‚Skradzione wspomnienia’ część 2 + piękna Gisele

Yhm, uwielbiam pocztę. Spędzam tam ostatnio sporo czasu, wysyłając przeróżne rzeczy, dlatego powoli jestem tym zmęczona. Zwłaszcza w taką pogodę. No ale, od kilku dni staram się ratować moje włosy, które koszmarnie wypadają ; ( Przeciętna osoba po kilku dniach nie miałaby już włosków, dzięki Bogu ja mam ich trochę i tego w ogóle póki co nie widać. Póki co. Nie wiem o co chodzi, może tak jak Roger Majkel I zmieniam futro, no ale ludzie, ile można? Odżywki, maski, tabletki, spray’e i takie tam, na ogromną skale, poszły w ruch. Mam nadzieję że przyniesie to oczekiwane rezultaty. Poniżej wrzucam cudowne i niezwykle delikatne zdjęcia Gisele. Normalnie istne piękno . !

Właściwie to wpadłam tylko na momencik wrzucić drugą część tego dna i gniota, którym zaśmiecam internet 😦 i uciekam do Pauli, a wcześniej zrobić spaghetti dla Mamci, które ponoć jest mistrzostwem, także no. Żyjecie jakoś? Pijecie dużo wody? Jecie dużo marchewek i arbuzów? Jak tak, to i ja się cieszę ogromnie. Ah, słówko odnośnie wczorajszego finału. Dawno nie widziałam tak zdegustowanego Tomasza, właściwie to jego mina mogłaby być całą, najlepszą i najtrafniejszą oceną tego meczu. Zresztą, moja lepsza nie była. Nie wiem do czego to dochodzi, może wszystkie takie czynniki jak np stres, emocje, przewidywania, presja itd nakładają się na siebie i kumulują, ale brutalność tego finału była troszeczkę momentami za wysoka. Mecz o trzecie miejsce był zdecydowanie ciekawszy i lepszy. No ale, teraz mogę znowu sobie powiedzieć: jezuuu, na następnym mundialu będę miała 22 lata! :O i zrobić wielkie oczy. Masakra, jak to wygląda. No nic, wrzucam na szybko drugą część opowiadania i proszę o równie taktowne i delikatne komentarze 😉 Trzymajcie się cieplutko ; *

***

Skradzione wspomnienia (część2/4)

Joanna Poliwka

***

Granica Włochy – Słowenia, 25 listopada 1978

Znikające coraz szybciej widoki za oknem. Claire próbuje zapamiętać obrazy, które uciekają zanim je zrozumie. Dotyka mokrą szybę, chcąc się na chwilę zatrzymać. Josh kładzie swoją dłoń na jej i wspólnie zakreśla okrąg na zaparowanej od wewnątrz, zimnej tafli szkła.
– Claire to ziemia. A to my – rysuje dwie postacie – jesteśmy sami i jedziemy do Chorwacji, żeby spędzić tam resztę naszego życia.
Chorwacja. Adriatyk. Claire łapie poszczególne słowa, próbując przypomnieć sobie ich znaczenie.
– Josh, gdzie my właściwie jesteśmy?
– W autobusie Claire. Jedziemy do Chorwacji.
Dziewczyna mocniej zaciska palce na szyi lalki, schowanej głęboko w kieszeni jej kurtki. Zakreśla oczy, usta i nos. ‘Autobus’, myśli ‘a co to takiego?’ Po chwili zmęczenie i mocny ból w głowie zamykają jej bezwładne powieki.

