asia w hiszpanii – relacja trzecia; jedzenie

Ah ah, witam Was moi kochani w ten dośc męczący dzień. Czuję się fatalnie, ledwo trzymam się na nogach i kręci mi się w głowie. I co gorsze – coraz częściej łapię się na tym, że moja głupia głowa zaczyna wierzyć w ciąże pozamaciczne, rozpowszechnione przez czytelników ekskluzywnego magazynu Bravo.

No ale, to tylko głowa i zmęczenie, nic więcej. Czas ruszyć tyłek i zacząć się uczyć. Trzeba w końcu w miarę możliwosci coś powyciągać, tym bardziej że z matmy i polskiego w tym półroczu polecę w dół o stopień, natomiast angielski i uwaga – fizyka, pójdą w góre co jest motywujące i to bardzo.

Wracając do tematu, dzisiaj będzie o portugalskim i hiszpańskim jedzeniu, a przynajmniej o tym co miałam okazje tam zjeśc z rzeczy bardziej regionalnych. Zaczniemy może od tego, co znienawidziłam, o ile można tak powiedzieć, bo nigdy za takim syfem nie przepadałam. Kojarzycie tak zwane śniadanie kontynentalne? Już po tygodniu spędzonym na wycieczce w Paryżu (bodajże 3 lata temu) miałam po nim mdłości. Oczywiscie chodzi o zestaw, który Francuzi i Hiszpanie (co było dla mnie nowością) wielbią i ponoć jedzą, aczkolwiek ja w to nie wierze, bo takie żarcie to jedno wielkie gówno. Mam na myśli bagietke, którą żuje się jak opone, do tego dżemy i uwaga – croissanty, exactly. Najgorszy rodzaj ‚pieczywa’, tłusty i ohydny. Po tygodniu miałam dość, mój żołądek również. Marzyłam jedynie o białym serku czy jajkach, które dla nich nie istnieją. Z czasem, tj w drugim tygodniu, czyli w Portugalii i Andaluzji zaczęły pojawiać się szwedzkie stoły, na których nie było już tak ubogo. Ale jakoś przeżyłam, tylko najbardziej szkoda mi mojego żołądka, że go na to naraziłam. Naprawdę, najgorsze z możliwych śniadań.

Ale za to jednego można im pozazdrościć. Jogurty greckie, które są ponoć najlepszymi jogurtami naturalnymi. I to ponoć, po odkryciu ich, zmieniłam na – na pewno. Są idealne, wygrywają z całą gamą innych naturalnych, które swoją droga lubię najbardziej. Jogurty naturalne mi podchodzą, natomiast wszystkie owocowe już nie.

Oraz inne cudo, którego u nas również nie widziałam, czyli jogurt sojowy, w tym wypadku truskawkowy. Był genialny < 3

Na takich cudakach żyłam przez te dwa tygodnie. Oczywiscie wrzucałam do nich płatki Cookie Crisps, których zapas wzięłam ze sobą i orzechy, migdały i wszystkie suszaki od których jestem po prostu uzależniona. Rodzynki, suszone czy wędzone śliwki, suszone banany, jabłka, morele, wszystkie rodzaje orzechów – to jest to co mogę jeśc i jeść. Jedynie daktyle mi nie podchodzą. A jeżeli o suszkach mowa to …

To jest jeden z dwóch powodów dla których muszę wrócić do Nazarre. No, może z trzech. Po pierwsze – pierścionek pseudo zaręczynowy, o którym już pisałam. Po drugie – plaża i Atlantyk. Po trzecie – straganiki tych cudownych babci (Fajna historia, ponoć kiedyś jak ich mężowie wypływali w morze, one z rozpaczy, czekając na nich, każdego dnia zakładały jedną spódnice. Przykładowo ta babulka ze zdjęcia ma na sobie 12. A no i noszą je do dzisiaj ;)), od których podróżniczka musiała mnie siłą odciągać. Na trzecim zdjęciu zaznaczyłam w kółeczko ciastka, a raczej ciacha z orzechami, w których się po prostu zakochałam. Kupiłam ich sporo, bo aż 8 (jeden kosztował 1E) i obiecałam sobie że 4 przywiozę do domu dla Mamci i Taty. W drodze powrotnej jednak zjadłam jeszcze jednego i ostatecznie przywiozłam im trzy. A ‚ciastka’ są naprawdę gigantyczne. Jak się zje pół takiego to już nie ma miejsca w brzusiu na więcej. A są przepyszne. Oczywiscie o innych suszkach nie wspominając, których nakupiłam u tej pani baaaardzo dużo. Boż, nie powinnam na te zdjęcia patrzeć ; (

Jak powszechnie wiadomo Andaluzja słynie z ogromnej ilości drzewek oliwkowych i migdałowych. Każdy Andaluzyjczyk na śniadanie je bagietkę zamoczoną w oliwie z oliwek, którą mają naprawdę pyszną. Ponadto wierzą w jej cudotwórcze działanie i zawsze piją dwie łyzki na czczo. Jak się wjeżdza do Andaluzji od razu można zauważyć całe pagórki w drzewkach oliwkowych i migdałowych. Na początku wygląda to cudnie, z czasem pojawia się ból głowy, a ostatecznie odruchy wymiotne. Naprawdę długo nie wolno na to patrzeć, bo jakjedziesze 5 godzin autostradą i w kółko widzisz tylko takie kulki (w sensie drzewa) everywhere to naprawdę nie jest to nic przyjemnego. I jeszcze drzewka migdałowe:

Jeżeli chodzi o Hiszpanie i Portugalie to na pewno nie zawiodły mnie owoce. Sezon niby jeszcze się nie zaczął, a owoców było tam pełno i to takich smacznych, że może to dziwnie zabrzmi – ale zdążyły mi się znudzić truskawki. W dodatku granaty są tam wielkości 5 naszych, są soczyste i genialne ❤ Marakuja, papaja, pyszne pomarańcze i ogólnie cytrusy, arbuzy 😉 Wrzucę Wam zdjecia drzewka pomarańczy i granatu. Wyglądają zjawiskowo i w dodatku mają strasznie intensywny zapach, zwłaszcza pomarańcza:

Jeżeli chodzi o inne dania to za dużo ich nie jadłam, ponieważ w Hiszpanii maja zwyczaj jadać tak zwane obiadokolacje koło 20, 21. My z reguły przyjeżdzaliśmy do hoteli o 21 i wtedy była ta kolacja, a ja o tej godzinie nie jadam, więc z reguły szłam wtedy spać. Poza tym prawie codziennie było mięso, więc to z góry odpadało. Czasami zamiast tego w niektórych hotelach dawali mi jakieś sałatki. Ale kilka razy jak byłam to trafiłam na np hiszpańskie gazpacho, które bardzo mi posmakowało. Poza tym Portugalia ma najlepsze zupy jakie w życiu jadłam, gęste i warzywne, coś ala te dla małych dzieciaków z Bobovita 😀 Miałam okazje zjeśc jeszcze marcepany z Toledo, które robią do dzisiaj siostry. Wrzucę w najbliższej przyszłości fajne zdjęcia z wystawy w jednym sklepie. Poza tym babeczki hiszpańskie z budyniem i inne hiszpańskie smakołyki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s