unforgettable childhood i kilka nowości

***

part 2 kklik

part 3 kklik

part 4 kklik

Uwielbiam soboty. Mogę spać do której tylko chcę, zaplanować sobie ten dzień z góry na dół i później skrupulatnie ten plan realizować, bądz też postawić na tak zwany ‚spontan’. I co z tego, że mogę spać nawet do 13 (jak to było kiedyś) skoro w Hiszpanii tak przestawiłam swój biologiczny zegar, że już o 6:30 jestem na nogach, objętnie jaki byłby to dzień. Ma to też swoje plusy, mam więcej energii, a dzień wydaje się dłuższy. No i  kolejnym plusem na pewno jest takie cudo, które mam czas sobie przygotować:

Z braku ciekawszego zajęcia, czas od 11 do 12:30 spędziłam na balkonie, ze słuchawkami w uszach i słońcem na twarzy. Mimo mojej hiszpańskiej opalenizny, nadal staram się pamiętać o filtrach. O twarzy już nie wspominając, 25 SPF to minimum jeżeli o tę częśc ciała chodzi. Zresztą, szkoda że wiele dziewczyn robi ten błąd, że się niczym nie smaruje, naiwnie wierząc że to wzmocni efekt końcowy. Naprawdę ładniejsza i długotrwalsza opalenizna pojawia się, gdy równocześnie miziamy się, czy też psikamy spray’ami o wysokich faktorach jak np 15SPF.

Leżąc tak pomyślałam chwilę o moim całym życiu spędzonym na boguchwalskim osiedlu. O wspaniałych wakacjach czy zabawach na podwórku. O ‚Krowie‚, ‚klasach’, skakance. O dzwonieniu do ludzi przez domofon. O wszystkim tym co kiedyś było tak blisko mnie, a do tej pory jest częścią moich wspomnień. Naprawdę miałam udane dzieciństwo. I jak tak sobie myślałam, cofając się tym samym jakieś 10 lat wstecz, uświadomiłam sobie że gdzieś tam w środku nadal mam ochotę na przeróżne zabawy. Że najchętniej usłyszałabym sygnał domofonu i głos Oli, z pytaniem: „Asia, wyjdziesz na dwór?”. Że najchętniej wyskoczyłabym wtedy z domu, uprzednio biorąc jakieś monety w łapki i pędząc na początku po lody czy cukierki. A później do 22 bawilibyśmy się, śmiali i robili wszystko to co charakteryzuje ten okres naszego życia. Obecnie byłabym wdzięczna za choć jeden taki dzień, żeby na moment wrócić do tego co miałam, a co tak szybko minęło i docenić to wszystko co składa się na jedno słowo: d z i e c i ń s t w o.

Jak teraz o tym wszystkim myślę, dochodzę do wniosku że w momencie kiedy kończymy 18lat, zamykamy za sobą pewne drzwi, które czasami wolelibyśmy zostawić otwarte. Zamykamy coś, co nas tworzy, co do tej pory przywoływało uśmiech na twarz. Zapominamy, że gdzieś tam w środku wciąz jesteśmy dziećmi. Robimy z siebie na siłę dorosłych. Jeden gest, mimika twarzy, kontrolowany uśmiech układający się na twarzy w przećwiczonym do perfekcji tempie, mowa i noga na nodze.

Nigdy nie zapomnę corocznych, wspaniałych wakacji z rodziną. Z małym Maciejkiem, mamcią i daddym. Nie zapomnę włoskiej plaży czy ukochanej Chorwacji, do której mogłabym ciągle wracać. Do której mnie tak ciągnie i którą kiedyś tam, wiele lat temu, bardzo pokochałam.

Nie zapomnę też kłótni z bratem, naszych ‚sumo ringów’ czy zabaw ze skarpetkami. Ukradkowego włączania telewizora po 19, żeby oglądnąc ‚Zbuntowanego Anioła’ czy ‚Przyjaciółki i rywalki’. Nagrywania teledysków Eminema i Britney Spears i innych naszych, wspólnych zabaw.

Eh, wzięło mnie na wspomnienia. Najchętniej to poryczałabym sobie gdzieś w kącie, albo jeszcze lepiej – wyskoczyła na zewnątrz i pobawiła się w ‚Krowę’. Btw , zawsze byłam najszybsza 😀

Wiecie, zdjęcia mają jednak tę przewagę, że zatrzymują wspomnienia i niekontrolowany upływ czasu. Możemy do nich wrócić kiedy tylko chcemy. Możemy usiąść, wziąć album na kolana i oglądać, płacząc przy tym jak dziecko, któremu mama nie kupiła lizaka. Możemy tak po prostu cofnąć się w czasie i zastanowić nad obecnym tu i teraz. I tak po prostu docenić, to co mieliśmy i czego już nie mamy i mieć nie będziemy.

Wracam do rzeczywistości, a raczej do pakowania się na basen. Wczoraj, czekając na autobus, skoczyłam na chwilkę do ulubionej Vero Mody i spontanicznie zdecydowałam się na zakup drugiej pary uroczych spodenek, tym razem w jasnej odsłonie. Kilka dni temu wspominałam, że rozważałam które będa lepsze. Wtedy postawiłam na czarne, ale jasny brązik również mnie uwiódł do tego stopnia, że postanowiłam je mieć w mojej szafie. Jak pisałam, są identyczne, tylko różnią się kolorkiem. Swoją drogą, też tak bardzo podobają Wam się niezmienne reklamówki Vero Mody? Kolory dobrali idealnie 😉

Poza tym zaopatrzyłam się w dwa, cudownie pachnące balsamy. Jeden z nich to Lirene, cafe Mocha, którym smaruję brzuszek, natomiast drugi to Nivea Piękne Nogi, którym zamierzam smarować, co jest logiczne, … nogi ; – )

Tymczasem uciekam do zimnego basenu. Trzymajcie się chłodniutko ; *

Reklamy

2 thoughts on “unforgettable childhood i kilka nowości

  1. asiaczi pisze:

    wspomnienia są piękne,zdjęcia też. można do nich wracać : )
    zakupy jak zwykle widzę,że Ci się udały ;] świetny masz gust Kochana,też mi się te rzeczy podobają 🙂 widziałam ten balsam piękne nogi ;] dobry on jest ? :))

  2. Dina pisze:

    Ale z was słodkie dzieciaczki były. Ja z moim młodszym bratem zawsze koty darłam, bo wyjadał mi truskawki w wszystko co dało się zjeść i zawsze na mnie kablował. Kochany, młodszy braciszek, kurde. Ale teraz dochodzi do jakiegoś normalnego stanu. Powiedzmy. Hormony biedakowi szaleją. No cóż.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s