Mali Losinj, 15 lipca 1985

Był rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty piąty. Claire miała wszystko. Kochającego mężczyznę, wspaniałe poranki, piękne widoki na morze, codzienne kąpiele w zimnym oceanie. Lubiła spacerować, kiedy Josh był w pracy. Ciągle zapominała czym się zajmuje, mimo że każdego dnia jej mówił. Claire lubiła pomagać. Codziennie, około godziny czternastej odwiedzała starszą panią Isabel, posiadaczkę pięknego, brązowowłosego Cocker Spaniela. Właścicielka śmiała się, że pies zachowuje się tak jak ona, kiedy była młoda. Szczeniak witał Claire skacząc na nią i ciągnąć ją za spodnie. Dziewczyna uśmiechała się i siadała przy starszej pani na ławce, z herbatą w dłoni.
– Wiesz kochana, wspomnienia mają cudowną moc. Czas pędzi, ucieka, i przemija. Wspomnienia ciągle żyją danym dniem, godziną. Kojarzą nam się ze wspaniałymi, niegdyś bolesnymi odcinkami naszego życia. Wtedy to, najbardziej uświadamiam sobie, że moje życie powoli dobiega do mety. To nie zmarszczki, które przestałam liczyć dwanaście lat temu, to nie nowe twarze wokoło, wyrywane kartki z kalendarza czy kolejne zachody słońca, spędzane w ten sam sposób, sprawiają że czuję upływ czasu. To wspomnienia.
– Wspomnienia? Kiedyś nie bałam się wspominać, teraz najbardziej nie boję się samej czynności, ale tego, że tak naprawdę ich nie mam. Nie mam przeszłości.
– Każdy ją ma, każdy jest zbudowany ze wspomnień.
Kolejne godziny spędzone na tarasie, słuchanie opowiadań starszej pani i głos Josha o osiemnastej, wołający na kolacje.
– Jutro przyjdę. – obiecuje Claire, żegnając się z pupilem starszej pani.
– Do zobaczenia kochanie. Pomyśl o tym co mówiłam.

Claire miała swoje ulubione miejsce w domu. W każdej wolnej chwili siadała na bujanym fotelu i czytała książki. Każdorazowe skrzypnięcie, kiedy fotel wychylał się z równowagi, rysowało przeszłość. Stara kobieta z książką w zmarzniętej dłoni, para unosząca się nad kubkiem z herbatą i myśli wirujące w powietrzu. Claire malowała obrazy w głowie, próbowała przypomnieć sobie twarze, rysy, słowa.
– Josh, kim ja właściwie jestem?
Wyrwany z pędzącego pociągu myśli, Josh powoli oderwał wzrok od sterty papierów i spojrzał na kobietę, którą kilka lat temu pokochał.
– Jesteś najwspanialszą kobietą jaką dane było mi poznać.
Słyszała to z jego ust codziennie. Znała to zdanie na pamięć. O ironio, było to jedyne zdanie, które o każdej porze dnia, nawet wyrwana w środku nocy ze snu, potrafiła bezbłędnie powtórzyć. Pytając Josha kim jest, wybiegała w przyszłość i malowała na jego ustach słowa, które zaraz dobiegały do jej uszu. Patrzyła na niego i widziała podkrążone oczy i zmęczone dłonie, trzymające stos papierów. ‚Widoczne i niszczące efekty pracy’ – myślała i wracała do lektury. Tym razem zrobiła wyjątek, postanowiła drążyć temat.
– Josh, opowiedz mi coś o mnie. Pani Isabel mówiła, że …
– Co mnie obchodzi co mówiła stara Isabel !? Co ona może wiedzieć ! – wybuchnął Josh, rozrzucając perfekcyjnie ułożone kartki
– Josh, chciałam się tylko dowiedzieć … – dało się słyszeć panikę w głosie Claire. Przerabiali już to wiele razy, mimo wszystko nie mogła przyzwyczaić się do wybuchów Josha. A może nie mogła, bo nie pamiętała ostatniej kłótni, nie pamiętała co jadła na śniadanie i co mówił listonosz, odwiedzający ich dom codziennie o tej samej godzinie.
– Nie ma nic ciekawego, co mógłbym Ci powiedzieć. – dwie sekundy i trzask drzwi. Tak kończyła się każda taka próba. Dlatego Claire posłusznie skuliła się w fotelu, kończąc temat i obiecując sobie, że już nigdy nie zdenerwuje Josha.

Jedyną rzeczą, która była łącznikiem Claire z przeszłością, była stara i zniszczona lalka, leżąca na dnie szafy. Claire zawsze po nią sięgała, kiedy próbowała siebie zrozumieć. Dotykała wtedy jej oczy, palcem rysowała na jej smutnej twarzy uśmiech i tym samym retardowała ujście wspomnień. Chciałaby tylko wiedzieć, gdzie jest jej dom. Przecież każdy ma dom, każdy go miał i mieć będzie. Tak mówiła pani Isabel, a Claire zawsze jej wierzyła. Lubiła patrzeć na jej usta, z których za każdym razem wypływał potok wspomnień, zdań i historii, których i tak nie była w stanie zapamiętać. Mimo wszystko lubiła jej słuchać i wierzyć w każde jej słowo. Jej jedynej.

