‚Skradzione wspomniania’ część 3 + ostatni ‚Arry ;(

Robotnik tu, robotnik tam. Mogliby przynajmniej zrobić coś pożytecznego, np zabić albo nawet zjeść te szerszenie, a nie gwizdać do mnie i zaglądać przez balkon. Boże, jak postawią rusztowanie przy moim oknie to nie wytrzymam. Będę sie czuła co najmniej nieswojo, jak jakiś spalony na czerwono burak będzie robił zboczone oczy. No nic, wytrzymamy.

Pogoda sprzyja, powiem Wam, do robienia rzeczy bardzo konstruktywnych, tzn spędzania czasu aktywnie. ‚Aktywnie’ raczej. Kiedyś potrafiłam w 40stopniach śmigać trzy godzinki na rowerze, teraz wejście po schodach, uprzednio wyrzuciwszy śmieci, jest największą męczarnią na świecie. Zastanawiam się gdzie moja tenisowa forma? Najchętniej leżałabym z Rogerem Majkelem w naszym łożu i czytała książkę. A nie, przepraszam, czytanie książek tez bywa ostatnio męczące, dlatego też pozostaje mi bezczynne śledzenie TVN24, które faktycznie jest 24/h. O ironio, jak mogłam kiedyś tego nie dostrzegać? Ale przynajmniej jestem na biężąco, pierwszy raz wiem o czym w wiadomościach gadają.

Też macie takie jakieś podświadome i koszmarne wrażenie, że każdy dzień jest taki sam, a co gorsze każdy dzień sprawia, że wbrew sobie jestesmy bliżej 1września (8sierpnia czy 29sierpnia jak kto woli, kolejno urodziny Rogera i Majkela) bądz matury, a ja mam ciągle gdzieś w głowie myśl, że z tej mojej nauki to jednak nic nie będzie. Mama stara się na wszystkie możliwe sposoby jakoś wyplenić te złe myślątka, tylko jakoś efektów nie widać. Apropo, jutro mam sprawdzian z bio, bo mam przełożoną lekcje, więc mam jeszcze czas (yhm) żeby się czegoś nauczyć.

W każdym bądz razie postaram się jakoś uaktywnić i zrobić w końcu c o ś . Błagam, 5stopni w dół, prosze, proszę. 5 głupich stopni !  ;( Jutro Maciuś wraca z praktyk, ja jadę na weekend do mojej sweet babci, a raczej do jej malin < 33 Najchętniej to zapuściłabym się w jakieś krzaczory z malinami i siedzała tam caly dzień. Gorzej że jest tam dużo robali.

Śliczna, moja J.Lo i jej piękna pupa. „Andrzej Pęczak zna mnie tak, jak ja znam Jennifer Lopez.” xDDDD Ah proszę, zabierając sie za ta notkę sądziłam, że nic konkretnego nie stworzę, a tu proszę, nawet cytat pana Belki zgrabnie wkręciłam. Nie wiem jak Wy, ale ja się zmywam i idę spać. Na koniec wrzucę kolejną częśc moich Skradzionych wspomnień’ i plakat, który sprawia że mi się uśmiech na buźce pojawia, a po dłuższej chwili uśmiech się dziwnie deformuje, bo dochodzi do mnie myśl, że to ostatni ‚Arry ! Ostatni ‚Arry ! ;(((((

Specjalnie się do Imax’a wybiorę, nie ma innej opcji! Dwie częsci, po około 3 godziny, uh uh uczta dla każdego kinomana ! Szkoda że to 3D wciskają już wszędzie, ale mam malutką nadzieję, że akurat to 3D odrobinę brutalne będzie. Boż, jak ja uwielbiam sagę Harrego. Toż to całe moje dzieciństwo, wszystkie częsci oprócz 7 przeczytane minimum pięciokrotnie. Eh, byłam mała, głupia i miałam czas. I kochałam Harrego. A on mnie, yhm.

