chasing cars

***

If I lay here 
If I just lay here 
Would you lay with me and just forget the world? 

Chciałabym się nauczyć patrzeć. Nie prosto przed siebie, zatrzymując wzrok na ułamek sekundy na przypadkowo napotkanych przedmiotach czy twarzach. Chciałabym patrzeć i odkrywać pewne historie, kawałek po kawałku. Kiedyś potrafiłam, kiedyś o tym nie myślałam. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej wydaje mi się że ta czynność, to, na czym kiedyś opierało się niemal wszystko, zaczynając od, z pozoru tak banalnych rzeczy jak zaufanie, przyjaźń, miłość, przez wierność czy w późniejszym czasie – rodzina, zaczęła w pewnym momencie zanikać. My już nie umiemy patrzeć. My się tylko naiwnie i bezsensownie gapimy. Nie potrafimy wybiec w przyszłość naszej głupiej wyobraźni, nie potrafimy wymyślić jakiejś historii, która była związana z daną osobą czy przedmiotem. Nie potrafimy patrzeć, tak jak nas nauczono, tak jak powinniśmy. Tak jak się patrzeć powinno. Całym sobą.

Mam takie dni, kiedy na oślep szukam kogoś takiego, kogo znalazłam w listopadzie, zeszłego roku, kiedy to problemy tylko i wyłącznie narastały. Wyciągam ręce przed siebie, jak niewidomy, po omacku rozpoznając pewne kształty, rysy. Czasami mam z tym problem, otóż to czego szukam nie ma konkretnego kształtu, który można zdefiniować przed dotknięcie, głębszą analizę. To jest jak szukanie siebie – wymaga dużej koncentracji, odnajdywania malutkich kawałków, tworzących jedną całość, późniejszego sklejania tych części i uczenia się siebie na nowo. Miałam wówczas wrażenie że nikt mnie nie słucha. Potrafiłam nie iść do szkoły, siedząc zapłakana w domu i rozmawiając z babcią przez telefon przez kilka godzin. To ona kazała mi znaleźć taką osobę. I to właśnie wtedy, pierwszy raz AŻ TAK się przed kimś otworzyłam, podsumowując ten dość niespodziewany i nagły, dwugodzinny potok słów krótkim: pewnie jest Pan zmęczony, każdy tak przychodzi, siada, gada i ryczy, a Pan to musi słuchać. W takich momentach poznajemy siebie, znajdujemy to, co przez przypadek zgubiliśmy – siebie. Wiecie jak trudno żyje się wbrew sobie? Przeciwko sobie? Wiecie jak trudno ŻYĆ kiedy nie widzi się jakiegokolwiek sensu? Co mi z tego że wstanę, ubiorę się, zjem śniadanie, nałożę te cholerne soczewki i wyjdę z domu tak jak zawsze? Po co, skoro jutro zrobię dokładnie to samo, and again, again & again. Pójdę na te cholerne studia, zacznę pracę, może po drodze pechowo potrąci mnie samochód, a może to czy tamto. Nikt mi nie powie, że w jego życiu nie pojawiały się takie, czy inne myśli. Nikt mi nie powie, że NIGDY się nie wahał, że zawsze był pewny siebie, opanowany i spokojny o swoje życie. Kiedyś naiwnie wierzyłam, że tak jest. Że to ja jestem different, że to ze mną coś nie tak. Patrzyłam wówczas na innych, zastanawiałam się skąd ludzie czerpią tę energię, skąd mają siłę, którą ja, na zasadzie placebo, ładowałam w siebie tabletkami. Dlaczego się do mnie uśmiechają, tak mocno przytulają jak mnie widzą, kiedy to ja dawałam im tylko pozorny, słaby uścisk, wprowadzający mnie w jeszcze podlejszy stan psychiczny? I ta myśl że jesteś sam. Sam dla siebie. Że nie potrafisz nic nikomu dać, oprócz słabego i bezuczuciowego uścisku na przywitanie/pożegnanie. Chore, błędne koło.

