‘Skradzione wspomniania’ część 4; wakacyjne dreszcze

Sama w to nie wierzę, otóż dzisiaj wstałam najpóźniej jak dotąd patrząc na całe obecnie trwające wakacje, tj … o 6:11 ! Pobiłam rekord, ostatnio tak późno wstałam jakieś dwa tygodnie temu, była wtedy bodajże 6:07 i rodzice robili wielkie oczy i pytali zdziwieni co tak późno. Oni z reguły o tej porze już wychodzą, a ja przyrządzam sobie moje mniami śniadanko.

Od wczoraj mam jakieś okropne dreszcze, jest mi koszmarnie zimno, mimo że w tym momencie za oknem jest ponoć 42stopnie, według mojego termomentru, a ja siedzę w dresie, zimowych kapciach Hello Kitty i piję gorącą, truskawkową piramidkę Liptona.

Wypada w końcu zacząć żyć, bo zbieram się już dosć długo. Przełomowym miesiącem ma być sierpień, a to ponoć lipiec miał być mój. Na razie nie pozamykałam wszystkich drzwi, jak zapukasz to może otworzę. Mimo wszystko odizolowanie na dłuższy czas nikomu nie służy, a już na pewno nie osobom, które samotne być nie potrafią. Chyba trzeba w końcu tak po prostu siebie polubić, mimo że mam dni kiedy naprawdę cięzko na siebie spojrzeć, czy starać się chociaż trochę zrozumieć swoje głupie myśli. Zastanawiam się czy Roger Majkel rozumie co do niego mówię i czy kiedyś komuś zdradzi wszystkie moje sekrety. Jeżeli tak, to lepiej go wtedy nie słuchajcie. Ah, i moje spaghetti jest ponoć najlepszym daniem na świecie, tak przynajmniej twierdzą wszyscy osobnicy mojej rodziny.

Maciuś od kilku dni nieskutecznie próbuje wyciągnąc mnie na mój, osobisty pierwszy raz na motorze, jakkolwiek to zabrzmi. Trochę się boję, że spadnę czy coś, ale dzisiaj chyba się przełamię i w końcu dam się wyciągnąć. I wiecie, może otworzyć okno, w końcu rogerowe futro jest dosć grube i może a nuż jest mu w nim trochę ciepło? Chyba tak, sama założę różowy polarek. A Anggie to jednak mistrzostwo w każdym milimetrze jej ciała, w każdym centymentrze jej talentu i w każdym metrze jej hm, na pewno nie mężu 😀 Bradd, where’s yout sexi beard? : (

Dla niej to nawet ten niewidzialny obcas przełknę. Ostatnia, czwarta część mojego opowiadania. Przepraszam za dzisiejszy brak jakieś konkretnej składni w tym co napisałam – chyba jestem chora, po prostu. Idę po ta bluzę, bo mam jakieś drgawki. A i jeszcze tak na koniec i na szybko duży Roger chciał Wam o czymś przypomnieć:

Dear Fans

We are celebrating Charlene Riva and Myla Rose’s first birthday today! We are currently staying in Switzerland and are having a great time together. We will be enjoying a birthday party later today which will certainly be a treat for our two little ones.

We would like to thank all fans and friends for your gifts, cards and nice words for Charlene and Myla. We are very grateful to receive all your support.

All the best and see you soon

Roger and Mirka

Jej, pamiętam jakby to było dzisiaj. Byłam wtedy na obozie tenisowym i Tomasz smiał się ze mnie że jak będzie mnie bolał brzuch to znaczy że Mirka rodzi. I rzeczywiście, tego dnia ledwo chodziłam, i co lepsze – wtedy jeszcze miałam okres 😦 A teraz trzymajcie się cieplutko ; *

 

***

 

Skradzione wspomnienia (częśc4/4)

Joanna Poliwka

***

 

 

Mali Losinj, 27 stycznia 1987

Jest ciemno, i zimno. To pozwala Claire nie spać. Wstaje i po cichu, na palcach wychodzi z pokoju, nie chcąc obudzić Josha. Zapomina, że śpi on tysiące kilometrów stąd, w swoim własnym świecie, pogrążonym w cyfrach.

Claire zmarzniętą dłonią wyciąga sweter, schowany głęboko, pod stertą starych przedmiotów. Przez moment zanurza palce w grubym, wełnianym materiale i zaciąga się jego zapachem. Powoli pojawia się twarz, dłoń na policzku i żywe wspomnienie wizyty u lekarza. Płacz i mandarynka dla ‘dzielnego pacjenta’. Ociężale osuwa się na zimną posadzkę, wtulona w gruby sweter zasypia.