Uciekam po Gerbera i do spania, a Wy standardowo już pijcie duuużo wody i jedzcie arbuzy! A na koniec obiecana kolejna częśc mojej yhm yhm powieści. Moi skryci w sobie adoratorzy będa mieć ucztę, nie oszukujmy się. Buziaki ; *

***

Skradzione wspomnienia (częśc3/4)

Joanna Poliwka

***

 

– Czy mogę rozmawiać z kimś, kto zna się dobrze na muzyce?
– Czy coś się stało? – pyta troskliwy sprzedawca.
– Nie, nic. Czy wyglądam jakby coś się stało? – odpowiada pytaniem na pytanie Claire. Z płaczem w głosie i mokrymi oczami na pewno nie wygląda normalnie. Zapomina, że w chwili wyrzucenia z siebie wszystkiego co złe, wyrzuciła też sztukę kamuflażu i wyszukane metody chowania się przed światem, które przez tyle lat pomagały jej jakoś przetrwać. Zdając sobie sprawę z ujścia łez, pośpiesznie wyciera mokrą twarz skrawkiem rękawa starego swetra.
– Ja mogę pani pomóc, czego pani szuka? – pyta coraz bardziej ciekawy sprzedawca.
– Nie znam tytułu tej piosenki, nie znam artystki, znam tylko melodię. Czy mogłabym …
– Proszę bardzo. – przerywa jej w połowie zdania z wielkim uśmiechem, malującym się na jego twarzy – Wiele osób wchodzi tu z podobną prośbą. Amnezja jest chyba coraz bardziej popularna – sprzedawca zaczyna się głośno śmiać, wierząc w moc swojego dowcipu.
– Amnezja? – pyta zdziwiona Claire, pierwszy raz słysząc to słowo.
– Peu importe. Proszę zanucić. – sprzedawca rzuca szybko, zły, że klientka nie zrozumiała jego żartu.
Po chwili Claire z całych sił próbuje przypomnieć sobie melodię. Zaskoczona, że przychodzi jej to z taką łatwością, zaczyna nucić, najpierw cichutko pod nosem, później coraz odważniej i pewniej. Sprzedawca uśmiecha się i wsłuchuje w czyste brzmienie głosu kobiety. Przygląda jej się i dopiero teraz dostrzega jej piękno, które poprzez duszę i śpiew tak wspaniale ukazuje. Zamknięte oczy są jak brama do jej życia, do którego nie chce wpuścić nikogo obcego. Dłonie w ciągłym ruchu, którymi gestykuluje, jakby chciała wyrazić siebie i przypomnieć sobie słowa. I usta. Piękne i pełne usta, które mimo, iż są młode, przeżyły już bardzo dużo i wypowiedziały miliardy cennych i wartościowych słów. Nie mogąc dłużej znieść tego widoku, przerywa jej:
Elisa – Dancing.
Zaskoczona i wyrwana ze śpiewu Claire bacznie przygląda się jakby nieco spłoszonemu sprzedawcy. Zapisuje na dłoni dwa słowa, pośpiesznie dziękuje i wybiega ze sklepu.

Josh był dobry. Zawsze był miły, kochany i troskliwy. Nigdy nie pozwolił by Claire była smutna. Pytał, słuchał i zamykał w długim, ciepłym objęciu, które zdawało się, że trwa wiecznie. Josh był wspaniały, a przynajmniej w takim przekonaniu żyła Claire. Dla niej był idealny, dopóki wspomnienia nie zaczęły się odnawiać.

