I don’t want to be a bride

***

Jakiś czas temu postanowiłam zrobić listę rzeczy, które muszę zabrać ze sobą do Warszawy oraz te, które muszę dokupić na miejscu. Otwierałam wszystkie szafy, chodziłam po wszystkich pokojach, tak aby o niczym nie zapomnieć. Moją uwagę przyciągnęło kilka dużych pudełek po butach, w których przez całe gimnazjum gromadziłam przeróżne listy, pocztówki, kartkówki, sprawdziany, zdjęcia, pamiątki …

Wróciły wspomnienia, łzy i przepełniło mnie ogromne, wypełniające po brzegi moje płuca, serce, aż po koniuszki palców – szczęście, spowodowane tym, że zdałam sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi miałam okazję poznać, pokochać, polubić przez te 19 lat, przez te wszystkie szkolne i nie tylko – lata. Taka prawda – los stawia na naszej drodze wspaniałych ludzi, którzy pragną tworzyć z nami coś, z czego przyszłe pokolenia będą kiedyś dumne.

Ostatnio przyszło mi się pożegnać z osobą, z którą łączyła mnie totalna dla niektórych głupota, nie mniej jednak w słusznej sprawie, a i dla mnie kluczowa i bardzo, bardzo ważna. Ta osoba pokazała mi coś nowego, nauczyła mnie czegoś, co w wielkim stopniu wpłynie na moją przyszłość i na to kim jestem, oraz kim będę. Wiedziałam, że po miesiącu przyjdzie nam się rozstać, że utrzymywanie kontaktów nie ma sensu, choćby przez różnicę w wieku czy generalnie otoczenie. Jednak kiedy się z tym człowiekiem tak definitywnie rozstałam … wróciłam do domu, usiadłam w pokoju na łóżku i po prostu się poryczałam. I ten dopadający mnie co jakiś czas – bezsens życia, to moje, chore: po co mam coś robić, skoro … i tak w kółko, i w kółko … Zdałam sobie sprawę z tego, jak szybko tracimy tych, którzy nas zmieniają. Nie rozmawiamy o uczuciach, ukrywamy tak naprawdę całą naszą prawdę o nas samych, udajemy że nie widzimy, nie słyszymy, nie czujemy. A co najgorsze – wiemy, że jest to tylko tymczasowe, obrzydliwie ulotne. Siedziałam i płakałam, bo straciłam kogoś, kto pokazał mi pewną ścieżkę, której sama nigdy bym nie znalazła. Kto nauczył mnie czegoś, nauczył się czymś cieszyć i nie bać się nowych wyzwań. Nauczył mnie uśmiechać się i śmiać się do łez, ze swojej niezdarności, którą z takim zapałem chciałam obrócić w ten dręczący mnie przez całe życie – profesjonalizm i perfekcyjność. Dlatego, nie bójmy się otwierać przed innymi, w końcu to takie piękne uczucie, dzielić swój świat z inną osobą.

Wracając do myśli przewodniej dzisiejszego wywodu. W owych pudełkach znalazłam mnóstwo gimnazjalnych wspomnień, a co ważniejsze – kilogramy, żeby nie napisać – tony, listów, którymi wymieniałyśmy się z koleżankami na przerwach. Największa ilość listów zaadresowanych do mnie, pochodziła od Aleksandry R, która każdy z nich ozdabiała swoim cudownym pismem, cytatem naszego księdza Twardowskiego i jakimiś pięknymi fotografiami. Przeczytałam większość z nich, co zajęło mi dobre dwie godziny. Boże kochany, co moje 15nasto letnie serce wówczas czuło … nikt mi tego nie odbierze. I tych listów również:

I list adresowany do mojego brata, przez jakieś crazy pierwszoklasistki, znalazł się pośród tych listów. Nie żeby uwaga w czerwonym jajko-okręgu była najważniejsza i priorytetowa *.*

