jednak na następny raz kupię jego drugą wersję – do wszystkich rodzajów cer, bo poniższy chyba za bardzo podrażnia mi buźkę 😉

Przed dodaniem tego wpisu dostałam komentarz z pytaniem od spray, którego zdjęcie wrzuciłam jakiś czas temu. Dokładnie mam na myśli spray rozjaśniający John’a Friedy – Go blonder.

Więc tak – spray ma 100 ml, kosztuje około 60 zł w Douglasie, ale też znajdziecie go w Rossmannie. Jest to spray, którego głównym zadaniem jest stopniowe rozjaśnianie włosów, bez ich niszczenia. Polecany jest osobom, które np chcą rozjaśnić same odrosty, albo po prostu dodać blasku swoich jasnym włosom. Producent zaznacza, że już po 3-4 użyciach widać efekty, i faktycznie takowe zauważyłam, ale tak – spray’em spryskujemy włosy zaraz po umyciu, od razu suszymy, i aby wspomóc i przyśpieszyć efekt, możemy wyprostować włosy prostownicą, albo użyć lokówki. Chodzi o to, że spray najlepiej działa przy wysokich temperaturach. Jeżeli o zniszczenie chodzi – nie jestem dobrym przykładem, bo moje włosy na razie są niezniszczalne i niech takie długo pozostaną, jednak przed zakupem czytałam kilka recenzji, i wszystkie są bardzo na TAK, jeżeli o spray chodzi. Dodatkowo daje on naprawdę delikatny i naturalny odcień, nie ma mowy o żadnych żółciach itd. Jest dość drogi, jednak jego największą wadą jest to, że jest kompletnie niewydajny. Ja użyłam go może .. 10 razy?, a buteleczka jest już niemal pusta. Także jest to taka zabawa, żeby dodać włosom refleksów np przed latem, albo ot tak – troszkę rozjaśnić bez niszczenia ich. Dobrą recenzję zamieścił Goss:

Ostatnio wspominałam o mojej alergii i uczuleniu, przez co zmuszona zostałam do łykania różnych, dziwnie wyglądających, tabsów. Urozmaiceniem niech będą te musujące, które o dziwo są najskuteczniejsze, bo najszybciej się wchłaniają. Wapno ze Zdrovita jest o smaku mandarynkowym, a podczas ‚musowania’ i rozpuszczania, w kubku pojawia się żółty mózg i bąblasy *.*

Jeżeli chodzi o radę Aś na koniec: jeżeli chcecie mieć stópki jak bobaski, to podczas kąpieli zróbcie mocny peeling, następnie wsmarujcie ogromnie grubą warstwę kremu w stópki i załóżcie skarpetki i do spania. To jest super alternatywa zwłaszcza zimą, kiedy spanie w skarpetkach to czysta przyjemność. Ja mam takie specjalne do tego typu zabiegów, ale z własnego doświadczenia wiem że każde skarpetki sprawdzą się idealnie. Jeżeli chodzi o krem – może to być każdy do stóp, nawilżające srutututu, ale może to być zwykły balsam, oliwka, krem do rąk, Bambino – wszystko co nawilża. Powiem Wam, że ja mam mnóstwo przeróżnych balsamów i kremów do rąk, których już po prostu nie używam, więc powoli zużywam je w ten sposób – nakładając na stópki. Besides, do rąk stosuje się tę samą metodę, jednak ja nie mam nigdy problemu z ich przesuszeniem , a spanie w rękawiczkach średnio mi pasuje (tutaj akurat przydałyby się specjalne, z delikatnego materiału, a nie np takie zimowe ahaha), więc ; – )

PS: Postanowione – idę ciąć włoski. Jakieś 10-15 cm pójdzie, ale to dobrze, bo pomimo że nie wyglądają jakby były zniszczone, w ich głębi wyczuwam lekki bunt, spowodowany brakiem podcinania od 02.2010 ^.^ Poza tym, wkur*iają mnie niemiłosiernie te długie włosy, nie lubię mieć ich AŻ takich 😉


Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „kosmetyczne nowości 3

  1. vuze pisze:

    Te pędzle Hakuro są nawet w przystępnej cenie, więc się skuszę 🙂 Nie wiem jak Ty to robisz, ale ja nigdy nie nakładałam podkładu pędzlem.. jestem chyba jakaś zacofana ^^

    • withi pisze:

      Ja kiedyś też nie nakładałam, jednak obecnie jestem zbyt wygodna. Poza tym, każda osoba która tylko zacznie używać pędzli do makijażu, pozostanie im wierna do końca życia, jednak trzeba pamiętać że muszą to być dobre pędzle. Stąd w tym przypadku sprawdza się, iż lepiej na pędzel wydać więcej i mieć go przez lata, niż mniej, żeby był on złej jakości, nie pomagał a przeszkadzał i służył kilka dni 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s