belle of the boulevard

***

There’s nothin’ wrong with lovin’ who you are
She said, cause he made you perfect, babe
„So hold your head up, girl and you’ll go far,
Listen to me when I say”

Dzisiejszy dzień należy do tych, kiedy to bardzo, bardzo siebie i innych nie lubię. Uśmiecham się na siłę, udaję że 35 stopni to bardzo przyjemna temperatura (a i owszem, ale jak się leży na plaży, na jednej z chorwackich wysp, a nie siedzi w pokoju i łapie powietrze, które jakby zastygło w jednym miejscu, i pomimo maksymalnego ‚przeciągu’ jakoś nie chce się ruszyć -.-). Od samego niemal ranka coś mi nie pasuje. Zaczęło się od tego, że skończyły się w lodówce średnie Danio. Tak wiem – super powód, ale dla osoby, która naprawdę wstaje tą złą, lewą nogą, każdy powód, nawet ten najbanalniejszy, jest jakby włącznikiem do tykającej w środku bomby. A później już leeeeci … Roger Majkel postanowił uciec z mojego pokoju i zaczął biegać po całym domu. Byłoby to czymś naprawdę normalnym, gdyby nie fakt, że zostawiłam otwarte drzwi na balkon … (nie wiedziałam że uciekł!). Jak się zorientowałam, pomiędzy nakładaniem kremu i robieniu truskawkowego shake’a, wpadłam w naprawdę straszny i dość niepokojący stan – jakiś odłam paniki i skrajnego lęku. Usiadłam na środku pokoju i zaczęłam płakać, wyobrażając sobie że Roger właśnie leży na dole, a ekipa policyjna robi oględziny jego kruchego, szynszylowego i malutkiego ciała. I wtedy to on wskoczył mi na kolana, a wszystkie ponure myśli szybko poszły w zapomnienie. Później jeździłam … szło mi niby ok, pomimo że nowe soczewki mają przyjść jutro, a noszenie tych ograniczam tylko do wyjść z domu, więc nie powiem – nie jeździło mi sie zbyt komfortowo. Ale dałabym radę, gdyby nie rozpraszająca twarz Jarosława na niemal każdych 100 metrach …

postanowiłam więc ignorować jego ‚wzrok w przyszłość’, jak to ignoruję widok jakiejś zawiniętej w solidny papier szynki w lodówce (pomimo że moi rodzice dzięki mnie naprawdę jedzą mało mięsa, to czasami jednak jedzą, jak to mięsożercy, i dzięki Bogu zawijają to coś bardzo szczelnie, i chowają w najgłębsze zakamarki lodówki, to ja tak czy siak zdaję sobie sprawę z obecności tego czegoś w lodówce, uh) i skupić się na solidnej i ładnej jeździe. I to nic, że wczoraj zbyt długo grałam w GTA Vice City, przez co miałam wrażenie, że jak wjadę na chodnik i generalnie pobawię się i pobrumam tak jak w wyżej wymienionej grze, to nic, ale to nic się nie stanie. Generalnie nie lubię siebie dzisiaj, unikam luster jak tylko mogę i staram się tylko przetrwać i jutrzejszy dzień zacząć od zeskoku z łóżka na dwie nogi, czyli na potoczną żabkę – jeżeli wierzycie w jakieś zabobony, typu wstawanie lewą nogą, to gwarantuję Wam, że ten sposób sprawdzi się w tym wypadku idealnie, w końcu macie pewność, że na pewno od lewej nogi dnia nie zaczniecie. Taka uwaga – trzeba pamiętać o równowadze, żeby przy tym skoku przy okazji sobie czegoś nie złamać.

W takie dni jak ten, lubię przeglądać bloga Cupcake, która jest dla mnie najbardziej pozytywną osobą, która chodzi po tym wielkim ogromie, który zwie się Ziemią. Często komentuję jej wpisy, i raz na miesiąc, kiedy dopada mnie dzień jak ten, przeglądam wszystkie, których nie widziałam. Bije od niej tyle ciepła, pomimo że wygląda jak wygląda, wierzę że jest to cholernie sympatyczna i miła osoba. I jak sama pisze – swoje kompleksy zabija energią czerpaną od osób, które tolerują ludzi, pomimo nadmiaru tego czy tamtego. Jak ją widzę to mam ochotę na warszawskie Lola’s Cupcakes !