I taka ciekawostka na koniec, połączona z gorącymi pozdrowieniami dla mojej nauczycielki matematyki z gimnazjum, która nigdy nie ukrywała, że jest dziwna i inna, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To dzięki niej zdałam maturę z matematyki. To ona nauczyła mnie tych podstaw, które jakoś tam pamiętałam, pomimo ‚braku’ tego przedmiotu w liceum. Szczerze mówiąc jestem na 99% pewna, że po gimnazjum napisałabym lepiej maturę z matematyki niż po liceum, ale nie ma sensu teraz o tym myśleć. Bądz co bądz, pani z mat nie była może i przeze mnie kochana podczas gimnazjum, jednak w trakcie mojego pobytu w liceum, jak tylko widziałam ją podczas odwiedzin w katolu, zawsze dziękowałam jej za to że mnie czegokolwiek nauczyła. Przez te trzy, gimnazjalne lata chciałam jej zrobić na złość, i każdą kartkówkę czy sprawdzian podpisywałam Asia, a ona za każdym razem skreślała i dopisywała swoją, ehm – uwagę. Polecam powiększyć *.*

PS: Oblane srututuut. Ale okej, mam wszystko pod kontrolą i zobaczycie – jeszcze będzie ze mnie kierowca, uh. Streszczając, wkleję to co napisałam koleżance, jako że raz – nie mam czasu, bo muszę zmykać na zakupy, dwa – nie mam ochoty się powtarzać. O dziwo nie będę jak większość, i nie zacznę standardowym: ale miałam głupiego egzaminatora blebleble, bo muszę powiedzieć że ten był baardzo miły i sympatyczny, pomimo ciągłych uwag, no ale to w końcu jego praca. Jeździłam strasznie długo, bo ponad 40 minut. Parkowanie – cudnie, nigdy wcześniej tak ładnie nie zaparkowałam. Zawracanie było, wszystko było i już wracaliśmy do bazy …. mówił że ładnie jeżdzę i operuję kierownicą, trochę źle ręce przekładam przy kręceniu, ale to do poprawy. No i raz za wolno zmieniłam pas przy mijaniu, i raz nie usłyszałam że kazał mi skręcić w prawo (przy katolu), ale wtedy musiałam jechać dalej, zawrócić i od nowa to samo, więc luz. No ale ok … wracamy i ja kuźwa … przy wjeżdzaniu na skrzyżowaniu na trzeci pas, sruuu po wszystkich ciągłych … Tragedia, żenada, masakra. Zamiast sobie ładnie łuk zrobić i zająć trzeci pas, to ja na ukos po wszystkich. Nie wiem co mi odpieprzyło, nawet do końca nie ogarniałam o co mu chodzi, jak włączył awaryjne i spytał: chce nas pani zabić? ; no ale trudno, zapisałam się na drugi raz i teraz sobie trochę poczekam. Przynajmniej wiem, że łuk i górka to banał, ponadto jechałam bardzo swobodnie. Jeszcze jeden błąd robiłam, na co mi zwrócił uwagę, że raz – nie czuję prawej strony, tzn jeżdze za blisko samochodów, a dwa – za wolno sobie zmieniam bieg np z 2 na 3, bo stwierdzam że po co, skoro zaraz muszę się zatrzymać (bo np widzę korek przed sobą) -.- Wiem że tak robię, bo już mi instruktor na jazdach o tym mówił. No nic, trochę przykro że pod koniec, że było tak blisko, ale wierzę że drugi raz będzie udany. Grunt że się nic nie stresowałam, a egzaminator naprawdę był miły. Nawet powiedział mi pod koniec że mu przykro, bo ładnie jeździłam. Powiem Wam szczerze, że wydaje mi się że mógł mnie już wcześniej usadzić, bo byłam w dość stresującej sytuacji przy mijaniu tej ciężarówki, która blokowała prawy pas, i zaraz po minięciu zmieniłam pas na ciągłej przed przejściem dla pieszych … Mógł mnie uwalić, ale to też była niefortunna sytuacja, więc pewnie dlatego pozwolił mi jechać dalej ; D Następnym razem ich rozwalimy, razem z Majk, która dzień później będzie z moim błogosławieństwem pisała mat, tak M ;* (a poza tym, to nie ufamy ludziom, którzy mają 5 z matematyki!)

