Sława i nadzieja / roczniku 92 – relax !

***

Małysz kończy karierę. Losy niedzielnych obiadów zimową porą w polskich domach zostały przesądzone. Albo się ludzie pozabijają z braku zajęcia, albo znajdą szybko nowego idola. Do kochania i nienawidzenia. Do leczenia kompleksów, do podbicia uwiędłej narodowej dumy. Małysz doświadczył wszelkich radości, ale też i upokorzeń związanych z byciem sławnym. Kochany, wielbiony bohater reportaży, dowcipów, bywał też ośmieszany, wysyłany na oślą ławkę. Taka nasza narodowa specjalność, że tych, których z jednej strony kochamy, uwielbiamy też – chyba dla chorej równowagi – upodlić.

Małysz został gwiazdą, choć się nie sprzedawał na prawo i lewo, niewiele o sobie opowiadał. Nie był bohaterem skandali. Nie tracił czasu na głupie sesje zdjęciowe, wywiady i bywanie na salonach. Może też dlatego, że głównie trenował. W czasach, gdy wystarczy zrobić skandal, aby zostać ‚gwiazdą’ wzbudzającą zainteresowanie mediów, Małysz jakby na przekór temu wygrał, bo był normalny, bez nadęcia, pudru i cekinów. Nie pokazywał się w markowych garniturach na imprezach, nie bredził, on po prostu skakał. Po prostu …

Czyli może nie jesteśmy tacy głupi, jak chciałyby widzieć nas media, lansując kolejne napompowane lalki Barbie i Kenów, bo podobno tylko tego chcemy? Może nie zawsze dajemy złapać się na tani lep opowieści o skandalach, bredni o pseudokarierach, pseudosukcesach, niby-miłościach. W czasach, gdy wielkość tzw. talentu mierzy się liczbą publikacji w plotkarskiej prasie, a nie umiejętnością wypowiedzenia samogłosek czy zaśpiewania czysto, pojawia się potrzeba weryfikacji. Powiedzenia słowa ‚sprawdzam’. Chcę w to wierzyć. I chyba dlatego pokochaliśmy Małysza. Na dobre i złe.

Jest nadzieja. Wojciech Mann napisał książkę, którą z własnej woli kupiło 150tys. ludzi. W czasach, gdy z półek księgarskich straszą koszmarne wypociny pseudopisarzy celebrytów o porodach, seksie, życiu, kaloriach czy psychologii, jakaś część tego narodu kupiła książkę pewnego dziennikarza o miłości do radia, muzyki i pracy. Bo – w przeciwieństwie do swych „kolegów po piórze” – on znał się naprawdę na tym, o czym odważył się napisać. Bo żeby napisać książkę, trzeba odwagi, a nie tylko myślenia w stylu „Co by tu zrobić, aby poprawić stan konta?”…

Jest nadzieja. Z kiosków zniknął „Rękopis znaleziony w Saragossie” z legendarnym Zbigniewem Cybulskim. Idolem gwiazd, które odważą się myśleć. Film czarno-biały, trudny w odbiorze i – ktoś powie – stary, w reżyserii Hasa. Film, którego fanami są najwięksi reżyserzy świata. Pan w kiosku powiedział, że głównie młodzież kupowała. Nikt im nie kazał. Kupili, choć obok leżała cała masa innych filmów w kolorowych, wyretuszowanych okładkach …

Jest nadzieja?