Boję się przyszłości. Boję się że nie dam rady, że ze skuloną głową wrócę po pierwszym semestrze i przyznam mamie rację, która od dobrego tygodnia namawia mnie, żebym jednak odpuściła sobie położnictwo/pielęgniarstwo i została w domu i spokojnie przygotowała się do poprawy biologii, a może nawet zaczęła naukę chemii od nowa. Ale ja naprawdę chcę iść na te studia, pomimo że skończy się pewnie na roku, to jednak zawsze jest to jakieś tam doświadczenie, i pewnie już nigdy nie będę miała okazji żeby poznać szpital ‚od kuchni’. Zdaję sobie sprawę że i pielęgniarstwo i położnictwo to naprawdę ciężkie kierunki, praca i przebywanie z ludźmi chorymi, jeżeli o pierwszy kierunek chodzi, czy z czymś najpiękniejszym, czym jest poród, ale równocześnie ze śmiercią, bo nie ma co się czarować – nie zawsze porody kończą się tak, jakbyśmy chcieli. Wiem też że na tych kierunkach liczba praktyk na pierwszym roku jest największa, i chyba to jest główny powód dlaczego wybrałam te studia, jako takie zabezpieczenie, gdyby z dietetyką nie wyszło. Naczytałam się o pielęgniarstwie na WUMie, i większość osób studiujących pisze, że owszem – jest ciężko, ale jeżeli ktoś zorganizuje sobie czas, to okazuje się że jest go na tyle, żeby spotykać się ze znajomymi, imprezować, uczyć się i zaliczać wszystko w miarę regularnie. Jestem pozytywnie nastawiona, chcę poznać nowych ludzi i chcę zobaczyć jak się żyje 350km od domu, bez wypełnionej po brzegi lodówki, porządku czy upranych i wyprasowanych ubrań. Wiem też że jestem osobą w miarę ogarniętą i poskładaną, i czuję że sobie poradzę – może na początku będę bardzo tęsknić i będzie ciężko, ale mam taką przewagę, że nie będę w tym obcym mieście sama. Jeżeli nie, cóż – dam rodzicom kolejny powód do poczucia swojej przewagi, jeżeli o rację w danym temacie, chodzi. Mimo wszystko – boję się. Bardzo, bardzo.

A jutro i tak będzie lepiej. Choćby dlatego warto się uśmiechnąć.

Reklamy

11 thoughts on “belle of the boulevard

  1. vuze pisze:

    P.S. wiesz, ja dokładnie odnoszę to samo wrażenie jeśli chodzi o HS. że niektórzy może faktycznie chcą tam być, ale ponad połowa jest tam, bo jeszcze nigdzie indziej nie dostała się lub nie chce się im wybierać papierów i po miesiącu zrezygnują. Słyszałam, że są takie przypadki ;/
    Również jestem na szczycie listy rez na HS i jak na złość, co listę wskakują 1-3 osoby. Ale jest tak bardzo blisko, że jestem coraz bardziej zła. Ale jeszcze nie straciłam nadziei, Ty też nie trać! 🙂
    Póki co jesteśmy razem na pielęgniarstwie ^^ !

    • withi pisze:

      Ja też jestem zła, bo z każdą listą zbliżam się tylko o 5 miejsc, i jeżeli to się utrzyma to zostanie przede mną za tydzieć aż 3 osoby -.- Ei, ei, robiłaś te badania, na które dostałyśmy skierowanie ? ; > To gdzieś w Warszawie muszę zrobić i podobno trwa to bardzo krótko. Gdzie je zrobiłaś ? ; >

      Taak, jesteśmy razem ! *.*

  2. vuze pisze:

    Jeśli wiesz, że pielęgniarstwo czy położnictwo może być alternatywną dla CIebie, gdyby później nie wyszło z dietetyką to idź na to 🙂 o tyle fajnie, bo po jednym jak i po drugim kierunku praca zawsze będzie. Rok to bardzo dużo czasu, myślę że dasz radę. Tym bardziej, że chcesz poprawić tylko 1 przedmiot 🙂 I jak pisze Kijkowa pół roku w zupełności wystarczy. Poza tym, zawsze po I semestrze możesz zrezygnować 🙂
    Pozderki z Warszaawy! ^^

  3. pani Kijkowa pisze:

    Oczywiście, że sobie poradzisz! Rodziciom jest ciężko pogodzić się z myślą, że ‚pisklątko’ opuści rodzinny dom i zostaną sami, dlatego na wszystkie możliwe sposoby będą starali się Ciebie przekonać do pozostania w domu jeszcze rok. Na naukę do poprawki w zupełności wystarcza jeden semestr solidnej pracy. Trzymam kciuki! Uszole do góry 🙂

  4. ciocia zło pisze:

    Oj tam Aś, jedz podbijaj Warszawe! 😉
    A kontynuując naszą wcześniejszą rozmowe to ja nie tyle matemytyczny człowiek co raczej nie podołałabym jako fizjoterapeutka. Ciężka to praca. Zresztą jak to Twoje pielęgniarstwo i położnictwo, ale Ty i tak trafisz na dietetyke prędzej czy później ;P

  5. cisza w twoim domu pisze:

    Witam w klubie 😀 Również idę na położnictwo, choć szczerze powiedziawszy, to tylko dlatego, że nie załapałam się na medycynę… A mieszkanie samemu, w sensie daleko od domu jest dobre i sama polecam – spędziłam 3 lata daleko od domu ucząc się w zupełnie innym mieście.

    W każdym razie ściskam i życzę nam obu w sumie powodzenia w maturze za rok. A właśnie jakie masz plany z tą przyszłą maturą? Co potem?

    • withi pisze:

      O proszę, a na jaką uczelnię ? ; )
      A jeżeli chodzi o moje plany … poprawiam biologię i znowu próbuję na dietetykę na SGGW . To moje największe marzenie.

      • cisza w twoim domu pisze:

        na lubelski UM. Niestety przegapiłam sprawę z innymi i tylko on był dostępny. Ja nadal czekam na dietetykę, może się załapię… A ja właśnie zupełnie nie wiem, co chce robić. Medycyna? I się miotam. A w sumie dietetyka fajna sprawa 😀

        • withi pisze:

          Ale wiesz jedno – poprawiasz 😉 A później będziesz miała tyle dróg pootwieranych, i uwierz – znajdziesz czas żeby pomyśleć co tak naprawdę chcesz robić 😉 Ja mam ten plus, że dokładnie wiem co chcę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s