poranek świstaka /.

Nastąpią długie dni czekania, bo teraz się dopiera okaże, czy serce się przystosuje do sztukowania kawałków żył, do nowych tętnic i do lekarstw. Potem stopniowo się uspokajasz, nabierasz pewności … I kiedy już to napięcie i ta radość całkiem z ciebie opadną – wtedy, dopiero wtedy uprzytamniasz sobie, jaka to jest proporcja: jeden do czterystu tysięcy.

1:4 000 000

Po prostu śmieszne.

Ale każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens.

Zawsze rano jestem nieżywa.  Dzień zaczyna się w momencie kiedy zjem porządne śniadanie, wtedy to docierają do mnie jako takie zdania, zaczynam je rozumieć i generalnie zaczynam funkcjonować na następne 16 godzin. Rano też nie mam czasu na nic, każdy poranek przebiega mniej więcej według podobnego schematu, trochę taki poranek świstaka, ale cóż począć. Jeżeli coś w moim planie zostanie naruszone, nie wróży to bynajmniej nic dobrego dla osoby, która pozwoliła sobie na takowe naruszenio-przewinienie. Dlatego dzisiaj byłam cholernie dumna, kiedy w przeciągu minuty upięłam cudownego koka, który NIGDY rano nie chce wyjść, i naraża się tym samym na wiele bólu, takiego jak wyrywanie włosów przy każdorazowym ściąganiu gumki, tony lakieru, wsuwkek, a ostatecznie kończy się to wszystko rozpuszczeniem włosów i nielubieniem ich przez cały dzień. Dzisiaj wyszedł, a ja znalazłam sposób, który sprawił że się trzyma przez cały dzień, żaden włos nie wychodzi i wygląda naprawdę ok. A poza tym jest to najwygodniejsza fryzura na świecie, ale to żadna nowość. Uwierzcie mi – jak ma się tyle kłaków, to doprowadzenie ich do ładu o 6 rano jest naprawdę ogromnym wyzwaniem. A mi się udaje. I jest mi z tego powodu bardzo dobrze. W tym szczęściu popadnę chyba w jakiś narcyzm powiązany z chwilowym egocentryzmem. I pomyśleć że to wszystko zasługa włosów.

Jak pisałam – każdy poranek w tygodniu wygląda niemal identycznie, pomijając te weekendowe. Budzę się, wkładam cieplutkie kapciaczki na stópki, gotuję mleko, w tym czasie myjąc głowę/ząbki/buźkę. Robię sobie turban na głowie, nakładam krem, po minucie, bazę i tak pięknie cudowna człapię do kuchni. Przygotowuję śniadanko, czytaj – wrzucam do konikowej miseczki Nici wszystkie możliwe płatki, rodzynki, suszone owoce, orzechy, serek biały, Gerbera, świeże owoce i zalewam mlekiem, posypując to dzieło cynamonem. Nakładam na buźkę wszystkie kolorowe mazidła, czyli w zasadzie tylko podkład, róż, brązową kredkę, pomadkę, zalotkuję rzęsy i idę jeść. Po zjedzeniu zmykam suszyć włosy, ubieram się i wychodzę z domu. Jeżeli COKOLWIEK zostanie naruszone – konsekwencje tego naprawdę do przyjemnych nie należą. Np stwierdzam nagle że nie, że w takim razie nie idę dzisiaj do szkoły, bo np nie zdążyłam zjeść śniadania. Tym samym zjadam je i wchodzę do łóżka … Yes, dokładnie takie mogą być tego konsekwencje. Dzisiaj jednak za sprawą koka wszystko się udało, a ja na szybko wzięłam pierwsze lepsze ubranka, leżące pod łapką i się w nie przyodziałam. Wyszło całkiem swobodne zestawienie, a mama jak mnie zobaczyła, to stwierdziła całkiem słusznie, że ostatnio w tej koszulce widziała mnie na wakacjach … I to prawda, bo ona mi się z wakacjami właśnie kojarzy. A w połączeniu z białą bokserką następuje burza wspomnień, bo tak się ładnie składa, że to w takim zestawie pewnego, słonecznego, sierpniowego dnia robiłam tatuaż. I koczek też był. Popatrzcie, że też ubrania mogą sprawiać że kojarzymy je z danym, konkretnym dniem. Myślałam że taką moc mają tylko zapachy, muzyka i zdjęcia. A na nóżki wskoczyły najzwyklejsze na świecie tenisówki, które urzekają mnie swoją prostotą. Czasami naprawdę lepiej postawić na wygodę i uniwersalność.

podsumowując to co mam na sobie, będzie śmiesznie i monotematycznie bo tak: koszulka, bokserka, jeansy, buty – H&M ahaha

Przy okazji buszowania po snobce, odkryłam ten oto wieszak na kolczyki. Niby jestem przyzwyczajona do moich apartowych, srebrnych wkrętek, ale niestety równocześnie mam jakiś kolczykowy kompleks najwidoczniej, czy też słabość jak kto woli, bo kupuję te wiszące, piękne, kolorowe kolczyki na każdym niemal kroku, wiedząc przy tym że ja ich przecież i tak nie założę … I tak się kurzą, a taki wieszak mógłby stanowić ładną ozdobę mojego pokoju, w towarzystwie wszystkich kolczyków z mej kolekcji. Fajna sprawa.

Asos – około 56zł

Tymczasem zostawiam Was z cudowną Kate i jej kilkoma perełkami, a sama zmykam na lekcje matmy do pana Stacha. Ups, właśnie sobie przypomniałam o dwóch następnych historiach z kategorii: podejrzana. Nadrobię to na następny raz, promise. Trzymajcie się ; – )

Reklamy

2 thoughts on “poranek świstaka /.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s