Było ciężko. Łapię się jeszcze na tym, że znowu dopadają mnie takie myśli. Kiedy jestem sama, kiedy rodzice wymyślą sobie jakieś nagłe spotkanie ze znajomymi, o którym wcześniej mnie nie poinformowali i nie zdążyłam sobie niczego zaplanować, wtedy panikuję. Kiedyś, kiedy miałam okazję być sama, kiedy nikt nie wchodził do pokoju i nie pytał: Aś, jesteś głodna? a może wyjdziemy na basen? Asia, koleżanka do Ciebie. ; chodź na film, bo oglądamy ; wtedy to czułam się najlepiej. Byłam sama, ja i mój chory, głupi pokój. Jak w pudełku. W mojej chorej, złotej rzeczywistości. Dziękuję panu Marcinowi że dzięki niemu mam to już za sobą. Że teraz każdy moment, kiedy to mam świadomość że mogę być sama, uciekam w przeciwną stronę. Biegnę jak najszybciej, wyprzedzam teraźniejszość, planuję. I może czasami pcham się tam gdzie mnie nie chcą, choć generalnie unikam takich sytuacji. Szukam ludzi, szukam ich dłoni i ZAWSZE patrzę na usta. Ale ja tylko potrzebuję innych. Potrzebuję rozmowy, nawet o kuźwa pogodzie. Potrzebuję mówić i słuchać. Dotknąć. Wiedzieć że ktoś jest obok. I na nowo uczę się patrzeć w oczy …

Piszę o tym, bo wczoraj, podczas głupich zakupów spotkałam wyżej wymienionego Marcina. Szukałam płatków, jakby nigdy nic. Spytał tylko czy jest okej, czy chcę pogadać i czy ma być spokojny. Pierwszy raz nie musiałam udawać, pierwszy raz powiedziałam, że tak, chyba jest naprawdę okej. Bo jest, bo się układa, bo pierwszy raz mam tę siłę, którą czerpię z innych, może zbyt brutalnie okradam przypadkowo spotkanych na ulicy ludzi, jestem czasami jak pijawka która szuka tego szczęścia i czerpie energię z uśmiechu pana na rowerze czy małej dziewczynki, skaczącej na skakance, … przepraszam. Pierwszy raz nie kłamałam. I on to poczuł.

Mamy już za sobą równe, dwieście wpisów. Tymczasem ja uciekam tam, gdzie łatwiej się żyje. Do Zamościa. Do babci ❤

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „chasing cars

  1. Gitarowa pisze:

    Kto by pomyślał że tak nas duzo… Też bardzo się identyfikuję z tym co napisałaś… I zazdroszczę odnalezienia swojego Marcina. Ja szukam i szukam, ale nie mogę trafić na nikogo kto by zrozumiał i pomógł…
    przesyłam ciepły uśmiech i baw się dobrze w Zamościu

    • withi pisze:

      Bo to jest w tym wszystkim najcięższe – znaleźć kogoś takiego. Ale rozglądnij się – czasami mamy obok pełno takich wspaniałych, pomocnych człowieczków. Czasami naprawdę nie trzeba szukać zbyt daleko 😉

      Pozdrawiam !

  2. vuze pisze:

    Jak Panie wyżej, również odnalazłam w tym, co napisałaś kawałek swojego życia. [czytając to, aż łezka zakręciła mi się w oku] Tyle, że ja wciąż walczę z tym czy tamtym. Nie cierpię momentów, kiedy nachodzi mnie takie coś, że nagle przychodzą myśli typu: ”jestem inna niż oni, nie pasuję do nich’. Mehh..
    Miłego odpoczynku u Babuni :*

  3. anonimowa Agata pisze:

    Również czytając ten wpis znalazłam kawałek mojego życia.
    Pozdrawiam:****

  4. magda pisze:

    hej, strasznie mnie zaciekawiło to co napisałas, moze dlatego ze odnalazlam kawalek siebie w Twojej wypowiedzi? Moze dlatego ze niestety miewam momenty kiedy chce uciec od ludzi i czasami nie widze sensu?
    Jak wlasciwie sobie z tym poradzilas? Czy masz na mysli psychologa? Tez sie nad tym zastanawiam. Mysle czy mam sama walczyc ze soba czy szukac kogos do pomocy.
    I nawiazujac do Twojej wypowiedzi ja tez momentami czuje sie inna od wszystkich.
    Poza tym dodam ze bardzo lubie Twojego bloga:)

    • withi pisze:

      Tak, tak, o psychologa chodziło. Czasami po prostu nie ma co siebie samych oszukiwać, wmawiać sobie że sami poradzimy sobie z tymi czy innymi problemami. Po to mamy przyjaciół, rodzinę czy obcych ludzi, którzy potrafią słuchać. Czasami naprawdę łatwiej otworzyć się przed kimś kogo nie znamy, a komu możemy totalnie zaufać – co jest w tym piękne. Słyszałam że niektóre osoby mają wielki problem ze znalezieniem kogoś takiego, Ja dziękuję Bogu, czy komuś tam wysoko, wysoko, że postawił na mojej drodze tego faceta, już za pierwszym razem. Nie wiem czy miałabym tyle siły, aby szukać i szukać kogoś tak idealnego.

      I dziękuję 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s