Mali Losinj, 5 marca 1986

– Są chwile w życiu każdego, które musimy przetrwać, żeby stać się odważniejsi. Niektóre wydarzenia są bardzo ciężkie, powalają nas swoim ciężarem, zwłaszcza wtedy, kiedy nie ma w pobliżu kogoś, kto mógłby nam pomóc. Sztuką jest mieć przy sobie osobę, która zawsze poda nam dłoń, żeby wyciągnąć nas spod tego ogromnego kamienia. Kochanie, czy Ty jesteś szczęśliwa?
– Jestem Isabel, czemu pytasz? – spytała zdziwiona Claire, głaszcząc szczeniaka starszej pani za uchem.
– Brakuje na Twojej twarzy uśmiechu. Za każdym razem jak do mnie przychodzisz, da się z niej wyczytać, że masz jakiś problem, coś Cię dręczy i koniecznie chcesz porozmawiać. Mija chwila i zamiast mówić – milczysz. Ja się nakręcam, gadam jak głupia i tak mijają nam kolejne godziny. Czas żebyś Ty mi coś o sobie powiedziała, o mnie wiesz już wszystko.
Claire baczniej przyglądnęła się twarzy starszej kobiety. Kilka lat temu, kiedy zamieszkała z Joshem w domku nad oceanem, pani Isabel była pogodną sąsiadką, chcącą pomóc nowoprzybyłym. Z czasem zaczęła zastępować Claire matkę. Wiedziała, kiedy jest smutna, kiedy ją coś dręczy, a kiedy znowu pokłóciła się z Joshem. Czytała z niej jak z otwartej książki. Claire zawsze mogła na nią liczyć, wymagała od niej tak wiele, a sama nie dawała jej nic. Nie zauważyła kiedy staruszka prawie całkowicie przestała wychodzić z domu. Nie zauważyła brudnego mieszkania, braku jedzenia w lodówce. Nie spytała nawet czy pomóc, czy wyprowadzić psa, bądź zrobić zakupy. Była tak zajęta sobą, że nie dostrzegła dowodów, potwierdzających szybkie przemijanie czasu. Uświadomiła to sobie dopiero tego dnia, kiedy pani Isabel nagle przestała mówić, prosząc by Claire opowiedziała jej swoją historię, która w ostatnich dniach zaczęła się na nowo rysować. Nie mogąc nic powiedzieć, dziewczyna wstała i zaczęła tańczyć. Siedemdziesiąt osiem ruchów, arabesque, cztery piruety, sześciosekundowe pointe i battement. W tamtym momencie kroki zaczęły powracać, ciało zaczęło współgrać z duszą, każdy ruch był jak milimetr bliżej nieba. Claire czuła że frunie, wysoko, jeszcze wyżej, ponad granice przeciętności. Miała wrażenie, że ziemia usuwa się spod jej stóp. Była lekka i zwinna. Zamknęła oczy. Zaczęła powoli przypominać sobie wielką, ciężką kurtynę, ból, krew. Ciche oklaski przerwały przypływ wspomnień.
– Przepraszam. – Claire rzuciła krótkie, podobno trudne do przejścia przez gardło słowo, zawstydzona i przygnieciona własnym sumieniem wybiegła z domu staruszki.

Przeszłość zaczęła powracać ze zdwojoną prędkością. Dziesiątki imion, twarzy, ulic, kształtów, mikro-historii. Niektóre z nich zakopane głęboko w pamięć, inne w pośpiechu wyrzucone, żeby zrobić miejsce nowym, napływającym zewsząd. Wówczas pojawił się zapach, następnie wspomnienie. Chwilowe zamarcie, rzucenie kątem oka za siebie, uśmiech nieznajomego, odwrócenie oczu, kontynuacja zaczętej rozmowy.

Przy śniadaniu wzrok Josha przez cenne dwanaście minut utkwiony był w Claire. Ta, pierwszy raz, usilnie próbowała na niego nie spoglądać. Dźwięk stawianych filiżanek na stole, odgłos przełykanego pokarmu. Pierwszy, od wielu lat, inny poranek. Josh nie przerzuca pojedynczych słów, nie mówi o pracy i o nowym projekcie. Claire nie snuje planów, nie zastanawia się nad tym co dzisiaj kupi w sklepie. Po prostu niekończące się milczenie.
– Claire, co się dzieje? – przerywa w końcu Josh, nie mogąc wytrzymać.
– Czemu mnie oszukałeś? – trzy słowa, a tak bolą, tak nie chcą przejść przez gardło.
– Nie oszukałem. – odpowiada szybko Josh, według konkretnego, ustalonego kiedyś planu.
– Wiesz czego do dzisiaj najbardziej się bałam? – pyta Claire, podstępnie zmierzając do jednego celu.
Zdziwiony Josh, spodziewał się innych słów. Przez wiele lat wyobrażał sobie tę rozmowę. Wymyślał kolejne kłamstwa, którymi mógłby częstować Claire, żeby choć na dłuższą chwilę zatrzymać ją przy sobie.
– Nie mam pojęcia. – odpowiada szybko, bojąc się słów, które usłyszy za chwilę.
‘A skąd mógłbyś wiedzieć. Nie wiesz nawet jakie książki lubię, co robię po południu jak Ty znikasz na cały dzień. Nic o mnie nie wiesz. Albo wiesz o mnie wszystko to, czego ja nie pamiętam.’
– Do dzisiaj, najbardziej bałam się – Claire cedzi każde słowo, celowo oddzielając je wyraźnymi przerwami, które wzbudzają w Joshu lęk, a tak naprawdę nie mogą wydostać się z jej ust – momentów kiedy zostawałam sama i nikt, zupełnie nikt, nie pytał się mnie dlaczego nie oddycham.