Budzi go napływ zimnego powietrza. ‘Cholera’ klnie pod nosem i zaczyna mocować się z oknem. Po chwili zauważa brak Claire po lewej stronie łóżka. Wychodząc z pokoju, mało co nie potyka się o jej drobne, skulone w kłębuszek ciało. Podnosi ją i kładzie na jeszcze ciepłym łóżku. Przez moment patrzy na jej drobną i delikatną twarz, opatuloną pięknymi, gęstymi włosami. Claire wiele razy chciała się ich pozbyć, nienawidziła ich. Mówiła, że teraz nosi się już tylko krótkie fryzury. Jednak Josh nie pozwalał. Prawda go zabijała, sumienie niszczyło od wewnątrz, jednak chciał zachować przy sobie odrobinę Claire, którą poznał. To włosy były ich łącznikiem z przeszłością. Zawsze jej to powtarzał, przed każdym występem, przy każdym spotkaniu. Jednak ona tego nie pamiętała, nie mogła tego pamiętać.

I’m dancing in the room as if I was in the woods with you, no need for anything but music, music’s the reason why I know time still exists. Mała dziewczynka. Plis i powolne rozciągnięcie. Wiele twarzy i tiulu. I coś mokrego w palcach u stopy. Mała Claire za wszelką cenę próbuje wykonać polecenie trenerki. Pot kapie z jej anielskiej twarzy, wyciera go pospiesznie i nadal ćwiczy. Wycieńczona i mokra dłoń ślizga się na poręczy. Ostatnimi siłami próbuje złapać równowagę, lecz grawitacja jest brutalna. Claire upada na podłogę, a łzy samowolnie płyną po jej twarzy, mieszając się z potem. Dziewczynka marzy o dużym kubku gorącej herbaty, chce wrócić do domu i do uśmiechniętej babci Libby, która nigdy nie potrafiła odgadnąć co w danej chwili ją trapi. To właśnie przy niej Claire nauczyła się kłamać i udawać. Nauczyła się wtapiać w otoczenie, tak niepostrzeżenie, by nikt jej nie zobaczył. Czyjeś dłonie od kilku sekund szarpią jej ciałem. To powód by wrócić na ziemię.

– Nic ci nie jest? Wstawaj, nie możesz pokazać, że jesteś słaba. – wystraszony chłopiec, posiadacz pięknych, pełnych ust wymawia ostrożnie każde słowo. Claire dopiero po chwili dopuszcza je do siebie i ze starannością zaczyna układać w jeden, ciągły szyk, by znaleźć ich sens.
– Nic mi nie jest. Naprawdę, dziękuję – odpowiada, chcąc pozbyć się chłopaka.
– Ok. Chciałem pomóc. Palce ci krwawią – mówiąc to, patrzy w stronę stóp Claire.
– Nie potrzebuję współczucia. Dam sobie radę. – zła, że zobaczył, wstaje i szybko wybiega z sali.
– Chciałem tylko pomóc. – słyszy dobiegające z końca sali, puste słowa chłopaka.

Minus cztery za oknem. Szybkie kroki, łapiesz mnie za dłoń. Nasze spojrzenia. Chowam się do Twojej lewej kieszeni, bojąc się że zmarznę. Mówisz, że jest ciepło, . . że przy mnie jest Ci zawsze ciepło.

– Josh, pamiętasz jak się poznaliśmy?
Josh wyrwany z obliczeń, przygląda się mądrej twarzy Claire. Wie, że bardzo jej na tym zależy, zdaje sobie sprawę, że jedna, wyrwana z kontekstu historia niczego nie zmieni.
– Byliśmy młodzi. Pamiętam to dokładnie, w końcu w tym dniu cię pokochałem i kocham do dzisiaj. Był jesienny wieczór, który spędzaliśmy na sali ćwiczeń, przygotowując się do występu. Byłaś bardzo zawzięta, chciałaś udowodnić wszystkim, że jesteś w stanie zatańczyć najlepiej. Pamiętam, że upadłaś, a ja podszedłem z pomocną dłonią. Palce zaczęły ci krwawić, paznokcie wbijały ci się w skórę, co było skutkiem długotrwałych ćwiczeń. Tak się poznaliśmy Claire, to było tak dawno, a do dzisiaj wspomnienie tego dnia żyje we mnie. I żyć będzie.
– Masz tę przewagę Josh.
– Słucham? – pyta, nie wiedząc co jego kobieta ma na myśli.
– Twoje wspomnienia żyją, moje dawno temu umarły. – kończy Claire i wychodzi z pokoju.