O czwartej nad ranem Josha budzi zapach żelaza. Ale to krew. Krew jest wszędzie, a Claire leży zwinięta w jej kałuży jak kociak. Josh szybko odrzuca pościel na bok i potrząsa ją za ramię.
– Nie – mówi.
– Claire, obudź się, krwawisz.
– Śniło mi się …
– Claire, proszę …
Siada gwałtownie. Ręce, twarz, włosy ma całe umazane krwią. Wyciąga dłoń, na której leży stara i zniszczona laleczka.
– Umarła – mówi i wybucha płaczem.
Chwilę później Josh i Claire siedzą razem na brzegu zalanego krwią łóżka. Obejmują się mocno. Po ich twarzach płyną łzy.

– Jedynym sposobem żeby poznać siebie, jest uwolnić się od teraźniejszości.
Claire patrzy w głębokie oczy pani Isabel. Wydaje jej się że widzi w nich kogoś innego. Zaczyna błądzić po twarzach, które ją zbudowały. W jej głowie na nowo rysuje zmarszczki, dopasowuje kształt ust i linię brwi. Przed oczyma ma obraz starszej kobiety, wręczającej jej piękną, długowłosą lalkę.
– Widzę! – krzyczy i z egzaltacją wymachuje rękoma, przerywając pani Isabel zdanie.
– Co widzisz kochanie? – zaciekawiona staruszka przygląda jej się z uwagą.
– Widzę – myśląc marszczy czoło – widzę kobietę, widzę ją bardzo wyraźnie. Pochyla się nade mną, zna mnie bardzo dobrze, wie że lubię lalki. Ma ciepły głos i błękitne oczy. I piękne usta.

Claire wracając od pani Isabel ciągle odtwarzała w myślach widok kobiety, którą poznała kilka godzin wcześniej, mimo że czuła w głębi serca, że łączy ją z nią coś więcej, niż przypadkowe dopasowanie do siebie elementów twarzy. Claire nie potrafiła sobie przypomnieć twarzy Josha, kiedy znikał na 12 godzin. Nie potrafiła zapamiętać ust kobiety sprzedającej w pobliskim sklepie, mimo że codziennie zamieniała z nią kilka słów przy zakupach. Claire zawsze patrzyła na usta. Dla niej były one wizytówką człowieka. Szerokie, wąskie, drobne. Usta były tą częścią ciała, którą uwielbiała w ludziach. Potrafiła z nich czytać, przechodniom kradła z nich słowa. Lubiła siadać na ławce i zgadywać co powie osoba przechodząca obok. Szła tak, licząc zakręty po prawej stronie, będące jej jedyną pomocą w bezpiecznym dotarciu do domu, gdy nagle patrząc na niebo, szukając jakiś wskazówek, wpadła na grupkę małych dziewczynek. Piegowata twarz była zwrócona prosto na nią. Pomogła małej wstać i grzecznie przeprosiła. Zrobiła kilkanaście kroków, gdy nagle usłyszała muzykę. There’s a ray of light upon your face now. Spojrzała do tyłu i dopiero po chwili ujrzała delikatny materiał. Podeszła bliżej i dotknęła sukienki jednej dziewczynki. Ta przestraszona dotykiem obcej osoby, odskoczyła jak poparzona na bok. ‘Tiu..’, Claire intensywnie myślała.
– Tiul? – nie wiedziała, że wypowiada to słowo na głos.
– Tak proszę pani. – mała ocknęła się i grzecznie odpowiedziała, a widząc że nic jej nie grozi, dodała – Dostałam w prezencie od tatusia.
Spłoszona tym potwierdzeniem swojego pytania, Claire, szybko odwróciła się i pobiegła w stronę domu. ‘Jeszcze trzy zakręty po prawej’ – myślała, łapiąc oddech, i pragnąc ukryć się w swoim pokoju.