E: Tak ładnie Pani jeździła, ale ten błąd był karygodny i nie do przełknięcia. ;-(

A: Proszę Pana, spokojnie, ja mam wszystko pod kontrolą (poker face *.*)

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „I don’t want to be a bride

  1. Kina pisze:

    Tfe kociak, pamiętaj że oprócz wyżej wymienionej Mai, matma spieprzyła jeszcze jedna osoba, która pragnie owego błogosławieństwa ;*

  2. Eroll pisze:

    Najlepsi kierowcy zdają za 2 razem 😉 (nie wiem tylko czy możesz mi zaufać z tym stwierdzeniem, bo miałam 5 z matematyki). Twój błąd wcale nie był taki głupi, więc widać, że masz smykałkę do jazdy.
    Pozdrawiam 😉

  3. vuze pisze:

    Spoko luz, ja zdałam za 2 razem, bo za 1szym oblałam UWAGA na górce 😀 dlaczego? ano, tak się zestresowałam, że zapomniałam dodać gazu, haha 😀 po prostu miałam biało w głowie, ale nie wiedząc czemu wyszłam stamtąd taka szczęśliwa, że nie musiałam jechać na miasto z tym okropnym babsztylem.
    Za to za drugim razem zdałam bez problemu 😀 tak miło wspominam. Dasz radę! nie trzeba zdać za pierwszym razem, żeby być supeer kierowcą 🙂

    a co do listów, też wszystkie listy i pocztówki trzymam na pamiątkę, ukryte w szufladzie w tajnym pudełeczku, hih 😀 fajna pamiątka, czasami jak mi smutno otwieram i od razu się rozweselam, kiedy czytam. można by rzecz, jesteśmy sentymentalne 😛 przynajmniej ja 🙂

    buźki !

  4. Olka pisze:

    Ahahah, czuję się zaszczycona 😛 Też mam wszystkie Twoje piękne listy w pudełku 😉 Fajnie jest mieć czasem możliwość powrotu do tego – choćby w taki właśnie sposób.

  5. nie udało się tym razem, ale następnym na pewno będzie dobrze! znam parę osób, które zostały oblane za tak idiotyczne „błędy”, że to się w głowie nie mieści o.O

    komentarze na kartkówce mnie po prostu rozwalały, podziwiam tą nauczycielkę, że chciało jej się w ogóle je robić 😀 po latach miło jednak powspominać, hahah, Joanno 😀

  6. Rigby pisze:

    Ha, komentarze na kartkówkach z matematyki mnie zabiły 😀 U nas nigdy nie było problemów z podpisywaniem się zdrobnieniami, straszna urzędniczka z Twojej nauczycielki….
    Ponoć najlepsi zdają za drugim,z tego co słyszałam 😉
    pozdrawiam!

    • withi pisze:

      Bo ja taką teorię na wszystkie strony rozprowadzam ahaha, to się przyjęło. Nie, a tak seriously – prawo jazdy jest trochę jak matura, niby ma sprawdza wiedzę, czy też konkretne umiejętności, a tak naprawdę to gówno sprawdza. No ale nic ; – )

      Straszna, straszna, bo to starsza Pani jest 😉

  7. ciocia zlo pisze:

    Dobrze, ze oblałaś bo nie lubie ludzi, którym udało się za pierwszym! xD
    Ale za drugim już zdaj. Po co będziesz pieniądze na egzaminy wydawac 😀 Ajde Aś!

    I ja również miałam genialną matematyczkę w gimnazjum. Same 5 miałam ❤

  8. close enough pisze:

    Też zawsze dostaję opieprz jeżeli o kręcenie kierownicą chodzi. Na początku kręciłam tak, że mi się ręce plątały, teraz z kolei kręcę mając dłoń na środku, czyli polegam tylko na wyczuciu i na tym że dłoń mi się nie ześlizgnie.

    Głowa do góry. Zdałam za 6 razem, jeżdzę już 2 lata i wszyscy mnie chwalą, ponadto sama uważam się za dobrego kierowce. To prawko to jest ściema, za pierwszym z reguły zdają ludzie, którzy później powodują wypadki, a osoby, którym się nie uda za pierwszym, przeważnie oblali na głupocie, ale to ich też czegoś uczy, choćby pokory 😉

    trzymam kciuki, i wiedz że Cię tu regularnie odwiedzam ;))

  9. Kaśśś pisze:

    Zdasz na pewno za 2. razem, trzymam kciuki 🙂 Pisze to ktoś, kto zdawał na pewno więcej niż 2 razy:D A i mam podobne wspomnienia jeśli chodzi o panią od matematyki z gimnazjum, dzięki niej matura to pikuś^^ Pozdrawiam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s