Karolina Korwin Piotrowska

***

Strasznie lubię to jak pisze pani Piotrowska, zwłaszcza ulubiłam sobie jej teksty do ‚Sukcesu’. W zasadzie to powinnam się wstydzić i być zła na siebie, że tak lekko i bez stresu obecnie egzystuję, ale to jest chyba dobre zachowanie, więc sobie w tej błogiej nieświadomości trwam, oglądam archiwalne odcinki Chirurgów (time for 4×12) i czuję że i tak zrobiłam wszystko co mogłam, więc jak będzie tak będzie. Nie czytam streszczeń lektur po nocach, choć dodam, że pół na pół ogarniam tylko zaledwie jakiś procent z tych szkolnych tomików, ale zdaję się na moją umiejętność swobodnego pisania i jako taką zdolność tworzenia zdań podrzędnych i współrzędnych również. Co do matmy … zdałam próbną, to tą też muszę. Jutro sobie przejrzę jakieś testy i będzie ok. Angielski? Miałam wczoraj przedostatnią lekcję, jako że na jeszcze jedną umówiłam się dopiero na 19 maja, przed rozszerzonym ustnym, na godzinkę ‚gadania’, i obiecałam pani Margaret że dam z siebie wszystko, a że wyniki do niczego nie jest mi potrzebny, to podejdę to tej matury bez stresu. Następny tydzień będzie bardziej nerwowy, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo wtedy będzie biologia, od której wszystko tak naprawdę zależy. Proszę no … mało roślin i mało fizjologii tych obrzydliwych producentów tlenu. Doceniam ich rolę w moim życiu, ale ja naprawdę wolę je zjadać niż pisać o tym jak ich korzenie pobierają wodę … A później pozostają tylko trzy ustne i wakacje jejejeje ! Dlatego, przyczłapałam tu po raz ostatni, bo planuję oderwać się od tego pochłaniacza czasu, jakim internet niewątpliwie jest, ale co gorsze w obecnej chwili – paplania i gadania, o lekturach, o tym, o tamtym. Osobiście wolę w spokoju spożywać orzeszki ziemne i wierzyć że będzie dobrze, bo wszyscy przez to przechodzą i żyją, a ciągłe gadanie od trzech lat staje się lekko monotonne i sprawia, że rocznik 92 zaczyna powoli świrować … Dlatego zmykam, pokażę Wam jeszcze jakie buty już do mnie lecą i trzymajcie się ciepło, a maturzystom życzę powodzenia i opanowania, bo to chyba klucz do sukcesu. Jak mawia główne założenie doboru naturalnego – przetrwają najsliniejsi, więc napinajcie się dalej, czy przeczytanie Potopu gwarantuje zdanie matury z polskiego, czy też nie. Najwyżej nie zdam, bo szczerze powiem – wiem tylko że był sobie jakiś tam Andrzej i była Oleńka i jakiś trójkąt też tam był. A jedyna rzecz, którą pamiętam z omawiania Potopu na profilu humanistycznym, rok temu, to to że lekcje prowadziły wówczas praktykantki czy tam studentki, a pani S była chora. Pa ;*

Reklamy

5 thoughts on “Sława i nadzieja / roczniku 92 – relax !

  1. vuze pisze:

    Wiesz Asiu, próbowałam chodzić po domu i wychodzi mi to całkiem nieźle, ale na mieście nagle czuję jakbym nie potrafiła chodzić i czuję, że robię z siebie pośmiewisko. Jedynie na studniówce czułam się w nich naprawdę dobrze, jakbym była na boso. Ale to był jeden,jedyny raz. Pewnie wiele czasu upłynie nim wskoczę w buty na obcasach. Może kiedyś^^

  2. vuze pisze:

    Adaś M. lansuje się w reklamie herbaty Teekanne 😛

    Buty świetne, ten kolor. Ale znając mój chód, nogi miałabym dawno w gipsie. Pozazdrościć umiejętności chodzenia na koturnach czy wysokich obcasach 😉

    I powodzenia jutro! W prawdzie ja swój maturalny maraton zaczynam dopiero od tej okropnej biologii, ale pamiętam ile nerwów kosztował mnie polski. Ta chwila napięcia podczas otwierania kolejnych stron arkusza ‚co będzie do napisania, jaka lektura, aaa..’ Poradzisz sobie, najważniejsze to optymistycznie podejście i pójście z głową w górze, bo przecież musi się udać !!! 🙂

    • withi pisze:

      Ej ej, w kwestii chodzenia na obcasach to sprawdz się tu znane powiedzenie: practice makes perfect ! Poważnie, pamiętam moje początku z obcasami, kiedy to chodziłam po domu i bawiłam się w modelke, przymierzając buty mojej mamy. Później moja stopa wyraźnie wyskoczyła do przodu, pozostawiając buty mamy w rozmiarze 35 (powaga!) daleeko z tyło (choć to tylko 2,5, ewentualnie 3 rozmiary różnicy) i wtedy musiałam sobie sama radzić, więc zaczęłam kupować takie dla siebie. Na początku było ciężko, ale jak trafisz na wygodny obcas, a koturny to już w ogóle niebo – to staje się to całkiem przyjemne i nawet lepsze od płaskich – choć biegać do autobusu nie polecam !

      Już po. Dziękuję że wytrwale trzymasz za mnie kciuki. Razem sobie zaczniemy 10 maja, fakt 😉

      Jakbyś tylko widziała moje optymistyczne podejście … aż za bardzo optymistyczne chwilami ahaha ; D

  3. ciocia zło pisze:

    kurcze, fajne te buty
    zazdroszczę, że możesz popylać na koturnach ;p ja z moim nadmiarem centymetrów jakoś nie preferuje

    i widze, że podobnie zabijamy czas! tylko, że ja ostatnio sezon 3 oglądałam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s