Cztery ściany zawsze kojarzyły się Claire z bezpieczeństwem i swobodą. W swoim pokoju potrafiła być sobą. To właśnie w nim nie musiała przed nikim udawać. Nie musiała udawać, że pamięta jak dojść ze sklepu do domu, jaki kolor bluzki miała kobieta rozwożąca świeże mleko czy jaka pogoda była wczoraj. Tego jednego dnia, Claire bała się dotknąć jakiegokolwiek przedmiotu. Usiadła na środku pokoju, z twarzą zanurzoną w poduszce. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła łzy na rozpalonych policzkach. Kobieta w wyobraźni, dziewczynka w tiulowej spódniczce i ta piosenka. Natłok myśli nie pozwolił na zaczerpnięcie powietrza. Każdy milimetr jej ciała był pochłaniany przez napływające zewsząd wspomnienia. Nawet płuca zapełniły się lekką i słodką substancją. Każde nowe słowo było w tym momencie na wagę złota. Claire szybko wyciągnęła kartkę papieru i zaczęła wypisywać niepasujące do siebie słowa. Libby, tiul, lalka, Cocker Spaniel, taniec, ławka, Werona. Claire z niedowierzaniem spoglądnęła na sześcioliterowe słowo, napisane przez wspomnienie. Zakreśliła palcem każdą literką, jakby chciała ją ożywić, znaleźć jakąś podpowiedz, dlaczego akurat Werona. Dlaczego?

Napływ wymiocin do gardła powoduje szybki powrót do rzeczywistości. Claire biegnie do ubikacji i wyrzuca z siebie wszystko co do tego dnia chowała głęboko w sobie. Teraz jest już czysta. Teraz ma siłę by coś zmienić.

Są w życiu takie chwile, kiedy nie wiesz, jak masz się zdefiniować. Nie potrafisz nazwać swoich uczuć, zapominasz co to emocje, a świat staje się martwy. Zatracasz sens życia, wszystko jest szare i monotonne. Ja te chwile mam już za sobą. Poszczególne komory powoli się odblokowują i ponownie zapełniają. Z tym wyjątkiem, że to ja je wypełniam, od początku po sam brzeg.

***

Advertisements

6 thoughts on “‚Skradzione wspomnienia’ część 2 + piękna Gisele

  1. marcepan pisze:

    PS – masz świadomość jak wielu ludzi czyta tego bloga tylko po to, żeby się pośmiać, jak wielu ludzi wyszydza za plecami ciebie i twój wielki łeb? ogarnij się, już za pół roku matura a ty się zachowujesz jakbyś miała 5 lat, bo to nawet nie gimnazjum nie jest – poza tym adriatyk to morze, a nie ocean ^^ do szkoły, geografii się uczyć – i polskiego

    • Kejt pisze:

      „(…) bo to nawet nie gimnazjum nie jest” – Tobie marcepanie widać też przydałoby się dokształcanie, bo co prawda język polski w kwestii podwójnych zaprzeczeń bywa łaskawy (np. „Nigdy nie potrafiłem wyrażać swojego zdania poza Internetem” – znaczy, że nie potrafiłeś, a nie, że potrafiłeś, na co by wskazywała reguła matematyczna), to w tym miejscu jakoś sens Ci się złociutki zgubił. No ale może to ta logika w liceum, konkretniej negacja, tak Ci zawróciła w głowie, że już sens się pomieszał, geografie ; ). A może to z tej wredności ciężko się zaczyna myśleć : )? Krytykować też można na kulturalnym poziomie, co taki obieżyświat powinien, notabene, wiedzieć : ).

  2. kinga pisze:

    Aś słońce, wiesz że nie warto przejmować się naszymi bohaterami przez wielkie B. W internecie wyżywają się na innych, zdolnych osobach, bo sami mają w ciul kompleksów i pewnie 24/h siedzą w internecie i zastanawiają się jak tu komuś humor poprawić. Ty wiesz że cudne to jest, czytałam to wiele razy i uwielbiam. A takimi sie nie przejmuj, nie warto. Uf, ciekawe jaki kolorek obok komentarza dostanę ;*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s