Przez całe życie czekałam na ujście miłości z krwiobiegu. To Josh był przy mnie zawsze, odkąd pamiętam, a pamiętam niewiele. Był przy mnie, pomagał mi, i trzymał mnie za dłoń, na moście nad wielką przepaścią, obiecując że nie puści. Wierzyłam mu i ślepo podążałam jego krokami. Wydeptywał mi ścieżkę, przez którą ja posłusznie przemierzyłam część mojego życia.

Mali Losinj, 22 września 1986

Wrześniowy poranek. Claire siedzi na krawężniku chodnika przed domem, w którym spędziła ostatnie lata i smutno patrzy w niebo z desek, które groźnie skrzypi nadchodzącą burzą. Uśmiecha się perfidnie pod nosem, liczy życiowe porażki, aż w końcu traci rachubę. Smutno patrzy na ludzi, smutno, coraz smutniej. Z odrazą i wyrzutem wyrzuca zdjęcia noszone w portfelu. Jednak, druga, trzecia twarz. Twarze, które były przy niej przez te ostatnie lata spędzone w Chorwacji. Twarz Josha, pani Isabel, sąsiadki i jej córeczki Charlen, która nazywała ją ciocią. Claire ma masę wrażeń, czuje swoje myśli na plecach, na szyi, na ustach. Widzi przeźroczyste ręce i miłość pływającą w kałuży. Boi się popatrzeć ludziom w oczy, ale najbardziej boi się tego że już nie czuje. Już niczego nie czuje, tylko niesmak w ustach i czyjąś dłoń na ramieniu.

Były momenty w życiu Claire, w których bała się patrzeć w przeszłość, której tak naprawdę nie miała. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, jak mali są wszyscy ludzie. Jak bezbronne i łatwowierne są ich słowa. Cedzą je przez piękne usta do przypadkowo napotkanych , obcych ludzi. Słowa te żyją, wciąż płyną, aż w końcu rozdwajają się na rozdrożu i rozdzielone, biegną każde w swoją stronę. Tak też było ze słowami, którymi codziennie częstował ją Josh. Przez wiele lat miały to samo, przetarte znaczenie. Claire wierzyła w nie, i to dzięki niej niepostrzeżenie wtapiały się w jej życie. Kiedy słowo ‘kocham’, wypowiadane lekceważąco przy śniadaniu na tarasie, dotarło na skrzyżowanie, musiało wybrać przyszłość. Rozdwoiło się, jego jedna część poszła w jedną stronę, a druga w przeciwną.

***

Reklamy

3 thoughts on “‚Skradzione wspomniania’ część 3 + ostatni ‚Arry ;(

  1. withi pisze:

    Oh oh, wzruszające ;*
    Brzydka jestem – fakt, ale z tym walczę. Gruba tez, ale poniżej 50 póki co nie schodzę. Pokaż mi swoją pupcie i buźke to będę miała szanse na równie delikatny rewanż ; *

  2. marcepan pisze:

    piszę się „a propos”, a nie apropo idiotko, chyba już ci mówiłam, żebyś wracała tam gdzie twoje miejsce czyli do podstawówki polskiego się uczyć 😉 a na adoratorów jesteś za gruba i brzydka, nie wspominając już o wielkim łbie i jeszcze większej głupocie, możesz sobie co najwyżej popłakać do swojego śmierdzącego szczura, bo prawda taka, że nie masz żadnych przyjaciół

  3. Linn pisze:

    he, no właśnie zastanawiałam się czemu ten komentarz nie chciał się dodać 🙂
    czemu nie piszę? chyba jakoś tak brak weny… chciałabym wrócić, szczególnie że czasu mam aż nadto, ale no nie wiem. zobaczymy, nie jestem do końca przekonana czy to jest miejsce dla mnie 🙂

    głupie 5 stoni w dół, a dobrze by zrobiło …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s