Mali Losinj, 21 marca 1987

Szybkie pożegnanie, uścisk i potok miłych słów. Nie jest łatwo żegnać się z osobą, z którą spędziło się ostatnie kilka lat. Po twarzy Claire płynie potok łez. Pani Isabel też nie ukrywa smutku, oplata swoimi szczupłymi rękami wąską talię Claire.
– Masz spierzchnięte usta, kochanie – mówi przez łzy Isabel – najlepiej jak posmarujesz je . . .
– Miodem z cukrem – uśmiecha się Claire, dumna, że pamiętała.
– Miodem z cukrem – powtarza ślepo za nią staruszka.


Dziś, kiedy patrzę w lustro boję się, że nadałeś mi nowe imię, którego nie potrafię sobie przypomnieć, nie poznaję swoich oczu, swojego zapachu, i wtedy właśnie myśl o ucieczce jest najsilniejsza.
Dwadzieścia metrów dalej spotkasz mnie samotną, nad przepaści między przeszłością, a teraźniejszością. Usiądź obok, i spokojnie popatrz na to co razem zburzyliśmy .

Claire odlicza minuty do autobusu i zamyka za sobą wszystkie drzwi. Siedzi samotnie na pustym przystanku. Wie, że to co robi, jest słuszne. Chce tylko siebie na nowo poznać, chce przypomnieć sobie kim była, i co się stało, że musi to robić. Zastanawia się czy Josh zje bez niej kolację, jaka będzie jego reakcja gdy ona nie przybiegnie o osiemnastej na jego wołanie. Czy pobiegnie do Isabel? I w końcu, czy znajdzie starą, brudną lalkę, bujająca się w skrzypiącym złowieszczo fotelu. Myśli kłębią się w jej głowie, oczy zamykają na niebotycznie długą chwilę. Pisk opon na śliskim asfalcie. Zwątpienie, ostatnie spojrzenie na domy, ulice, drzewa, ławki, które do tego dnia były jej częścią. ‘Do zobaczenia w innym życiu.’ bezgłośnie wypowiada ostatnie słowa, mając nadzieję, że Josh je usłyszy, na ziemi, którą pokochała i kochać będzie. Już nie oglądając się za siebie, Claire wskakuje do ciepłego wnętrza autobusu.

***

oglądasz przez okna życie pulsujące

rozpięte w szyb prześlizgu – prostokątnych tarczach

oglądasz tętno wewnątrz parujące, gęste,

oglądasz tylko …

i to ci wystarcz …

Krzysztof Kamil Baczyński – Droga

***

Werona, 24.03.1999

Wychodzę na zewnątrz, mimo błagalnego wzroku babci Libby. Przemierzam puste ulice, mijam ławkę i drzwi do szkoły baletowej. Przechodzę obok smutnego, dobrze ubranego mężczyzny, z komórką w dłoni. Siadam na krawężniku.
Ulicą, w topniejącym śniegu, przejeżdża samochód. Wiatr targa gałęziami, które uderzają o ściany pobliskich kamienic. Otwieram oczy, drżę z zimna i otulam się grubym swetrem. Patrzę na budynki, które tak dobrze znam, na chodnik, który przemierzałam tysiące razy, śpiesząc na trening. Patrzę na ławkę, na której wspólnie malowaliśmy przyszłość, na której wymyślaliśmy nowych siebie.

Wiem, że gdzieś tam jesteś . . . Jesteśmy.

***

Historia ta powstawała w nocy, 8 lutego, przy gorącej, truskawkowej herbacie, z dodatkiem truskawkowo-marchewkowego Kubusia, ze słuchawkami w uszach i przy tych kawałkach : Elisa – Rainbow, Elisa – Dancing, Hans Zimmer – A way of life, Hans Zimmer – I will come back. / Claire – bo to imię zawsze mnie intrygowało, Josh – moje wyobrażenie idealnego mężczyzny, Werona – ukochane, włoskie miasto, Mali Losinj – 9 spędzonych tam, niezapomnianych wakacji ( to be continued, Summer 2010 Holidays), Cocker Spaniel – ulubiona rasa psów, Baczyński – na zawsze najlepszy. Specjalne błędy – Elisa-Dancing (piosenka w tamtych czasach nie istniała) , komórka w 1999 –już tak 😉

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „‘Skradzione wspomniania’ część 4; wakacyjne dreszcze

  1. asiaczi pisze:

    Aśś,wreszcie nadrobiłam moją nieobecność na Twoim blogu,przeczytałam poprzednie notki 😉 co do Twojego wyglądu-jak dla mnie jest świetny,masz rewelacyjne zdjęcia 😉

  2. asiaczi pisze:

    dziękuję za komentarz u mnie 😉 wróciłam już ;]]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s